sobota, 21 marca 2015

Rozdział 27.

  Promienie słońca powoli skradały się do okien. Było wcześnie, ale Prudencja nie mogła dłużej spać. Męczyły ją wspomnienia z poprzedniego wieczoru. Raz po raz odtwarzała w głowie kolejne sceny, pod wpływem których zaczynała się czerwienić. 'Jeśli Stanley będzie pamiętał, to chyba zapadnę się pod ziemię' - pomyślała. Dotknęła palcami szyi i pomyślała o ustach chłopaka, które jeszcze kilka godzin temu po niej wędrowały. Zaczynała się przekonywać do Stana, ale jego zachowanie otrzeźwiło jej umysł. Był pijany, to prawda, ale nie mogło go to usprawiedliwić. Wzdrygnęła się i wyszła spod kołdry. Wstąpiła do łazienki, by wyszczotkować zęby i w króliczkowatych kapciach zeszła na dół. Była ubrana we flanelową piżamę w szkocką kratę, składającą się z długich spodni i rozpinanej koszuli.
  W domu było cicho. Tyko Prudencja już wstała. Ringo był na górze, a z salonu dobiegał miarowy oddech Stanleya. Dziewczyna zabrała się za robienie śniadania. Wyjęła składniki potrzebne do zrobienia naleśników. Uruchomiła mikser i wymieszała wszystko ze sobą. Kiedy wyłączyła urządzenie, zobaczyła plecy przeciągającego się Stanleya. Nie odezwała się. Obserwowała kątem oka, jak zakłada buty. Wszedł do kuchni, trzymając w rękach koszulkę. Miał potargane włosy i zaspane oczy.
-Dzień dobry - powiedział zachrypniętym głosem.
-W lodówce jest woda - rzuciła tylko.
  Chłopak uśmiechnął się i wyjął butelkę. Prudencja starała się nie patrzeć na jego nagi tors. Była na niego zła, ale starała się tego zbytnio nie okazywać. Bała się niewygodnych pytań.
-Ringo wstał? - spytał.
-Śpi. Łazienka na górze - wskazała palcem sufit.
-Dzięki - odpowiedział i wszedł szybko po schodach.
  Stanley wrócił po dziesięciu minutach. Yoko zdziwiła się, że w tak krótkim czasie zdołał doprowadzić się do porządku. Wyglądał świeżo. Usiadł na stołku barowym i zlustrował dziewczynę spojrzeniem.
-Ładna piżama - powiedział i uśmiechnął się leniwie, unosząc lewy kącik ust.
  Prudencja nie odpowiedziała na jego zaczepkę. Wyjęła z szafki czysty talerz i widelec, postawiła je przed chłopakiem, a obok nich położyła stosik naleśników, słoik dżemu i krem czekoladowy. Przewróciła zręcznym ruchem naleśnika leżącego na patelni i z powrotem podeszła do szafki i zabrała szklankę. Postawiła obok reszty naczyń stojących przed chłopakiem i zapełniła go sokiem pomarańczowym. Kontynuowała i spojrzała na Stanleya.
-Dlaczego nie jesz? Nie lubisz naleśników? - spytała.
-Eee, lubię. Po prostu trochę się zdziwiłem.
-Zdziwiłeś się, że robię śniadanie?
-Zdziwiłem się, że robisz śniadanie także dla mnie.
-Jedz. I nie zawracaj mi głowy - powiedziała tylko.
  Stanley uśmiechnął się do siebie i zabrał się za naleśniki. Wziął pierwszy kęs i jęknął.
-Pycha - powiedział z pełnymi ustami. - Wiesz co? Śniłaś mi się - powiedział.
-Ja? - spytała podejrzliwie.
-Tak, śniło mi się, że położyłaś mnie w salonie i..i.. - Stanley zająknął się.

Stanley


  O nie. To był sen. Tylko sen.
-Zapomniałem - powiedziałem szybko. 
-Zapomniałeś? - spytała mnie podejrzliwie Prudencja.
  Błagam, to mi się wydaje. Ona wcale się nie zaczerwieniła. Boże, co się stało wczoraj wieczorem?
-Nie mogę sobie przypomnieć, co się działo potem - dokończyłem dosyć kulawo.
  Czy ona westchnęła z ulgą? Nie, nie, nie. To był sen. Nic nie powiedziała. Ja też się nie odzywałem. Wziąłem się z powrotem za naleśniki. Nieważne kim była dla mnie ta dziewczyna, naleśniki robiła nieziemskie. Nie wiem jak długo tam siedziałem, jadłem i przyglądałem się Prudencji. 
  Wkrótce usiadła naprzeciw mnie i nałożyła na swój talerz naleśnika. Posmarowała go ogromną ilością kremu czekoladowego. I niby wszystkie dziewczyny się odchudzają? Oczywiście z małym wyjątkiem. Widać, że Prudencja raczej nie żałowała sobie słodyczy. Nie była ani trochę otyła. Wręcz przeciwnie. Miała pełne kształty, przez co stawała się strasznie seksowna. O nie, moje myśli szły w złym kierunku. 
-Gapisz się na mnie - powiedziała nagle.
-Nie gapię się.
  Wzruszyła ramionami. Jadła w ciszy. Dopiero wtedy zauważyłem, że kiedy nie ma przy niej Ringo, jest strasznie nieśmiała. Włosy opadały jej na twarz i odrzucała je niecierpliwym gestem. Bez makijażu wyglądała młodziej. Gdyby nie czerwone włosy, można by ją wziąć za grzeczną dziewczynę z wzorowym zachowaniem. Dobrze jednak wiedziałem, że słowo 'grzeczna' raczej do niej nie pasuje. 
-Nadal się gapisz. Przestań - powiedziała i znów się zaczerwieniła.
-A ty za dużo się czerwienisz - odpowiedziałem, a jej policzki zapłonęły mocniej. 
-To przestań się gapić - mówiąc nie patrzyła na mnie.
  Położyła widelec na pustym talerzu i odsunęła stołek. 
-Umyję naczynia - powiedziałem, ale ona już odkręcała wodę w kranie. 
  Podszedłem do niej i pokręciłem głową.
-Ale jesteś uparta.
-Nie, nie jestem.
-Jesteś. Pozwól mi chociaż je wytrzeć. 
-Okay - powiedziała niechętnie i podała mi mokry talerz. 
  Kiedy skończyliśmy, postanowiłem, że spytam ją o wczoraj.
-Co się wczoraj działo? Pamiętam tylko, że chciałaś mnie zabrać do domu. I trochę się opierałem.
-No tak. Powiedziałeś, że jeśli z tobą nie zatańczę, to nie pójdziesz.
-Nie.
-Tak.
-Cholera. Chyba się nie zgodziłaś, co? - spytałem.
-Nie miałam wyjścia - powiedziała cicho. - Nie mogłam cię tam zostawić.
-Tańczyliśmy? Jezu, dlaczego byłem pijany?
-Wierz mi, wolałabym z tobą tańczyć na trzeźwo. Ledwo cię trzymałam. I podeptałeś mnie - powiedziała z wyrzutem.
-Wolałabyś tańczyć ze mną na trzeźwo? Bardzo chętnie.
-Nie to miałam na myśli.
-Ale tak powiedziałaś. Będziesz kiedyś musiała dotrzymać słowa.
-Ja nic nie obiecywałam.
-Okay, okay. Ale mów dalej. Co się działo?
-Hmm - zamyśliła się. - Zachowywałeś się dość swawolnie.
-Swawolnie?
-Nie chcesz wiedzieć - mruknęła cicho.
-Prudencjo, powiedz mi. Czy ja coś.. no wiesz.. Zrobiłem ci coś, czego nie powinienem był robić?
  Zmartwiłem się. To chyba naprawdę nie był sen.
-Ja.. muszę iść się przebrać.
  Wstała i weszła po schodach na górę. Cholera, chyba była na mnie wkurzona. I nawet jej się nie dziwiłem. Musiałem wracać. Znalazłem na lodówce samoprzylepne karteczki i odkleiłem jedną. Obok leżał długopis. Zostawiłem wiadomość dla Prudencji i wyszedłem.

***


  Prudencja zeszła na dół już w ubraniu. Na blacie znalazła małą karteczkę, zapisaną koślawymi literami. 

Będziesz musiała mi wszystko opowiedzieć. Wszystko. Nie wiem, co Ci zrobiłem, ale muszę wiedzieć. Dowiem się, choćbym miał pytać barmana z tego klubu. Ale wolę to usłyszeć od Ciebie.
PS. Dziękuję za naleśniki. I za wszystko. 

  Nigdy mu tego nie opowie. Może pytać barmana. Barman nie będzie wiedział, co działo się już w domu. 

3 komentarze:

  1. jejku *^* taki na pozór normalny poranek, a tu nagle Stan rozkręca temat imprezy i Prudencja się czerwieni. Jejku *^* Ty na prawdę wiesz jak trzymać napięcie! :* Czekam na kolejne rozdziały i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. urocze śniadanko :D
    Pordencjo, powiedz mu! :( Założę się, że gdyby mu powiedziała, to byłoby fajnie XDD
    Fajny rozdział, choć bardzo króciutki.
    Wybacz za nieskładny komentarz, jakoś nie umiem dziś trzeźwo myśleć.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne! :D
    Szkoda, że tak krótko :(
    Ale za to bardzo fajny rozdział :D
    Czekam na kolejne :3
    Pozdrowionka, Nana :*
    PS To najlepszy blog jaki czytam i kiedykolwiek czytałam! <3

    OdpowiedzUsuń