-Nie dzisiaj, Stan. Naprawdę jestem zmęczony. Może jutro?
Prudencja usłyszała głos swojego brata, dochodzący zza uchylonych drzwi jego pokoju. Zajrzała do niego. Siedział przy biurku, rozmawiając przez telefon.
-Sorry, Stan. Muszę kończyć, baw się dobrze - pożegnał się i odwrócił w stronę siostry.
-Co tam? - zagadnął.
-Nic, tak tylko wpadłam. Nudzi mi się.
-To idź gdzieś. Rozerwij się. Ostatnio ciągle siedzisz nad książkami.
-Ostatnio to ja ciągle gdzieś chodzę - poskarżyła się. - No chyba, że pójdziesz ze mną.
-Przepraszam, Yoko. Nie mam dziś ochoty. Właśnie dzwonił Stanley i chciał mnie dokądś wyciągnąć. Idź sama.
-W sumie czemu nie?
Dziewczyna przymknęła drzwi pokoju brata i wróciła do siebie. Ubrała się szybko w bordową rozkloszowaną spódnicę, czarną koszulkę z małą kieszonką na piersi i czarne zakolanówki. Wciągnęła na nogi trzydziestodziurkowe białe glany, włożyła skórzaną kurtkę i wyszła z domu.
Luty przeistaczał się w marzec. Było odrobinę cieplej, ale wiecznie chmurne niebo dawało o sobie znać. Był już wieczór, więc chciała jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Weszła do ciemnego pomieszczenia. Był to jej ulubiony klub. Spędzała tam dużo czasu. Tej soboty nie było zbyt wiele osób. Kilkanaście par tańczyło, ale większość siedziała przy stolikach. Prudencja od razu skierowała się do baru. Zamówiła krwawą Mary. Wypiła łyk, kiedy odezwał się barman.
-Często cię tu widzę - zagadnął.
-Bo często tu jestem - odparła wspaniałomyślnie.
-Doug.
-Yoko.
-Miło mi.
-Mnie również.
-Czekasz na kogoś?
-Dlaczego pytasz?
-Bo jakiś facet się na ciebie gapi od chwili, kiedy tu weszłaś.
Dziewczyna nie była zbyt zainteresowana, ale spytała:
-Jak wygląda?
-Długie, lekko kręcone blond włosy, czarna koszulka.
Na te słowa od razu się spięła.
-Gdzie jest?
-Twoja lewa, obok laski w za małej mini.
Prudencja odwróciła się i spojrzała prosto w oczy Stanleya. Siedział z jakąś dziewczyną, która uwiesiła się jego szyi. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w końcu Yoko odwróciła głowę.
-Twój były? - spytał barman.
-Nie. To tylko taki jeden chłopak ze szkoły, na którego widok mam ochotę się porzygać - odpowiedziała szczerze.
Barman zaśmiał się.
-Nawet nie chcę pytać, co ci zrobił. Cholera - dodał. - Ty to masz dopiero branie. Kolejny typek się na ciebie gapi. Ciemne długie włosy, wysoki. Przy wejściu.
Prudencja obróciła się i w miejscu wskazanym przez barmana zobaczyła Vincenta.
-O cholera - powiedziała cicho, kiedy zobaczyła, że idzie w jej stronę.
-Raczej niemiłe spotkanie? - spytał Doug.
-Jakbyś zgadł. Wódka. Szybko.
Barman chwilę później postawił przed nią pełny kieliszek. Opróżniła go jednym haustem i zobaczyła obok siebie wysoką postać Vincenta.
-Piwo proszę - powiedział.
Usiadł na stołku obok Prudencji i początkowo nie zwracał na nią uwagi. Otrzymał swoje zamówienie, a dziewczyna poprosiła Douga i kolejny kieliszek.
-Nie za dużo tej wódki? - spytał nagle Vincent.
-Gówno cię to obchodzi - odpowiedziała opryskliwie.
-Jesteś na mnie zła?
-Ja? Skąd.
-Czyli jesteś?
-Nie udawaj, że jesteś zdziwiony - powiedziała i wypiła kolejną setkę.
-No dobrze, nie jestem.
-Masz jakąś sprawę?
-Mam.
-Więc?
-Przepraszam.
Dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę.
-Słucham?
-Powiedziałem: przepraszam.
-Żartujesz sobie?
-Dlaczego miałbym żartować? Przepraszam, że byłem cholernym dupkiem i zrobiłem ci to wszystko. Pewnie nie chcesz ze mną rozmawiać, nie dziwię ci się. Ale serio przepraszam.
Yoko słuchała jego słów, ale po chwili wyłączyła się na otaczającą ją rzeczywistość. Przypomniała sobie, że jeszcze kilka dni temu inna osoba przepraszała ją za swoje zachowanie. Widziała w głowie Stanleya, który prosił ją, by zapomniała o jego zachowaniu. Widziała, że jest mu przykro. Ale stłumiła to uczucie i wysłała go do wszystkich diabłów.
-Słuchasz mnie?
-Nie.
-Przynajmniej jesteś szczera.
-W przeciwieństwie do ciebie - powiedziała pod nosem.
-Co mówiłaś?
-Nic, nic - mruknęła i zobaczyła śmiejącego się barmana.
-To jak? Wybaczysz mi?
-Hmm - zamyśliła się, stukając ironicznie palcem wskazującym po brodzie - Biorąc pod uwagę wszystkie aspekty naszej znajomości, twojego okropnego zachowania i głupich odzywek sądzę, że nie. Nie wybaczam ci.
-Dlaczego?
-Bo uważam, że nie jesteś ze mną szczery. I mam cię gdzieś. Naprawdę nie potrzeba mi do szczęścia ciebie. Wręcz przeciwnie.
-Chodzi o Stanleya? - spytał.
-A co ma z tym wspólnego Stanley?
-Myślałem, że twój blond włosy książę nie może ci się oprzeć. Ale chyba znalazł pocieszenie w kim innym.
Prudencja mimowolnie spojrzała w stronę Stanleya. Tkwił w namiętnym uścisku ze swoją towarzyszką, ale Yoko zauważyła, że nad jej ramieniem spogląda na osoby siedzące przy barze.
-Mam gdzieś i jego, i ciebie. Jesteście siebie warci. Faceci - prychnęła. - Do ciebie nic nie mam, Doug - zwróciła się do barmana - ale mężczyźni serio zaczynają mnie irytować - dokończyła i opróżniła następny kieliszek wódki.
W głowie zaczynało jej szumieć. Spoglądała na Stanleya i odczuwała coś dziwnego. Widziała go z jakąś dziewczyną nie pierwszy raz, ale zrobiło jej się odrobinę przykro. Jeszcze kilka dni temu to ją próbował zaciągnąć do łóżka. Co by było, gdyby mu uległa? Czy żałowałaby swojej decyzji? Zganiła się w myślach, że w ogóle rozważa te wydarzenia. Nie powinna tego robić.
-Chodźmy zatańczyć - powiedziała nagle do Vincenta.
-To znaczy, że mi wybaczasz? - spytał zdziwiony.
-Nie, to znaczy, że chcę zatańczyć - odpowiedziała i zsunęła się ze stołka.
Vincent również wstał i poszedł za dziewczyną na parkiet. Yoko chciała mieć pewność, że Stanley ją zauważy. Niech wie, że ma go gdzieś. Zarzuciła ręce na szyję Vincenta, on położył dłonie na jej talii. Czuła się zbyt rozluźniona. Kręciło jej się w głowie. Zdecydowanie była pijana.
-Może pójdziemy do mnie? - szepnął jej do ucha chłopak.
Prudencja uśmiechnęła się z udawaną szczerością i odpowiedziała mu słodkim głosem.
-Nie jestem aż tak pijana.
-Ale jesteś wystarczająco pijana, żeby ze mną tańczyć?
'Jestem wystarczająco pijana, żeby z tobą tańczyć na złość Stanleyowi' - pomyślała. Odpowiedziała mu natomiast:
-Po prostu tańczymy, okay? Potem o tym zapomnisz.
-To chyba nie będzie takie łatwe.
-Dlaczego?
-Bo twoje ruchy są dość specyficzne, zdecydowanie zapadające w pamięć.
Prudencja zachichotała jak małe dziecko i wciąż kołysała biodrami. Vincent przyciskał ją do siebie. Dziewczyna nie była zbyt zadowolona z bliskości chłopaka, ale była pijana i mało ją to obchodziło. Musiała pokazać Stanleyowi, że nie interesuje ją jego osoba.
Kiedy Yoko o tym myślała, zauważyła poruszenie wśród tańczących, którzy rozstępowali się przed kimś, kto przepychał się między nimi. Prudencja usłyszała przekleństwa i obelgi pod jego adresem. Sama była odrobinę ciekawa, kto jest aż takim chamem, by nie zwracać uwagi na tłum. W końcu wszystko się wyjaśniło. Ludzie rozstąpili się jak Morze Czerwone przed Mojżeszem. A był nim Stanley. Zbliżył się do niej. Przestała tańczyć.
-Wracasz do domu - rzucił do niej.
-Spierdalaj.
-W tej chwili tu chodź, albo cię zaniosę.
-Nie zrobisz tego.
-Też myślałem, że się przede mną nie rozbierzesz - powiedział cicho i pochylił się.
-Co ty wyp... - urwała, bo poczuła, że jej nogi odrywają się od podłogi.
Została niezbyt delikatnie zarzucona na ramię tak, że jej głowa zwisała w okolicach pleców Stanleya, który ją uniósł. Trzymał jej nogi ramieniem. Usłyszała, że warknął coś w stronę Vincenta i ruszył w stronę wyjścia. Po chwili byli na dworze.
-Puszczaj mnie! - krzyczała.
Próbowała go kopnąć, ale mocno ją trzymał. Poczuła jego rękę na swoich biodrach.
-Znów zaczynasz? Zabieraj te łapy!
-Spódnica ci się podwinęła. Jak chcesz świecić gołym tyłkiem, to ją zabiorę.
Jęknęła z bezsilności.
-Zamierzasz mnie tak nieść przez całą drogę?
-Możliwe.
-Cholera, puszczaj mnie. Nie jestem dzieckiem.
-Naprawdę? Bo zdawało mi się, że się tak zachowujesz.
-Jesteś popieprzonym, głupim, zaborczym, niezrównoważonym psychicznie dupkiem.
-Mów dalej. Uwielbiam cię słuchać.
-Przez ciebie zaraz spadną mi okulary.
-Odkupię ci nowe.
-Puszczaj.
-Nie.
Zrobiła jedyną rzecz, na jaką pozwalały jej ograniczone ruchy. Klepnęła go dłonią w tyłek.
-Ja też tak potrafię - powiedział i zamachnął się, uderzając lekko jej pośladki.
-Dupek! Świr, porywacz, idiota - recytowała kolejne obelgi.
-Bezmyślna, - przerwał jej - nieodpowiedzialna, niepoważna, dziecinna, nierozważna. Mam mówić dalej?
-Zamknij się i mnie puść.
-Dlaczego?
-Co: dlaczego?
-Dlaczego mam cię puścić?
-Bo.. No postaw mnie na ziemię!
-Nie podałaś żadnego argumentu.
-Bo jestem pijana i mam gdzieś argumenty. Postaw mnie w tej chwili.
-Jak sobie życzysz - powiedział i postawił ją na nogi.
Prudencja zachwiała się, ale Stanley przytrzymał ją. Oparła się o niego.
-Kręci mi się w głowie - powiedziała cicho.
-Widzisz? W ostatnią sobotę byłem w takim stanie, jak ty teraz. I co? Dobrze się czujesz? Myślisz racjonalnie?
-Stanley, proszę.
-Ja też prosiłem. Ale do ciebie nic nie dociera. Naprawdę zachowujesz się jak dziecko. Mam cię dosyć. Naprawdę mam dosyć ciebie i twojej lekkomyślności.
-Nie mów tak - prosiła cicho.
-Mam nie mówić prawdy? Dlaczego?
-Bo to boli - przyznała.
-Prawda najczęściej boli. Myślałem, że już się tego nauczyłaś - powiedział beznamiętnie.
Prudencji nagle zrobiło się strasznie przykro. Poczuła łzy cisnące się do oczu. Nie mogła pozwolić im płynąć. Zachwiała się i potknęła. Stanley podniósł ją i trzymał na rękach jak dziecko. Yoko oplotła jego szyję i oparła się o pierś. Miał na sobie rozpiętą czarną kurtkę. Prudencja zsunęła jedną dłoń z jego szyi i włożyła ją pod kurtkę, dotykając jego ciepłego brzucha pod warstwą koszulki. Przesuwała palcem po jego napiętym brzuchu.
-Nie lubisz mnie - stwierdziła cicho.
-Nie powiedziałem tego.
-Mówiłeś, że masz mnie dość.
Stanley nie odpowiedział. Znaleźli się pod domem Prudencji. Dziewczyna ostrożnie odsunęła się od niego, a on delikatnie postawił ją pod drzwiami.
-Dasz sobie radę? - spytał.
-Powiedziałeś, że masz mnie dość - powiedziała nagle. - Wszyscy mają mnie dość. Tato też. I Ringo. I Brian z Milesem mają dość moich problemów. Wszyscy - powiedziała z naciskiem. - Myślałam, że ja mam dość ciebie. Ale nie. To ty masz dość mnie. Zawsze tak było. Zawsze było mnie za dużo.
Odwróciła się w stronę drzwi i sięgnęła do klamki.
-Poczekaj - powiedział Stanley łagodniejszym tonem i złapał ją za ramię.
Prudencja popatrzyła na chłopca stojącego obok niej. Wyciągnęła dłoń w stronę jego twarzy i przejechała opuszkami palców po miękkim zaroście na szczęce. Niespodziewanie Stanley pochylił się aż do jej ust. Wziął w dłoń jej podbródek i wychylił go ku górze. Prudencja patrzyła na niego przerażonym wzrokiem. Musnął wargami jej usta. Tak delikatnie, że ledwie je poczuła. I odszedł, zostawiając ją z setkami myśli.
J aCię normalnie dziewczyno uwielbiam <3
OdpowiedzUsuńSuper! Super, super, super! Czekam na kolejne, po prostu uwielbiam twoją historię!
OdpowiedzUsuńOszalałam na punkcie tej historii!!! Kocham po prostu ❤
OdpowiedzUsuńDreszcze mnie przechodzą jak to czytam naprawdę niesamowite,genialne,wspaniałe !!! Uwielbiam Cię i twoje pomysły na opowiadania !!! <3 <3<3
OdpowiedzUsuńDreszcze mnie przechodzą jak to czytam naprawdę niesamowite,genialne,wspaniałe !!! Uwielbiam Cię i twoje pomysły na opowiadania !!! <3 <3<3
OdpowiedzUsuńepickie!
OdpowiedzUsuńTo jest NIESAMOWITE!!!!! Uwielbiam to czytać i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział ♡♥♡♥ To jest Genialne! ♡♥♡♥
OdpowiedzUsuńWaaaa <3 Rzygam tęczą!!! <3 Słodkie zakończenie i szczera rozmowa :3 Czekam na następny rozdział :3
OdpowiedzUsuńŁoooł, łoooł, łoooł! :D
OdpowiedzUsuńDziewczyno, ale ty masz talent! :D
Powinnaś napisać książkę, z chęcią bym kupiła :3
Weny, pomysłów i szczęścia! :*
Pozderki, Nana :D
<3 <3 <3 / Karu~
OdpowiedzUsuńCzekałam na to te 29 pięknych rozdziałów! <3
OdpowiedzUsuńmam pytanko kiedy następny rozdział ? Bo nie mogę się doczekać ! ;) :D
OdpowiedzUsuńAktualnie próbuję coś napisać, ale ciężko mi idzie, więc jeszcze chwilę musicie poczekać ;)
UsuńOkej ! Życzę weny ! I myślę, że wszyscy poczekają ile trzeba dla tak wspaniałych rozdziałów ! ;)
UsuńDziękuję <3 A rozdziału spodziewajcie się dziś, już niedługo ;)
Usuń