Prudencja zwolniła krok dopiero, kiedy była już daleko od szkoły. Kopnęła kamyk leżący na chodniku i zeklęła pod nosem. Była zła na samą siebie. Nie chciała tak zaczynać nowego semestru. Obiecywała sobie, że skończy z takim zachowaniem. Nie mogła jednak tego zmienić. Taka już była: opryskliwa, denerwująca i wyjątkowo pyskata.
Dziewięć miesięcy temu, kiedy zmarła jej mama, cały świat zwalił jej się na głowę. Miała zostać ze swoim ojcem, który traktował ją jak powietrze. Kiedyś było inaczej. Kochał ją i jej matkę. Spędzali wspólnie mnóstwo czasu. Aż do choroby żony. Kiedy zachorowała na raka, zmienił się diametralnie. Bał się, ze ją straci, a jednocześnie sam się oddalał. Prudencja wiedziała, ze ma kochankę. Była to Margaret, która teraz na nieszczęście dziewczyny mieszka z nimi razem ze swoją córką Edith. Była o 3 lata młodsza i strasznie nieznośna, nienawidziły się jak najgorsi wrogowie,
Prudencja była już pod domem. Otworzyła furtkę i wygrzebała z kieszeni klucz. Po wejsciu nie oznajmiła swojego przybycia, bo kogo by to obchodziło? Zdjęła kurtkę i, nie zeracając uwagi na Margaret rozmawiajacą przez telefon, pobiegla do swojego pokoju. Usiadła na skraju łóżka i złapała się rękami za głowę, która zaczynała ją boleć. Musiała coś zjeść. Przebrała się w stare ciemne jeansy i spraną koszulkę. Weszła do kuchni i zabrała się za przyrządzanie spaghetti z pomidorowym sosem wegetariańskim.
-Czy możesz przestać zachowywać się tak głośno? - spytała w końcu Margaret odkładając telefon.
-Nie wydaje mi się - odparła bardzo w swoim stylu dziewczyna.
-No to może chociaż ugotujesz coś dla mnie i Edith?
-Jak jesteś głodna, to może znajdziesz coś w śmietniku.
Kobieta spojrzała na nią spore łba i mruknęła tylko:
-Beznadziejny przypadek - i wyszła z kuchni.
Prudencja zwinnie poruszała się po pomieszczeniu. Uwielbiała gotować, ale tylko dla siebie. Pichciła pod swoje gusta, miała idealnie dopracowaną technikę gotowania dla zadowolenia siebie. I zawsze się bała, ze komuś innemu nie smakowałyby jej dania. A tego by nie zniosła.
Zadzwoniła jej komórka.
-Słucham?
-Cześć, mała - przywitał się z nią jej przyjaciel z zespołu, Matthew.
-No wreszcie! Już myślałam, że nigdy nie zadzwonisz - odpowiedziała z entuzjazmem dziewczyna.
-Jak tam pierwszy dzień w szkole, Yoko? Coś się zmieniło? Może zaczęłaś się ubierać na różowo i mówić nauczycielom 'dzień dobry'?
-Aż tak dawno się nie widzieliśmy - zaśmiała się.
-Tylko mi nie mów, że się z kimś pokłóciłas!
-Okey, nie powiem.
-Ale to zrobiłas, prawda? Yoko, przecież o tym rozmawialiśmy. Jesteś jak małe dziecko.
-To nie przeze mnie! Znów Smelly się czepiał. Że niby zeszłym razem tylko ja zawiniłam. Przecież wiesz jaki on jest. A poza tym, to mam w klasie jakichś dwóch nowych idiotów - zmieniła szybko temat.
-Ktoś godny uwagi?
-Raczej cię nie zainteresują - odparła, mieszając sos.
-A może ciebie by zainteresowali? - zapytał Matthew kokieteryjnym tonem.
-Daj spokój, przecież wiesz, jaka jestem...
-No tak, nie podoba ci się żaden facet. Oprócz mnie, oczywiście.
-Nie pochlebiaj sobie, aż tak wybredna nie jestem.
-No to bierz się za któregoś. Albo wiesz co? Ja ci kogoś znajdę. Za jakiś czas wpadniemy do ciebie z chłopakami, urządzimy imprezę i kogoś poznasz. Dobra muzyka, trochę tańca i masa wódki.
-Ej, masz mnie za alkoholiczkę?
- Po naszym pożegnalnym spotkaniu zacząłem się nad tym poważnie zastanawiać - żartował z niej.
-Nie przesadzaj, owszem, trochę wypiłam, ale ja i tak mam przecież mocną głowę.
-Mocną? - zapytał dusząc się ze śmiechu - Mocną mówisz? A kto siedział na kolanach jakigoś obcego faceta z pytaniem, czy, zacytuję, 'woli Dumbledore'a czy Snape'a?'. Wiesz, jak się za ciebie wstydzilismy? I nie chciałas go puścić, dopóki ci nie odpowiedział. A jak stwierdził, ze nie lubi Harry'ego Pottera to zwyzywałas go od mugoli.
-Bo to był mugol. A tak w ogóle, to sobie takiej sytuacji nie przypominam.
-Nie przypominasz sobie, bo byłas kompletnie pijana.
-Wyolbrzymiasz fakty, Mat. I muszę kończyć, bo muszę makaron odcedzić.
-Tylko się nie obrażaj!
-Jasne, jasne - odparła od niechcenia.
- To trzymaj się, Yoko. Kochamy cię i tęsknimy,
-Ja też tęsknię, kotek. Przyjeżdzajcie szybko, bo mam ochotę na koncert z wami.
-Da się załatwić. Nara! - pożegnał sie Matthew.
Prudencja wróciła do gotowania i przez resztę dnia myślała o rozmowie z Matthew.
środa, 26 listopada 2014
poniedziałek, 17 listopada 2014
Rozdział 2.
-Cześć!
Prudencja podskoczyła na krześle na dźwięk czyjegoś głosu.
-Przestraszyłem cię?- spytał chłopak siedzący obok niej.-Jestem Brian-wyciagnął do niej rękę.
Dziewczyna spojrzała najpierw na chłopca, potem na wyciągniętą dłoń i tylko uniosła brwi w niemym geście zaskoczenia. Zignorowała Briana, myśląc, że to jakiś głupi żart. Ktoś miałby się do niej odezwać? Niemożliwe.
Chłopak chrząknął, jakby chciał przypomnieć o swoim istnieniu, ale opuścił rękę, lekko speszony. Prudencja nawet się na niego nie obejrzała. Nie zauważyła więc uroku, który niewątpliwie otaczał tę młodą osobę. Ona była jednak odporna na takie wdzięki. I tak zauważyłaby tylko wady Briana. 'Wymuskany chłoptaś'- pomyślała.-'Pewnie spędził więcej czasu na układaniu swojej grzywki, niż przeciętna kobieta na robieniu makijażu'. Potem bezceremonialnie zwróciła twarz w jego stronę i cicho prychnęła. Na dowód zupełnego braku zainteresowania jego osobą, podgłośniła muzykę, dochodzącą z jej słuchawek.
Po kilkudziesięciu minutach dyrektor Green skończył swoje przemówienie i setki krzeseł zaszurało po podłodze. Wszyscy zaczęli wysypywać się z sali, rozpychając łokciami. Każdy musiał trafić do swojej klasy, by dostać nowy plan lekcji i usłyszeć umoralniajacą pogadankę wychowawcy. Prudencja nie spiesząc się, schowała telefon i słuchawki do torebki. Stanęła na samym końcu uczniów wychodzących z pomieszczenia i powoli powlokła się do swojej klasy. Chciała niezauważalnie wślizgnąć się na swoje miejsce w sali, ale było już ono zajęte przez owego Briana siedzącego obok niej. Nie chciała się kłócić, więc zajęła miejsce tuz za nim, ku niezadowoleniu siedzącej tam przedtem dziewczyny, która mruknęła tylko w jej kierunku:
-Idiotka...
Prudencja rozsiadła się na nowym krześle. Wychowawca, pan Smelly przeszedł po klasie, rozdając kartki z podziałem godzin. Wszyscy jęknęli na widok na masy lekcji, które ich w tym roku czekają.
-Nie płaczcie tak, kochani-powiedział.- Jakoś dacie sobie radę. W sumie, to tyle miałem wam do powiedzenia. Ale, tak! Zapomniałbym. Mamy w klasie dwóch nowych uczniów. Poznajcie swojego nowego kolegę, Biana.
Chlopiec uśmiechnął się i podniósł rękę w geście powitania.
-Może powiesz cos o sobie?-zagadnęła kokieteryjnie jedna z naczelnycn suk tej klasy, której Prudencja nie znosiła. Zresztą, kogo ona lubiła?
Profesor Smelly przytaknął ochoczo:
-Tak, opowiedz nam o sobie! Tylko zaraz, chwileczkę- rozejrzał się po klasie.- A gdzie się podział nasz drugi nowy uczeń?
Wraz z końcem tego zdania, drzwi otworzyły się. Stał w nich wysoki chłopiec, lub lepiej- mężczyzna, o szerokich, umięśnionych ramionach, opiętych przez białą koszulę i narzuconą na nią skórzaną kurtkę. Prudencja odwróciła gwałtownie głowę i spojrzała prosto w oczy nowoprzybyłemu uczniowi. Ten popatrzył na.nią krótko i odwrócił wzrok. Dziewczyna natomiast zauważyła jego długie do ramion, kręcone blond włosy.
-Dzień dobry-odezwał się niskim,seksownym głosem.
-Ach, a to pewnie Stanley! Bardzo nam miło cię gościć w tej klasie. Pewnie jesteś bardzo zadowolony, ze jest tu mnóstwo osób, z którymi się zaprzyjaźnisz.
Mina przybysza i jego drwiąco wygięty kącik ust wskazywał na coś zupełnie innego, ale nie odezwał się ani słowem. Stał nadal w tym samym miejscu. Królowa suk, Lizzy, która wczesniej przyczepia się do Briana, prawie eksplodowała z nowych emocji, czyli przyjścia kolejnego przystojniaka do ich klasy. Siedziała z Brianem, ale spoglądała tez tęsknie na Stanleya. Jej banda wiernych przyjaciółek, aż śliniła się z podniecenia.
-Może usiądziesz?- zaproponował wychowawca.
Stan nadal tkwił w miejscu, tylko wbił spojrzenie w krzesło obok Prudencji. Dziewczyna zauważyła, ze nie tylko on to zrobił. Cała klasa się na nią gapiła. Osiemnastolatka dopiero po chwili zorientowała się, co jest nie tak. Jedyne wolne miejsce znajdowało się akurat obok niej. 'Pięknie, kurwa, no po prostu pięknie'- pomyślała.
Profesor Smelly zrozumiał konsternację klasy, ale próbując zignorować zamieszanie, powiedział:
-Och! Będziesz siedział obok Prudencji? Cudownie! Z pewnością się polubicie. Ona też jest w tej szkole od niedawna. Tak, cudownie- ćwierkał.
Stanley ruszył spod drzwi i zatrzymał się obok stolika dziewczyny. Spojrzał na nią nieufnie i usiadł. Zwrócił twarz w jej kierunku. Pomyślała, ze się z nią przywita, albo przedstawi. To jednak nie nastąpiło. W czasie, gdy Brian siedzący przed nimi opowiadał historię swojego życia, Stan przeszedł do oględzin siedzącej obok Prudencji. Ta nie zwróciła jednak na niego uwagi i patrzyła przed siebie z lekko rozchylonymi wargami, jak to miała w zwyczaju. Stanley popatrzył na jej okulary z grubymi szkłami i schodził niżej, zatrzymując się na chwilę na aparacie ortodontycznym na dolnej szczęce. Następnie odwrócił głowę w przód i wzruszył ramionami. Brian kończył swoją opowieść i profesor Smelly niespodziewanie zwrócił się z stronę Stana.
-Moze teraz ty cos o sobie powiesz?
Cala klasa patrzyła na niego z zaciekawieniem, z wyjątkiem, oczywiście, Prudencji. Nauczyciel zachecająco uśmiechnął się do niego. Chłopiec odsunął lekko krzesło, wstał i powiedział:
-Nie, raczej nie mam nic do powiedzenia- i usiadł z powrotem na swoje miejsce.
Wszystkich jakby zamurowało. A ciekawość, którą wzbudzał, sięgnęła zenitu. Choć profesor Smelly był typowo 'ciapowatym' starym kawalerem, to zdziwiło go,że uczeń może się tak do niego odzywać. Zaczerwienił się lekko, ale powiedział tylko:
-To wszystko na dziś. Spotykamy się jutro o 8-cała klasa zaczęła zgodnie podnosić się z krzeseł.-Stanley'u, Prudencjo, Brianie zostańcie chwilę, chce zamienić z wami słówko.
Dziewczyna wcale nie była zdziwiona tym, ze nauczyciel kazał jej zostać.
-Muszę omówić z wami, chłopcy kilka spraw dotyczących tej placówki, ale najpierw coś do Prudencji-zwrócił się do niej.-Muszę ci przypomnieć o naszej ostatniej rozmowie. Mam nadzieję, że ją pamiętasz. Dyrektor Green postawił jasne warunki, co do twojej obecności w tej szkole. Nie chcę, żeby cie stąd wyrzucił, więc pamiętaj o tym, co mi obiecałaś. Żadnych wyzwisk, żadnego bicia. Złamałaś temu chłopakowi nos w zeszłym roku- stwierdził z naganą nauczyciel.
Chłopcy stali obok zaciekawieni słowami wychowawcy. Brian otwarcie gapił się na rozmawiających, natomiast Stan spoglądał tylko na nich, ale mimo udawania znudzonego, chłonął każde słowo profesora Smelly'ego.
-Nie możesz sobie na to pozwolić w tym roku, bo zakończy się twoja szkolna przygoda- dokończył.
-Oczywiscie, panie profesorze-odpowiedziała kpiącym tonem Prudencja.- Obiecuję, że jeśli następnym razem jakiś kretyn nazwie mnie dziwką, zignoruję go i pójdę poskarżyć się tatusiowi.
Po tych słowach zlapała ze stolika swoją torebkę i wyszła z sali,zamykając kopniakiem drzwi.
Prudencja podskoczyła na krześle na dźwięk czyjegoś głosu.
-Przestraszyłem cię?- spytał chłopak siedzący obok niej.-Jestem Brian-wyciagnął do niej rękę.
Dziewczyna spojrzała najpierw na chłopca, potem na wyciągniętą dłoń i tylko uniosła brwi w niemym geście zaskoczenia. Zignorowała Briana, myśląc, że to jakiś głupi żart. Ktoś miałby się do niej odezwać? Niemożliwe.
Chłopak chrząknął, jakby chciał przypomnieć o swoim istnieniu, ale opuścił rękę, lekko speszony. Prudencja nawet się na niego nie obejrzała. Nie zauważyła więc uroku, który niewątpliwie otaczał tę młodą osobę. Ona była jednak odporna na takie wdzięki. I tak zauważyłaby tylko wady Briana. 'Wymuskany chłoptaś'- pomyślała.-'Pewnie spędził więcej czasu na układaniu swojej grzywki, niż przeciętna kobieta na robieniu makijażu'. Potem bezceremonialnie zwróciła twarz w jego stronę i cicho prychnęła. Na dowód zupełnego braku zainteresowania jego osobą, podgłośniła muzykę, dochodzącą z jej słuchawek.
Po kilkudziesięciu minutach dyrektor Green skończył swoje przemówienie i setki krzeseł zaszurało po podłodze. Wszyscy zaczęli wysypywać się z sali, rozpychając łokciami. Każdy musiał trafić do swojej klasy, by dostać nowy plan lekcji i usłyszeć umoralniajacą pogadankę wychowawcy. Prudencja nie spiesząc się, schowała telefon i słuchawki do torebki. Stanęła na samym końcu uczniów wychodzących z pomieszczenia i powoli powlokła się do swojej klasy. Chciała niezauważalnie wślizgnąć się na swoje miejsce w sali, ale było już ono zajęte przez owego Briana siedzącego obok niej. Nie chciała się kłócić, więc zajęła miejsce tuz za nim, ku niezadowoleniu siedzącej tam przedtem dziewczyny, która mruknęła tylko w jej kierunku:
-Idiotka...
Prudencja rozsiadła się na nowym krześle. Wychowawca, pan Smelly przeszedł po klasie, rozdając kartki z podziałem godzin. Wszyscy jęknęli na widok na masy lekcji, które ich w tym roku czekają.
-Nie płaczcie tak, kochani-powiedział.- Jakoś dacie sobie radę. W sumie, to tyle miałem wam do powiedzenia. Ale, tak! Zapomniałbym. Mamy w klasie dwóch nowych uczniów. Poznajcie swojego nowego kolegę, Biana.
Chlopiec uśmiechnął się i podniósł rękę w geście powitania.
-Może powiesz cos o sobie?-zagadnęła kokieteryjnie jedna z naczelnycn suk tej klasy, której Prudencja nie znosiła. Zresztą, kogo ona lubiła?
Profesor Smelly przytaknął ochoczo:
-Tak, opowiedz nam o sobie! Tylko zaraz, chwileczkę- rozejrzał się po klasie.- A gdzie się podział nasz drugi nowy uczeń?
Wraz z końcem tego zdania, drzwi otworzyły się. Stał w nich wysoki chłopiec, lub lepiej- mężczyzna, o szerokich, umięśnionych ramionach, opiętych przez białą koszulę i narzuconą na nią skórzaną kurtkę. Prudencja odwróciła gwałtownie głowę i spojrzała prosto w oczy nowoprzybyłemu uczniowi. Ten popatrzył na.nią krótko i odwrócił wzrok. Dziewczyna natomiast zauważyła jego długie do ramion, kręcone blond włosy.
-Dzień dobry-odezwał się niskim,seksownym głosem.
-Ach, a to pewnie Stanley! Bardzo nam miło cię gościć w tej klasie. Pewnie jesteś bardzo zadowolony, ze jest tu mnóstwo osób, z którymi się zaprzyjaźnisz.
Mina przybysza i jego drwiąco wygięty kącik ust wskazywał na coś zupełnie innego, ale nie odezwał się ani słowem. Stał nadal w tym samym miejscu. Królowa suk, Lizzy, która wczesniej przyczepia się do Briana, prawie eksplodowała z nowych emocji, czyli przyjścia kolejnego przystojniaka do ich klasy. Siedziała z Brianem, ale spoglądała tez tęsknie na Stanleya. Jej banda wiernych przyjaciółek, aż śliniła się z podniecenia.
-Może usiądziesz?- zaproponował wychowawca.
Stan nadal tkwił w miejscu, tylko wbił spojrzenie w krzesło obok Prudencji. Dziewczyna zauważyła, ze nie tylko on to zrobił. Cała klasa się na nią gapiła. Osiemnastolatka dopiero po chwili zorientowała się, co jest nie tak. Jedyne wolne miejsce znajdowało się akurat obok niej. 'Pięknie, kurwa, no po prostu pięknie'- pomyślała.
Profesor Smelly zrozumiał konsternację klasy, ale próbując zignorować zamieszanie, powiedział:
-Och! Będziesz siedział obok Prudencji? Cudownie! Z pewnością się polubicie. Ona też jest w tej szkole od niedawna. Tak, cudownie- ćwierkał.
Stanley ruszył spod drzwi i zatrzymał się obok stolika dziewczyny. Spojrzał na nią nieufnie i usiadł. Zwrócił twarz w jej kierunku. Pomyślała, ze się z nią przywita, albo przedstawi. To jednak nie nastąpiło. W czasie, gdy Brian siedzący przed nimi opowiadał historię swojego życia, Stan przeszedł do oględzin siedzącej obok Prudencji. Ta nie zwróciła jednak na niego uwagi i patrzyła przed siebie z lekko rozchylonymi wargami, jak to miała w zwyczaju. Stanley popatrzył na jej okulary z grubymi szkłami i schodził niżej, zatrzymując się na chwilę na aparacie ortodontycznym na dolnej szczęce. Następnie odwrócił głowę w przód i wzruszył ramionami. Brian kończył swoją opowieść i profesor Smelly niespodziewanie zwrócił się z stronę Stana.
-Moze teraz ty cos o sobie powiesz?
Cala klasa patrzyła na niego z zaciekawieniem, z wyjątkiem, oczywiście, Prudencji. Nauczyciel zachecająco uśmiechnął się do niego. Chłopiec odsunął lekko krzesło, wstał i powiedział:
-Nie, raczej nie mam nic do powiedzenia- i usiadł z powrotem na swoje miejsce.
Wszystkich jakby zamurowało. A ciekawość, którą wzbudzał, sięgnęła zenitu. Choć profesor Smelly był typowo 'ciapowatym' starym kawalerem, to zdziwiło go,że uczeń może się tak do niego odzywać. Zaczerwienił się lekko, ale powiedział tylko:
-To wszystko na dziś. Spotykamy się jutro o 8-cała klasa zaczęła zgodnie podnosić się z krzeseł.-Stanley'u, Prudencjo, Brianie zostańcie chwilę, chce zamienić z wami słówko.
Dziewczyna wcale nie była zdziwiona tym, ze nauczyciel kazał jej zostać.
-Muszę omówić z wami, chłopcy kilka spraw dotyczących tej placówki, ale najpierw coś do Prudencji-zwrócił się do niej.-Muszę ci przypomnieć o naszej ostatniej rozmowie. Mam nadzieję, że ją pamiętasz. Dyrektor Green postawił jasne warunki, co do twojej obecności w tej szkole. Nie chcę, żeby cie stąd wyrzucił, więc pamiętaj o tym, co mi obiecałaś. Żadnych wyzwisk, żadnego bicia. Złamałaś temu chłopakowi nos w zeszłym roku- stwierdził z naganą nauczyciel.
Chłopcy stali obok zaciekawieni słowami wychowawcy. Brian otwarcie gapił się na rozmawiających, natomiast Stan spoglądał tylko na nich, ale mimo udawania znudzonego, chłonął każde słowo profesora Smelly'ego.
-Nie możesz sobie na to pozwolić w tym roku, bo zakończy się twoja szkolna przygoda- dokończył.
-Oczywiscie, panie profesorze-odpowiedziała kpiącym tonem Prudencja.- Obiecuję, że jeśli następnym razem jakiś kretyn nazwie mnie dziwką, zignoruję go i pójdę poskarżyć się tatusiowi.
Po tych słowach zlapała ze stolika swoją torebkę i wyszła z sali,zamykając kopniakiem drzwi.
sobota, 15 listopada 2014
Rozdział 1.
Budzik wskazujący godzinę 7.07 dzwonił nieprzerwanie od dwóch minut. Spod kołdry wyłoniła się powoli dłoń i szukając na oślep, wreszcie znalazła wyłącznik. Po chwili ukazała się cała sylwetka młodej dziewczyny, która przetarła oczy i zręcznym ruchem założyła swoje codzienne okulary, leżące przedtem na nocnej szafce. Ziewnęła i przeciągnęła się, by za moment wstać z cieplutkiego łóżka. Wysunęła stopy w miękkie kapcie w kształcie króliczków i pomaszerowała do łazienki.
Za kilka godzin zaczynał się nowy, ostatni już, rok szkolny. Dziewczyna musiała z powrotem zamienić się z szalonej Yoko, na spokojną i nielubianą Prudencję. Tak, naprawdę tak miała na imię. Oznaczało ono rozwagę i roztropność. Nierzadko jednak zdarzało się jej postępować wbrew tym zasadom.
Prudencja umyla szybko twarz i spojrzała w lustro.
-O cholera! -wykrzyknęła, widząc swoje podkrążone oczy-Ja to mam, kurwa, szczęście.
W piętnaście minut zdołała doprowadzić się do porządku lekkim makijażem. Stanęła przed szafą i wybrała czarną spódnicę do kostek i koszulę-mgiełkę w tym samym kolorze. Zostało jej niewiele czasu, więc zbiegła po schodach do kuchni i zrobiła sobie kanapkę z żółtym serem. Była wegetarianką i nie tknęła by niczego, co chociaż przypominałoby szynkę. Wepchnęła sobie do ust ostatni kęs,kiedy do kuchni weszła najmniej oczekiwana przez dziewczynę osoba: Margaret, macocha Prudencji. Osiemnastolatka jej nienawidziła.
-Musisz się tak głośno zachowywać? Przez ciebie nie mogę spać! Żałosna dziewucha- powiedziała na powitanie Margaret.
Prudencja nigdy nie przejmowała się jej docinkami, więc wyszła z kuchni pokazując jej środkowy palec i rzuciła:
-Pierdol się!
-Powiem wszystko twojemu ojcu, jak tylko wróci z pracy- krzyknęła za nią.
Dziewczyna założyła swoje skórzane trampki za kostkę, wzięła z wieszaka wytartą ramoneskę i przewiesiła przez ramię brązową torebkę z mnóstwem frędzli. Wyszła z domu trzaskając drzwiami.
Chłodny wrześniowy wiatr owiał jej zmęczoną twarz. Westchnęła ciężko i pomaszerowała w stronę szkoły. Nie miała w niej nikogo. Chłopcy z jej zespołu byli starsi od niej i studiowali z dala od Londynu. To oni byli jej najlepszymi przyjaciółmi. Kiedyś nawet chodziła z Matthew, ale to tak jak gdyby całowała się ze swoim bratem. Cała czwórka się uwielbiała, ale bardziej jako 'przyszywane' rodzeństwo.
Prudencja była już blisko szkoły. Uczyła się tam w zeszłym roku zaledwie miesiąc, bo przeprowadziła się z ojcem do Londynu po śmierci jej matki. Był to dla niej ciężki czas, szczególnie, ze niedawno wprowadziła się do nich Margaret i jej córka. Dziewczyna cierpiała, ale nie chciała obarczac nikogo swoimi problemami. Dlatego weszła do szkoły i obiecała sobie w duchu, że przetrwa ten rok i wszystko się ułoży.
Prudencja skierowała się w stronę sali gimnastycznej, która stopniowo zapełniała się uczniami. Krzesła stały w równych rzędach, zwrócone w kierunku siedzących z przodu nauczycieli. Dziewczyna zsunęła się na jedno z nich i rozejrzała dookoła. Widziała setki osób, ale nikt nawet nie pomyślał o tym, żeby się z nią przywitać, czy obok niej usiąść. Nie chciała jednak tego. Nie potrzebowała nikogo. I tak jak jej ulubiony aktor, Hugh Grant w jednym z filmów sądził, ze człowiek może być samotną wyspą, tak i ona była o tym przekonana. Była wyspą i było jej z tym dobrze.
Sala była już pełna. Dyrektor, pan Green, wstał i rozpoczął swoją przemowę.
-Drodzy uczniowie! Rozpoczynamy kolejny rok w tej szkole. Oby lepszy i wydajniejszy od poprzednich...
Prudencja przestała słuchać i wyjęła z torebki słuchawki. Podłączyla je do swojego telefonu i, nie krępując się, oddala się jednemu ze swoich ulubionych zajęć- słuchania muzyki. Nawet nie zauważyła, że ktoś obok niej usiadł. Przymknęła powieki i przytupywała nogą w rytm muzyki. Dopiero po chwili zorientowała się, ze ktoś jej się bacznie przygląda. Nie pierwszy raz ktoś się na nią tak bezczelnie gapił, więc tylko wyciągnęła przed siebie nogi i rozsiadła, jak najwygodniej się dało na twardym krześle, by przygotować się na dalszą cześć długiej tyrady dyrektora.
Za kilka godzin zaczynał się nowy, ostatni już, rok szkolny. Dziewczyna musiała z powrotem zamienić się z szalonej Yoko, na spokojną i nielubianą Prudencję. Tak, naprawdę tak miała na imię. Oznaczało ono rozwagę i roztropność. Nierzadko jednak zdarzało się jej postępować wbrew tym zasadom.
Prudencja umyla szybko twarz i spojrzała w lustro.
-O cholera! -wykrzyknęła, widząc swoje podkrążone oczy-Ja to mam, kurwa, szczęście.
W piętnaście minut zdołała doprowadzić się do porządku lekkim makijażem. Stanęła przed szafą i wybrała czarną spódnicę do kostek i koszulę-mgiełkę w tym samym kolorze. Zostało jej niewiele czasu, więc zbiegła po schodach do kuchni i zrobiła sobie kanapkę z żółtym serem. Była wegetarianką i nie tknęła by niczego, co chociaż przypominałoby szynkę. Wepchnęła sobie do ust ostatni kęs,kiedy do kuchni weszła najmniej oczekiwana przez dziewczynę osoba: Margaret, macocha Prudencji. Osiemnastolatka jej nienawidziła.
-Musisz się tak głośno zachowywać? Przez ciebie nie mogę spać! Żałosna dziewucha- powiedziała na powitanie Margaret.
Prudencja nigdy nie przejmowała się jej docinkami, więc wyszła z kuchni pokazując jej środkowy palec i rzuciła:
-Pierdol się!
-Powiem wszystko twojemu ojcu, jak tylko wróci z pracy- krzyknęła za nią.
Dziewczyna założyła swoje skórzane trampki za kostkę, wzięła z wieszaka wytartą ramoneskę i przewiesiła przez ramię brązową torebkę z mnóstwem frędzli. Wyszła z domu trzaskając drzwiami.
Chłodny wrześniowy wiatr owiał jej zmęczoną twarz. Westchnęła ciężko i pomaszerowała w stronę szkoły. Nie miała w niej nikogo. Chłopcy z jej zespołu byli starsi od niej i studiowali z dala od Londynu. To oni byli jej najlepszymi przyjaciółmi. Kiedyś nawet chodziła z Matthew, ale to tak jak gdyby całowała się ze swoim bratem. Cała czwórka się uwielbiała, ale bardziej jako 'przyszywane' rodzeństwo.
Prudencja była już blisko szkoły. Uczyła się tam w zeszłym roku zaledwie miesiąc, bo przeprowadziła się z ojcem do Londynu po śmierci jej matki. Był to dla niej ciężki czas, szczególnie, ze niedawno wprowadziła się do nich Margaret i jej córka. Dziewczyna cierpiała, ale nie chciała obarczac nikogo swoimi problemami. Dlatego weszła do szkoły i obiecała sobie w duchu, że przetrwa ten rok i wszystko się ułoży.
Prudencja skierowała się w stronę sali gimnastycznej, która stopniowo zapełniała się uczniami. Krzesła stały w równych rzędach, zwrócone w kierunku siedzących z przodu nauczycieli. Dziewczyna zsunęła się na jedno z nich i rozejrzała dookoła. Widziała setki osób, ale nikt nawet nie pomyślał o tym, żeby się z nią przywitać, czy obok niej usiąść. Nie chciała jednak tego. Nie potrzebowała nikogo. I tak jak jej ulubiony aktor, Hugh Grant w jednym z filmów sądził, ze człowiek może być samotną wyspą, tak i ona była o tym przekonana. Była wyspą i było jej z tym dobrze.
Sala była już pełna. Dyrektor, pan Green, wstał i rozpoczął swoją przemowę.
-Drodzy uczniowie! Rozpoczynamy kolejny rok w tej szkole. Oby lepszy i wydajniejszy od poprzednich...
Prudencja przestała słuchać i wyjęła z torebki słuchawki. Podłączyla je do swojego telefonu i, nie krępując się, oddala się jednemu ze swoich ulubionych zajęć- słuchania muzyki. Nawet nie zauważyła, że ktoś obok niej usiadł. Przymknęła powieki i przytupywała nogą w rytm muzyki. Dopiero po chwili zorientowała się, ze ktoś jej się bacznie przygląda. Nie pierwszy raz ktoś się na nią tak bezczelnie gapił, więc tylko wyciągnęła przed siebie nogi i rozsiadła, jak najwygodniej się dało na twardym krześle, by przygotować się na dalszą cześć długiej tyrady dyrektora.
czwartek, 13 listopada 2014
Prolog
Na małą scenę w niewielkim barze w centrum Londynu weszła czteroosobowa grupa nastolatków. Dookoła otaczał ich dym, w którym można było wyczuć nie tylko tytoń, ale pokaźną ilość skręconych naprędce jointów.
Młoda dziewczyna i trzej starsi od niej chłopcy wyszli na środek i każdy wziął swój instrument. Powitały ich głośne brawa i krzyki męskiej części widowni w stronę Yoko, tak była nazywana przez znajomych dziewczyna.
-Czołem, kochani- rozległ się głęboki głos w mikrofonie. - Może niektórzy nas kojarzą, inni trochę mniej, wiec na perkusji jest Dick- jeden chłopców z długimi, pofarbowanymi na czerwono wlosami ukłonił się- na basie gra Mat, z mojej lewej jest Rob, a ja jestem Yoko. W skrócie jesteśmy Dear Prudence. Mamy nadzieje, że bedziecie się dobrze bawić!
Po tych słowach wybuchł chaos. Dear Prudence grali stare przeboje, głównie Beatlesów, a publiczność skakała, śpiewała i wyglupiała się razem z nimi. A tłum był przedziwny. Kolorowe ubrania wyglądały jak w kalejdoskopie. Wszyscy prezentowali się, jak gdyby cofnęli się o 35 lat w przeszłość. Dla nich czas zatrzymał się razem z Johnem Lennonem i jego pokojowymi manifestacjami. A Yoko szalejaca na scenie, wyglądała jak jego żeński sobowtór. Brązowe, lekko falowanie włosy opadały luźno na ramiona. Na czubku nosa znajdowały się okrągłe okulary z wyjątkowo grubymi szkłami, bez których nic nie widziała. Ubrana była we własnoręcznie farbowaną koszulkę, wytarte wranglerowskie dzwony i all stary za kostkę. Przyciągała uwagę wielu mężczyzn, a szczególnie chłopców z jej szkoły. Nikt jednak się do niej nie zbliżał. Nikt nie chciał mieć wiele wspólnego z tą dziwaczką. Wszyscy szydzili z niej i jej barwnego wyglądu.
Dear Prudence grali ponad godzinę, a Yoko nie miała pojęcia, że przez cały czas obserwuje ją schowana w samym kącie sali para zielonych oczu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)