sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 40.

    W sobotni ranek, kiedy zegar wskazywał dwadzieścia siedem minut po dziesiątej, Prudencja biegała rozzłoszczona po swoim zabałaganionym pokoju. 
-No gdzie jest ta cholerna książka? - pomrukiwała do siebie.
  Zaglądała we wszystkie zakamarki, nie mogąc odnaleźć książki z biblioteki, do której właśnie się wybierała. Sprawdzała na każdej półce i szufladzie. W akcie desperacji wzięła do ręki małą latarkę i, świecąc nią, wsunęła głowę pod łóżko, jednocześnie leżąc na podłodze. Kiedy tak oświetlała sobie tajne przestworza tej mocno zakurzonej krainy, zadzwonił jej telefon, tkwiący bezużytecznie na szafce nocnej. Poderwała szybko głowę do góry i jęknęła, przeklinając pod nosem, kiedy czubek jej głowy spotkał się z drewnianym szkieletem łóżka. Zdenerwowana wyszła spod mebla i lewą ręką sięgnęła po telefon, podczas gdy jej druga dłoń masowała bolącego guza.
-Słucham? - warknęła.
-Co ty taka milutka od samego rana? - spytał dzwoniący Stanley.
-Właśnie leżałam sobie spokojnie pod łóżkiem, kiedy zadzwoniłeś. I przez ciebie uderzyłam się w głowę - jęknęła z wyrzutem.
-Nawet nie będę pytał, co ty robiłaś pod łóżkiem - zaśmiał się. 
-Coś się stało, że dzwonisz? - zapytała Yoko, siadając na swoim piekielnym łóżku.
-To już nawet nie można zadzwonić do swojej dziewczyny?
-Można, można. Ale i tak coś chcesz, prawda?
-Dzwonię, żeby spytać, czy nie wybierzemy się zaraz do jakiejś knajpki, czy coś - powiedział powoli.
  Prudencja zamyśliła się na chwilę i odpowiedziała:
-Zaraz jadę do biblioteki, więc mogę wpaść po ciebie i później gdzieś się wybierzemy, okay?
-Okay, ale sam mogę po ciebie przyjechać.
-Nie bądź seksistą. Prawko oblałam tylko dwa razy, więc potrafię jeździć. A mój mini cooper jeszcze trochę pociągnie. A poza tym - dodała, ściszając głos - Ringo zastanawiałby się, dlaczego jedziemy razem. Będę u ciebie za pół godziny. 
-No dobrze. Do zobaczenia, Yoko.
-Na razie - odpowiedziała i rozłączyła się.
  I wtedy przypomniała sobie o swojej zaginionej książce i z jeszcze większym roztargnieniem zabrała się za jej szukanie. Po kolejnych kilku minutach penetrowania swojego pokoju wyszła do kuchni, chcąc ochłonąć chwilę przed kontynuacją poszukiwań. I wtedy ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu znalazła książkę leżącą na kuchennym blacie. 
-Co ty tu robisz, złociutka? - spytała Prudencja, patrząc na swoją zgubę. Pokręciła głową i wróciła do swojego pokoju, zabierając się do przebierania. Piętnaście minut później była już gotowa. Wrzuciła do torby książki z biblioteki i weszła do gabinetu swojego ojca, który pracował przy laptopie i stosie dokumentów. Okulary zsuwały mu się z nosa, kiedy podniósł głowę w stronę drzwi.
-Jadę do biblioteki, tato. A później może się spotkam z Brianem - oznajmiła. Miała małe wyrzuty sumienia, że okłamuje ojca, ale tajny związek, to tajny związek.
-Dobrze, jedź. Co robi Ringo?
-A co on może robić w sobotę o jedenastej? Oczywiście, że śpi.
  Mark Hartfield zaśmiał się cicho. Prudencja już miała wyjść z jego pokoju, kiedy zatrzymał ją jego głos.
-Yoko, mam prośbę. Mogłabyś przy okazji zrobić zakupy? W lodówce nic nie ma, a ja mam mnóstwo pracy. 
-No dobrze, zrobię - odpowiedziała i wyszła.
-Weź pieniądze z mojego portfela! - krzyknął za nią.
  Prudencja wyszła z domu i odpaliła swojego czerwono- czarnego mini coopera. W niewielkiej przestrzeni rozniósł się dźwięk jakiejś stacji radiowej, która emitowała właśnie listę przebojów disco lat '80. Prudencja podśpiewywała piosenkę razem z Modern Talking, kiedy podjechała pod dom Stanleya. Chłopak czekał już na nią ubrany w czarne spodnie i trampki, koszulkę z Ciastkiem ze Shreka we wcieleniu Hannibala Lectera i ciemną kurtkę jeansową. Wsiadł do samochodu i nachylił się do Prudencji, całując ją lekko w policzek. 
-Cześć - mruknął jej przy uchu.
-Odsuń się, bo spowoduję wypadek - powiedziała, a Stan zaśmiał się, ale usiadł wyprostowany na swoim miejscu. - I zapnij pas - dodała.
-Panie kierowco, odjazd! - krzyknął Stanley, a Yoko ruszyła.
-Później muszę jeszcze jechać na zakupy.
-Spożywcze czy ubraniowe? - spytał z niewielkim strachem.
-Spożywcze, nie martw się.

  Kilkanaście minut później Prudencja i Stanley krążyli między regałami w bibliotece. Weszli do pustej alejki z literaturą japońską, kiedy Stan zbliżył się do dziewczyny. Stanęli przodem do siebie. Yoko trzymała w rękach trzy książki, a chłopak pochylił się odrobinę i musnął ustami jej wargi. Prudencja uśmiechnęła się delikatnie i oddała pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Stan przycisnął Yoko do szafki i jedną dłoń położył na jej karku, a drugą zakopał w jej krótkich włosach. Całowali się długo, nie mogąc zaczerpnąć oddechu. Chłopak zsunął jedną rękę po jej talii i położył na krągłym biodrze. Dziewczyna jęknęła cicho i...
-Co tu się dzieje?
  Na głos jednej z bibliotekarek Stan i Prudencja odskoczyli od siebie i spojrzeli na starszą panią z przerażeniem.
-My - zaczął Stanley i chrząknął - wybieraliśmy książki.
-Właśnie widziałam, że dość intensywnie - powiedziała rozeźlonym głosem.
-Dokładnie - mruknął Stan.
-No to proszę szybciej je wybierać i znaleźć sobie jakieś inne miejsce na tak intensywne szukanie książek - powiedziała, ale odchodząc uśmiechnęła się pod nosem.
  Kiedy bibliotekarka zniknęła, para zaśmiała się głośno, nie mogąc przestać. 
-Lepiej już chodźmy - powiedziała dziewczyna i z zaczerwienionymi policzkami wypożyczyła potrzebne książki. 
  Po wyjściu z biblioteki oboje pojechali pod sklep spożywczy i weszli do środka. Stanley pchał przed sobą wózek, a Prudencja rozglądała się za potrzebnymi produktami.
-Jezu, ile wy jecie? - spytał Stan, kiedy dziewczyna zapełniła już połowę wózka.
-Mieszkam z dwoma facetami. Nie dziw się, że muszę tyle kupić. Nie widziałeś gdzieś orzechów ziemnych?
-Po co ci orzechy ziemne? - zdziwił się Stanley i patrzył na Yoko jak na dziwny okaz w zoo.
-Na tort. Ringo ma w piątek urodziny.
-Serio? Dobrze, że mi powiedziałaś. Muszę mu kupić jakiś prezent - powiedział.
  Prudencja nie odezwała się. Po chwili stanęli w kolejce do kasy i gawędzili o prezencie dla brata dziewczyny. W pewnym momencie Stan nachylił się do ucha Prudencji i wyszeptał:
-Przed nami stoi mój znajomy ze szkoły. Jeszcze nas nie widział, ale spodziewaj się niewygodnych pytań.
-Może przeżyję - odpowiedziała mu równie cicho.
  Zaraz potem chłopak przed nimi odwrócił się i kątem oka zauważył stojącą parę.
-Cześć, Stan - przywitał się i wymienili uścisk dłoni.
-Hej, Frank. A to Prudencja, siostra Ringo - przedstawił ją chłopak.
  Na szczęście nie mogli dłużej porozmawiać, bo Frank musiał podejść do kasy, ale jeszcze przez chwilę rzucał im dziwne spojrzenia. Kiedy sami załatwili już swoje zakupy, pojechali do bliskiej pizzerii i usiedli przy stoliku w kącie.
-Co bierzemy? - spytał Stanley.
-Cokolwiek, byle bez mięsa - odpowiedziała.
-Kurczę, jak ty wytrzymujesz bez jedzenia mięsa?
-Zdążyłam się przyzwyczaić przez te pięć lat.
-Pięć lat? Tak się nie da żyć. Pięć lat bez salami?
-Dlaczego akurat salami? - zdziwiła się.
-Bo salami jest największym dobrem tego świata. W moim rankingu ulubionych ludzi i rzeczy jest na trzecim miejscu.
-A co jest na pierwszym i drugim? - spytała zaciekawiona.
-Na pierwszym Tolkien, a na drugim... - odchrząknął. - Na drugim jesteś ty.
  Prudencja poczerwieniała.
-Serio jestem na drugim miejscu? Pomiędzy Tolkienem a salami? Jaki zaszczyt - powiedziała.
-Nie zepsuj tego - odparł i mrugnął do niej z leniwym uśmiechem.
-Postaram się - powiedziała i podali swoje zamówienie kelnerowi, który pojawił się przy nich.
-Ale jak można tyle wytrzymać bez mięsa? - wrócił do tematu Stan.
-Normalnie, raczej nic w tym trudnego. A poza tym, wegetarianie żyją dłużej.
-No więc kiedy ja już umrę, ty wyjdziesz drugi raz za mąż i jakiś obcy facet będzie się zajmował moimi dziećmi? Nie pozwolę na to - powiedział z udawaną wściekłością.
-A skąd wiesz, że wezmę z tobą ślub? I, co ważniejsze, będziemy mieli razem dzieci?
-A co? Nie chciałabyś mieć dzieci?
-Chciałabym.
-Ile?
-Dużo.
-Jak dużo?
-Przynajmniej troje.
-A wyjdziesz kiedyś za mnie?
-Zdefiniuj kiedyś.
-Za pięć lat.
  Prudencja zastanowiła się i po chwili pokręciła głową.
-Przykro mi. Za dużo czekania.
-Okay, ale chociaż mnie zaproś na swój ślub.
-Nie ma sprawy. Ale ty mnie też zaprosisz?
-Wiesz, że jesteśmy razem kilka tygodni i już planujemy swoje śluby z kimś innym?
-Życie, Stan - westchnęła teatralnie, a potem oboje się roześmiali.
  Siedzieli przez chwilę w ciszy, kiedy nagle chłopak coś sobie przypomniał.
-Zaraz, zaraz, Skoro Ringo ma w piątek urodziny, a wy jesteście bliźniakami, to ty też masz urodziny w ten piątek!
-Jak na to wpadłeś, Sherlocku? - spytała ze śmiechem.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-A dlaczego miałabym ci mówić? Przecież to logiczne, Stan - powiedziała.

 Zbliżała się piętnasta, więc Prudencja i Stanley wrócili do domu. Yoko odwiozła chłopaka pod jego dom i pocałowała go mocno na pożegnanie. Sama wróciła do siebie i przygotowała ojcu i bratu obiad, bo sami nic nie zrobili do jedzenia. Wieczorem Prudencja leżała w pidżamie w łóżku i czytała książkę przy blasku lampki. Po chwili usłyszała ciche wibracje swojego telefonu i spojrzała na wyświetlacz. Dzwonił Stanley.
-Przecież widzieliśmy się kilka godzin temu - powiedziała na powitanie.
-Wiem, ale chciałem ci coś powiedzieć.
-No dajesz.
-Ringo pisał do mnie, co jest między nami. Frank mu przypadkiem powiedział, że nas widział, a ja musiałem wymyślić coś, że przypadkiem się spotkaliśmy i ci pomogłem z zakupami. Te tajemnice zaczynają być coraz trudniejsze - powiedział z wyrzutem.
-To jaki masz problem? Przecież na siłę cię nie trzymam - odpowiedziała, ale poczuła silny ból na myśl, że Stanley już się nią znudził.
-Przecież nie o to chodzi Prudencjo. Jest mi z tobą naprawdę dobrze. Ale boli mnie, że muszę wszystkich okłamywać.
-Skoro to dla ciebie takie ważne, to powiemy wszystkim. Ale jeszcze nie teraz. Po moich urodzinach, okay?
-Okay. Nie gniewasz się na mnie? - dodał z wahaniem.
-Dlaczego miałabym się gniewać? Przecież nie możemy tego ukrywać w nieskończoność.
-To dobrze - odpowiedział i przez chwilę milczeli. Stanley po jakimś czasie powiedział dużo weselszym tonem - wiesz, że jeszcze nigdy nie uprawialiśmy seksu przez telefon?
-Tak? - powiedziała niskim, seksownym głosem Prudencja. - Więc wyobraź sobie, że leżę w łóżku w samej koronkowej bieliźnie i...pokazuję ci środkowy palec, ty niewyżyta świnio - dokończyła, a Stan zaśmiał się głośno do telefonu.
-Ranisz - powiedział.
-Dobranoc - odparła i rozłączyła się ze śmiechem.

6 komentarzy:

  1. A ja za to nigdy nie mogę znaleźć karty do biblioteki!
    Ringo ma urodziny! W tym przypadku mam taki sam zapłon jak Stan, 'a no bo przecież to bliźniaki są!' :0
    Prudencja i jej riposty :>
    Ale ten Frank to plotkara! Z takimi to na stos, niech płoną. 'wiesz stary, bo widziałem twoją siostrę w sklepie z tym kiepem Stanem i myślę, że coś jest na rzeczy'

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział *-* nie mogę się już doczekać następnego :*
    /A

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam cię *.* Kolejny niesamowity rozdział <3 Z niecierpliwością czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam rozmowy Prudencji i Stana, doprowadzasz mnie wtedy do łez!
    Ciekawa jestem co ciekawego stanie się w urodziny Yoko i Ringo, bo w ich przypadku nie obędzie się bez niespodzianek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Prudencja pomiędzy Tolkienem a salami XDDD Genialne! Ubóstwiam Tolkiena. (W przeciwieństwie do salami).
    Ej, ja też nie wpadłam na to, że Yoko też ma urodziny w piątekXDDDD Jesus Christ! Taki szok. Czekam już na te urodziny, ciekawe co Stan da Prudencji. No i jak zareaguje Ringo.
    Końcówka świetna, poprawiłaś mi wreszcie humor :D
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG ! Jakie cudne opowiadanie ) Przeczytałam całe przez jedną noc :D nie mogę sie doczekać następnego rozdziału !
    Powodzenia i weny życzę !

    OdpowiedzUsuń