czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 32.

Stanley


   Mam już serdecznie dosyć humorków Prudencji. Przecież ona 'nie myśli o mnie w ten sposób'. Wydawało mi się, że jeszcze piętnaście minut przed wypowiedzeniem tego zdania, miała na ten temat odrobinę inne zdanie. 
  Idąc do szkoły musiałem znosić jej widok. Chyba specjalnie wyszła chwilę przed nami. I bardzo dobrze. Jednak trochę współczuję Ringo. Nie pozostałbym zdrowy psychicznie, jeśli byłaby moją siostrą.

  Będąc w szkole musiałem jej pokazać, że nie obchodzą mnie jej słowa. Nic a nic. I zaczynałem wierzyć, że to prawda. Serio nie interesowała mnie ta dziewczyna. No dobrze, tylko się okłamywałem. Ale często powtarzane kłamstwo, wkrótce staje się prawdą. Więc to tylko kwestia czasu, kiedy przestanę zwracać na nią uwagę. Chociaż gdy przypomnę sobie jej usta... To nie był zwykły pocałunek. Muszę o nim zapomnieć. A lekiem na nią, będzie inna dziewczyna. Jakakolwiek. Ważne, że nie Prudencja. 

***


  Yoko siedziała na szkolnym korytarzu, przeglądając notatki z historii. Na następnej lekcji miała klasówkę. Czytała właśnie o podbojach Napoleona, kiedy usłyszała głośny śmiech. Podniosła głowę i zobaczyła grupę chłopaków, w tym Stanleya, i jakąś dziewczynę, która bez przerwy chichotała z ich opowieści. Prudencja kojarzyła ją. Nie znała jej imienia, ale pamiętała, jak Stanley i ona zabawiali się w klubie, kiedy to sama była tak pijana, że chłopak niósł ją przerzuconą przez ramię do domu. Teraz też była uwieszona na jego ramieniu.
-Gołąbeczki, co? - spytał nagle siedzący obok niej Brian. Nie zauważyła, kiedy się do niej dosiadł.
-Kto? 
-No Stanley i Page. Gdyby facet nie był tak umięśniony, pewnie by mu połamała kilka kości od tego przytulania. 
  Prudencja znów popatrzyła na parę, która była spleciona w namiętnym uścisku, nie krępując się przynajmniej połową szkoły, kręcącą się dookoła. 
-Mogliby znaleźć sobie jakieś ustronne miejsce - powiedziała cierpko, poprawiając okulary.
-Zazdrosna jesteś, czy co? - spytał zaczepnie.
-Po prostu nie mam ochoty oglądać, jak nawzajem się obśliniają.
-Fuj - wzdrygnął się. - Właśnie sobie wyobraziłem, jak on jej..
-Błagam cię. Nie musisz kończyć. Oszczędź mi szczegółów swojej bujnej wyobraźni. 
-Jak sobie życzysz.
  Brian i Prudencja siedzieli w ciszy. Dookoła nich dał się słyszeć gwar rozmów i śmiechu przechodzących osób. Yoko spoglądała czasem w stronę stojącej naprzeciw niej grupy. Zauważyła dołączającego do nich Ringo i pokręciła lekko głową. Brat zobaczył ją i oddalił się od swoich towarzyszy. Usiadł obok siostry.
-Co tam?
-Uczę się, nie przeszkadzaj mi.
-Co ty taka ostatnio nerwowa się zrobiłaś? Ciągle tylko na mnie warczysz, jakbym ci coś zrobił. Yoko, co się dzieje?
-Nic. I mówiłam ci, że się uczę, więc bądź cicho.
-To przez Stana. Ja to wiem. I nie zaprzeczaj - dodał od razu, kiedy Prudencja już otwierała usta, by zaprotestować.
-Po prostu daj mi spokój. Nie mam dziś nastroju do takich rozmów.
-Okay, więcej nie pytam. Pamiętaj tylko, że będziesz musiała znosić Stanleya na dzisiejszej kolacji?
-Jakiej kolacji? - spytała zdezorientowana.
-Już zapomniałaś? Tato mówił o niej rano. Dziś o osiemnastej z rodzicami Stanleya. No i z nim samym i jego bratem.
-Cholera, myślałam, że to w następny piątek. Chyba sobie odpuszczę.
-Dlaczego? Nie dasz rady wysiedzieć dwóch godzin w towarzystwie jego rodziny?
-Jego rodzice mnie nie znoszą, przecież wiesz.
-Daj spokój. Obiecaliśmy ojcu, że pójdziemy - powiedział i dołączył z powrotem do swoich znajomych.

  Prudencja usiadła po turecku naprzeciw swojej szafy. Zastanawiała się, co ma założyć dzisiejszego wieczoru. W końcu wybrała eleganckie czarne spodnie z kantem, granatową bluzkę z dekoltem zapinanym na trzy guziki i niezbyt wysokie czarne koturny z paskiem dookoła kostki. Narzuciła na ramiona żakiet i zeszła do kuchni.
-Jedziemy? - spytał od razu jej ojciec.
  Prudencja kiwnęła głową i wyszli z domu. Na miejscy byli oczywiście kilkanaście minut przed czasem. Usiedli przy zarezerwowanym stoliku. Yoko usiadła po prawej stronie Ringo, obok którego siedział już Mark Hartfield. Rozmawiali przez chwilę, kiedy zobaczyli zbliżającą się rodzinę Carlstonów. David i Jasmine wyglądali wyjątkowo elegancko, a Stanley i jego brat Michael ubrali ciemne jeansy i podobne koszule. Stan związał swoją burzę blond loków w kucyk.
  Michaelowi przypadło miejsce z lewej strony Prudencji, a obok niego usiadł Stanley. Dziewczyna miała wielką ochotę opuścić całe towarzystwo i wrócić do domu. Nie chciała jednak robić przykrości ojcu i pokornie siedziała na swoim krześle.
-A co słychać u Ringo? - spytała matka chłopców.
  Jasmine Carlstone oczywiście celowo pominęła Prudencję. Nie lubiła dziewczyny, chociaż w gruncie rzeczy, Yoko nie wiedziała, z jakiego powodu.
-W porządku, dziękuję - odpowiedział uprzejmie i zajął rozmową swojego kolegę.
  Michael i Prudencja musieli się nieco odchylić, by móc pozwolić Ringo i Stanleyowi rozmawiać.
-Tak naprawdę, to nigdy się nie poznaliśmy - powiedział cicho Mike w stronę dziewczyny.
-No w sumie to nie - odpowiedziała sucho.
-Wiesz, to, że nie lubicie się ze Stanem, to nie znaczy, że i mnie nie polubisz. Znaczy, chodzi mi o to, że no wiesz. Nic by ci się nie stało, gdybyś się do mnie odezwała.
-Nie mam nic przeciwko, ale skoro jesteś jego bratem, to wiesz... Te same geny - powiedziała specjalnie głośniej, żeby i Stanley mógł ją usłyszeć.
-Wiesz co, Ringo? - powiedział Stanley, podnosząc głos. - Czasem się zastanawiam, jak to jest być jej bratem. To ciągłe zadawanie sobie pytań typu: dlaczego akurat mnie to musiało spotkać? Współczuję ci, stary. Serio.
-Pewnie już czekasz, Mike, aż twój brat się od was wyniesie, no nie? Wcale ci się nie dziwię.
-Chyba jednak lepiej wyszedłeś na tym, że z nią nie mieszkałeś. Czy nie sądzisz, że wprowadzenie się do niej było najgorszą decyzją twojego życia?
-To oczywiście nie twoja wina, że masz takiego brata. Życie lubi niespodzianki, Michael. I najczęściej te niemiłe.
  Mike i Ringo oglądali się co chwila za Yoko lub Stanem. Ich głowy odwracały się jak na meczu tenisa. Ani dziewczyna, ani chłopak nie chcieli odpuścić. W czasie, gdy ich rodzice prowadzili spokojną rozmowę, oni nie przestawali sobie docinać.
-No jeszcze wygląd, jak wygląd. Da się przeżyć. Ale ta jej niewyparzona buźka... Życie cię już dostatecznie skrzywdziło, Ringo. Nie dość, że umarła twoja mama, to jeszcze zostałeś obdarowany taką siostrą.
  Stanley posunął się za daleko. Wiedziała to Prudencja, wiedział to Ringo i Mike, ale przede wszystkim wiedział to Stan. Dziewczyna zwróciła na niego swoje pełne bólu i łez oczy.
-Jesteś najobrzydliwszą osobą, jaką dane mi było poznać, rozumiesz? Nienawidzę cię.
  Zerwała się z krzesła i powiedziała szybko do ojca:
-Źle się czuję, Wracam do domu.
  I nie czekając na reakcję, wyszła w stronę drzwi. Usłyszała za sobą, jak Ringo mówi cicho do Stana:
-Odpuść, stary. Jutro rocznica śmierci mamy. A Prudencja wreszcie zaczęła żyć na nowo. Teraz, niestety, to wróci.

  Prudencja wróciła do domu i została sam na sam z mętlikiem w głowie. 

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 31.

  Prudencja sobotnie popołudnie spędzała w otoczeniu podręczników. Właśnie robiła notatki z historii, kiedy usłyszała głos swojego brata, Ringo.
-Yoko!
-Co jest? - odpowiedziała, krzycząc.
-Nudzisz się?
-Nie, a co?
-To może jednak byś się trochę ponudziła? Idę do Stana, ale mówił, żebyś ty też wpadła. Obejrzymy jakiś film. Lecisz ze mną?
  Prudencja zastanawiała się przez chwilę. Chciała choć na chwilę wyrwać się z domu i zalegających dookoła książek. Z drugiej jednak strony perspektywa spędzenia wieczoru w towarzystwie Stanleya odrobinę ją przerażała.
-Trochę mi się nie chce - odpowiedziała w końcu.
-No Yoko! Nie daj się prosić. Przecież wiem, że masz dosyć tych lekcji.
  Dziewczyna westchnęła, kręcąc głową.
-No dobrze, ale daj mi dziesięć minut.
-Okay, jest osiemnasta dwadzieścia trzy. Za dziesięć minut widzę cię na dole.
  Prudencji nie trzeba było dwa razy powtarzać. Zerwała się z podłogi i w biegu zruciła dresy. Wygrzebała z szafy przetarte levisy, założyła koszulę w czarno-czerwoną kratę i szybko związała włosy w niedbałego koka. Zbiegając po schodach, wkładała czarne martensy.
-Masz dwie minuty! - krzyknął Ringo.
-Już jestem gotowa - odpowiedziała i weszła do kuchni, gdzie zastała czekającego brata, przecierającego okulary rąbkiem bluzki.
-Okay, idziemy.
  Założyli kurtki i wyszli z domu. Niedługo potem byli już pod wielkim domem Stanleya. Prudencja zauważyła w sąsiednim dworku sylwetkę Vincenta przemierzającego podwórek, lecz szybko odwróciła wzrok. Zadzwonili do drzwi. Otworzyła im mama Stana, pani Carlstone. Przywitała Ringo, a Yoko zmierzyła krytycznym wzrokiem. Nie lubiła tej dziewczyny, ale powstrzymała się od komentarzy.
-Chodźcie, Stanley na was czeka.
  Weszli do dużego hallu, gdzie po chwili pojawił się Stan. Jego rozpuszczone blond loki były w uroczym nieładzie. Był ubrany w ciemne jeansy i koszulkę Nirvany.
-Cześć - przywitał się.
-Czołem - odpowiedzieli równocześnie Ringo i Yoko.
-Chodźcie do mojego pokoju. Wybierzemy jakiś film.
  Weszli po szerokich schodach na piętro. Stanley prowadził ich do pokoju. Prudencja zdała sobie sprawę z tego, że nigdy tam nie była. Kiedy chłopak otworzył drzwi, ich oczom ukazało się duże pomieszczenie z wielkim łóżkiem, ponadpięćdziesięciocalowym telewizorem, dużą szafą, biurkiem i obrotowym fotelem. Dziewczyna zauważyła regał, gdzie stało mnóstwo książek, kolekcję płyt, i zdjęcie przedstawiające o kilka lat młodszego Stanleya z grupą kolegów. Na szafce nocnej stała grafitowa lampka, a obok niej stosik komiksów.
-Komiksy? - spytała lekko rozbawionym tonem. - Człowieku, ty masz prawie dwadzieścia lat.
-Co jest złego w komiksach? Nie chciałaś nigdy zostać Wonder Woman?
-Nie przypominam sobie - odpowiedziała szybko.
-Nie przypominasz sobie? - spytał Ringo. - Ja za to dobrze pamiętam cię w stroju Batmana.
-Skończ - jęknęła błagalnie Prudencja i usiadła na podłodze, opierając się o łóżko, naprzeciw telewizora.
-Mieliśmy wtedy po jakieś siedem lat. To był bal przebierańców - Ringo usiadł obok siostry i kontynuował opowieść. - Wszystkie dziewczynki miały stroje Barbie, wróżek, czy innych straszydeł, a moja siostra wystąpiła jako Batman.
-Dlaczego mnie to nie dziwi? - zaśmiał się Stanley.
-A ile było wcześniej kłótni! Mama myślała, że Yoko żartuje, kiedy powiedziała, za kogo chce się przebrać.
-Ringo, zamknij się proszę. Ja też znam kilka kompromitujących faktów z twojego życia - powiedziała Prudencja.
-Ale żaden z nich nie jest równie ciekawy, jak te twoje.
-Musisz mi kiedyś opowiedzieć o Prudencji z przeszłości. Nie wyobrażam sobie jej jako dziecka.
-Bardzo chętnie - odpowiedział Ringo.
  Zaczął opowieść o tym, jak Prudencja rozpłakała się na widok figur woskowych w muzeum madame Tussauds, krzycząc, że ci ludzie się nie ruszają i najprawdopodobniej nie żyją. Stanley śmiał się przez kilka minut, a Yoko robiła coraz bardziej nachmurzoną minę.
-Albo mi się wydaje, albo mieliśmy oglądać film - mruknęła w końcu.
-Okay, okay, już się ogarniamy. To co? Komedia, dramat, horror?
-Horror! - krzyknął Ringo, kiedy w tym samym czasie Prudencja powiedziała:
-Komedia!
-Powinniśmy posłuchać zdania Prudencji, bo jest tu jedyną dziewczyną, ale też mam ochotę na jakiś horror - powiedział Stanley.
-Męscy szowiniści - mruknęła Yoko.
-Może być Obecność?
-Jestem za! - zgłosił się Ringo.
  Stanley włączył film i usiadł na podłodze obok Prudencji. Po chwili usłyszeli delikatne pukanie do drzwi, które uchyliły się lekko, ukazując mamę Stana z wielką tacą.
-Przyniosłam wam coś do zjedzenia - powiedziała. - Gdzie postawić?
-Ja wezmę - Ringo zerwał się z podłogi i wziął od niej ciężką paterę.
-Dzięki, mamo! - krzyknął za nią Stan.
  Ringo położył tacę na podłodze obok nich. Drugi z chłopców nalał do szklanek coli i podał każdemu. Prudencja skrzyżowała nogi i usiadła po turecku, a wielka misa z popcornem spoczęła na jej kolanach.
  Film trwał już od kilku minut. Nagle Prudencja odezwała się:
-Nie moglibyśmy obejrzeć czegoś..
-Przymknij się - uciszył ją brat.
  Dziewczyna w milczeniu jadła popcorn i rozglądała się po pokoju. Nie lubiła horrorów. Wyznawała zasadę, że oglądanie telewizji to rozrywka. A kto dla rozrywki ogląda coś, co jest straszne i powoduje koszmary? Wróciła do oględzin pomieszczenia. Zauważyła opartą o biurko gitarę elektryczną. Jak na dziewiętnastoletniego chłopaka, jego pokój był wyjątkowo czysty. Bez stosów brudnych ubrań i walających się dookoła skarpetek.
  Yoko popatrzyła na oglądających chłopców i ziewnęła. Film trwał już ponad godzinę. Spojrzała na ekran telewizora. Na jej nieszczęście w filmie akurat ukazano przerażające sceny, pod wpływem których szybko schowała twarz w dłoniach.
-Boisz się? - spytał cicho Stanley.
  Prudencja odsłoniła twarz.
-Nie. Wcale się nie boję - powiedziała buntowniczym tonem.
-Właśnie widzę - zaśmiał się.
  Dziewczyna usłyszała obok siebie miarowy oddech swojego brata. Popatrzyła na Ringo, który spał oparty o łóżko. Stan sięgnął dłonią po pilot i wyłączył telewizor.
-Nie oglądasz?
-Skoro ciebie to tak bardzo wystraszyło, to nie.
-Nie lubię horrorów - powiedziała tylko.
-Przepraszam. Mogliśmy jednak obejrzeć coś innego.
-Nie szkodzi - powiedziała. - Chyba go zbudzę. Pójdziemy już - dodała i odwróciła się w stronę brata.
-Nie, zostaw go. Niech śpi - przytrzymał jej rękę, którą sięgnęła do ramienia Ringo.
  Prudencja odwróciła się z powrotem w jego stronę.
-Nie znosisz horrorów, w takim razie co takiego oglądasz? - spytał Stan.
-Nie oglądam za wiele telewizji. Ale kto nie lubi komedii? Ale raczej te starsze. Te nowe są mało śmieszne.
-Komedie romantyczne, tak?
-Nie tylko. Ale te z Meg Ryan są wyjątkowe.
-Nie lubię tego gatunku, ale rzeczywiście Meg Ryan jest świetna. Kojarzysz Masz wiadomość?
-Każdy to zna. Jedna z lepszych z jej udziałem. A poza komediami lubię dokumentalne i historyczne.
-Lubisz historię? - zapytał, wyraźnie zainteresowany.
  Chłopak siedział bardzo blisko Yoko. Tkwili twarzami zwróconymi do siebie. Dziewczyna była odrobinę skrępowana, ale miło jej się rozmawiało.
-Uwielbiam historię - odpowiedziała. - Ostatnio widziałam taki film o starożytnym Rzymie za czasów Oktawiana Augusta. On był jakby narratorem, ale czasem sceny przenosiły się do Egiptu. Do pałacu Kleopatry i jej kochanka.
-Marka Antoniusza?
-Mhm - potwierdziła. Opowiadała z ożywieniem, jakie rzadko okazywała. - A później - dokończyła - Kleopatra powiedziała, że kobiety są niebezpieczne, ale czasem też pożyteczne.
-A co się stało potem? - spytał.
  Prudencja zaczerwieniła się lekko.
-Potem Kleopatra pocałowała Marka Antoniusza.
  Stanley popatrzył w jej wielkie oczy i pochylił się. Musnął jej usta wargami. I wciąż będąc przy jej skórze, wyszeptał:
-Właśnie tak?
  Dziewczyna odpowiedziała cicho:
-Nie. Trochę inaczej.
  Po tym Stanley przycisnął mocno swoje usta do jej i całował delikatnie. Położył ciepłą dłoń na jej karku i zbliżył jej głowę do siebie. Otarli się o siebie kolanami. Stanley kciukiem drugiej ręki muskał jej policzek. Zwiększył intensywność pocałunku. Prudencja ostrożnie rozchyliła wargi i położyła rękę na jego ramię. Chłopak jęknął i włożył palce w jej włosy. Po chwili odsunęli się od siebie, a dziewczyna powiedziała:
-No tak to mniej więcej było - powiedziała, zachrypniętym głosem.
-Co przegapiłem? - odezwał się zaspany głos za plecami Prudencji.
  Yoko szybko obróciła się w stronę Ringo, który przeciągał się i ziewał.
-Połowę filmu - odparł wyjątkowo spokojnie Stanley. - Właśnie się skończył.
-Mogliście mnie obudzić chociaż na końcówkę - powiedział z wyrzutem.
-Byliśmy zbyt zajęci...
-Oglądaniem - wpadła Stanleyowi w słowo Prudencja, a jej policzki zaczerwieniły się.
-To chyba będziemy lecieć - powiedział jej brat.
  Zaczął wstawać z podłogi. Prudencja już miała się podnieść, kiedy Stanley ją wyprzedził i podał jej rękę. Ujęła ją ostrożnie i wstała.
-Dzięki - mruknęła.
  Rodzeństwo zeszło na dół obok Stanleya, który ich odprowadzał. Pożegnali się i wyszli na wieczorne powietrze. Byli już za bramą, kiedy Ringo spytał:
-Co się stało, kiedy spałem?
-Że niby co?
-Nie udawaj, Yoko. Jesteśmy bliźniętami i wiem, jeśli coś się z tobą dzieje. Chodzi o Stana?
  Prudencja udawała zaskoczoną, ale nie bardzo jej to wychodziło.
-Ja..my.. to znaczy on, my nic nie... Zapomnij. Nic się nie działo.
-Czyli jednak chodzi o niego. On ci się podoba, prawda?
-Nie, coś ty. My tylko rozmawialiśmy, nic więcej - mówiła szybko.
-Okay, nie chcesz mówić, to nie mów. Stanley to spoko facet, bardzo lubię go, ale jeśli cię skrzywdzi, to wyrwę mu..
-Nie kończ, błagam - przerwała. - Między mną a Stanleyem nic nie ma. I nie będzie. Nigdy nie myślałam o nim w ten sposób. I nie sądzę, żebym zmieniła kiedyś swoje zdanie na ten temat.
-Zostawiłaś rękawiczki - usłyszała za sobą suchy głos Stanleya.
  Odwróciła się w jego stronę. Wyciągnął do niej jej skórzane rękawice. Nieśmiało przeleciała wzrokiem po jego oczach. Usłyszał. Widziała jego zaciśniętą szczękę i puste spojrzenie. Musiał słyszeć całą wypowiedź Prudencji.
-Dziękuję - powiedziała cicho do jego oddalających się pleców.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 30.

  Prudencja weszła do domu. Oparła się o drzwi i zsunęła na podłogę. Siedziała chwilę w ciemności, skrywając twarz w dłoniach. 'Nie chcę tego jutro pamiętać' - pomyślała.

  W poniedziałek Prudencję obudziły krople deszczu obijające się o parapet. Sięgnęła po okulary i założyła je na zaspane oczy. Niewiele pamiętała z poprzedniego wieczora. Jednak wyjątkowo dobrze zapadły jej w pamięć ostatnie wydarzenia. Stanley niósł ją do domu. Rozmawiali. Prudencji było strasznie przykro, a potem...Pocałował ją. 'To chyba on musiał być pijany, nie ja' - pomyślała.
  Wstała z łóżka i ubrała się do szkoły w gruby bordowy sweter, sięgający bioder i luźne wranglery. Pośpiesznie umyła zęby i lekko się 59pomalowała.
-Ringo! Dlaczego nie wstajesz? - krzyknęła zaglądając do pokoju brata.
-Nie dam rady - stęknął spod kołdry. - Chyba sobie dziś odpuszczę.
-Ringo - jęknęła zniecierpliwiona. - Jesteś największym leniem, jakiego znam.
-Możliwe, ale ty zajmujesz drugie miejsce. Dobranoc! - krzyknął i rzucił w siostrę poduszką.
  Yoko zeszła na dół i zastała w kuchni ojca.
-Podrzucić cię do szkoły? Strasznie pada.
-Dam radę, a ty i tak chyba już musisz wyjeżdżać.
-Jak zawsze masz rację. Pa, Prudencjo! - pożegnał się i wybiegł, wkładając po drodze płaszcz.
  Dziewczyna zjadła szybko śniadanie i spojrzała na zegarek. Musiała już się zbierać, więc założyła czarne kalosze z małymi kokardkami po bokach i włożyła płaszcz. Za oknem wiatr wiał nieprzyjemnie, więc założyła czerwony melonik, a ręce schowała w skórzanych rękawiczkach. Zabrała plecak i wyszła z domu. Była już na chodniku, kiedy zaklęła pod nosem.
-Parasol! - powiedziała do siebie.
  Nie mogła jednak wrócić do domu, bo spóźniłaby się na pierwszą lekcję. Wzruszyła ramionami i poszła, okrywając się kołnierzem płaszcza. Chwilę potem zatrzymał się obok niej samochód. Oczywiście nie zwracała na niego uwagi i szła dalej, rozbryzgując kaloszami kałuże.
-Wsiadaj, bo cała zmokniesz - usłyszała głos Stanleya.
  Odwróciła głowę w stronę chłopaka.
-Dzięki, przejdę się.
-Chociaż raz mnie posłuchaj i wsiądź do tego pieprzonego samochodu, zanim zaczniesz wyglądać jak nasiąknięta gąbka - warknął.
  Prudencja stanęła jak wmurowana w chodnik. Nie słyszała jeszcze, by Stanley tak się do niej odzywał. Miała ochotę go zwymyślać, a na koniec pokazać środkowy palec, ale powstrzymała się i posłusznie wsiadła. W środku panowało przyjemne ciepło, a z radia sączył się głos Roberta Planta. Zapięła pas, zdjęła mokre okulary i przetarła je chusteczką.
-Przepraszam za wczoraj - powiedziała równocześnie z chłopakiem siedzącym obok.
  Oboje uśmiechnęli się lekko.
-Naprawdę przepraszam. Nie powinienem był mówić ci takie rzeczy. To było dość...chamskie.
-No tak. Trochę było. Ale nie mówiłbyś tego, gdybym serio się tak nie zachowywała. Przykro mi.
-Zapomnijmy o tym, okay?
-Okay.
-Serio? Vincent? - spytał nagle.
-Byłam pijana - tłumaczyła się.
-Tak, to zauważyłem. Klepnęłaś mnie w tyłek - powiedział, stukając do rytmu palcem w kierownicę.
  Policzki Prudencji przybrały kolor jej melonika. Nie odpowiedziała.
-Nie przejmuj się, nie ty pierwsza.
-Świnia.
  Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Ulewa za szybą zmieniła się w drobny kapuśniaczek. Zajechali na parking pod szkołą. Kiedy dziewczyna odwróciła się by wysiąść, usłyszała głos Stanleya.
-Nie myśl, że zapomniałem, co zrobiłem pod twoimi drzwiami. Pamiętam, jak jasna cholera.
  Yoko jak najszybciej wyszła z samochodu i ruszyła prędkim krokiem do szkoły. Pod klasą literatury angielskiej spotkała Briana.
-Hej, Yoko.
-Czołem - przywitała się.
  Zdjęła płaszcz i melonik. Usiadła na ławce przed salą.
-Jak weekend? - spytał Brian.
-Nie pytaj - westchnęła.
-Co się stało?
  Prudencja zauważyła Stanleya, który właśnie stanął na przeciw nich z kilkoma kolegami. Obserwowała go, jak witał się ze stojącymi obok niego chłopakami. On jakby wyczuł jej wzrok i popatrzył jej w oczy. Yoko szybko odwróciła się do Briana.
-Znów chodzi o Stana?
-Skąd wiesz?
-Gapisz się na niego.
-Wcale nie - sprzeczała się półgłosem, bo wokół nich było coraz więcej uczniów.
-Lubisz go.
-Też tak myślałam.
-A co się zmieniło?
-Brian, ja mu dałam klapsa w tyłek - powiedziała przerażonym głosem.
  Schowała twarz w dłoniach.
-Boże, ale ja jestem głupia - powiedziała do siebie.
  Siedzący obok niej Brian wybuchnął śmiechem. Ludzie zaczęli mu się bacznie przypatrywać.
-Co zrobiłaś? - spytał trzęsąc się ze śmiechu.
-No klepnęłam go w.. Jezu! - załamała się, ale po chwili nie mogła opanować chichotu.
  Zaśmiewali się z Brianem do rozpuku.
-Hej, jest jeszcze coś - powiedziała.
  Chłopak popatrzył na nią pytającym wzrokiem.
-On mi oddał - dopowiedziała i wstrząsnęła nimi kolejna salwa śmiechu.
  Po chwili zadzwonił dzwonek, a oni wciąż trzęśli się bez opamiętania. Kiedy weszli do klasy, Prudencja zajęła swoje miejsce obok Stanleya, podrygując co jakiś czas w tłumionym śmiechu. Chłopak usiadł obok niej i popatrzył, przechylając głowę.
-Jesteś dziwna - rzucił.
-Co ty powiesz? - mruknęła cicho, by tylko on mógł ją usłyszeć.
  Następnie profesor Knightley zaczęła lekcję. Opowiadała monotonnym głosem, a większość klasy czuwała w półśnie, czekając na zbawienny dzwonek.

  Lekcje zbliżały się już ku końcowi, ale klasa Prudencji miała jeszcze przed sobą godzinę biologii. Dziewczyna niechętnie weszła do klasy i zajęła miejsce. Niedługo po niej weszła profesor Darcy, która na wstępie oznajmiła:
-Podzielicie się dziś na czteroosobowe grupy, w których przez dwie najbliższe godziny biologii przygotujecie referat na zadany przeze mnie temat. Skład grupy ustalimy losowo.
  Wyjęła z torebki małe pudełko.
-Tutaj znajdują się wasze nazwiska - wskazała na szkatułę.  - Będę losować po cztery osoby, które będą ustawiać się odpowiednio przy drzwiach.
  Zaczęła wyciągać z paczuszki kolejne losy, a wywołane osoby dobierały się w grupy. Rozpoczęła kolejny zespół:
-Prudencja Hartfield, Evelyn Robbins, Stanley Carlstone i Nate Johnson.
  Yoko niechętnie stanęła obok klasowej kujonki, osiłka z mózgiem wielkości orzecha włoskiego i Stana. Chwilę potem wszystkie grupy dostały temat swojej pracy i powędrowały za nauczycielką do biblioteki. Na miejscu większość rzuciła się na miękkie kanapy i fotele. Prudencja wraz ze swoim gronem usiadła między regałami z książkami o tematyce biologicznej. Stanley i Nate z jednej strony, a naprzeciw nich Yoko i Evelyn. Trójka z nich wyjęła zeszyty i podręczniki, ale Nate zajął się wysyłaniem esemesów.
-To jaki mamy temat? - spytał Stanley.
  Evelyn od razu przysunęła się w jego stronę, spiesząc z wyjaśnieniem. Przy tym robiła do niego maślane oczy i jąkała od czasu do czasu, nie przestając gapić się na jego usta. Prudencja ostentacyjnie przewróciła oczami, a Stan który to zauważył, uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie.
  Pracowali przez najbliższe dwadzieścia minut. Co chwila przeszkadzał im jednak Nate, który śmiał się na głos z wyjątkowo zabawnych wiadomości lub chrupał głośno przekąskami, które wydobywał z plecaka. W końcu Prudencja nie mogła dłużej tego znieść.
-Czy ty możesz się skupić? - warknęła w jego stronę. - Odłóż ten cholerny telefon i zajmij się tym, czym powinieneś. Nie chcę dostać złej oceny tylko dlatego, że ty jesteś zbyt wielkim idiotą, który nie potrafi usiedzieć w miejscu, robiąc na raz tylko jedną rzecz.
  Evelyn i Stan parsknęli cicho, a siedzący obok nich chłopak zerwał się z miejsca.
-Nie odzywaj się tak do mnie ty..ty.. - urwał.
  Yoko również wstała.
-No dokończ - powiedziała.
-Ty..ty - jąkał się.
-Ty urocza istoto? - spytała drwiącym głosem.
-Ty dziwko - dodał wreszcie.
  W jednej chwili Stanley zerwał się na nogi, chwycił Nate'a za koszulkę i przyparł do ściany.
-Nigdy więcej się tak do niej nie odzywaj. Nigdy, rozumiesz? A teraz ją przeproś - warknął.
-Stan, zostaw go - powiedziała nagle Prudencja.
-No przeproś - Stanley dusił go coraz mocniej.
  Nate klął przez zaciśnięte gardło. Nagle jego wybawieniem stała się profesor Darcy.
-Jak wam idzie.. Co tu się dzieje? - spytała przerażona. - Puść go - krzyknęła w stronę Stanleya.
  Stan niechętnie wypuścił Nate'a. Oddychał ciężko.
-Obaj bierzecie swoje rzeczy i idziecie ze mną - powiedziała nauczycielka.
-Ale pani profesor - wtrąciła nagle Evelyn. - To nie wina Stanleya. Nate obraził Prudencję i..
-A więc panna Hartfield też jest w to zamieszana? - przerwała jej. - Że też mnie to nie dziwi. Idziesz z nami - rzuciła w jej stronę.
  Prudencja była zdenerwowana na siebie, na Stanleya i na Evelyn, która niepotrzebnie się odezwała. Zabrała swój plecak i ruszyła na końcu milczącego pochodu.

  -Nie będę w swojej szkole tolerował braku akceptacji i przemocy - dyrektor Green kończył swoją tyradę, którą ciągnął już od kilkunastu minut. -  Cała wasza trójka w jednakowym stopniu zasługuje na karę. Jeszcze dziś zadzwonię do waszych rodziców i wezwę ich na rozmowę. Za karę zostaniecie dziś po szkole. Będziecie musieli napisać wypracowanie na temat godnego zachowania w szkole z uwzględnieniem przynajmniej czterech przykładów z literatury, historii, bądź własnych obserwacji. Będziecie tu siedzieć, dopóki wasze wypracowania nie zajmą przynajmniej dwu kartek. A teraz żegnam. Wasza kara odbędzie się w sali numer trzynaście. Żadnych rozmów, żadnej pomocy internetu. Tylko kartki, długopisy i wasze głowy.
  Po skończonych lekcjach Yoko, Stan i Nate poszli do wyznaczonej przez dyrektora klasy. Każdy szedł w odpowiedniej odległości od siebie. Prudencja gotowała się ze złości. Przed salą czekał na nich dyrektor. Nigdzie się stąd nie ruszycie. Jeśli któreś z was skończy pisać, będę w klasie obok.
  Niechętnie weszli do klasy. Prudencja chciała jak najszybciej skończyć swoje wypracowanie, by móc w spokoju wrócić do domu. Usiadła i zabrała się za pisanie. Stanley usiadł w ławce przed nią i pochylił się nad notatnikiem.
-Musicie mi to napisać - rozległ się za nimi głos Nate'a.
  Yoko nie odrywała głowy od swojej kartki.
-Pomóżcie mi, do cholery. Ja tego nie napiszę.
-Trzeba było myśleć wcześniej - odezwał się Stanley.
-Obaj mogliście myśleć wcześniej, nie tylko on - powiedziała Prudencja.
-O co ci chodzi? - spytał zdziwiony Stan.
-O to, że mogłeś sobie darować. To przez twoje zachowanie tu jesteśmy. Nie on pierwszy mnie obraził i przeczuwam, że nie ostatni, więc przykro mi, ale to twoja wina.
-Moja wina, tak? Więc w ten sposób mi się odpłacasz?
-O nic cię nie prosiłam.
-Czasem jesteś żałosna.
-Nie bardziej od ciebie i twojego ego - prychnęła Yoko.
  Dziewczyna spojrzała na zegarek. Była już za kwadrans osiemnasta. Dopisała jeszcze kilka zdań do swojej pracy, wstała i wyszła z klasy. Zaniosła wypracowanie dyrektorowi.
-Już skończyłaś? - spojrzał na nią spod okularów.
  Kiwnęła głową i podała mu kartki.
-Usiądź - wskazał jej krzesło i zabrał się za czytanie.
 Kiedy skończył, popatrzył na nią niebieskimi oczami.
-I dlaczego nie stosujesz się do tego, co tu napisałaś? Jesteś wyjątkowo inteligentną dziewczyną, ale twoje zachowanie nie przystoi młodej kobiecie, takiej jak ty. Próbujesz pokazać światu swoją inność. I bardzo dobrze, bo ludzie tacy sami, są ludźmi nudnymi. Ale nie ukazuj tego w taki sposób. Pozwól się polubić. Widzisz jak Stanley zareagował, kiedy Nate cię obraził? Ten chłopiec chce cię lubić, ale ty nie pozwalasz mu na to. Postaraj otworzyć się na innych, a dobrze na tym wyjdziesz. Możesz już iść - powiedział.
  Prudencja wstała. Pożegnała się i sięgnęła do klamki. Popchnęła drzwi, które w tym samym czasie ktoś otwierał z drugiej strony, ciągnąc mocno. Dziewczyna zachwiała się i wpadła prosto na Stanleya, który złapał ją za ramię, żeby nie upadła.
-Puść - powiedziała tylko.
-Jak sobie życzysz - odpowiedział i przepuścił ją, by wyszła pierwsza. - Zaczekaj chwilę, to cię podrzucę do domu - dodał.
-Poradzę sobie - mruknęła cicho i poszła dalej.
  Na dworze zrobiło się cieplej. Poranny deszcz był już tylko wspomnieniem, choć ciemne chmury wciąż sunęły nad Londynem. Prudencja z rękami w kieszeniach płaszcza poszła do domu. Chwilę później usłyszała za sobą samochód. Wiedziała, że to Stanley, bo zatrzymał się tuż przy niej.
-Wsiadaj. Podrzucę cię.
  Yoko westchnęła ciężko i wsiadła.
-Dlaczego nigdy nie chcesz ze mną jechać? Ja nie gryzę, chociaż czasem mam wielką ochotę - powiedział.
  Brwi Prudencji powędrowały do góry.
-Masz ochotę gryźć? Nie wiedziałam o twoich skłonnościach do kanibalizmu.
-Nieczęsto o nich rozmawiam - powiedział, śmiejąc się.
  Stanley podwiózł dziewczynę pod dom.
-Dzięki, że mnie podrzuciłeś - powiedziała i otworzyła drzwi.
-Momencik - zatrzymał ją. - W dzisiejszych czasach dziękuję nie wystarczy.
  Prudencja popatrzyła na niego zaskoczonym wzrokiem. Stan wychylił w jej stronę policzek, stukając w niego palcem. Yoko sama zdziwiła się swoim zachowaniem, ale nachyliła się i złożyła na jego drapiącym od zarostu policzku lekki pocałunek. Odwróciła się i wysiadła, nie odwracając się do zdumionego Stanleya.