W domu było cicho. Tyko Prudencja już wstała. Ringo był na górze, a z salonu dobiegał miarowy oddech Stanleya. Dziewczyna zabrała się za robienie śniadania. Wyjęła składniki potrzebne do zrobienia naleśników. Uruchomiła mikser i wymieszała wszystko ze sobą. Kiedy wyłączyła urządzenie, zobaczyła plecy przeciągającego się Stanleya. Nie odezwała się. Obserwowała kątem oka, jak zakłada buty. Wszedł do kuchni, trzymając w rękach koszulkę. Miał potargane włosy i zaspane oczy.
-Dzień dobry - powiedział zachrypniętym głosem.
-W lodówce jest woda - rzuciła tylko.
Chłopak uśmiechnął się i wyjął butelkę. Prudencja starała się nie patrzeć na jego nagi tors. Była na niego zła, ale starała się tego zbytnio nie okazywać. Bała się niewygodnych pytań.
-Ringo wstał? - spytał.
-Śpi. Łazienka na górze - wskazała palcem sufit.
-Dzięki - odpowiedział i wszedł szybko po schodach.
Stanley wrócił po dziesięciu minutach. Yoko zdziwiła się, że w tak krótkim czasie zdołał doprowadzić się do porządku. Wyglądał świeżo. Usiadł na stołku barowym i zlustrował dziewczynę spojrzeniem.
-Ładna piżama - powiedział i uśmiechnął się leniwie, unosząc lewy kącik ust.
Prudencja nie odpowiedziała na jego zaczepkę. Wyjęła z szafki czysty talerz i widelec, postawiła je przed chłopakiem, a obok nich położyła stosik naleśników, słoik dżemu i krem czekoladowy. Przewróciła zręcznym ruchem naleśnika leżącego na patelni i z powrotem podeszła do szafki i zabrała szklankę. Postawiła obok reszty naczyń stojących przed chłopakiem i zapełniła go sokiem pomarańczowym. Kontynuowała i spojrzała na Stanleya.
-Dlaczego nie jesz? Nie lubisz naleśników? - spytała.
-Eee, lubię. Po prostu trochę się zdziwiłem.
-Zdziwiłeś się, że robię śniadanie?
-Zdziwiłem się, że robisz śniadanie także dla mnie.
-Jedz. I nie zawracaj mi głowy - powiedziała tylko.
Stanley uśmiechnął się do siebie i zabrał się za naleśniki. Wziął pierwszy kęs i jęknął.
-Pycha - powiedział z pełnymi ustami. - Wiesz co? Śniłaś mi się - powiedział.
-Ja? - spytała podejrzliwie.
-Tak, śniło mi się, że położyłaś mnie w salonie i..i.. - Stanley zająknął się.
Stanley
O nie. To był sen. Tylko sen.
-Zapomniałem - powiedziałem szybko.
-Zapomniałeś? - spytała mnie podejrzliwie Prudencja.
Błagam, to mi się wydaje. Ona wcale się nie zaczerwieniła. Boże, co się stało wczoraj wieczorem?
-Nie mogę sobie przypomnieć, co się działo potem - dokończyłem dosyć kulawo.
Czy ona westchnęła z ulgą? Nie, nie, nie. To był sen. Nic nie powiedziała. Ja też się nie odzywałem. Wziąłem się z powrotem za naleśniki. Nieważne kim była dla mnie ta dziewczyna, naleśniki robiła nieziemskie. Nie wiem jak długo tam siedziałem, jadłem i przyglądałem się Prudencji.
Wkrótce usiadła naprzeciw mnie i nałożyła na swój talerz naleśnika. Posmarowała go ogromną ilością kremu czekoladowego. I niby wszystkie dziewczyny się odchudzają? Oczywiście z małym wyjątkiem. Widać, że Prudencja raczej nie żałowała sobie słodyczy. Nie była ani trochę otyła. Wręcz przeciwnie. Miała pełne kształty, przez co stawała się strasznie seksowna. O nie, moje myśli szły w złym kierunku.
-Gapisz się na mnie - powiedziała nagle.
-Nie gapię się.
Wzruszyła ramionami. Jadła w ciszy. Dopiero wtedy zauważyłem, że kiedy nie ma przy niej Ringo, jest strasznie nieśmiała. Włosy opadały jej na twarz i odrzucała je niecierpliwym gestem. Bez makijażu wyglądała młodziej. Gdyby nie czerwone włosy, można by ją wziąć za grzeczną dziewczynę z wzorowym zachowaniem. Dobrze jednak wiedziałem, że słowo 'grzeczna' raczej do niej nie pasuje.
-Nadal się gapisz. Przestań - powiedziała i znów się zaczerwieniła.
-A ty za dużo się czerwienisz - odpowiedziałem, a jej policzki zapłonęły mocniej.
-To przestań się gapić - mówiąc nie patrzyła na mnie.
Położyła widelec na pustym talerzu i odsunęła stołek.
-Umyję naczynia - powiedziałem, ale ona już odkręcała wodę w kranie.
Podszedłem do niej i pokręciłem głową.
-Ale jesteś uparta.
-Nie, nie jestem.
-Jesteś. Pozwól mi chociaż je wytrzeć.
-Okay - powiedziała niechętnie i podała mi mokry talerz.
Kiedy skończyliśmy, postanowiłem, że spytam ją o wczoraj.
-Co się wczoraj działo? Pamiętam tylko, że chciałaś mnie zabrać do domu. I trochę się opierałem.
-No tak. Powiedziałeś, że jeśli z tobą nie zatańczę, to nie pójdziesz.
-Nie.
-Tak.
-Cholera. Chyba się nie zgodziłaś, co? - spytałem.
-Nie miałam wyjścia - powiedziała cicho. - Nie mogłam cię tam zostawić.
-Tańczyliśmy? Jezu, dlaczego byłem pijany?
-Wierz mi, wolałabym z tobą tańczyć na trzeźwo. Ledwo cię trzymałam. I podeptałeś mnie - powiedziała z wyrzutem.
-Wolałabyś tańczyć ze mną na trzeźwo? Bardzo chętnie.
-Nie to miałam na myśli.
-Ale tak powiedziałaś. Będziesz kiedyś musiała dotrzymać słowa.
-Ja nic nie obiecywałam.
-Okay, okay. Ale mów dalej. Co się działo?
-Hmm - zamyśliła się. - Zachowywałeś się dość swawolnie.
-Swawolnie?
-Nie chcesz wiedzieć - mruknęła cicho.
-Prudencjo, powiedz mi. Czy ja coś.. no wiesz.. Zrobiłem ci coś, czego nie powinienem był robić?
Zmartwiłem się. To chyba naprawdę nie był sen.
-Ja.. muszę iść się przebrać.
Wstała i weszła po schodach na górę. Cholera, chyba była na mnie wkurzona. I nawet jej się nie dziwiłem. Musiałem wracać. Znalazłem na lodówce samoprzylepne karteczki i odkleiłem jedną. Obok leżał długopis. Zostawiłem wiadomość dla Prudencji i wyszedłem.
-Co się wczoraj działo? Pamiętam tylko, że chciałaś mnie zabrać do domu. I trochę się opierałem.
-No tak. Powiedziałeś, że jeśli z tobą nie zatańczę, to nie pójdziesz.
-Nie.
-Tak.
-Cholera. Chyba się nie zgodziłaś, co? - spytałem.
-Nie miałam wyjścia - powiedziała cicho. - Nie mogłam cię tam zostawić.
-Tańczyliśmy? Jezu, dlaczego byłem pijany?
-Wierz mi, wolałabym z tobą tańczyć na trzeźwo. Ledwo cię trzymałam. I podeptałeś mnie - powiedziała z wyrzutem.
-Wolałabyś tańczyć ze mną na trzeźwo? Bardzo chętnie.
-Nie to miałam na myśli.
-Ale tak powiedziałaś. Będziesz kiedyś musiała dotrzymać słowa.
-Ja nic nie obiecywałam.
-Okay, okay. Ale mów dalej. Co się działo?
-Hmm - zamyśliła się. - Zachowywałeś się dość swawolnie.
-Swawolnie?
-Nie chcesz wiedzieć - mruknęła cicho.
-Prudencjo, powiedz mi. Czy ja coś.. no wiesz.. Zrobiłem ci coś, czego nie powinienem był robić?
Zmartwiłem się. To chyba naprawdę nie był sen.
-Ja.. muszę iść się przebrać.
Wstała i weszła po schodach na górę. Cholera, chyba była na mnie wkurzona. I nawet jej się nie dziwiłem. Musiałem wracać. Znalazłem na lodówce samoprzylepne karteczki i odkleiłem jedną. Obok leżał długopis. Zostawiłem wiadomość dla Prudencji i wyszedłem.
***
Prudencja zeszła na dół już w ubraniu. Na blacie znalazła małą karteczkę, zapisaną koślawymi literami.
Będziesz musiała mi wszystko opowiedzieć. Wszystko. Nie wiem, co Ci zrobiłem, ale muszę wiedzieć. Dowiem się, choćbym miał pytać barmana z tego klubu. Ale wolę to usłyszeć od Ciebie.
PS. Dziękuję za naleśniki. I za wszystko.
Nigdy mu tego nie opowie. Może pytać barmana. Barman nie będzie wiedział, co działo się już w domu.
jejku *^* taki na pozór normalny poranek, a tu nagle Stan rozkręca temat imprezy i Prudencja się czerwieni. Jejku *^* Ty na prawdę wiesz jak trzymać napięcie! :* Czekam na kolejne rozdziały i życzę weny <3
OdpowiedzUsuńurocze śniadanko :D
OdpowiedzUsuńPordencjo, powiedz mu! :( Założę się, że gdyby mu powiedziała, to byłoby fajnie XDD
Fajny rozdział, choć bardzo króciutki.
Wybacz za nieskładny komentarz, jakoś nie umiem dziś trzeźwo myśleć.
Pozdrawiam!
Świetne! :D
OdpowiedzUsuńSzkoda, że tak krótko :(
Ale za to bardzo fajny rozdział :D
Czekam na kolejne :3
Pozdrowionka, Nana :*
PS To najlepszy blog jaki czytam i kiedykolwiek czytałam! <3