poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 30.

  Prudencja weszła do domu. Oparła się o drzwi i zsunęła na podłogę. Siedziała chwilę w ciemności, skrywając twarz w dłoniach. 'Nie chcę tego jutro pamiętać' - pomyślała.

  W poniedziałek Prudencję obudziły krople deszczu obijające się o parapet. Sięgnęła po okulary i założyła je na zaspane oczy. Niewiele pamiętała z poprzedniego wieczora. Jednak wyjątkowo dobrze zapadły jej w pamięć ostatnie wydarzenia. Stanley niósł ją do domu. Rozmawiali. Prudencji było strasznie przykro, a potem...Pocałował ją. 'To chyba on musiał być pijany, nie ja' - pomyślała.
  Wstała z łóżka i ubrała się do szkoły w gruby bordowy sweter, sięgający bioder i luźne wranglery. Pośpiesznie umyła zęby i lekko się 59pomalowała.
-Ringo! Dlaczego nie wstajesz? - krzyknęła zaglądając do pokoju brata.
-Nie dam rady - stęknął spod kołdry. - Chyba sobie dziś odpuszczę.
-Ringo - jęknęła zniecierpliwiona. - Jesteś największym leniem, jakiego znam.
-Możliwe, ale ty zajmujesz drugie miejsce. Dobranoc! - krzyknął i rzucił w siostrę poduszką.
  Yoko zeszła na dół i zastała w kuchni ojca.
-Podrzucić cię do szkoły? Strasznie pada.
-Dam radę, a ty i tak chyba już musisz wyjeżdżać.
-Jak zawsze masz rację. Pa, Prudencjo! - pożegnał się i wybiegł, wkładając po drodze płaszcz.
  Dziewczyna zjadła szybko śniadanie i spojrzała na zegarek. Musiała już się zbierać, więc założyła czarne kalosze z małymi kokardkami po bokach i włożyła płaszcz. Za oknem wiatr wiał nieprzyjemnie, więc założyła czerwony melonik, a ręce schowała w skórzanych rękawiczkach. Zabrała plecak i wyszła z domu. Była już na chodniku, kiedy zaklęła pod nosem.
-Parasol! - powiedziała do siebie.
  Nie mogła jednak wrócić do domu, bo spóźniłaby się na pierwszą lekcję. Wzruszyła ramionami i poszła, okrywając się kołnierzem płaszcza. Chwilę potem zatrzymał się obok niej samochód. Oczywiście nie zwracała na niego uwagi i szła dalej, rozbryzgując kaloszami kałuże.
-Wsiadaj, bo cała zmokniesz - usłyszała głos Stanleya.
  Odwróciła głowę w stronę chłopaka.
-Dzięki, przejdę się.
-Chociaż raz mnie posłuchaj i wsiądź do tego pieprzonego samochodu, zanim zaczniesz wyglądać jak nasiąknięta gąbka - warknął.
  Prudencja stanęła jak wmurowana w chodnik. Nie słyszała jeszcze, by Stanley tak się do niej odzywał. Miała ochotę go zwymyślać, a na koniec pokazać środkowy palec, ale powstrzymała się i posłusznie wsiadła. W środku panowało przyjemne ciepło, a z radia sączył się głos Roberta Planta. Zapięła pas, zdjęła mokre okulary i przetarła je chusteczką.
-Przepraszam za wczoraj - powiedziała równocześnie z chłopakiem siedzącym obok.
  Oboje uśmiechnęli się lekko.
-Naprawdę przepraszam. Nie powinienem był mówić ci takie rzeczy. To było dość...chamskie.
-No tak. Trochę było. Ale nie mówiłbyś tego, gdybym serio się tak nie zachowywała. Przykro mi.
-Zapomnijmy o tym, okay?
-Okay.
-Serio? Vincent? - spytał nagle.
-Byłam pijana - tłumaczyła się.
-Tak, to zauważyłem. Klepnęłaś mnie w tyłek - powiedział, stukając do rytmu palcem w kierownicę.
  Policzki Prudencji przybrały kolor jej melonika. Nie odpowiedziała.
-Nie przejmuj się, nie ty pierwsza.
-Świnia.
  Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Ulewa za szybą zmieniła się w drobny kapuśniaczek. Zajechali na parking pod szkołą. Kiedy dziewczyna odwróciła się by wysiąść, usłyszała głos Stanleya.
-Nie myśl, że zapomniałem, co zrobiłem pod twoimi drzwiami. Pamiętam, jak jasna cholera.
  Yoko jak najszybciej wyszła z samochodu i ruszyła prędkim krokiem do szkoły. Pod klasą literatury angielskiej spotkała Briana.
-Hej, Yoko.
-Czołem - przywitała się.
  Zdjęła płaszcz i melonik. Usiadła na ławce przed salą.
-Jak weekend? - spytał Brian.
-Nie pytaj - westchnęła.
-Co się stało?
  Prudencja zauważyła Stanleya, który właśnie stanął na przeciw nich z kilkoma kolegami. Obserwowała go, jak witał się ze stojącymi obok niego chłopakami. On jakby wyczuł jej wzrok i popatrzył jej w oczy. Yoko szybko odwróciła się do Briana.
-Znów chodzi o Stana?
-Skąd wiesz?
-Gapisz się na niego.
-Wcale nie - sprzeczała się półgłosem, bo wokół nich było coraz więcej uczniów.
-Lubisz go.
-Też tak myślałam.
-A co się zmieniło?
-Brian, ja mu dałam klapsa w tyłek - powiedziała przerażonym głosem.
  Schowała twarz w dłoniach.
-Boże, ale ja jestem głupia - powiedziała do siebie.
  Siedzący obok niej Brian wybuchnął śmiechem. Ludzie zaczęli mu się bacznie przypatrywać.
-Co zrobiłaś? - spytał trzęsąc się ze śmiechu.
-No klepnęłam go w.. Jezu! - załamała się, ale po chwili nie mogła opanować chichotu.
  Zaśmiewali się z Brianem do rozpuku.
-Hej, jest jeszcze coś - powiedziała.
  Chłopak popatrzył na nią pytającym wzrokiem.
-On mi oddał - dopowiedziała i wstrząsnęła nimi kolejna salwa śmiechu.
  Po chwili zadzwonił dzwonek, a oni wciąż trzęśli się bez opamiętania. Kiedy weszli do klasy, Prudencja zajęła swoje miejsce obok Stanleya, podrygując co jakiś czas w tłumionym śmiechu. Chłopak usiadł obok niej i popatrzył, przechylając głowę.
-Jesteś dziwna - rzucił.
-Co ty powiesz? - mruknęła cicho, by tylko on mógł ją usłyszeć.
  Następnie profesor Knightley zaczęła lekcję. Opowiadała monotonnym głosem, a większość klasy czuwała w półśnie, czekając na zbawienny dzwonek.

  Lekcje zbliżały się już ku końcowi, ale klasa Prudencji miała jeszcze przed sobą godzinę biologii. Dziewczyna niechętnie weszła do klasy i zajęła miejsce. Niedługo po niej weszła profesor Darcy, która na wstępie oznajmiła:
-Podzielicie się dziś na czteroosobowe grupy, w których przez dwie najbliższe godziny biologii przygotujecie referat na zadany przeze mnie temat. Skład grupy ustalimy losowo.
  Wyjęła z torebki małe pudełko.
-Tutaj znajdują się wasze nazwiska - wskazała na szkatułę.  - Będę losować po cztery osoby, które będą ustawiać się odpowiednio przy drzwiach.
  Zaczęła wyciągać z paczuszki kolejne losy, a wywołane osoby dobierały się w grupy. Rozpoczęła kolejny zespół:
-Prudencja Hartfield, Evelyn Robbins, Stanley Carlstone i Nate Johnson.
  Yoko niechętnie stanęła obok klasowej kujonki, osiłka z mózgiem wielkości orzecha włoskiego i Stana. Chwilę potem wszystkie grupy dostały temat swojej pracy i powędrowały za nauczycielką do biblioteki. Na miejscu większość rzuciła się na miękkie kanapy i fotele. Prudencja wraz ze swoim gronem usiadła między regałami z książkami o tematyce biologicznej. Stanley i Nate z jednej strony, a naprzeciw nich Yoko i Evelyn. Trójka z nich wyjęła zeszyty i podręczniki, ale Nate zajął się wysyłaniem esemesów.
-To jaki mamy temat? - spytał Stanley.
  Evelyn od razu przysunęła się w jego stronę, spiesząc z wyjaśnieniem. Przy tym robiła do niego maślane oczy i jąkała od czasu do czasu, nie przestając gapić się na jego usta. Prudencja ostentacyjnie przewróciła oczami, a Stan który to zauważył, uśmiechnął się ledwie dostrzegalnie.
  Pracowali przez najbliższe dwadzieścia minut. Co chwila przeszkadzał im jednak Nate, który śmiał się na głos z wyjątkowo zabawnych wiadomości lub chrupał głośno przekąskami, które wydobywał z plecaka. W końcu Prudencja nie mogła dłużej tego znieść.
-Czy ty możesz się skupić? - warknęła w jego stronę. - Odłóż ten cholerny telefon i zajmij się tym, czym powinieneś. Nie chcę dostać złej oceny tylko dlatego, że ty jesteś zbyt wielkim idiotą, który nie potrafi usiedzieć w miejscu, robiąc na raz tylko jedną rzecz.
  Evelyn i Stan parsknęli cicho, a siedzący obok nich chłopak zerwał się z miejsca.
-Nie odzywaj się tak do mnie ty..ty.. - urwał.
  Yoko również wstała.
-No dokończ - powiedziała.
-Ty..ty - jąkał się.
-Ty urocza istoto? - spytała drwiącym głosem.
-Ty dziwko - dodał wreszcie.
  W jednej chwili Stanley zerwał się na nogi, chwycił Nate'a za koszulkę i przyparł do ściany.
-Nigdy więcej się tak do niej nie odzywaj. Nigdy, rozumiesz? A teraz ją przeproś - warknął.
-Stan, zostaw go - powiedziała nagle Prudencja.
-No przeproś - Stanley dusił go coraz mocniej.
  Nate klął przez zaciśnięte gardło. Nagle jego wybawieniem stała się profesor Darcy.
-Jak wam idzie.. Co tu się dzieje? - spytała przerażona. - Puść go - krzyknęła w stronę Stanleya.
  Stan niechętnie wypuścił Nate'a. Oddychał ciężko.
-Obaj bierzecie swoje rzeczy i idziecie ze mną - powiedziała nauczycielka.
-Ale pani profesor - wtrąciła nagle Evelyn. - To nie wina Stanleya. Nate obraził Prudencję i..
-A więc panna Hartfield też jest w to zamieszana? - przerwała jej. - Że też mnie to nie dziwi. Idziesz z nami - rzuciła w jej stronę.
  Prudencja była zdenerwowana na siebie, na Stanleya i na Evelyn, która niepotrzebnie się odezwała. Zabrała swój plecak i ruszyła na końcu milczącego pochodu.

  -Nie będę w swojej szkole tolerował braku akceptacji i przemocy - dyrektor Green kończył swoją tyradę, którą ciągnął już od kilkunastu minut. -  Cała wasza trójka w jednakowym stopniu zasługuje na karę. Jeszcze dziś zadzwonię do waszych rodziców i wezwę ich na rozmowę. Za karę zostaniecie dziś po szkole. Będziecie musieli napisać wypracowanie na temat godnego zachowania w szkole z uwzględnieniem przynajmniej czterech przykładów z literatury, historii, bądź własnych obserwacji. Będziecie tu siedzieć, dopóki wasze wypracowania nie zajmą przynajmniej dwu kartek. A teraz żegnam. Wasza kara odbędzie się w sali numer trzynaście. Żadnych rozmów, żadnej pomocy internetu. Tylko kartki, długopisy i wasze głowy.
  Po skończonych lekcjach Yoko, Stan i Nate poszli do wyznaczonej przez dyrektora klasy. Każdy szedł w odpowiedniej odległości od siebie. Prudencja gotowała się ze złości. Przed salą czekał na nich dyrektor. Nigdzie się stąd nie ruszycie. Jeśli któreś z was skończy pisać, będę w klasie obok.
  Niechętnie weszli do klasy. Prudencja chciała jak najszybciej skończyć swoje wypracowanie, by móc w spokoju wrócić do domu. Usiadła i zabrała się za pisanie. Stanley usiadł w ławce przed nią i pochylił się nad notatnikiem.
-Musicie mi to napisać - rozległ się za nimi głos Nate'a.
  Yoko nie odrywała głowy od swojej kartki.
-Pomóżcie mi, do cholery. Ja tego nie napiszę.
-Trzeba było myśleć wcześniej - odezwał się Stanley.
-Obaj mogliście myśleć wcześniej, nie tylko on - powiedziała Prudencja.
-O co ci chodzi? - spytał zdziwiony Stan.
-O to, że mogłeś sobie darować. To przez twoje zachowanie tu jesteśmy. Nie on pierwszy mnie obraził i przeczuwam, że nie ostatni, więc przykro mi, ale to twoja wina.
-Moja wina, tak? Więc w ten sposób mi się odpłacasz?
-O nic cię nie prosiłam.
-Czasem jesteś żałosna.
-Nie bardziej od ciebie i twojego ego - prychnęła Yoko.
  Dziewczyna spojrzała na zegarek. Była już za kwadrans osiemnasta. Dopisała jeszcze kilka zdań do swojej pracy, wstała i wyszła z klasy. Zaniosła wypracowanie dyrektorowi.
-Już skończyłaś? - spojrzał na nią spod okularów.
  Kiwnęła głową i podała mu kartki.
-Usiądź - wskazał jej krzesło i zabrał się za czytanie.
 Kiedy skończył, popatrzył na nią niebieskimi oczami.
-I dlaczego nie stosujesz się do tego, co tu napisałaś? Jesteś wyjątkowo inteligentną dziewczyną, ale twoje zachowanie nie przystoi młodej kobiecie, takiej jak ty. Próbujesz pokazać światu swoją inność. I bardzo dobrze, bo ludzie tacy sami, są ludźmi nudnymi. Ale nie ukazuj tego w taki sposób. Pozwól się polubić. Widzisz jak Stanley zareagował, kiedy Nate cię obraził? Ten chłopiec chce cię lubić, ale ty nie pozwalasz mu na to. Postaraj otworzyć się na innych, a dobrze na tym wyjdziesz. Możesz już iść - powiedział.
  Prudencja wstała. Pożegnała się i sięgnęła do klamki. Popchnęła drzwi, które w tym samym czasie ktoś otwierał z drugiej strony, ciągnąc mocno. Dziewczyna zachwiała się i wpadła prosto na Stanleya, który złapał ją za ramię, żeby nie upadła.
-Puść - powiedziała tylko.
-Jak sobie życzysz - odpowiedział i przepuścił ją, by wyszła pierwsza. - Zaczekaj chwilę, to cię podrzucę do domu - dodał.
-Poradzę sobie - mruknęła cicho i poszła dalej.
  Na dworze zrobiło się cieplej. Poranny deszcz był już tylko wspomnieniem, choć ciemne chmury wciąż sunęły nad Londynem. Prudencja z rękami w kieszeniach płaszcza poszła do domu. Chwilę później usłyszała za sobą samochód. Wiedziała, że to Stanley, bo zatrzymał się tuż przy niej.
-Wsiadaj. Podrzucę cię.
  Yoko westchnęła ciężko i wsiadła.
-Dlaczego nigdy nie chcesz ze mną jechać? Ja nie gryzę, chociaż czasem mam wielką ochotę - powiedział.
  Brwi Prudencji powędrowały do góry.
-Masz ochotę gryźć? Nie wiedziałam o twoich skłonnościach do kanibalizmu.
-Nieczęsto o nich rozmawiam - powiedział, śmiejąc się.
  Stanley podwiózł dziewczynę pod dom.
-Dzięki, że mnie podrzuciłeś - powiedziała i otworzyła drzwi.
-Momencik - zatrzymał ją. - W dzisiejszych czasach dziękuję nie wystarczy.
  Prudencja popatrzyła na niego zaskoczonym wzrokiem. Stan wychylił w jej stronę policzek, stukając w niego palcem. Yoko sama zdziwiła się swoim zachowaniem, ale nachyliła się i złożyła na jego drapiącym od zarostu policzku lekki pocałunek. Odwróciła się i wysiadła, nie odwracając się do zdumionego Stanleya.

9 komentarzy:

  1. Ale mi zrobiłaś niespodziankę! Myślałam, że będę musiała czekać na ten rozdział jeszcze parę dni :D
    Masz talent, dziewczyno, trzeba ci to przyznać :D
    A te perypetie są po prostu świetne (dowód na to, że opowieść o zwykłej dziewczynie może być bardziej wciągająca od książek fantasy) :3
    Trzymaj tak dalej!
    Pozdrawiam, Nana :*

    OdpowiedzUsuń
  2. hah ^^ Wiedziałam, że dasz radę coś napisać <3 No! Tak jak trzeba, coś się dzieje między Stanem a Prudencją :3 Jestem ciekawa, jak potoczą się ich losy ;) Życzę ogromnej weny, i zapraszam do mnie : http://aiko1407piszeksiazke.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Serio, zadziwiasz mnie. Spodziewałam się czegoś innego, a tu BUM! Ekstra! Pisz dalej, czekam na kolejne rozdziały i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  4. No tego, to bym się nie spodziewała.! Jesteś świetna, boska i wgl omg.!! *.* <3 Haahaha.... Wstawiaj rozdzaiły częściej!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. fajne cytaty, zwłaszcza ten dyrektora :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, nie przestajesz zadziwiać! Również bałam się, że będzie trzeba czekać i czekać, a tu proszę!! :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Wowowow, nie rozumiem tych nauczycieli... Przecież Yoko nic nie zrobiła, ale nie, to jej wina, że ktoś nazwał ją dziwką! Choć ci w mojej szkole też są dziwni i niesprawiedliwi (pozdrowienia dla mojej pani od polskiego, która tylko mnie się spytała, czy mam pracę domową i wstawiła mi jedynkę <33).
    Ale rozdział super. No nie wierzę, że Prudencja sama z siebie pocałowała Stanleya! Hhehehe :3
    Cieszę się, że w końcu coś opublikowałaś, pozdrawiam i weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział <3 kiedy następny? :*

    OdpowiedzUsuń
  9. 52 yr old Sales Representative Janaye Bottinelli, hailing from Saint-Sauveur-des-Monts enjoys watching movies like Sukiyaki Western Django and Stone skipping. Took a trip to Rock Drawings in Valcamonica and drives a Alfa Romeo 6C 1750 Supercharged Gran Sport Spider. zawartosc witryny

    OdpowiedzUsuń