wtorek, 13 stycznia 2015
Rozdział 11.
Prudencja siedziała na kanapie z nogami wyciągniętymi na stolik. Po obydwu jej stronach rozłożyli się Brian i Miles. Odpoczywali wspólnie po skończonej nauce matematyki, w której pomagali dziewczynie chłopcy. Po kilku godzinach pracy postanowili obejrzeć jakiś film. Tym razem był to Poradnik pozytywnego myślenia z Jennifer Lawrence. Nagle ze skupienia dziewczynę wybił głos:
-Hej, Yoko, czemu jesteś dziś jakaś taka dziwna? - spytał podejrzliwie Miles. - Zakochałaś się, czy co? - dodał, szturchając kokieteryjnie dziewczynę.
-Odczep się, wcale się nie zakochałam. Przeciwnie.
-Wzięłaś rozwód? - zaśmiał się Brian.
-Zaraz wezmę z wami, jeśli się nie odczepicie - powiedziała lekko zdenerwowana.
-Okay, okay. Ale co tak właściwie jest między tobą, a Stanley'em? W szkole nie spuszcza z ciebie wzroku. Chociaż zachowuje się trochę dziwnie, bo jak już ma okazję się do ciebie odezwać, to jest złośliwy - stwierdził Brian.
-Dokładnie - potwierdził jego chłopak. Usiadł wyprostowany i przestał zwracać uwagę na film. - Bo wiesz Yoko, my mężczyźni widzimy takie rzeczy - powiedział znawczym tonem - ale jego nie rozumiem. Na początku nie zwracał na ciebie uwagi, później się do ciebie przystawiał, teraz znów cię ignoruje, ale jest gorzej, bo wiecznie z ciebie kpi. Dziwny z niego facet.
-Możecie przestać dyskutować na temat mojego życia uczuciowego? Nic na to nie poradzę, że muszę żyć w obecności Stanleya. A tak w ogóle, to o czymś wam nie powiedziałam. Wiecie, że wszyscy wyjechali na weekend do Brighton, ale nie wiecie, ze pojechali tam z rodzicami Stanleya. - Prudencja opowiedziała im całą historię, jaka wczoraj miała miejsce. Nie pominęła oczywiście faktu, gdzie Stanley trzymał swoje ręce. Kiedy doszła do tego momentu, chłopcy cali się spięli. Dziewczyna skończyła swoją opowieść.
-Zabiję gnoja - odgrażał się Brian. - Kto wie co by było, gdybyś się nie ocknęła. Ten drań mógł cię zgwałcić! - wykrzyknął.
-Wiesz, też tak na początku myślałam. Od razu się wkurzyłam, że to jakiś zboczeniec, ale coś mnie zastanawiało. On nie bardzo mnie dotykał, jak gdyby chciał mi coś zrobić. To było dziwne. Jak sobie o tym przypominę, to pamiętam, że jak już otworzyłam oczy, to i on miał przymknięte powieki i taką skupioną minę. A chyba rzadko jakiś facet tak się skupia, kiedy obmacuje dziewczynę, prawda?
-Nas nie pytaj. Gdybyś zapomniała, jesteśmy gejami - zaśmiał się Miles.
-Tu się nie ma co śmiać. To naprawdę było dziwne.
Prudencja zdjęła nogi ze stolika i usiadła. Zebrała swoje czerwone włosy w niezgrabny kucyk i przetarła niepomalowane oczy pod okularami. Była zmęczona myśleniem o wczorajszej sytuacji, ale trudno jej było o tym zapomnieć.
-I wiecie co jeszcze? Jak on mnie tak dotykał, to miał dziwnie ciepłe dłonie. Wręcz gorące. I czułam, jakby od tych dłoni coś przepływało. Taka gorąca fala. I od niej mi się zrobiło lepiej. Takie dwa strumienie jakby, bo jeden szedł do serca, a drugi gdzieś tak w połowie czoła, między oczami.
-Yoko, byłaś pijana, sama mówiłaś, więc pewnie ci się zdawało - uspokajał ją Brian.
-Owszem, byłam. Ale nie aż tak, żeby sobie wyobrażać takie rzeczy.
-Chyba jesteś zmęczona. My już pójdziemy, żebyś mogła odpocząć.
Prudencja westchnęła i poszła zamknąć za chłopcami drzwi.
W poniedziałek rano nikogo wciąż nie było w domu. Osiemnastolatka postanowiła iść do szkoły na piechotę, bo wstała wcześniej i miała jeszcze dużo czasu. Było pochmurno i chłodno, więc szczelnie otuliła się czarnym szalikiem i włożyła na głowę swój ulubiony melonik z kokardką.
Idąc, rozmyślała o wydarzeniach z soboty. Doszła do wniosku, że Miles i Brian musieli mieć rację i pewnie była tak pijana, że sobie to wymyśliła. Co jednak ręce Stanleya robiły na jej ciele? Nie wyglądał na zboczeńca i chociaż ostatnimi czasy bardzo ją denerwował, to raczej nie byłby zdolny do czegoś takiego. Nagle usłyszała, że ktoś, kto szedł za nią, przyspieszył krok. Po chwili zrównał się z nią i Prudencja zauważyła, że oto obiekt jej rozmyślań stoi obok niej.
-Prudencjo, zaczekaj! Dobrze, że na ciebie wpadłem, bo chciałem z tobą porozmawiać - powiedział.
Dziewczyna spojrzała na niego. Blond loki miał związane w kucyk. Wciąż miał na sobie swoją skórzana kurtkę, spod której wystawał kaptur czarnej bluzy. Trampki zastąpił jednak ciemnobrązowymi sznurowanymi botkami ze skóry, które tak bardzo podobały się Prudencji u mężczyzn. Oczywiście nigdy by mu o tym nie powiedziała, ale w duchu przyznała, że ubiera się całkiem dobrze.
-Hej, zatrzymaj się! - wykrzyknął i złapał dziewczynę za rękaw płaszcza.
-Puszczaj! - wyrwała się. - O co ci znów chodzi?
-O nic - zrównał się z nią - chcę cię tylko przeprosić za sobotę.
-Po prostu daj mi spokój - zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. Chociaż była wysoka, to czubek jej głowy sięgał mu ledwie do podbródka.
-Przecież niczego od ciebie nie oczekuję. Chcę cię tylko przeprosić. Powiedz, że mi wybaczasz i tyle. Brian, czy ten drugi, nie wiem, z którym z nich jesteś, nie musi nawet wiedzieć, że z tobą rozmawiałem.
Prudencja chwilę zastanawiała się nad sensem jego słów. W końcu zrozumiała, o co chodzi Stanley'owi.
-Moment, co ty powiedziałeś? Że chodzę z Brianem albo Milesem?
-A nie chodzisz? - spytał wyraźnie zdezorientowany.
-Taa, jasne - zaśmiała się i poszła dalej, nie zwracając swojej uwagi na chłopaka.
Piętnaście minut później Prudencja była już w klasie. Siadła obok Briana, żeby zrelacjonować mu poranną rozmowę.
-Więc on myśli, że ze sobą jesteśmy? - roześmiał się osiemnastolatek. - Widać dobry ze mnie aktor, skoro nikt nie zauważył, że jestem gejem - dodał, ściszając głos.
-Ale wiesz co? Nie wyprowadzaj go z błędu, okay? Niech myśli, że jestem z którymś z was. A najlepiej, gdyby myślał, że jestem i z tobą i z Milesem jedocześnie.
-Ach! No to już wiem, jacy faceci cię kręcą. Nie ważne jaki, ważne, że dużo!
-No jasne, im więcej tym lepiej - zawtórowała mu.
Obok nich przechodził właśnie Stanley, więc Prudencja, nie wahając się ani chwili, wycisnęła soczystego całusa na policzku Briana, nie zapominając o głośnym cmoknięciu. Ten zaśmiał się, dotknął ręką policzka i spytał:
-A to za co?
-No co ty, zapomniałes? Przecież jesteśmy parą.
-Rozumiem, misiaczku.
-Nie przesądzaj...
-Koteczku?
-Brian...
-Moja ty owieczko?
-Nie chesz wiedzieć, co o tym sądzę.
-Okay, kaczuszko.
Prudencja zniecierpliwiona wstała i niechętnie odwróciła się w stronę swojego miejsca obok Stanleya. Kiedy wstawała, ich oczy się spotkały, ale on szybko odwrócił wzrok, jakby go przyłapano na czymś niewłaściwym.
Na ostatniej lekcji był wuef. Prudencja przebrała się w krótkie spodenki i luźną koszulkę z wielkim logo Led Zeppelin. Wchodząc na salę przy wtórze szeptów Lizzy, rozglądała się po pomieszczeniu. Chłopcy już ustawiali się w rzędzie, więc dołączyła do nich. Trener powiedział:
-Od jutra zmienimy nieco nasz dotychczasowy plan zajęć. W ramach wychowania fizycznego, będziemy dwa razy w tygodniu chodzić na basen.
Pomiędzy uczniami rozległy się pojękiwania i krzyki:
-Ale trenerze! Musimy koniecznie pływać? Przecież jest dobrze tak, jak jest.
-Wiem, że bardzo się cieszycie - zadrwił. -To nie był mój wymysł, tylko dyrektora. Bardzo mi przykro, ale od jutra obowiązują was odpowiednie stroje. Znaczy się chłopcy kąpielówi, a dziewczyny - spojrzał na Prudencję chciwym wzrokiem - stroje kąpielowe. Od razu mówię, że kostium musi być jednoczęściowy.
-Szkoda - zaśmiał się jeden z chłopców.
-Może i szkoda, ale pomyśl, co by się stało, gdybyśmy wszyscy dostali wzwodu na jej widok. Mogłaby się trochę krępować - powiedział kolejny.
Prawie wszyscy chłopcy, na czele z trenerem, się zaśmiali. Prawie, bo z wyjątkiem Stanleya. Prudencja była jednak zbyt zdenerwowana, by to zauważyć.
-Ty pieprzony kutasie! Ty akurat nie miał byś się o co martwić. Nawet gdyby ci stanął na mój widok, to nie sądzę, że ktoś by to zauważył, bo domyślam się, że twój maluszek - dla efektu zagięła przed sobą najmniejszy palec prawej ręki - jest za krótki, żeby się chociaż wychylić zza kąpielówek.
Tym razem wszyscy zaśmiali się ponownie, ale już nie z Prudencji, ale z owego chłopaka, który miał na imię Euan.
-Hahaha, brachu, ale ci pojechała - śmiali się i klepali go po plecach.
Brian, stojący obok niej, śmiał się najgłośniej i ledwo udało mu się przestać.
-Cholerny idiota. Ale chyba trafiłaś w czuły punkt jego ego. Zobacz, jak się zaczerwienił.
Zaczerwienił to mało powiedziane. Jego policzki przybrały odcień karmazynowy. Gotował się ze złości i agresywnie spoglądał na Prudencję, jakby obiecywał zemstę. Ta specjalnie popatrzyła mu w oczy i szeroko się usmiechnęła, chociaż w środku rozpierał ją gniew.
Choć osiemnastolatka celnie odgryzła się Euanowi, to była zdenerwowana nawet wtedy, kiedy szła do domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jakie zaje.. super <3
OdpowiedzUsuńCoraz chętniej się czyta :)
OdpowiedzUsuńTo jest najlepsze opowiadanie (jakie czytałam) Chcę więcej! :d <3
OdpowiedzUsuńSuper! :))
OdpowiedzUsuńCzytelników mojego bloga zapraszam do grupy, którą znajdziecie w poniższym linku ;)
OdpowiedzUsuńhttps://www.facebook.com/groups/1541768099407789/