Stanley
-Cholera. Cholera, cholera, cholera! - wykrzyknąłem łapiąc w ostatniej chwili upadającą Prudencję.
Dziewczyna leżała bezwładnie na podłodze. Oddychała płytko. Wziąłem ją na ręce. Bluzka osunęła się, ukazując jejmblade ramię. W delikatnym oddechu wyczuwałem zapach alkoholu. Dużej ilości alkoholu. Zaniosłem ją do salonu, który był najbliżej i położyłem na kanapie. Prudencja musiała być kompletnie pijana, bo na stole zobaczyłem jedną pustą butelkę po winie i drugą opróżnioną w połowie.
-Okay, co ja mam teraz z tobą zrobić? - mówiłem do siebie. - Po kolei. Oddycha? Tak, ale słabo. Co jeszcze? Udrożniam drogi oddechowe - odchyliłem jej głowę, przypominając sobie zasady pierwszej pomocy. - Pogotowie! - szybko przeszukiwalem kieszenie, by znaleźć telefon. 'O nie!' - pomyślałem. 'Zostawiłem je w samochodzie, a zaraz będzie za późno'. Zdecydowałem w jednej chwili. To ryzykowne, ale może uratować jej życie.
Uklęknąłem obok kanapy i położyłem jedną rękę na czole Prudencji, a drugą na sercu. Starałem się nie zwracać uwagi na to, że właśnie obmacuję jej pierś. Zamknąłem oczy i całą siłą woli skupiłem się na energii. Wyobraziłem sobie falę biegnącą od mojego środkowego oka, przez ręce, aż po czubki palców. Po chwili poczułem gorący strumień energii, która wędrowała ku leżącej Prudencji.
Czułem, że moja moc dobiega końca. Uleczanie za pomocą chi, czyli wewnętrznej energii było wyczerpujące i za każdym razem mogłem oddać tylko część swoich zasobów. Nawet nie chciałem wiedzieć, jak by się to skończyło, gdybym nie znał umiaru w dzieleniu się życiową mocą.
Siedziałem obok Prudecji wciąż z rękami na jej ciele. Czułem, że już jej wystarczy. Oddech zaczął się normować. Otworzyłem oczy i popatrzyłem na dziewczynę. Trochę się przeraziłem, bo twarz i szyję miała zlaną potem, a jej skóra miała wyjątkowo blady, wręczy niebieskawy odcień.
Zaczęła się budzić. Otworzyła lekko prawe oko, potem lewe i popatrzyła na mnie ze zdumieniem. Biegała oczami we wszystkie strony i dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, na co właśnie patrzy.
-Czy ja mogę wiedzieć - powiedziała ze złością - co twoja ręka robi na moim biuście?
O cholera! Zabrałem szybko dłonie z jej ciała.
-Wszytko okay? Jak się czujesz?
-Nie zmieniaj tematu! Nie jestem aż tak pijana, żebym dała ci się zgwałcić!
-Dała...co? Nie, Boże! Nie chcę cię zgwałcić. Źle się poczułaś i przyniosłem cię tutaj, nie pamiętasz? - próbowałem załagodzić sytuację.
-Tak, pamiętam! To znaczy nie wszystko, ale coś pamiętam. Gadaj, co chciałeś ze mną zrobić - powoli wstawała z łóżka. - Czułam, jak mnie tu połozyłeś i zacząłeś mnie ombacywać.
To przestawało być śmieszne. Trochę się przeraziłem, że oskarży mnie o coś niemoralnego.
-Prudencjo, uspokój się! Jesteś zmęczona, bo dopiero co straciłaś przytomność. Zaraz zabiorę cię do lek...
-Nigdzie mnie nie zabierzesz, zboczeńcu! - przerwała mi. - I nie mówi mi, czy jestem zmęczona, czy nie! - zaczęła krzyczeć co raz głośniej.
-Nie, ty wszystko źle rozumiesz. Ja chciałem ci tylko pomóc. Nigdy bym...
-Zamknij się, do cholery! Nawet po tobie bym się czegoś takiego nie spodziewała! Chociaż może to był błąd. Jesteś nienormalny!
Prudencja zadziwiająco szybko wstała, jak na osobę, która jeszcze przed kilkoma minutami leżała bez życia. Ja również wstałem, próbując ją uspokoić.
-Zaczekaj, nie wiesz wszystkiego. Przewróciłaś się, a ja...
-Mówiłam ci, żebyś się zamknął! Mam gdzieś twoje tłumaczenia. Chciałeś mnie wykorzystać, bo zemdlałam, tak? A co być potem zrobił? Może być mnie zabił, co? I pewnie poćwiartował, a potem zakopał w lesie. Psychopata!
-Nie, nie zabiłbym cię - starałem się mówić opanowanym głosem. - Przeciwnie, chciałem ci pomóc, ale skoro sądzisz, ze chciałem cię poćwiartować i zakopać w lesie, to mogę spełnić twoje prośby, jeśli na chwilę się nie uspokoisz i nie dasz mi dojść do głosu!
Moje słowa chyba podziałały, bo Prudencja zamknęła usta, ale za to patrzyła na mnie przerażona. Chyba myślała, ze mówiłem serio.
-Stałem w drzwiach, kiedy straciłaś przytomność. W sumie, to się nie dziwię. Po takiej dawce alkoholu - i popatrzyłem wymownie na prawie puste butelki po winie. - Słabo oddychałaś, więc wziąłem cię na ręce i zaniosłem tutaj. Chciałem sprawdzić, czy masz gorące czoło, stąd na nim moja ręka.
-A ta druga? Co, chciałeś sprawdzić temperaturę mojego cycka? - powiedziała śmiertelnie poważnym tonem.
-Nie, ja... Cholera - nie wiedziałem, jak mam jej to wyjaśnić. Nagle mnie olśniło. - No ten, chciałem strawdzić, jak mocno bije ci serce - plątałem się.
-Taaak, już ci wierzę. Twoja matka jest chyba lekarzem, więc powinieneć wiedzieć, w jakich miejscach sprawdza się puls. A po za tym czułam, że masz jakieś gorące te ręce. A moze ty mi podrzuciłeś tabletkę gwaltu? - spytała rozgniewana.
-Tak, wrzuciłem ci ją do kieliszka z winem przez okno - zadrwiłem.
-Nie śmiej się ze mnie. Wiem, że zrobiłeś coś dziwnego. Coś tymi swoimi cholernymi łapskami. Nie wiem, co to było, ale się dowiem.
Dziewczyna zadziwiajaco szybko wytrzeźwiała. Moze to pod wpływem mojej energii? Jedno było pewne: nigdy nie dowie się o tym, co zaszło tego wieczoru.
-Prudencjo, uwierz mi. Przecież bym cię nie skrzywdził.
-Nie byłabym tego taka pewna. A teraz się stąd wynoś. Nie wiem, co mi zrobiłeś, ale wiedz, że to tylko kwestia czasu zanim się dowiem. I spieprzaj stąd. Ale już! - krzyczała. - Masz się do mnie nie zbliżać, psychopatyczny morderco!
Wtedy zacząłem się śmiać.
-No i z czego rechoczesz, zboczeńcu?
-Wiesz, jeszcze nikt nie nazwał mnie nigdy 'psychopatycznym mordercą'.
-Zawsze musi być ten pierwszy raz. I wyjdź wreszcie.
Nie miałem wyjścia. Skierowałem sie w stronę drzwi. Jedno było pewne. Prudencja nie może się dowiedzeć o moich dziwnych zdolnościach uzdrawiajacych.
Ahhhh 10 rozdział ❤
OdpowiedzUsuńSzkoda, że taki krótki no ale przynajmniej czekanie będzie fajne bo już chcę dalszą część ❤
Kuuurcze, mówiąc szczerze już miałam nadzieję, że będzie bez fantastyki :D ale i tak czytam w dalszym ciągu i czekam na kolejny (może dłuższy?) rozdział :)
OdpowiedzUsuńMiało być bez, ale trochę nie wiedziałam jak to pociągnąć dalej ;)
Usuń