sobota, 14 marca 2015

Rozdział 26.

  Dzień po incydencie z Prudencją i Stanley'em w roli głównej dziewczyna postanowiła załatwić pewną sprawę. Ona i Vincent byli już przeszłością, a Ringo i Stan zostali przekonani, że nie warto zawracać sobie nim głowy. Chłopak unikał jak mógł brata Yoko. Kiedy jednak mu się to nie udawało, był popychany i wyjątkowo barwnie obrażany. Skoro jednak było już po wszystkim Prudencja musiała pogodzić się z Brianem i Milesem. Nie odzywała się do nich od grudnia. Nie mieli pojęcia dlaczego, ale dziewczyna nie miała wtedy ochoty im tego wyjaśniać. Możliwe, że było już za późno na odnowę przyjaźni, ale musiała spróbować. Kiedy po lekcjach Ringo miał zostać na treningu w piłkę nożną, Yoko zaczekała pod szkołą na Briana. Nie stała tam długo, bo ten zaraz wyszedł. Nie zwrócił na nią uwagi. Odwrócił się dopiero, kiedy go zawołała.
-Brian! Zaczekaj, proszę.
Chłopak zatrzymał się i spojrzał na nią. Nic nie powiedział. Tylko stał i czekał aż ona zrobi pierwszy ruch. Prudencja podeszła do niego.
-Możemy gdzieś porozmawiać?
-Nie mam czasu - rzucił szorstko.
-Zajmę ci tylko chwilę. To dla mnie ważne. Chcę ci to wszystko wyjaśnić. Tęsknię za wami. Za tobą i Milesem. Musisz mnie wysłuchać. Błagam.
-No dobrze - westchnął ciężko.
-Chodź - powiedziała i podeszła do ławki stojącej kilka metrów dalej. Usiadła i zaczekała na Briana. Kiedy był przy niej, zaczęła.
-To przez Vincenta. To znaczy nie tylko przez niego, bo to głównie moja wina - zaczęła i umilkła.
-Świetnie. To tyle? - spytał i podniósł się z ławki.
-Nie - zaprotestowała szybko i złapała jego dłoń. - Usiądź, proszę. On sobie wszystko przypomniał. Jego upadek był moją winą. Ja go popchnęłam, a on to pamiętał. I chciał iść na policję. Powiedział, że to zrobi jeśli nie będę udawać jego dziewczyny.
  Prudencja opowiadała swoją historię, a Brian zaczął uważnie słuchać, choć na początku był sceptycznie do tego nastawiony. Kiedy skończyła, nie odzywał się.
-Tak bardzo mi przykro - dodała.
  Brian nagle odezwał się.
-Wiesz jak nam było przykro? Zraniłaś mnie. Bardzo. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, a ty z dnia na dzień wszystko zmieniasz. Czułem się jak idiota. Zaufałem ci, a ty od tak stwierdziłaś, że masz nas gdzieś. To bolało, wiesz?
-Przepraszam. Tak bardzo żałuję, że od razu wam tego nie powiedziałam.
  Nagle obok nich zabrzmiał głos.
-Co ona tu robi? - Prudencja podniosła głowę i zobaczyła Milesa.
-Miles nie denerwuj się - powiedział jego chłopak.
-Mam się nie denerwować? Jaką bajeczkę ci znów wcisnęła?
-Ja już pójdę - powiedziała nagle Yoko i poszła w stronę domu.
  Dziewczyna była już prawie pod domem, kiedy usłyszała za sobą głośne kroki biegnących osób. Obejrzała się i zobaczyła Briana i Milesa. Drugi z chłopców od razu zaczął:
-Przepraszam, Yoko. Ja... po prostu przepraszam.
  Dziewczyna była zdziwiona i zaskoczona, ale uśmiechnęła się blado. Chłopcy zbliżyli się do niej i uścisnęli ją. Znów byli zgarną paczką.
-Wejdziecie? - spytała Prudencja, wskazując kciukiem swój dom.
-Raczej nie chcemy przeszkadzać - mruknął Brian, widząc zbliżającego się Ringo i Stanleya.
-No co ty? Przeszkadzać? A tak w ogóle, to musicie poznać mojego brata - powiedziała i wykrzyknęła - Ringo!
  Chłopak podniósł głowę i razem ze Stanem zauważyli Prudencję w otoczeniu Briana i Milesa. Stanley podał sobie z nimi ręce i poszedł dalej.
-Ringo, To jest Brian i Miles. A to jest właśnie mój brat.
  Uścisnęli sobie ręce, a Ringo powiedział:
-Coraz więcej chłopaków się obok ciebie kręci. Co wy widzicie w mojej siostrze? - spytał ich żartobliwie, a Prudencja uderzyła go lekko łokciem.
-Lepiej nic nie mów, braciszku, bo to się dla ciebie źle skończy. A Brian i Miles to moi przyjaciele. Wiesz, tylko ty rzuciłbyś się na wszystko co się rusza.
-Może nie na wszystko, ale w główne mierze masz rację - odparł Ringo i cała czwórka się zaśmiała.
  Chłopcy jednak wrócili do siebie, a rodzeństwo weszło do domu.

  Tydzień zleciał Prudencji w otoczeniu nauki i przyjaciół. Przyszła sobota. Około szesnastej dziewczyna oderwała się od książek i zeszła do kuchni. Otworzyła lodówkę, ale nie znalazła nic gotowego do zjedzenia. Była zmęczona, więc nie chciało jej się gotować.
-Ringo! - zawołała brata siedzącego ze Stanleyem w swoim pokoju. Chłopcy wyjątkowo się polubili i spędzali razem dużo czasu, szczególnie na nauce.
-Co jest? - usłyszała jego głos.
-Jesteś głodny? - odkrzyknęła.
-A co proponujesz?
-Pizza.
  Usłyszała, jak pyta Stanleya jaką woli.
-Dwie duże wegetariańskie dla nas - powiedział po chwili.
-Okay, zaraz zamówię.
  Zamówiła w sumie trzy pizze wegetariańskie. W domu nie było nic więcej do jedzenia, bo jej ojciec wyjechał służbowo razem z ojcem Stanley'a, więc nie było nikogo, kto by o to zadbał. Po niedługim czasie chłopcy zeszli na dół. Dziewczyna dopiero pierwszy raz tego dnia zobaczyła Stana, bo przez cały dzień siedziała nad książkami.
-Hej, Yoko - powiedział na powitanie i usiadł razem z Ringo na stołku barowym w kuchni.
-Cześć - rzuciła i odwróciła się, by wyjąć z lodówki sok.
  Stanley zlustrował ją spojrzeniem: od bosych stóp, przez czarne rurki i koszulkę z łódeczkowym dekoltem, aż po zmierzwione czerwone włosy. Postawiła na blacie wysoką szklankę i napełniła ją napojem. Chłopcy rozmawiali o czymś z ożywieniem. Prudencja wtrąciła:
-Ringo, pomożesz mi później z tymi zadaniami z matematyki?
-Jasne. Stan, ogarnę te zadania z Yoko i wracamy do notatek, okay?
  Stanley zgodził się, a po chwili usłyszeli dźwięk dzwonka.
-Pizza! - wykrzyknął Ringo.
  Dziewczyna wzięła pieniądze i poszła otworzyć.
-Pomóc ci? - zaoferował się Stan.
-Poradzę sobie - odkrzyknęła mu, ale już usłyszała jego kroki.
  Otworzyła drzwi. W progu stał około dziewiętnastoletni chłopak w firmowym uniformie. W jednej dłoni trzymał trzy pudełka pizzy.
-Dobry wieczór - przywitał się i podał należność.
  Yoko zapłaciła mu, a Stanley wziął pudełka z pizzą. Zauważył, że dostawca, zanim się odwrócił, mrugnął do dziewczyny, która zrobiła tylko drwiącą minę do jego pleców.
-Spodobałaś się mu - powiedział.
-Niby dlaczego?
-Przecież do ciebie mrugnął.
-Wiesz, to nie znaczy, że mu się spodobałam. To znaczy tylko tyle, że prawdopodobnie chciałby mnie zaliczyć - odpowiedziała i ruszyła do kuchni.
  Cała trójka przeniosła się do salonu. Ringo włączył jedną ze składanek. Zjedli kolację przy akompaniamencie przeróżnych starych piosenek. W pewnym momencie Stanley zaczął się wygłupiać, śpiewając She loves you.
-She loves you, yeah, yeah, yeah! - krzyczał i zrobił obrażoną minę, kiedy Prudencja zaczęła się z niego śmiać.
-Nie podoba ci się? Powinniście mnie wziąć do swojego zespołu. Wiesz, taki wokalista jak ja, to skarb.
-Niewątpliwie - powiedziała.
  Zabrała się za zbieranie talerzy ze stołu. Zaniosła je do zmywarki i wstąpiła do pokoju po zeszyty. Usiadła obok Ringo i pokazała mu swoje zadania. Z jej drugiej strony był Stan, który rozłożył się na sofie i wystukiwał palcami rytm piosenek. Leżąc, podwinęła mu się koszulka, ukazując spory kawałek umięśnionego brzucha. Jego wranglery zwisały lekko z bioder, odsłaniając pasek czarnych bokserek.
  Zaczęła razem z bratem analizować pierwsze zadanie, kiedy Stan uporczywie próbował trafić w odpowiednią tonację Help, stukając palcami w oparcie fotela. Wkrótce zaczęło ją to denerwować. Jej wzrok prześlizgnął się po nim i rzuciła:
-Majtki ci widać.
-To są bokserki.
-Bez znaczenia. I przestań wreszcie - dodała.
-Dlaczego? - droczył się.
-Bo mnie to rozprasza.
-Ja cię rozpraszam?
-To mnie rozprasza - powiedziała i wskazała na jego palce.
-A może to jednak ma coś wspólnego z moimi bokserkami?
  Ringo zaśmiał się głośno, a Prudencja rzuciła tylko:
-Palant.
  Chłopak skrzywił się.
-Ranisz - powiedział i złapał się za serce.
-Pieprz się, Stanley.
-To propozycja? - spytał zaczepnie.
-Tak. Samogwałtu.
  Obaj chłopcy wybuchnęli śmiechem, a po chwili dołączyła do nich Yoko.
-Oboje jesteście nienormalni - powiedział Ringo, co spotkało się z ich oburzeniem.
-Znalazł się mądry - prychnął Stan.
-No jasne - odpowiedział mu kolega i zmienił temat. - Może gdzieś skoczymy na drinka? Co wy na to?
-Ja odpadam. Nie chce mi się - powiedziała natychmiast dziewczyna.
-Nie przyjmuję odmowy. Idziemy - zaprotestował brat.
-Ja z chęcią. Prudencjo, nie daj się prosić. To tylko kilka drinków - włączył się Stanley.
-Takie podejście rozumiem - zaśmiał się Ringo. - Yoko, siedzisz nad książkami przez cały dzień. Odpoczniemy trochę.
-Nie tak lubię odpoczywać.
-A jak? - spytał natychmiast Stanley z lubieżnym uśmiechem.
-Wiesz, że jesteś niewyżytą seksualnie świnią? - spytała dziewczyna z krzywym uśmiechem.
-Wiem.
-Przestańcie wreszcie. Zbierajcie się. Za pięć minut idziemy - powiedział stanowczo Ringo.
  Prudencja z jękiem wstała z łóżka i poszła do swojego pokoju. Jedną ręką czesała włosy, podczas gdy drugą zdejmowała bluzkę. Otworzyła szafę w poszukiwaniu świeżej koszulki i wzięła pierwszą lepszą, która okazała się jej za dużym o kilka rozmiarów t-shirtem do spania.
-Kurwa! - rzuciła do siebie.
  Za drugim podejściem trafiła na koszulkę Deep Purple z dużym dekoltem. Założyła ją w ekspresowym tempie i związała włosy w koka. Schodząc po schodach wkładała botki na obcasie. Chłopcy czekali już przed wejściem, wpatrzeni w swoje zegarki. Kiedy wylądowała obok nich, wykrzyknęli równocześnie:
-Trzy minuty i czterdzieści osiem sekund.
-Serio? Mierzyliście mi czas?
  Nic nie powiedzieli, ale ich śmiech dał jej jednoznaczną odpowiedź. Zabrała z wieszaka swój płaszcz i wyszła na wieczorne powietrze. Ringo i Stanley szli za nią, głośno rozmawiając.
  Po krótkim czasie byli już na miejscu. Znaleźli wolne miejsca przy barze.
-Co bierzemy? - spytał Ringo.
-Niech pani decyduje - powiedział Stanley, patrząc na Prudencję.
-Trzy setki! - wykrzyknęła w stronę barmana.
  Kiedy otrzymali swoje zamówienie, wznieśli toast.
-Za nas - powiedział wspaniałomyślnie Ringo.
  Stuknęli się kieliszkami, rozlewając odrobinę i wypili do dna.
-Jeszcze raz to samo.
  Po następnej kolejce zdecydowali się na coś słabszego i zamówili słodkie drinki. W pomieszczeniu  było duszno i gorąco. Całą trójka siedziała w samych koszulkach. Niestety Prudencja miała bluzkę, która odsłaniała znaczną część jej piersi, więc prawie za każdym razem, kiedy jakiś facet podchodził do baru, raczył jej dekolt długim spojrzeniem. Po pewnym czasie dosiadła się do nich jakaś dziewczyna.
-Jane jestem - powiedziała, przekrzykując muzykę.
 Yoko zauważyła, że raczy obu chłopców jednoznacznymi spojrzeniami. Ringo i Stan byli już dobrze wstawieni, więc zajęli ją rozmową. Prudencja była zniecierpliwiona i może trochę zazdrosna, że tak szybko ulokowali swoje uczucia w nowo przybyłej, tylko dlatego, że wyglądała na łatwą. W końcu Ringo i Jane opuścili miejsce przy barze. Brat Prudencji mruknął tylko:
-Nie czekajcie na mnie. Wrócę sam.
  To był znak dla Yoko, że chyba czas się zbierać.
-Będę lecieć, Stanley. Idziesz czy zostajesz?
-No chyba mnie tu nie zostawisz - powiedział obrażonym tonem.
-Nie zostawię cię tu, więc chodź, wracamy.
-Jeszcze piętnaście minut. Co ci szkodzi? - spytał bełkotliwym tonem.
  Dookoła nich było wiele tańczących, rozmawiających i śmiejących się par. Dziewczyna miała już dosyć, więc wkładała resztki sił na to, żeby przekonać Stana do powrotu.
-Stanley, boli mnie głowa, a ty jesteś pijany. Chodź.
-Ja jestem pijany? - spytał.
-Nie, twoje alter ego. Chodź wreszcie - powiedziała, coraz bardziej zdenerwowana.
-Prudencjo, ani ja, ani moje alter ego nie jesteśmy pijani. My się tylko trochę wstawiliśmy - powiedział znawczym tonem, ale język zaczynał mu się plątać.
-Stanley, proszę cię ostatni raz. Podnieś swój cholerny tyłek i chodź.
-Okay, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Zatańczysz ze mną kolejną piosenkę.
  Dziewczyna westchnęła w duchu i zaczęła snuć w głowie prośby, by kolejna piosenka okazała się bardzo krótka.
-No dobrze, ale tylko jedna.
  Stanley rozpromienił się i zeskoczył ze stołka. Ukłonił się lekko i podał jej dłoń.
-Będę zaszczycony.
-Nie wygłupiaj się, tylko chodź.
  Chłopak złapał ją za nadgarstek i chwiejąc się, pociągnął niezbyt delikatnie w stronę tłumu. Zaczęła się nowa piosenka. 'O nie, tylko nie July Morning' - pomyślała. Piosenkę oczywiście uwielbiała, ale trwała prawe dziesięć minut. Przez tyle będzie musiała znosić taniec ze Stanley'em.
  Kiedy znaleźli już wolne miejsce na parkiecie, Stanley chwycił lewą dłoń Prudencji, a swoją drugą rękę położył na jej talii. Dziewczyna nie miała innego wyjścia, jak tylko złapać go prawą dłonią za ramię. W swoich botkach na obcasie sięgała mu czubkiem głowy do ust. Była strasznie spięta i nie zbliżała się do niego bardziej, niż to było konieczne.
-Przysuń się, nie gryzę - mruknął jej do ucha i silnym ruchem przyciągnął ją do siebie tak, że jej głowa znajdowała się tylko o kilka cali od niego. Kołysali się w rytm muzyki Uriah Heep. Stanley nachylił się nad uchem dziewczyny i spytał:
-Dlaczego ty mnie tak nie znosisz?
  Jego głos był wyraźnie przepłukany dużą ilością alkoholu. Poczuła whiskey zmieszane z wódką.
-Dlaczego sądzisz, że cię nie znoszę? - spytała spiętym głosem.
  Musiała się do niego niebezpiecznie zbliżyć, by usłyszał ją przez głośną muzykę.
-Widzę, jak się zachowujesz. Widzę ten twój zirytowany wzrok, kiedy na mnie patrzysz. Wkurza cię, że zakumplowałem się z Ringo. I prawdopodobnie jutro nawet nie będę pamiętał, że z tobą tańczyłem, nie wspominając o rozmowie, ale odpowiedz. Dlaczego mnie nie lubisz, Prudencjo?
  Dziewczyna nie odpowiedziała. Sama zaczęła się nad tym zastanawiać. Wcześniej nie lubiła go dla samej zasady. Odkąd poznał Ringo, zdarzało mu się być całkiem w porządku, ale nabrał też denerwującej cechy irytowania jej. Mimo to był zdecydowanie inteligentny i, co niechętnie stwierdziła, przystojny. Nawet teraz, kiedy był pijany widziała jego wyraźnie zarysowane kości policzkowe, jasną cerę i lekko kręcone blond włosy zebrane w wysoki kucyk. Zdała sobie sprawę z tego, że chyba jeszcze nigdy nie znajdowała się tak blisko niego. Oczywiście oprócz nocy, kiedy zasnęła na jego klacie. Teraz jednak dokładnie widziała jego wielkie zielone oczy, obrysowane długimi rzęsami.
-Dlaczego się tak na mnie gapisz? - spytał nagle.
  Prudencja speszyła się, a jej policzki poróżowiały.
-Wcale się nie gapię - powiedziała obrażona i spuściła wzrok.
  Nagle Stanley puścił jej dłoń i chwycił za podbródek. Uniósł go lekko i powiedział:
-Nie opuszczaj wzroku. Nie przejmuj się, że zwróciłem ci uwagę na to, że się gapisz. W sumie tak było lepiej, bo nie widziałaś, że od jakiegoś czasu nie mogę przestać patrzeć na twój dekolt.
-Świnia - mruknęła Prudencja, ale mimowolnie się zaśmiała.
-Jestem tylko facetem - powiedział i wzruszył ramionami.
  Stanley miał lekko zamglony wzrok i jego taniec przypominał raczej kołysanie się z przydeptywaniem co jakiś czas stóp dziewczyny.
-Chyba jestem bardzo pijany - powiedział do siebie.
-Z grzeczności nie zaprzeczę.
  Stan zaśmiał się.
-A jednak potrafisz ze mną rozmawiać. Dziwne, bardzo dziwne. Cholera - dodał, a jego twarz przybrała dziwny grymas.
-Coś nie tak? - spytała zaniepokojona Prudencja.
-Troszeczkę kręci mi się w głowie - odpowiedział i przymknął powieki.
-Troszeczkę troszeczkę czy troszeczkę bardzo?
-Coś pomiędzy - odpowiedział i pochylił się odrobinę.
  Oparł głowę o jej ramię. Dziewczyna momentalnie się spięła. Przestali tańczyć.
-Wszystko okay? Chodźmy stąd. Musisz się przewietrzyć - powiedziała dziewczyna i próbowała się odsunąć. Nie mogła jednak zrobić ani kroku, ponieważ Stan mocno ją obejmował.
-Chodź - powtórzyła.
  Stanley jęknął w jej ramię. Podniósł nieznacznie głowę i trącił szyję Prudencji nosem. Zaciągnął się powietrzem i szepnął:
-Ładnie pachniesz.
  Dziewczyna nie wiedziała, co może zrobić. Stanley był pijany i widocznie miał nastrój do flirtowania.
-Stanley puść mnie. Jeśli ty nie chcesz iść, to trudno. Ja wychodzę.
  I znów spróbowała wyzwolić się z jego uścisku. Oczywiście nie udało jej się wygrać z umięśnionymi ramionami chłopaka.
-Nie lubisz mnie, ale to nic. Jestem pijany i cholernie na ciebie napalony. Chyba nie powinienem ci tego mówić, ale za późno - powiedział w zagłębienie między jej szyją a obojczykiem.
  Nagle poczuła, że jego ręka zsunęła się odrobinę z jej talii i powędrowała z powrotem, podwijając jej bluzkę, skradając się po nagich plecach i w dół, aż do pośladków. Przeszedł ją dreszcz.
-Zabierz tę rękę, Stanley. Zabierz ją, albo cię uderzę. Wiesz, że potrafię - warknęła.
-Chociaż na chwilę schowaj te pazurki - odpowiedział, ale jego ręka wróciła na jej plecy.
-Chodźmy już. Mówię serio.
  Chłopak westchnął.
-Okay, chodź - odparł i pociągnął ją za rękę, lawirując między tłumem.
  Chwilę później zabrali swoje kurtki i wyszli na świeże powietrze. Szli bez słowa w stronę swoich domów. Nagle Stanley zatoczył się lekko, ale Prudencja w ostatnie chwili złapała jego rękę.
-Lepiej się o mnie oprzyj - powiedziała.
-Nie dam rady - odparł z uśmiechem. - Nie mogę ci się oprzeć.
  Yoko westchnęła i złapała go w pasie.
-Trzymaj się mnie, chyba że chcesz się z bliska przyjrzeć chodnikowi.
  Stan zarzucił jej rękę na szyję i szli tak, wlokąc się do domu.
-Jak ja cię doniosę do twojego domu? - wykrztusiła resztkami głosu.
-Nie mam pojęcia, ale sam chyba nie dam rady.
-Co ty powiesz? Zauważyłam - warknęła.
  Byli już pod domem Prudencji.
-Chodź - pociągnęła go w stronę drzwi. - Dalej nie dam rady. Prześpisz się u mnie.
  Ledwo jej się udało znaleźć klucze, przytrzymując jednocześnie Stanleya. W końcu jednak otworzyła drzwi i zaświeciła światło w hallu. Ostatnimi siłami dociągnęła go do salonu i położyła na sofie. Schyliła się i podparła dłonie na udach, oddychając ciężko. Usłyszała ciche chrapanie Stanley'a. Zapaliła lampę i ostrożnie zdjęła ze Stana skórzaną kurtkę. Musiała go jakoś rozebrać. Dobrze wiedziała, że spanie w ubraniu nie jest zbyt wygodne. Zagryzła wargę, zastanawiając się nad kolejnym krokiem. Zdjęła swój płaszcz i została z samej bluzce. Złapała za rąbek jego koszulki i delikatnie przecisnęła mu ją przez głowę. Przyglądała się z zadowoleniem jego nagiej klatce. Otrząsnęła się, gromiąc się w myślach i sięgnęła do jego butów. Zdjęła pierwszego i uśmiechnęła się do siebie, widząc niebiesko-żółtą skarpetkę. Ją również ściągnęła i zabrała się za drugą nogę. Kiedy był już boso ostrożnie sięgnęła do jego paska. Zastanawiała się chwilę, czy nie dać sobie spokoju ze zdejmowaniem mu spodni, ale głęboko w sobie czuła, że chce zdjąć mu te dżinsy. 'Przecież nie robię nic złego' - pomyślała. Dodatkowo kilka kieliszków wódki dodały jej odwagi. Odpięła pasek, później guzik i w końcu rozporek. Stanley mruknął coś przez sen. Prudencja sięgnęła do jego boków i spróbowała zdjąć spodnie. Okazało się to co najmniej trudne. Ciągnęła i ciągnęła, ale bez skutku. Wskoczyła na kanapę i usiadła delikatnie po obu stronach nóg Stana. Spróbowała znów. Tym razem spodnie zjechały o kilka cali w dół, ukazując jego czarne bokserki. Chłopak poruszył się i otworzył oczy.
-Mogłaś mi od razu powiedzieć, że chcesz mnie rozebrać - mruknął i uśmiechnął się leniwie.
  Podniósł się tak, że siedział z Prudencją twarzą w twarz. Bez koszulki, boso i z opuszczonymi spodniami.
-Śpij, Stanley. To nie to, o czym myślisz - powiedziała, ale spłonęła rumieńcem.
-Tak? - spytał przeciągle. - Bo mi to wygląda tylko na jedno.
-To niech ci nie wygląda. Śpij - odparła i pchnęła lekko jego klatę. Położył się, ale pociągnął za sobą dziewczynę, która teraz leżała na nim.
-Stan! - pisnęła. - Puszczaj mnie!
-Dlaczego? Wydaje mi się, że wcale nie chcesz, żebym cię puścił. Wręcz przeciwnie.
-Odpierdol się Stanley! - krzyknęła.
  Chłopak przytrzymywał ją jedną ręką, a prawą nogą oplatał ją ciasno. Drugą rękę zaplątał w jej włosy. Dziewczyna podpierała dłonie na jego klacie i próbowała się odepchnąć. Stanley przyciągnął jej głowę do siebie. Ich usta dzieliły centymetry. Był już niebezpiecznie blisko, więc szybko odwróciła głowę. W tym samym momencie chłopak miał ją pocałować, więc jego usta trafiły na jej szyję. Dotknął jej delikatnie wargami i podgryzał lekko. Nie mogła opanować cichego westchnienia. Jęknęła, a pocałunki zwiększyły intensywność. Przycisnął jej biodra do siebie, aż poczuła jego wzrastającą męskość. 'O nie! To idzie za daleko' - pomyślała. Przejechał końcem języka od ramienia, aż za ucho.
-Dosyć, Stan. Puść mnie - powiedziała wreszcie.
  Stanley oczywiście nie miał zamiaru przestać. Schodził ze swoimi ustami coraz niżej, aż do jej dekoltu. Wytyczał ścieżkę pocałunkami, a Prudencja wiła się na nim, chcąc się uwolnić z uścisku.
  Nagle usłyszeli trzask drzwi. Stanley momentalnie ją puścił, więc szybko z niego zeszła. Złapała leżący obok koc i nakryła go. Kilka sekund później z powrotem zasnął. Do salonu wszedł Ringo.
-Wszystko okay? - spytał.
-Tak, okay. Stanley tu śpi, bo nie dałam rady dalej go nieść. Nieźle się wstawił.
  Jej brat zaśmiał się.
-Niech śpi. Ty też lepiej idź się położyć. Jesteś strasznie zarumieniona - powiedział z niepokojem.
-Zmęczyłam się, to pewnie dlatego - wyjaśniła szybko. - Dobranoc.
  Pobiegła szybko na górę. Była zdenerwowana zachowaniem Stanley'a. Wiedziała, że jutro nie będzie pamiętał kompletnie nic z wydarzeń sprzed chwili. I była za to bardzo wdzięczna.

6 komentarzy:

  1. na takie coś to ja czekałam! *^* Chlip ;-; Dlaczego Ringo to przerwał? ;-;
    Jak zwykle genialnie! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co wolisz żeby doszło co najmniej do gwałtu na Yoko? :D

      Usuń
  2. Cieszę się, że Prudencja się pogodziła z chłopakami :D I ogólnie bardzo przyjemny rozdział...
    A akcja ze Stanleyem, hehehhehe, bardzo mi odpowiada.
    Ja tam się ciesze, że Ringo im przerwał, bo jednak dla mnie byłoby za szybko, a tak to się może dalej ładnie rozwijać :')
    Ciekawe, czy Stan będzie coś pamiętał. Mam nadzieję, że tak, tylko czy powie wtedy o tym Yoko? Oooj, może być interesująco!
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda że Ringo im przerwał :( Ale i tak boskieee... :) <3

    OdpowiedzUsuń
  4. W żadnym wypadku nie słuchaj się siostry i nie kończ teraz opowiadania! Tym bardziej jeśli masz zamiar to kiedyś wydać. Chyba lepiej żeby miało więcej niż 20 stron ;) Rozdział jest cudowny i czeeekam na więcej ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, cudowny! Dobrze, że Ringo im to przerwał, ale mam nadzieję, że kiedyś nie będzie musiał! Powodzenia w dalszym pisaniu! ♥

    OdpowiedzUsuń