Od spotkania Prudencji i Stanleya mijały kolejne dni. Urodziny dziewczyny i jej brata zbliżały się wielkimi krokami. Przez cały tydzień poprzedzający piątek Stan zachowywał się w szkole nadzwyczaj dziwnie. Podczas długich przerw siadał z Ringo i Yoko na trawie obok szkoły, ale wciąż był nieobecny duchem. Zazwyczaj opierał się o pień drzewa i zakładał słuchawki. Nucił jakąś piosenkę, a kiedy myślał, że nikt go nie widzi, układał palce w różne akordy, jakby pociągał za struny gitary. W środowe przedpołudnie, kiedy siedzieli jak zwykle w cieniu drzewa, Prudencja spytała:
-Czego ty tam ciągle słuchasz? - i nachyliła się do niego, wyciągając dłoń po słuchawkę.
-Ej! - oburzył się Stan i odsunął jej rękę.
-Jezu, Stan! - powiedziała z wyrzutem. - Zachowujesz się gorzej, niż ja podczas okresu.
-Bardzo śmieszne - odpowiedział i ostentacyjnie wyciągnął przed siebie telefon, zwiększając głośność.
-Co z nim nie tak? - zwróciła się Yoko do brata, który w milczeniu obserwował ich zachowanie.
-Czy ja wiem? - wzruszył ramionami. - Może się zakochał? Albo serio dostał okresu?
-Stawiam raczej na to drugie - odparła.
W czwartek wieczorem Prudencja upiekła dla Ringo tort, a w piątek z samego rana oboje zjedli po wielki kawałku, składając sobie nawzajem życzenia. Ich tato przywitał się z nimi i przyciągnął ich do siebie, przytulając mocno.
-Dostanę kawałek tortu? - spytał, kiedy już ich puścił.
-No jasne, chodź.
Jedli przygotowane przez Yoko ciasto, kiedy Mark nagle wstał.
-Zapomniałbym o czymś - powiedział i wyszedł z kuchni. Po chwili wrócił, niosąc długi pakunek owinięty kolorowym papierem prezentowym i jeszcze jeden, znacznie mniejszy, wielkości niewiele większej od pudełka na pierścionek.
-To dla ciebie, Prudencjo - powiedział i dał jej ciężką paczkę. - A to dla ciebie, Ringo - i wręczył mu maleńki podarunek.
-Co to...? - spytał chłopak, kiedy otworzył wieczko małego pudełka.
-Jak to co? - odpowiedział ojciec.
Ringo wyjął jakieś kluczyki z logo BMW.
-No te kluczyki. Od czego one są?
-Wyjrzyj przez okno - odpowiedział, a chłopak aż pisnął cicho na widok nowego samochodu.
-Dzięki tato! - krzyknął i wybiegł na dwór do swojego nowego auta.
-Nie otworzysz? - zwrócił się Mark Hartfield do córki, która śmiał się z brata.
-Ach tak, już otwieram - odparła i położyła paczkę na kamiennym blacie. Rozerwała ostrożnie papier i zobaczyła pudełko w kształcie prostopadłościanu. Otworzyła je z ciekawością i aż poprawiła okulary na nosie. W środku był pokrowiec z wytłoczoną firmą Gibson.
-O. Mój. Boże. - powiedziała tylko i rzuciła się ojcu na szyję.
-No już dobrze, wypróbuj ją.
Prudencja ostrożnie wyjęła błyszczącą gitarę z pokrowca i z czułością ją pogłaskała.
-Jaki to model? - spytała.
-Najnowszy Gibson Les Paul Less Plus.
Dziewczyna założyła gitarę i powoli zagrała coś prostego.
-Cudowna - westchnęła.
-Lepiej już ją zanieś do pokoju, bo zaraz spóźnisz się do szkoły.
Dziewczyna z niechęcią posłuchała ojca i poszła umyć zęby. W głowie wciąż miała dźwięk swojej nowej gitary. Kiedy spojrzała na zegarek, było później niż się spodziewała. Rzuciła tęskne spojrzenie zamkniętym drzwiom do swojego pokoju i leżącego w nim prezentu, i zeszła na dół. Jej ojciec, Ringo i Stanley stali obok samochodu, oglądając go z każdej strony.
-Faceci - powiedziała do siebie Prudencja, kręcąc głową i wyszła na zewnątrz. - Cześć wam - rzuciła do wszystkich i podparła się pod boki. - Może zapomnieliście, ale śpieszymy się do szkoły.
-Szkoła nie ucieknie - powiedział jej ojciec.
-Serio tato? Taki przykład dajesz swoim dzieciom? - spytała i podeszła do chłopców. Ringo trzymał w rękach pudełko prezentowe i śmiał się ze Stanem z jego zawartości.
-Popatrz - powiedział brat do Yoko i pokazał jej, co znajduje się w środku. A była to wyjątkowo duża butelka Jack'a Danielsa i srebrna piersiówka i małym napisem 'Zawsze w pogotowiu'. Uśmiechnęła się pod nosem.
-A to dla ciebie. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin - powiedział do niej Stanley, podając jej maleńki bukiecik jej ulubionych stokrotek i małe pudełko.
-Eee dzięki - powiedziała zaczerwieniona po cebulki włosów i przyjęła jego prezent. - Tato? Mógłbyś je wstawić do wazonu? - zwróciła się do ojca, podając mu bukiet. - W szkole zwiędną.
-Jasne, już wstawiam - powiedział i zabrał kwiaty do domu. Ringo wciąż był zajęty oglądaniem samochodu, a Stan powiedział do dziewczyny:
-Otwórz. Chcę wiedzieć, czy ci się podoba.
Mocno zaciekawiona zdjęła wieczko, a jej oczom ukazała się wyjątkowa bransoletka. Yoko od razu się spodobała. Była złożona ze srebrnych ogniw i mnóstwa kolorowych zawieszek w kształcie piórek do gitary.
Stanley przyglądał się reakcji Prudencji i odetchnął, kiedy jej usta pomalowane czerwoną szminką rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-I jak?
-Świetna. Serio. Dziękuję, Stan - powiedziała i szybko cmoknęła go w policzek.
-Cieszę się, że ci się podoba. Ale nie zauważyłaś chyba tego - powiedział i spomiędzy kolorowych kostek wyjął jedną pokrytą srebrem i pokazał dziewczynie. - Zobacz.
Prudencja wyjęła bransoletkę z pudełka i uniosła ją, by móc przeczytać wygrawerowane na niej słowa. 'Watching her eyes and hoping I'm always there. To be there and everywhere. Here, there and everywher.'
-Beatlesi zawsze pomocni? - spytała wciąż z uśmiechem.
-No trochę - odpowiedział Stan, pocierając kark dłonią.
-Kto by pomyślał, że taki z ciebie romantyk?
-A co? Nie wyglądam na takiego?
-Oczywiście, że wyglądasz, Romeo.
-No, tak lepiej - uśmiechnął się i zapiął bransoletkę na lewym nadgarstku dziewczyny obok zegarka i kilku rzemieni.
-Jeśli zaraz nie wyjedziemy, to spóźnimy się na pierwszą lekcję - oznajmiła Yoko, a chłopcy niechętnie przyznali jej rację.
Ringo usiadł za kierownicą swojego prezentu, Stanley obok, a Prudencji pozostało miejsce z tyłu. Pod szkołą byli kilka chwil później, dwie minuty przed rozpoczęciem lekcji. Pobiegli przez zatłoczony korytarz do swojej klasy. Kiedy stanęli przed drzwiami, rozległ się dzwonek.
-Jak zwykle punktualnie - powiedział Ringo, oddychając ciężko.
Brian podbiegł do Prudencji i przytulił ją mocno, prawie zwalając z nóg.
-Wszystkiego najlepszego, kochana - powiedział, wciąż ściskając ją za szyję.
-Jezu, Brian. Nie duś tak mocno! - wysapała dziewczyna.
-No tak, przepraszam - mruknął i odkleił się od niej, wręczając torebkę z prezentem. - To ode mnie i Milesa.
-Dziękuję wam obu, ale teraz już chodź do klasy.
Wślizgnęli się do sali, do której po chwili wszedł nauczyciel. Prudencja zerknęła po kryjomu do torby z prezentem i zobaczyła dwie książki zakopane w ogromnej ilości galaretek w czekoladzie. Uśmiechnęła się na ich widok i bezgłośnie powiedziała do Briana:
-Galaretki? Kocham cię! - Brian tylko pokręcił z uśmiechem głową i zaczął słuchać lekcji.
Chwilę przed końcem trzeciej lekcji Prudencja dostała sms'a. Powoli wyjęła telefon z kieszeni i ostrożnie przeczytała wiadomość, zanim nauczyciel zobaczył, że choć na chwilę przestała go słuchać.
Nowa wiadomość od: Stanley
Za trzy minuty za szkołą.
Prudencja spojrzała na Stana siedzącego dwie ławki na ukos od niej i spotkała jego wzrok. Skinęła lekko głową, a minutę później odezwał się dzwonek. Chłopak powiedział coś do Ringo i pośpiesznie wyszedł z klasy. Prudencja chwilę później poszła jego śladem, ale on sam był już na zewnątrz.
-Idę do łazienki - powiedziała do Briana i oddaliła się.
Przeszła przez szkolny dziedziniec, gdzie było niewiele osób i skręciła w bok, idąc za szkołę. Ujrzała tam Stanleya, który stał ze zmierzwionymi przez wiatr lokami i trzymał do połowy spalonego papierosa między palcami. Właśnie wkładał go do ust, kiedy zauważył zbliżającą się Prudencję. Zaciągnął się i uśmiechnął szeroko.
-Co chciałeś? - spytała na powitanie.
Stan wypuścił dym z ust, strzepnął popiół z papierosa i dopiero odpowiedział:
-Chciałem ci przyzwoicie złożyć życzenia.
-Zdefiniuj: przyzwoicie - powiedziała i zbliżyła się nieco.
-Zdefiniować? Bardzo chętnie - odpowiedział i przysunął rękę z papierosem do jej twarzy. Przesunął kciukiem po jej ustach, a ona zagryzła wargę, ale po chwili odsunęła się.
-Weź papierosa, bo psujesz klimat - powiedziała z udawanym wyrzutem i kaszlnęła ostentacyjnie.
-Coś jeszcze ci się nie podoba? - spytał, kiedy wyrzucił papieros za siebie.
-Już jest okay, chodź - odpowiedziała i pocałowała go lekko w usta. Stanley po chwili oparł się plecami o budynek szkoły, pozwalając Prudencji przejąć inicjatywę. Dziewczyna przygryzła jego wargę, a on w odwecie ścisnął mocno jej pośladek. Yoko krzyknęła cicho z zaskoczenia, ale jej głos tłumiły pocałunki. Całowaliby się jeszcze długo, gdyby nie musieli wracać na lekcje. Dziewczyna odepchnęła lekko opierającego się Stana.
-Spóźnimy się na lekcję - powiedziała, kiedy zaczął całować jej szyję i trzymał mocno przy sobie.
-Mamy jeszcze pięć minut.
-Co najwyżej cztery i pół. Puszczaj.
-No dobra - powiedział i z ociąganiem puścił Prudencję.
-Idę pierwsza. Odczekaj chwilę i dopiero wtedy wracaj. Okay?
-Ale przecież mieliśmy już tego nie ukrywać.
-No mieliśmy, ale mówiłam ci, że powiemy po moich urodzinach.
-Masz zbyt dobrą pamięć - powiedział chłopak do oddalających się pleców Yoko i zapalił drugiego papierosa.
Po ostatniej lekcji Prudencja stała z Brianem i Milesem czekała na Ringo i Stana przed szkołą.
-Zapomniałabym! O siódmej idziemy świętować urodziny. Wpadniecie?
-Ja chętnie - powiedział Brian.
-To ja też. Gdzie?
Prudencja podała im nazwę baru i pożegnała ich, widząc zbliżającego się brata z kolegą.
-Jedziemy? - spytała i ruszyli w stronę samochodu brata. Byli już prawie pod autem, kiedy telefon Prudencji zaczął wibrować. Wyjęła go z kieszeni i ze zdziwieniem spojrzała na wyświetlacz. Pete. Zatrzymała się, a jej brwi wystrzeliły w górę.
-Co jest? Kto dzwoni? - spytał Ringo, kiedy zobaczył, że jego siostra stoi w miejscu.
-To Pete.
-Pete? - spytał zdziwiony Stan.
-To jej były - mruknął.- Czego chce?
-A skąd mam wiedzieć? - powiedziała i wreszcie odebrała telefon.
-Słucham? - spytała lekko drżącym głosem.
-Prudencja? Przepraszam, że dzwonię po tak długim czasie - odchrząknął. - Chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego.
-Eee no dzięki - powiedziała cicho.
-Dawno się nie widzieliśmy.
-No fakt.
-Może się spotkamy? Jestem dziś w okolicy. Poszlibyśmy na urodzinowego drinka, czy coś.
-A skąd tak nagłe zainteresowanie moją osobą?
-Yoko, nie bądź taka.
-Jaka?
-Taka jak teraz. Od naszego rozstania minęło już ponad rok. Myślałem, że możemy się spotkać jak starzy przyjaciele. I żebym nie musiał się obawiać, że mnie pobijesz.
-Ja pierdolę - mruknęła cicho. - To po jakie licho dzwonisz?
-Nie chcę się znów kłócić. Tylko powspominać stare dzieje. To jak? Zgadzasz się?
Prudencja westchnęła ciężko.
-No dobrze. Idę dziś z kilkoma znajomymi i Ringo na kilka kolejek urodzinowych. O siódmej w Spinner's End.
-Okay. Będę. No to do zobaczenia,Yoko.
-Na razie.
Dziewczyna rozłączyła się i popatrzyła na brata.
-Nie mów, że zgodziłaś się z nim zobaczyć - powiedział Ringo.
-No zgodziłam.
-O cholera. Nie wierzę. Wy się pogryziecie.
-No właśnie mam nadzieję, że nie.
-To dlaczego nie odmówiłaś? - spytał Stan.
-Trochę głupio byłoby odmawiać - powiedziała, kiedy wsiadali do samochodu. - Znamy się tyle czasu.
-To dlaczego się rozstaliście? - spytał, a Ringo rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.
-Czy ja wiem? Nie było jakiegoś specjalnego powodu. Od dłuższego czasu ciągle się kłóciliśmy...
-Raczej ty się kłóciłaś - wtrącił brat, patrząc na drogę.
-No dobrze. Ja się kłóciłam. Ale sam wiesz dlaczego.
-Ja nie wiem - przypomniał Stan.
-Chodzi o to, że... To było tuż przed śmiercią mamy. Wiedzieliśmy, że jest z nią bardzo ciężko. I musiałam ciągle być przy niej. A on wyrzucał mi, że w ogóle nie przejmuję się naszym związkiem i takie pierdolenie. A ja miałam go powyżej uszu i kłóciłam się z nim bez przerwy. I wszystko skończyło się razem ze śmiercią mamy. On powiedział, że jest mu ciężko. Jemu. Rozumiesz? Jemu, kurwa, było ciężko. I powiedziałam, że mam w dupie jego problemy i tyle.
-Tyle?
-No tak, później się do niego nie odzywałam.
-Do nikogo się nie odzywałaś - powiedział Ringo.
-Do nikogo? - spytał Stan.
-Przez kolejny miesiąc po śmierci mamy nie powiedziałam nic.
-Kompletnie nic?
-No nic. A później się przeprowadziliśmy tutaj, Ringo został przez ten czas u dziadków, bo miał wyjebane na ojca i mnie...
-Nie na ciebie. Nie mów tak - przerwał ze złością.
-No dobra. Na ojca i Margaret. I na mnie troszkę też. I nie zaprzeczaj. I tyle. Od tamtej pory może raz z nim rozmawiałam. Koniec - dopiero po chwili zorientowała się, że stoją pod domem Stanleya.
-Ale wciąż nie rozumiem, dlaczego się zgodziłaś - powiedział z dłonią na klamce.
-No w sumie ja też nie - odpowiedziała, a Stan pokręcił głową i wysiadł.
-Jeszcze się dowiem, co wy razem ukrywacie - powiedział nagle Ringo, wyjeżdżając z podjazdu Stana.
Prudencja tylko pokręciła głową i oparła się o szybę samochodu.
Kiedy było już w pół do siódmej Ringo i Yoko wyszli z domu w stronę Spinner's End. Nie brali samochodu, bo przeczuwali, że z powrotem żadne z nich nie będzie w stanie go poprowadzić.
-Stan ma się trochę spóźnić - powiedział Ringo.
-Okay - mruknęła tylko dziewczyna i weszli razem do ciemnego pomieszczenia. Zajęli duży boks przy naprzeciwległej ścianie. Zamówili drinki, a po chwili dołączyli do nich Brian, Miles i znajomy Ringo- Paul. Siedzieli razem kilka minut. W tle grała jakaś muzyka. Ludzi było dość sporo. Po chwili do ich stolika dołączył Pete. Przedstawił się chłopakom, złożył życzenia Ringo i zwrócił się do Prudencji. Zlustrował ją od góry do dołu. Od czerwonych włosów do ramion, przez dość krótką czarną pensjonarkę z krótkimi rękawami, białym kołnierzykiem i guzikami z przodu na całej długości, wyjątkowo podobnej do sukienki Courtney Love z jakiejś sesji, sunąc wzrokiem po nagich nogach, aż po czarne creepersy.
-No więc jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Yoko - powiedział i przytulił dość sztywno Prudencję. W tym samym czasie do lokalu wszedł Stan. Rzucił okiem na stolik, przy którym siedzieli jego znajomi i aż ścisnął dłonie w pięści na widok swojej dziewczyny tkwiącej w uścisku z tym całym Petem. Wsunął się niezauważenie do niewielkiego pomieszczenia, w którym zazwyczaj widział Prudencję ze swoim zespołem i zamknął za sobą drzwi.
Przy stoliku na chwilę zapadło milczenie spowodowane przybyciem nieznajomego, ale po kilku minutach znów zatopili się w rozmowie, popijając alkohol.
-Gdzie ten Stanley? - spytał po chwili Ringo.
-Pewnie zaraz przyjdzie - odpowiedział mu Paul i wrócili do rozmowy.
Jednak zaraz potem stało się coś, czego nikt z nich by się nie spodziewał. Na scenę ktoś wszedł. Cztery osoby, których najmniej wszyscy się właśnie tam spodziewali. A byli to Rob, Dick, Matt i... Stanley z gitarą.
-A co oni tu...? - spytał Brian i urwał, bo Matt zbliżył się do mikrofonu.
-Cześć wszystkim. Tak, wiem, że jesteśmy dziś w innym składzie niż zazwyczaj. Z pewnego bardzo ważnego powodu. Dziś nasza kochana liderka, Prudencja, ma urodziny. Jej brat też, ale wybacz nam Ringo, dziś zagramy coś szczególnie dla twojej siostry. Ale to w końcu twoje urodziny, Yoko, więc nie mogliśmy wziąć ciebie, żebyś zaśpiewała, no nie? I ten oto pan - wskazał Stanleya, który chyba miał się uśmiechnąć, ale wyglądało to, jakby rozbolał go brzuch - zgodził się z nami zagrać i zaśpiewać.
-O kurwa - powiedziała cicho Prudencja.
-Tak więc trzymajcie kciuki, bo on strasznie się stresuje. To jego pierwszy występ przed jakąkolwiek publicznością. No tyle. Wszystkiego najlepszego, Prudencjo.
Każdy z nich wziął swój instrument, a Stan podszedł do mikrofonu. Uśmiechnął się, przynajmniej tym razem przypominało to uśmiech i przewiesił gitarę przez ramię. Matt wybił takt na perkusji, a Yoko od razu rozpoznała swoją ulubioną piosenkę. Lady in black. Stanley patrzył prosto na Prudencję i zaczął śpiewać:
-She came to me one morning, one lonely Sunday morning, her long hair flowing in the midwinter wind. I know not how she found me for in darkness I was walking and destruction lay around me from a fight I could not win.
Yoko zaczerwieniła się mocno i nie mogła oderwać wzroku od swojego chłopaka. Kiedy skończyli grać, cała sala zagrzmiała oklaskami, a zespół zszedł ze sceny. Kilka minut później cała ich czwórka dosiadła się do milczącego stolika.
-Co jest z wami? - spytał odrobinę zdziwiony Dick.
-Stanley - powiedziała tylko Prudencja.
-Co ze mną nie tak? - spytał.
-Ty potrafisz śpiewać.
-Czy ja wiem?
-Ale ja wiem. Boże.
-Dokładnie - powiedział Ringo.
-I dlaczego wy nic nie powiedzieliście, że przyjedziecie?
-Bo to miała być niespodzianka, matołku - odpowiedział Rob.
Przez ponad dwie godziny siedzieli wszyscy razem i pili kolejne szklani z alkoholem. Stanley wyjątkowo chłodno odnosił się do Pete'a i starał się unikać rozmów z nim. Kiedy już wszyscy stwierdzili, że nie dadzą więcej rady wypić, zebrali się do wyjścia. Brian, Miles i Paul pożegnali się z nimi i nieco chwiejnym krokiem skręcili w jedną stronę. Rob był jedynym trzeźwym w towarzystwie, bo musiał zawieźć kolegów do domu. Przy okazji mieli zabrać też Pete'a, który także mieszkał przecież w Windsorze. Przedtem jednak podeszli do niewielkiego parku, położonego nieopodal. Cała ich siódemka wyciągnęła się na trawie obok siebie. Yoko leżała pomiędzy kompletnie pijanym Stanem, a dość dobrze podchmielonym Petem. Rob, Dick, Ringo i Matt rozmawiali cicho, a pijana Prudencja mruknęła:
-Fajne te gwiazdy, no nie?
-No - odparł Stan - ale przy tobie to chuj - powiedział, bełkocząc i pocałował mocno Prudencję.
Kochani! Historia Stana i Yoko niedługo dobiegnie końca. I dlatego mam prośbę. Ci, którzy czytają te moje wypociny, niech łaskawie napiszą coś w komentarzu. Jakąś opinie, jakąkolwiek. Chcę wiedzieć, kto to czyta i ile Was jest. Pewnie nie wszyscy się posłuchaja, ale w miarę możliwości dajcie o sobie znać ;)
Jak to będzie koniec? ><
OdpowiedzUsuńpiszesz wesołe dialogi, a opisy są wspaniałe! <3 Dlaczego chcesz to zakończyć? ;-;
WSPANIAŁE!!! :3
Czytam twoje wypociny od początku :D. Ta opowieść jest naprawdę niesamowita, przede wszystkim jak się już zacznie czytać to chce się więcej.Mam nadzieje, że jeszcze napiszesz z 2-3 rozdział. Szkoda, że to już koniec, ale mam nadzieje, że będziesz kontynuować pisanie opowiadań :). Ps.świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńSuper rodział :) Uwielbiam cię :3 Świetnie piszesz,szkoda że już się kończy.Życze ci weny na te ostatnie rodziały :*
OdpowiedzUsuńTo nie może być koniec?! Czyta się to genialnie, zawsze nie umiem się doczekać kolejnego rozdziału i sprawdzam codziennie czy już jest, uwielbiam twojego bloga jest zarąbisty, najlepszy jaki do tej pory czytałam, liczę że znajdziesz wene na kolejne rozdziały i żeby to już nie był koniec, bp szkoda by było bo naprawdę świetnie się to czyta, uwielbiam twojego bloga i liczę na to że będziesz dalej tak wspaniale pisać <3 <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńALE JAK TO KONIEC? Jest to najlepszy blog jaki istnieje, a czytałam ich wiele, dialogi są świetne, postacie barwne i mam nadzieję, że będziesz jeszcze coś pisać, bo inaczej depresja spadnie na mnie jak grom z nieba:(
OdpowiedzUsuńZarąbisty rozdział *-* czekam na więcej :*
OdpowiedzUsuń/A
Ty mnie tu jeszcze nie widziałaś, mojej leniwej dupie i jeszcze bardziej leniwemu mózgowi nie chciało się komentować, ale jak prosisz to piszę :v Twój blog mi się bardzo podoba, a to głównie dlatego że od długiego czasu szukam jakiegoś bloga o normalnym życiu, ale tak: albo po drugim rozdziale pojawia się cholernie przecukrzona miłość, której nienawidzę z całego serca, albo ktoś się okazuje jakimś over power wilkołakowampiroszajsem i ta ich miłość jest niemożliwa albo jakieś gówno wyglądające jakby pisała je rozwydrzona piątoklasistka opisująca swoje "problemy" bo chłopak na nią nie spojrzał, a Twój blog nie ma żadnej z tych, hmm, cech, i da się go czytać. A na koniec zadam pytanie, które występuje w każdym komentarzu. ALE JAK TO JUŻ KONIEC?
OdpowiedzUsuńJa czytam! :)
OdpowiedzUsuńUroczą niespodziankę Stanley zrobił Prudencji <3
Trochę szkoda, że niedługo koniec, ale bez sensu wszystko przeciągać.
Pozdrawiam i życzę weny!
NIE MOZESZ! Zabraniam! Ewentualnie możesz zacząć pisać coś nowego, wtedy Ci wybacze!:)
OdpowiedzUsuńMasz wielki talent ;) Szkoda że to koniec :/ No ale cóż,mam nadzieje że będziesz jeszcze pisała bo twój blog jest ekstra :*
OdpowiedzUsuńTwoje opowiadanie jest genialne. Zawsze jak je czytam to zapominam jak się oddycha! Wielka szkoda, że już niedługo koniec. Tyle czasu czekałam na to, żeby wreszcie Ringo się dowiedział! Cudo!
OdpowiedzUsuńNie pamiętam czy komentowalam. Coś tam pewnie napisałam, a moje ,,coś" to zazwyczaj cztery normalne komentarze, wiec nie wiem co ci mam napisać, żeby sie nie powtórzyć. Chociaż szczerze nie pamiętam co wcześniej napisałam. Więc napisze to co mi przychodzi do głowy.
OdpowiedzUsuńFajne jest to opowiadanie. Proste, nieskomplikowane i przyjemne dla oczu, ucha czy czegoś tam.
Co prawda zaczęłam je czytać w chwili dodania 39 rozdziału wiec nie musiałam niecierpliwić się jak większość, ale to dobrze.
Przyznam sie ze rzadko zaglądam na blogi, w których główny wątek dobiega końca (chodzi mi o Yoko i Staną jako parę) ale mimo to zapisałam sobie Twojego bloga w ulubionych i zerkam czasami czy nie dodałaś czegoś nowego.
W sumie głupio, ze historia dobiega końca, ale gdyby sie tak zastanowić to 40 rozdziałów wystarczy, jeżeli zmieściło się w nich opowiadanie dobrze napisane. A Twoje takie jest, wiec nie narzekam.
Jedynie mam nadzieje ze z ujawnieniem związku wydarzy sie coś zaskakującego. To byłoby fajnie. Ale wszystko pozostawiam Tovie i życzę miłego życia!
red-flour.blogspot.com
Jejku mam nadzieje, że loneliness in paradise to nie koniec twoich internetowych opek, bo czekanie na nowy rozdział weszło mi już w nawyk, zresztą uwielbiam twój styl pisania ^_^ napisałabym więcej, ale myślę, że to wystarczy ;>
OdpowiedzUsuńJejku, nawet nie wiem kiedy minęło te 41 rozdziałów. Nie przyjmuję do siebie, że zbliża się już koniec. Zakochałam się w tej historii. Kocham Prudencję, Stana, Ringo, dialogi, które nie są tak sztuczne jak w wielu opowiadaniach, całą fabułę, muzyczne wstawki (gdy w którymś z rozdziałów wspomniałaś o Pink Floyd, zrobiło mi się ciepło w serduszku), a przede wszystkim twój styl pisania.
OdpowiedzUsuńLiczę, że twoja twórczość nie skończy się na tym opowiadaniu!
Jeejku.. To było świetne...Ty jesteś świetna..Mam nadzieję, że będziesz pisać jeszcze inne opowiadania, bo aż żal byłoby zmarnować Twój talent. Podziwiam Twój styl, twoją pracę i serce które wkładasz w historię Yoko i Stana.
OdpowiedzUsuńŻyczę więcej weny :*
Świetnie sie czyta Twoje opowiadanie :) podziwiam talent pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPierwszy raz pisze komentarz na twoim blogu i mam nadzieje, że coś z tego wyjdzie. Tak więc czytam twojego bloga prawie odkąd zaczęłaś pisać. Jesteś świetna! Po prostu gdy zaczynałam czytać tak mnie wciągnął twój blog, że codziennie patrzałam czy jest nowy rozdział. Mam nadzieje, że nawet gdy skończysz tę historię to napiszesz również coś nowego. Super, że starasz się nie robić długich przerw między rozdziałami. Hmm...
OdpowiedzUsuńNie wiem co jeszcze Ci napisać, ale podsumowując. JESTEŚ WSPANIAŁA :*
Nie mozesz tego skonczyc!! Co ja bede czytac:(( Cudowny blog, mam nadzieje ze napiszesz cos jeszcze
OdpowiedzUsuńKiedy następny? bo umrę :0
OdpowiedzUsuńJaki koniec ! To jest jedyny blog, który czytam i nie jest on o tematyce HP xdd KOCHAM <3333 / Karu~
OdpowiedzUsuń