-O cholera - mruknęła do siebie. - Moja głowa - wychrypiała przez suche gardło.
Znalazła okulary i założyła je na nos. Powoli odzyskiwała zmysł wzroku. Była ubrana w ciuchy z wczorajszej imprezy. Wstała niezgrabnie z łóżka i na bosaka pomknęła po schodach do kuchni. Spotkała tam ojca i Margaret, którzy rozmawiali podniesionymi głosami.
-Możecie się przymknąć? Głowa mi pęka - powiedziała i wyjęła z lodówki dwulitrową butelkę wody niegazowanej. Wychyliła połowę i zaczęła grzebać w szufladzie z lekarstwami, szukając czegoś od bólu głowy.
Margaret odezwała się:
-Jaśnie panienka raczyła wstać, tak? A teraz ma jeszcze do wszystkich pretensje? Nie dziwię się, że boli cię głowa. Wczoraj w nocy, jak przyniósł cię ten chłopak Carlstonów byłaś tak pijana, że spałaś mu na rękach.
Prudencja przestała szukać tabletek.
-Co powiedziałaś? Stanley mnie tu przyniósł?
-A myślisz, że skąd się tu wzięłaś, co?
Osiemnastolatka nie odpowiedziała. Znalazła lekarstwo i od razu zażyła dwie pigułki na raz.
-Dobrze się czujesz? - spytał jej ojciec.
Prudencja tylko spojrzała na niego wzrokiem pod tytułem 'A jak myślisz?', wróciła na górę i weszła do łazienki. Stanęła przed lustrem.
-Cholera - powiedziała na widok swojej bladej twarzy i sinych kręgów pod oczami. Miała rozmazany tusz na całych powiekach. Do tego w ustach czuła kwaśny smak. Nie chciała wiedzieć, skąd się wziął. Mało co pamiętała z wczorajszego wieczoru. Film urwał jej się przy którymś z kolei drinków. Przypomniała sobie Stanleya. Zaczerwieniła się na wspomnienie swoich flirtów z barmanem. Nawet nie pamiętała jak miał na imię.
Szybko zrzuciła z siebie wczorajsze ubranie i weszła pod prysznic. Ciepła woda spływała po jej twarzy orzeźwiając ją nieco i pobudzając.
Pół godziny później Yoko zeszła na dół. Spotkała tam ojca siedzącego w samotności przy kuchennym blacie. Na dźwięk jej cichych kroków podniósł głowę.
-Pewnie nasze krzyki cię obudziły?
Nie odpowiedziała.
-Dlaczego nic nie mówisz? Może gdzieś się razem wybierzemy? Muszę z tobą porozmawiać.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
-No to rozmawiajmy - odpowiedziała i wyjęła z lodówki mleko.
Wsypała do miseczki czekoladowe płatki, czekając aż jej ojciec znów się odezwie.
-Nie możemy rozmawiać tutaj. Wyjdźmy gdzieś. Muszę się ciebie poradzić, a tu nie mam warunków - powiedział cicho i spojrzał wymownie w sufit, nad którym znajdowała się sypialnia jego i Margaret.
-Nie wierzę. Twoja kochana Margaret ma o niczym nie wiedzieć?
Mark Hartfield westchnął.
-Proszę, Prudencjo. Muszę z tobą porozmawiać. To dla mnie ważne. Ona nie może o niczym wiedzieć.
-Nie wiem o co chodzi, ale okay. Odzywają się w tobie rodzicielskie odruchy, więc nie chcę ich tłumić.
Ojciec zaśmiał się.
-Jesteś taka podobna do swojej matki.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Zabrała się za jedzenie swojego śniadania. A raczej obiadu, bo była już trzynasta.
-Za dwie godziny, dobrze? Muszę jeszcze chwilę popracować. Pójdziemy na spacer albo do jakiejś kawiarni. Może wybierzemy się do Davida? Mówił, żebyśmy do niego wpadli.
-Eee, no nie wiem. Chyba nie chcę się widzieć ze Stanleyem. Nawet nie pamiętam dlaczego on mnie tu przywiózł.
-Nie chcę cię martwić, ale podobno zwymiotowałaś mu pod nogi - powiedział z lekkim uśmiechem.
-Nie. Błagam, powiedz, że żartujesz - prosiła Prudencja z przerażoną miną.
-Przykro mi - odparł i wybuchł gromkim śmiechem. Prudencja już dawno nie widziała go w takim humorze.
Około piętnastej Prudencja usłyszała głos ojca.
-Prudencjo! Możesz się zbierać!
Dziewczyna z chęcią odłożyła książki i niedokończone prace domowe. Zeszła na dół do czekającego w przedpokoju ojca. Na swój rozpięty czarny sweter założyła płaszcz. Wciągnęła na nogi glany. Dzień był dość ciepły, ale założyła na głowę swój melonik. Schowała do kieszeni telefon i była gotowa. Wyszła z ojcem na ciepłe, choć styczniowe powietrze.
Kiedy ojciec i córka oddalili się nieco od domu, Mark zaczął rozmowę.
-Chcę się rozstać z Margaret - oznajmił.
-Szkoda, że tak późno się na to zdecydowałeś - odparła chłodno.
-Przepraszam cię za to wszystko. Tyle przeze mnie wycierpiałaś. Kiedy twoja mama odeszła ja nie mogłem sobie z tym poradzić. Było mi ciężko. Bardzo. Zaniedbałem ciebie i twojego brata.
-Przez ciebie nie widziałam Ringo od kilku miesięcy - wybuchła. - Nie mam z nim żadnego kontaktu. Co z ciebie za ojciec, skoro wolał zamieszkać z babcią, niż z tobą.
Prudencja i Mark zatrzymali się. Ojciec patrzył na osiemnastolatkę zbolałym wzrokiem.
-Wiem, że to moja wina. Spieprzyłem wszystko. Obiecałem twojej mamie, że się wami zaopiekuję. Nie dotrzymałem słowa. Własny syn nie chce utrzymywać ze mną kontaktów. Ale czegoś ci nie powiedziałem. Nie chciałem robić nadziei. Teraz już mogę o tym mówić, bo to prawie pewne.
-O czym mówisz?
-Ringo wraca. Chce zamieszkać z nami. Tylko z nami. Mój związek z Margaret jest już praktycznie zakończony. Nie łączą nas żadne więzi. Ani emocjonalne, ani prawne. Będziemy tu we troje i damy sobie radę. O ile tego chcesz - zakończył i czekał aż Prudencja coś powie.
-Ringo wraca? Wraca do nas?
-Obiecał, że wprowadzi się, kiedy Margaret i Edith odejdą.
-Masz je jeszcze dziś stąd wyrzucić! - krzyknęła. - Dziś! Ja chcę do Ringo!
-Wiem - powiedział i ostrożnie zbliżył się do córki. Niepewnie ją objął i pogłaskał po plecach.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam, tato - wyszeptała.
-Ale ja cały czas byłem przy tobie - zdziwił się.
-Nie tak, jak teraz - powiedziała i ciaśniej przytuliła się do ojca.
Prudencja i jej ojciec wędrowali wzdłuż ścieżki. W końcu zeszli z polany, by wejść na asfaltową drogę. Naprzeciw stały dwa dworki. Dziewczyna spięła się, widząc dom Vincenta.
-Dawno nie rozmawialiśmy - powiedział nagle Mark. - Nic o tobie nie wiem. Nie mam pojęcia jak sobie radzisz. Opowiedz mi o sobie - poprosił.
-Nie ma o czym mówić. W szkole jest ciężko, ale jakoś mi idzie.
-A co z chłopcami? Nie masz nikogo na oku?
-Tato, proszę.
-A Vincent? Ostatnio David wprawił w mnie w prawdziwą konsternację, pytając o ciebie i tego chłopca. Dlaczego o nim nie mówisz?
-Bo nie jest tak, jak ci się wydaje. Nie chodzę z nim. To znaczy... - zastanowiła się. - Nie lubię Vincenta. Bardzo. Ale mam wobec niego pewne zobowiązania, z których muszę się wywiązać.
-Czy on cę do czegoś zmusza? Proszę, powiedz mi jeśli tak jest.
Prudencja pomyślała, że może to byłby dobry pomysł. Szybko jednak odrzuciła tę myśl. Nie wiedziała, jak jej ojciec mógłby na to zareagować. Nagle zadzwonił jego telefon.
-Hartfield, słucham - rzucił sucho do słuchawki. Po chwili jego głos złagodniał i uśmiechnął się szeroko. - Tak, pewnie, wpadniemy z Prudencją - dziewczyna popatrzyła na niego niepewnie. - Albo wy się zbierajcie i do nas dołączcie. Jest świetna pogoda na spacer.
Dziewczyna domyśliła się, że dzwonił ojciec Stanleya. Nie miała wielkiej ochoty na spacer akurat z nim, ale nie chciała sprawiać ojcu przykrości. Mark rozłączył się.
-Dzwonił David. Widział nas przez okno i zaprosił do siebie, ale wpadnie tutaj. Nie masz nic przeciwko?
-Nie, w porządku - powiedziała i cicho westchnęła.
Stanley
-Stan! Stanley! - usłyszałem głos ojca. Po chwili otworzył drzwi do mojego pokoju i wszedł, nie zawracając sobie głowy pukaniem.
-Co jest? - spytałem chłodno.
-Idę na spacer z Markiem i jego córką. Idziesz z nami?
Na myśl o Prudencji poczułem się dziwnie.
-O której godzinie? - spytałem mimo niechęci.
-Już. Czekają chyba przed domem. Idziesz czy nie?
Zastanowiłem się chwilę. Nie miałem wielkiej ochoty na spotkanie z Prudencją. Szczególnie po wczorajszej imprezie. Istniał jednak cień szansy, że nie pamięta, co robiłem tam z Kate. Nie rozumiałem siebie. Najpierw sam chciałem jej tym dopiec i pokazać, że mam ją gdzieś, a teraz tego żałuję. Kurwa, dlaczego ja muszę się nią w ogóle przejmować? Chciałem jednak wiedzieć, co jest pomiędzy nią, a Vincentem.
-Już się zbieram - powiedziałem ojcu i wstałem z łóżka.
Narzuciłem na siebie bluzę i ramoneskę, włożyłem buty i byłem gotowy. Wyszliśmy z domu. I wtedy ją zobaczyłem. Śmiała się z czegoś razem ze swoim ojcem. Miała na głowie czarny melonik godny Charliego Chaplina, spod którego wystawały krótkie czerwone włosy. Uśmiechała się jak nigdy. Często w szkole widziałem jej uśmiech, ale rzadko był taki jak teraz. Obejmował nie tylko usta, ale sięgał też jej oczu, które lekko mrużyła.
Przywitaliśmy się z Markiem Hartfieldem, który od razu zatopił się w rozmowie z moim ojcem. Między mną na Prudencją zapanowała krępująca cisza. Musiałem ją wreszcie przerwać. Nasi ojcowie szli z przodu, a my kilka kroków za nimi. Zerknąłem na idącą obok mnie dziewczynę. Patrzyła przed siebie, a na jej twarz padał blask słońca.
-Lepiej się dziś czujesz? - spytałem. Spojrzała na mnie, ale chyba nie zrozumiała. - No wiesz, po wczorajszym.
Chyba coś pamiętała, bo zaczerwieniła się lekko.
-Czuję się dobrze - powiedziała chłodno. Zaskoczyła mnie, dodając - Dzięki, że mnie wczoraj podrzuciłeś do domu.
-Twój chłopak nie zamierzał tego zrobić.
-Ja nie mam chło... To znaczy... Nieważne.
-Przecież jesteś z Vincentem, prawda? - zaryzykowałem.
Nie odpowiedziała od razu.
-To nie twoja sprawa - rzuciła w końcu, choć widziałem, że coś jest nie tak.
-Coś się z tobą dzieje. Brian i Miles martwią się o ciebie. Myślą, że się na nich obraziłaś, bo sprawili ci jakąś przykrość. Nie wiedzą, o co chodzi. To przez niego, tak? Przez tego gnojka, Vincenta - zdenerwowałem się. - Nie zaprzeczaj - powiedziałem, bo zobaczyłem, że już otwiera usta, by to zrobić. - Ja to wiem. Zastanawia mnie tylko, dlaczego nikomu o tym nie mówisz. Może bym ci pomógł. Tylko mi o ty powiedz.
Miałem nadzieję, że Prudencja w końcu mi wytłumaczy, co się z nią dzieje. Widziałem w jej oczach nadzieję. Popatrzyła na mnie. Już ją miałem. Wiedziałem, że mi powie.
-Stanley, on.. - zaczęła. Przymknęła powieki i popatrzyła przed siebie. W końcu się wszystkiego dowiem.
-Mów - poprosiłem.
-Vincent i ja... - urwała. - To nie jest twoja sprawa - powiedziała niespodziewanie i zrównała się ze swoim ojcem.
Waaaa!! A już myślałam ze ona mu powie ;-; Czekam na kolejny! <3
OdpowiedzUsuńŚwietny ,!! <3 Już myślałam, że mu powie.... :( Z niecierpliwością czekam na kolejny.!! <3
OdpowiedzUsuńNo kurdeeee, trzymasz w napięciu Ty wredna babo ♥
OdpowiedzUsuńCzekam na następny, oby był jak najszybciej!
Widzę, że tylko ja jestem zadowolona, że Yoko nic jeszcze nie powiedziała co jest grane ;p
OdpowiedzUsuńNie lubię Vincenta, ale sytuacja jest ciekawsza, kiedy on trzyma Prudencję w szachu.
Cieszę się, że ojciec w końcu zmądrzał :)
Już się niecierpliwię na kolejny rozdział ;)
Trzymam kciuki, Nana :D
Dopiero dzisiaj trafiłam na twój blog i muszę przyznać, że zyskałaś nową czytelniczkę. Już nie mogę doczekać się nowego rozdziału *,* / Karu
OdpowiedzUsuń