niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 24.

  Od rozmowy Prudencji i jej ojca minęło kilka godzin. Nadzedł poniedziałek. Dziewczyna wciąż czekała na moment, w którym Mark wyrzuci Margaret i Edith z domu. Przed pójściem do szkoły powiedziała do ojca:
-Miałeś im powiedzieć, tato.
-Wiem, zrobię to.
-Kiedy?
  Mark popatrzył na córkę i westchnął.
-To nie jest takie proste.
-To jest proste. Mają się po prostu wynieść. Jeśli nie zrobisz tego dziś, to ja się wyprowadzę.
  Ojciec popatrzył na nią z przerażeniem.
-Nie, błagam - prosił. - Kiedy wrócisz ze szkoły, Margaret będzie w trakcie pakowania.
-Obiecujesz?
-Obiecuję.
  Prudencja liczyła na to, że jej ojciec dotrzyma słowa. Nie była jednak co do tego przekonana, więc nie chciała sobie robić nadziei. Najwyżej po powrocie ze szkoły spotka ją miła niespodzianka.

  Kiedy dziewczyna usiadła na swoim miejscu w klasie obok Stanleya, zadzwonił dzwonek. Do sali weszła nauczycielka i rozpoczęła się lekcja. Stan pisał coś na kawałku kartki, który podsunął Prudencji pod sam nos. Dziewczyna z wahaniem spojrzała i przeczytała kilka zdań, nakreślonych koślawym pismem.

Wiem, że coś jest nie tak. Nie możesz tego dłużej ukrywać. Albo mi powiesz, albo od razu policzę się z Vincentem. Wybieraj.

Dziewczyna westchnęła i odpisała:

Nie wiem o co Ci chodzi. Jesteś przewrażliwiony w stosunku do niego. Daj już temu spokój.

Podała kartkę Stanleyowi, który kontynuował rozmowę.

W takim razie o co wczoraj chodziło? Czego nie mogłaś wydusić? Wiem, że chodziło o niego. Nie musisz kłamać.

Stanley, to nie jest Twoja sprawa. Nie mam pojęcia, dlaczego Ty się nim przejmujesz. 

Skończ te gierki, Prudencjo. Nie jestem tak głupi, jak Ci się wydaje.

Nie uważam, że jesteś głupi.

Więc uważasz mnie za inteligentnego?

Stanley podał kartkę dziewczynie i popatrzył na nią z nikłym uśmiechem.
-Tego nie powiedziałam - mruknęła do niego kątem ust.
  Nagle oboje usłyszeli głos nauczycielki.
-Ale widzę, że pannę Prudencję i pana Stanleya to nie interesuje, bo mają ciekawsze zajęcia od słuchania starej baby. Państwo myślą, że pozjadali wszystkie rozumy, tak?
  Nauczycielka wzięła się pod boki i zaczęła swoją tyradę o ignorancji młodego pokolenia. Stan i Yoko powinni poczuć skruchę, ale, nie wiadomo dlaczego, z trudem ukrywali uśmiechy. Wybawieniem okazał się dzwonek, który pozwolił im wymknąć się z sali niepostrzeżenie. Dziewczyna chciała oddalić się od Stanleya, by ten przestał ją zadręczać pytaniami. Na swoje nieszczęście nie tylko nie zdołała uciec przez chłopakiem, ale także wpadła na Vincenta.
-Kogo ja widzę? Moja ślicznotka - powiedział, uśmiechając się sztucznie.
  Był w otoczeniu swoich znajomych, więc musiała przybrać maskę zakochanej do szaleństwa idiotki. Uśmiechnęła się równie nienaturalnie jak on i została zamknięta w uścisku czarnowłosego chłopaka. Kiedy ją puścił, zobaczyła naprzeciwko siebie twarz Stanleya, który rzucił jej ostatnie spojrzenie i odszedł.
-Puszczaj mnie, albo wbiję ci kolano w jaja - szepnęła do Vincenta z jadowitym uśmiechem.
-Przymknij się i zachowuj jak przystało na moją dziewczynę - odpowiedział, po czym bezceremonialnie pocałował ją, a potem wypuścił z objęć. - Idź już, czasem jesteś taka zachłanna - dodał już na głos, czym wywołał salwę śmiechu.
  Dziewczyna odeszła zażenowana. Do końca dnia musiała znosić głupie uśmieszki Lizzy i reszty znajomych Vincenta. Kiedy wróciła do domu, usłyszała krzyki dochodzące z góry. Pobiegła szybko po schodach. Zastała tam swojego ojca kłócącego się z Margaret. Kobieta stała w otoczeniu walizek i toreb.
-Zapłacisz mi za to wszystko! Pożałujesz - krzyczała, wymachując rękami.
-Nie rób z siebie ofiary. Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się razem ze swoją córką - opowiedział sucho Mark.
-Nie masz serca! Gdzie my się podziejemy? Nie zostawiasz mi nawet żadnych pieniędzy!
  Mężczyzna zaśmiał się gorzko.
-Myślisz, że nie wiem o twoim podkradaniu? Okradasz mnie od dawna. Pewnie przeczuwałaś, że nasz związek już zbyt długo nie wytrzyma. Dobrze wiem, że zebrałaś już niemałą sumkę. Dacie sobie radę. A zresztą, mam to gdzieś.
  Prudencja patrzyła jak oniemiała. Jej ojciec dotrzymał obietnicy.
-To przez ciebie - krzyknęła nagle Margaret, wskazując Prudencję palcem. - Ty go do tego namówiłaś! Jesteś okropną dziewczyną, a do tego dziwką!
  Mark Hartfield w jednej chwili znalazł się tuż przy Margaret i wysyczał przez zaciśnięte zęby:
-Masz dziesięć minut. Po tym czasie albo wychodzisz, albo sam cię wyrzucę.

  Mark i Prudencja zeszli na dół. Usiedli w kuchni, nic nie mówiąc. W końcu dziewczyna przerwała ciszę.
-Dotrzymałeś słowa.
-Skoro obiecałem - odpowiedział cicho i wzruszył ramionami.
  Po piętnastu minutach było po wszystkim. Margaret i Edith, która przed momentem wróciła ze szkoły, wyjechały taksówką, stojącą pod domem razem z kilkoma walizkami.
-Nareszcie zostaliśmy sami - powiedział Mark.
-Długo na to czekałam - odparła Prudencja i przytuliła się do ojca.
-Zostało już tylko jedno - wyszeptał.
-Co takiego?
-Ringo.
  Osiemnastolatka odsunęła się od ojca.
-Kiedy on wróci?
-Mam nadzieję, że jak najszybciej.

  Następnego dnia, kiedy Prudencja wracała ze szkoły spotkała ją niespodzianka. Szła powoli, wiedząc, że za nią podąża Stanley. Nie odwracała się i nie spoglądała na niego. Musiał być obrażony za wczorajsze spotkanie z Vincentem. Kiedy za dziewczyną była już połowa drogi, zobaczyła przed sobą znajomą, chociaż dawno niewidzianą sylwetkę. Wysoka postać z długimi brązowymi włosami, w okularach z czarnymi oprawkami, podartych jeansach i wytartej ramonesce. Chłopak przed nią był chudy, miał długie nogi i wydatne kości policzkowe. Damska wersja Prudencji. Jej brat bliźniak. Kiedy dziewczyna go poznała, wyszeptała:
-Ringo - i nic już nie widziała przez ścianę łez.
  Na oślep biegła w stronę brata, by rzucić się w jego ramiona. Idąc z tyłu Stanley mógł pomyśleć, że to kolejny przyjaciel, czy też po prostu chłopak Prudencji, ale w ich ruchach nie było nic romantycznego. Zachowywali się bardziej jak rodzina, czy przyjaciele, a nie jak para.
-Tak bardzo tęskniłam - mówiła, szlochając.
-Ja też. Nawet nie wiesz, jak bardzo, siostrzyczko.
  'Siostrzyczko'? Stanley zdziwił się i ominął ich. 'Prudencja miała brata?' - pytał siebie w myślach. To wszystko było naprawdę dziwne.

  Prudencja, Ringo i ich ojciec przez całe popołudnie, aż do później nocy siedzieli w salonie, na przemian płacząc, śmiejąc się i rozmawiając. Wszyscy usnęli na kanapie około drugiej w nocy. Następnego dnia rodzeństwo musiało iść do szkoły. Ringo został zapisany jeszcze poprzedniego dnia, więc nie mieli wyjścia.
  Oboje wzięli swoje plecaki - kostki. Ringo tak jak siostra miał mnóstwo naszywek z ulubionymi zespołami. Dzień był ciepły, więc zabrali swoje ramoneski, założyli trampki i wyszli. Oboje ze związanymi w kucyk włosami, przetartymi wranglerami i podobnymi koszulkami wyglądali prawie identycznie. Ringo był tylko o trzynaście minut starszy, więc nie różnili się zbytnio. Kiedy zeszli przed dom, akurat zbliżał się do nich Stanley. Uprzejmość zwyciężyła, więc Prudencja postanowiła przedstawić sobie chłopców. Mruknęła do Stana:
-Cześć.
  Zdziwił się odrobinę, ale odpowiedział i zatrzymał się.
-Hej - powiedział ostrożnie.
-To jest mój brat, Ringo. Ringo, to jest Stanley, kolega z klasy.
-Miło mi - powiedział brat dziewczyny i podał rękę przybyszowi.
-Mnie również - odpowiedział i uśmiechnął się. - Zgaduję, że Ringo to twoje prawdziwe imię. Skoro ma się siostrę Prudencję.
-Nasi rodzice byli wyjątkowo kreatywni, wybierając nam imiona - zaśmiał się drugi z chłopców.
  Trójka ruszyła przed siebie, a Stan i Ringo kontynuowali swoją rozmowę. Prudencja nie spodziewała się, że jej brat tak szybko nawiąże jakąś znajomość.
  Kiedy dotarli do szkoły wszyscy ruszyli na zajęcia. W budynku wszyscy oglądali się za nowym uczniem, szczególnie, że wciąż znajdował się w pobliżu Prudencji i był do niej niesamowicie podobny. Po lekcjach dziewczyna musiała jeszcze chwilę poczekać na brata, który miał kilka spraw do załatwienia w sekretariacie. Stała na dworze. Niestety Vincent i jego świta też wyszli ze szkoły. Spotkali czekającą Prudencję. Dziewczyna z wielką niechęcią poddała się chłopcu, który pocałował ją w szyję. Następnie popatrzył na nią złośliwie i powiedział tak głośno, by cała jego paczka go usłyszała.
-Wiesz co? Trochę mnie denerwujesz, skarbie. I słabo obciągasz - dodał.
  Wszyscy zaczęli się śmiać do rozpuku, a Prudencja poczerwieniała ze złości i z upokorzenia. Vincent zostawił dziewczynę, która odsunęła się od wszystkich. Zakręciło jej się w głowie. Zobaczyła zmierzającego w jej stronę Stanleya.
-Wszystko w porządku? - spytał.
-Stanley, on pamięta - powiedziała w końcu. Nie mogła dłużej tego ukrywać. - On pamięta wszystko. Powiedział, że pójdzie na policję. Widział, jak uzdrowiłeś tego psa. Musiałam to zrobić - mówiła płaczliwie. - Ja nie chciałam. Naprawdę tego nie chciałam. Ale nie miałam wyjścia. On by powiedział wszystko na tej policji. Ja to wiem. Zrobiłby to.
  Oczy Stanleya stawały się coraz większe, kiedy słuchał słów Prudencji.
-Zabiję go - powiedział cicho.
-Stanley, zapomnij. Już dłużej nie dam rady tego znosić. Już po wszystkim.
-Zabiję tego skurwysyna. Zabiję go - powtórzył i pobiegł za oddalającym się Vincentem.
-Stanley, nie! - krzyknęła za nim Prudencja.
-Co się stało?  - usłyszała za sobą głos brata. - Dlaczego on go bije? Cholera, co on wyprawia? - spytał, widząc Stanleya, który okładał Vincenta pięściami.
  Ringo pobiegł do nich, by odsunąć Stanleya od broniącego się chłopaka. Prudencja pośpieszyła za nimi. Brat dziewczyny złapał Stana za kurtkę i przytrzymał, bo zaczął mu się niebezpiecznie wyrywać.
-Stan, co ty wyprawiasz? Co jest?
-Puszczaj - szarpał się. - Puszczaj do cholery. Ten kutas chciał zrobić z twojej siostry jakąś cholerną dziwkę!
  Te słowa momentalnie podziałały na Ringo. Puścił Stanleya i sam rzucił się na Vincenta.
-Ty pieprzony dupku! - krzyknął i jednym zwinnym ruchem uderzył go w szczękę.
  Dwóch przeciwko jednemu. Nie wiadomo, co by się stało, gdyby Vincent nie zdołał uciec. Wyrwał się i popędził przed siebie, chroniąc się przed rozjuszonymi chłopakami.
  Ringo i Stanley oddychali głośno, jakby przebiegli maraton.
-Dlaczego od razu mi nic nie powiedziałaś? - spytał Stanley z wyrzutem.
-O co tu, do cholery, chodzi? Yoko, masz mi wszystko wyjaśnić - odezwał się Ringo.
-Przepraszam - odpowiedziała tylko i skierowała się w stronę domu, słysząc za sobą kroki Ringo i Stanleya.

11 komentarzy:

  1. Na to żeby Yoko wyznała Stanowi prawdę bardzo długo czekałam.! Ijeszcze Ringo.!! Jestes po prostu boska dziewczyno.!!! <3 Czekam na więcej i mam nadzieję, że będziesz częściej wstawiać rozdziały.!!! <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeej! Nowy odcinek tak szybko, cudowny jak zawsze ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Yeah! Dobrze tak Vincentowi! :D I Ringo :3 I wgl kochany Stan <3 Waaaaaaaaaa <3 Czekam na kolejny rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ringo <3 Czekam na kolejny rozdział ;3 / kala

    OdpowiedzUsuń
  5. Wreszcie powiedziała o wszystkim Stan'owi. I Margaret i jej córka pojechały. Uff... xD Świetny rozdział <3 Jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że jesteś mega fanką Beatles'ów - Ringo :D
    /Julka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, uwielbiam Ringo, więc musiałam komuś podarować to imię ♥

      Usuń
  6. Jeeej! Wszystko jest zajebiście :D
    Czekam na coś, co oczywiście musi sie spieprzyć :D
    Wybacz, za słownictwo :D
    Dużo weny, Nana :*
    PS. Uwielbiam Ringo i czekam na kolejne rozdziały :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham Cię, kocham, kocham! Ten rozdział był naprawdę dobry chociaż trochę wszystko za szybko się działo, ale tak to nie mam żadnych uwag na razie, pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreeeeeeszcieeeeeee! Wreszcie mu powiedziała! Czekałam na to tyle czasu! Superowy rozdział i oczywiście czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  9. O słodki Merlinie, kocham cię chyba jak Beatlesów :(
    Mój pierwszy komentarz tutaj (bo przeczytałam to opowiadanie wczoraj w nocy) i muszę napisać, co jest naj naj - nazwa zespołu <3 Ringo, bardzo kocham ogólnie bliźniaków, a Ringo wydaje się faaajny. Prudencja jest świetna, nie wiedziałam, że znajdę kiedyś taki blog, łezka mi się w oku kręci, bo Yoko (<3) nie jest ani specjalnie rozpieszczona, nie jest głupia, jest fajna i ma czerwone włosy, LOFF. A, i ma glany. Jak można nie lubić kogoś, kto ma glany? No jak?
    Normalnie nie cierpię, kiedy ktoś inny niż Kurt śpiewa jego piosenki, ale jakoś mogę sobie wyobrazić tak Yoko i się nie wściec. :D
    Czy to w tym rozdziale Brian powiedział "Gdybym nie był gejem, to bym cię zgwałcił"? Nie, chyba wcześniej. No ale to mój ulubiony cytat.
    Nie wiem, czy rozumiesz, co mam na myśli, zamieszczając ten komentarz, ale po prostu kocham :(
    Trochę błędów jest, ale bez tragedii; w sumie jakoś mi specjalnie w czytaniu nie przeszkadzają, a zazwyczaj doprowadzają mnie do białej gorączki.
    Mam nadzieję, że rozdział niedługo.

    PS Kocham twój awatar :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam wszystkie komentarze, a szczególnie tak długie, jak Twój. Bardzo miło mi jest czytać takie słowa, które niewątpliwie motywują do dalszego pisania (wierz mi, że kilka razy chciałam już przestać pisać tego bloga). No i niezmiernie cieszę się, kiedy poznaję kogoś równie zakochanego w Beatlesach jak ja. A co do piosenek Kurta- ogólnie nie znoszę coverów piosenek, które uwielbiam. Nie znoszę i już. Ideału się nie poprawia ;). Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń