piątek, 6 marca 2015

Rozdział 25.

Stanley


  Wiedziałem! Wiedziałem, że to wszystko jest szyte zbyt grubymi nićmi. I to musiało wyjść na jaw. Idąc razem z Ringo za Prudencją byłem strasznie zdenerwowany i nie mogłem się uspokoić. Gdyby Vincent mi się nie wyrwał, prawdopodobnie już byłby w drodze do szpitala, a ja na policję.
  Popatrzyłem na Ringo, który odwzajemnił spojrzenie. Wzruszył ramionami, a jego wyraz twarzy wyrażał zdezorientowanie. Nie wiedział, co się dzieje. Miałem nadzieję, że Prudencja mu o wszystkim opowie. Jeśli ona tego nie zrobi, to ja ją wyręczę. Nagle usłyszałem głos Ringo.
-Prudencjo, o co w tym wszystkim chodzi? Czego mi nie mówisz?
  Dziewczyna mruknęła w odpowiedzi:
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać. 
  Kiedy doszliśmy do ich domu, pożegnałem się z Ringo. Zaskoczyło mnie to, że Prudencja chciała jeszcze ze mną porozmawiać sam na sam. Kiedy jej brat zamknął za sobą drzwi, spytałem:
-O czym chciałaś rozmawiać?
  Dziewczyna westchnęła ostrożnie.
-Będę musiała opowiedzieć o tym wszystkim Ringo. Tylko nie wiem, ile dokładnie mogę powiedzieć, a co muszę przemilczeć. Wiesz, o co mi chodzi.
  Nie miałem pojęcia, jak jej odpowiedzieć. Nie chciałem, żeby ktoś jeszcze wiedział o moich 'zdolnościach'.
-Jeśli możesz, to nie wspominaj o mnie, okay? Nie mów o tym, no wiesz... - nie wiedziałem, jak wybrnąć.
-Dobrze, nie powiem. Muszę lecieć - dodała i szybko pobiegła do domu

***


  Prudencja siedziała w swoim pokoju. Za oknem zaczynało zmierzchać. Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi i zauważyła w nich głowę Ringo. Dziewczyna skinęła głową, zapraszając go do środka. Chłopiec usiadł obok niej na podłodze i spytał:
-Opowiesz mi w końcu co się dzieje? O co chodziło Stanleyowi? 
-Powiem ci, ale masz się nie denerwować i mi nie przerywać. To wszystko zaczęło się jakiś czas temu - zaczęła. - Vincent przyprowadził się tutaj i był cholernie irytujący. Pieprzony ważniak. Myślał, że może mieć każdą dziewczynę. W sumie się nie mylił, ale był jeden wyjątek. Ja miałam go gdzieś. Nadal mam. Ale na moje nieszczęście tato zna jego ojca. Jest bratem ojca Stanleya.
-Co? - wykrzyknął zdziwiony. - Ten skurwiel jest kuzynem Stana? Myślałem, że jest w porządku.
-Bo jest - odpowiedziała od razu, by za chwilę się zaczerwienić. - To znaczy: nie przepadam za Stanleyem, ale chyba jest okay.
-Kontynuuj - poprosił.
-No więc była kolacja. Trójka ojców: dwóch braci i tato. Z całymi rodzinami. Ja też musiałam tam być. Siedziałam pomiędzy Stanem, a Vincentem. A on oczywiście zachowywał się jak dupek. Kładł swoje cholerne łapska tak, gdzie nie powinien.
-Ale chyba do niczego cię nie zmusił? To znaczy, nie zrobiliście tego, o czym myślę i za co z przyjemnością urwałbym mu narządy rozrodcze?
-Nie, nie pozwoliłabym na to. Po prostu uznał, że moje biodro będzie idealne do obmacywania. I wtedy włączył się Stanley. Odepchnął jego rękę, ale niewiele dało się zdziałać, kiedy dookoła siedzieli nasi rodzice. I poszliśmy na zewnątrz. Popchnęłam go. Mocno. A on się tego nie spodziewał. Uderzył głową w ścianę i stracił pamięć. Miałabym duży problem, gdyby poszedł na policję, ale mi się upiekło, bo miał amnezję. Myślałam, że sobie tego nie przypomni. 
-Ale pamiętał? - wtrącił brat.
  Prudencja skinęła głową.
-Mówił, że pójdzie na policję, jeśli z nim nie będę. Zgodziłam się, ale to nie było łatwe. I już koniec. Za długo dawałam sobą pomiatać. Nie pozwolę więcej na to. 
  Ringo słuchał z uwagą, zaciskając pięści. W końcu zbliżył się do siostry i objął ją ramieniem. 
-Nie pozwolę, żeby w przyszłości jakiś chłopak ci zrobił coś takiego. Prędzej go zabiję, niż na to pozwolę. Rozumiesz?
-Dziękuję, Ringo - odpowiedziała i odsunęła się nieco.


  Odkąd Ringo zamieszkał z siostrą i ojcem minęło kilka tygodni. Chłopak dość szybko zadomowił się w nowym miejscu. Prudencja była zdziwiona, że jej brat znalazł już kilku znajomych. Zawsze był cichy i raczej nie przepadał za towarzystwem. Nie był stały w związkach, a kolegów miał niewielu. Z nikim się nie przyjaźnił. Wyjątek stanowiła siostra bliźniaczka. Z nią dogadywał się jak z nikim innym.
  Dni stawały się coraz cieplejsze i zmierzały ku wiośnie. Pewnego słonecznego dnia Mark Hartfield zaproponował swoim dzieciom:
-Może się gdzieś wybierzemy? Spacer, kino, klub? Co wybieracie?
-Ja jestem za klubem - powiedział Ringo. - Ale jakiś dobry.
-Prudencja lepiej ode mnie zna tutejsze kluby. Co proponujesz?
-No nie wiem. Raczej nie mam dziś wieczorem czasu na jakieś wyjście. Rob, Matthew i Dick przyjechali do Windsoru. I dziś gramy - powiedziała dziewczyna.
-No to jeszcze lepiej - rzekł Mark, zaskakując wszystkich.
-Niby dlaczego? - spytał Ringo.
-Pójdziemy posłuchać twojej siostry, Ringo.
  Prudencja speszyła się odrobinę.
-No nie wiem. Będzie się wam nudzić.
-Nie sądzę - odpowiedział wesoło ojciec. - Jak myślisz, Ringo - zwrócił się do syna - David i Stanley pójdą z nami?
  Mark i jego syn ustalili, że wybiorą się z Carlstonami. Prudencja nie była zadowolona. Denerwował ją Stanley, który nagle stał się wielkim przyjacielem jej brata. Była zazdrosna, bo zawsze to ją brat darzył największą szczerością i oddaniem. Bała się, że Stanley to zmieni. Nie mogła jednak psuć im zabawy i nie protestowała, kiedy ojciec dzwonił do swojego kolegi, by zaprosić go z synem na wieczorny wypad.
  Około osiemnastej Prudencja ubrała się jak zwykle. Założyła czarną rozkloszowaną spódnicę, czarne zakolanówki, bordowe martensy, koszulkę Beatlesów do pępka i koszulę w czerwono- czarną kratę. Związała włosy w koka i była gotowa. Zeszła na dół razem ze swoim Gibsonem Les Paul i założyła ramoneskę. Mark i Ringo mieli przyjść razem z Davidem i Stanem trochę później. Kiedy dziewczyna wyszła na chłodne lutowe powietrze zobaczyła przed domem trzech chłopców. Naprawdę długo ich nie widziała, więc rzuciła im się w ramiona.
-Hej, maleńka - powiedział jej Matt, kiedy kurczowo go ściskała. Wyszli całą czwórką do klubu, rozmawiając i śmiejąc się po drodze. Prudencja była w o wiele lepszym humorze, niż w Sylwestra, kiedy grali ostatni koncert. Jej dusza była lżejsza o kilka dobrych kilogramów.
  Wreszcie dotarli na miejsce. Wyszli na scenę i zaczęli grać What is and what should never be Led Zeppelin. Prudencja zauważyła przy barze swojego brata ze Stanleyem. Ich ojcowie siedzieli nieopodal. Dziewczyna uśmiechnęła się do Ringo, śpiewając pierwszą zwrotkę. Zaczęła jak Robert Plant: powoli, pełnym spokoju głosem. Wraz z refrenem zaczęła z mocą wykrzykiwać kolejne słowa piosenki. Jej oczy śmiały się, a zręczne palce przeskakiwały po strunach gitary. Śpiewanie z jednoczesną próbą naśladowania Jimmy'ego Page'a było trudne i wymagało wprawy. Prudencja w ciągu kilku lat starała się to opanować i zachwyt publiczności wskazywał na to, że chyba jej się udało. Następnie Matt, siedzący za perkusją, rozpoczął In my time of dying. Jej głos idealnie zgrywał się z dźwiękami gitar i perkusji, kiedy śpiewała słowa 'Well, well, well, so I can die easy'.
  Dear Prudence grali jeszcze przez pewien czas. W końcu zmęczeni zeszli ze sceny. Spotkali się z Ringo, Stanleyem i ich ojcami na dworze. Stanley poznał się z Matthew, Dickiem i Robem. Ich wieczór na tym się nie skończył. Ringo zaproponował:
-Może idziemy do nas? Ogarniemy coś do picia - mrugnął konspiracyjnie - i w coś zagramy. Kilka partyjek pokera. Kto jest za?
  Matt, Rob i Dick jednocześnie podnieśli ręce w górę.
-My jak najbardziej - powiedział Dick.
-Stan? - Ringo zwrócił się do kolegi.
-No nie wiem. Dawno się nie widzieliście, nie chcę wam..
-No co ty! - przerwał mu Matt. - Zostajesz z nami.
-Nie chcę się narzucać.
-Przestań Stanley. Zostajesz, prawda Prudencjo? - Ringo zwrócił się do siostry.
  Dziewczyna nie mogła przecież odmówić.
-Tak, zostań Stanley. Będzie rozbierany poker - zażartowała.
-Okay, skoro rozbierany, to chętnie - odpowiedział od razu.
-Hej, ja żartowałam! - broniła się.
  Piątka chłopców zaśmiała się. Idący przed nimi ojcowie obejrzeli się do tyłu.
-Co was tak śmieszy? - spytał Mark Hartfield.
-Idziemy do nas, okay? Zajmiemy salon. Wpadniemy jeszcze po piwo i pogramy w pokera. Będziecie grać z nami? - spytał Ringo.
-Ja raczej nie - odpowiedział szybko David Carlstone. - Będę się zbierał. Stan, wracasz czy zostajesz?
-Zostaję tato.
-Dobrze, tylko wróć o przyzwoitej porze.
-O przyzwoitej porze? - spytał Mark. - David, nasze dzieci są już dorosłe. Zakładam, że Stanley w ogóle dziś do domu nie wróci. Chłopcy prześpią się u nas. Już ja znam takie partyjki pokera. Tylko nie przesadźcie z alkoholem - ostrzegł.
-Oczywiście, tato - powiedział przymilnym tonem Ringo, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Kto idzie do sklepu? - spytała Prudencja.
-Mogę ja - powiedział Matt - ale nie sam. Nie dam rady tego wszystkiego przynieść.
-Pójdę z tobą - zaoferował się Stan i obaj odłączyli się od grupy, idąc w stronę sklepu.
  Reszta poszła dalej. Matthew i Stanley mieli dojść po zakupach. Kiedy byli na miejscu, zegar wskazywał dwudziestą drugą. Zajęli cały salon, siedząc na podłodze. Znaleźli talię kart i kilka pudełek zapałek, których mieli używać zamiast prawdziwych pieniędzy. Prudencja usiadła, opierając się plecami o sofę. Po swojej lewej stronie miała Roberta, a z prawej było wolne miejsce, czekające na Matthew i Stanleya.
  Po dziesięciu minutach chłopcy wrócili z pokaźną ilością piwa i cydru. Zaczęli żartobliwie się przepychać, by zająć miejsce z oparciem obok Prudencji. Wygrał Stanley, który wgramolił się na zwycięski kawałek podłogi. Kiedy wszyscy wśród gwaru i rozmów mieli gdzie siedzieć, w obieg poszedł alkohol. Dziewczyna na początek wzięła butelkę jabłkowego napoju, który uwielbiała. W końcu była Brytyjką, a jaki Brytyjczyk nie lubi cydru?
-To jak, rozbierany poker? - spytał Dick.
-Ale ja... - zaczęła Prudencja.
-Nie ma, że żartowałaś - przerwał Ringo. -  Kto będzie miał najsłabszy zestaw kart, zdejmuje jedną rzecz. Bransoletki się nie liczą - dodał, patrząc na kilka rzemieni na nadgarstkach siostry.
-Okay, ja rozdaję - odpowiedziała Yoko i potasowała talię.
  Dziewczyna przekazała każdemu karty. Sama wzięła swoje do ręki i z kamiennym wyrazem twarzy przejrzała je. Popijając cydr, zauważyła tylko parę dam. Kiedy nadeszła jej kolej, wymieniła trzy i po dobraniu jej oczom ukazała się kolejna dama i dwóch króli. Full. Więc raczej nie ona zacznie się rozbierać. Po zakończonej partii okazało się, że Stanley musi pozbyć się części swojej garderoby. Zrzucił buta, a oczom Yoko ukazała się skarpetka w rudo-zielone pasy. Dziewczyna dostała nagłego ataku chichotu i zwijała się na podłodze ze śmiechu. Nikt jednak nie wiedział, o co jej chodzi.
-Co się stało? Z czego się tak śmiejesz? - dopytywali.
  Zdołała tylko wydusić:
-Skarpetka.
  Wszyscy spojrzeli na stopę Stanleya.
-No co? - powiedział, wzruszając bezradnie ramionami. - Lubię wyjątkowe skarpetki.
  Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Stan wraz z nimi.
-Muszę wam przekazać życiową sentencję. Uwaga - wszyscy starali się na moment spoważnieć.  - Wiecie, fajne skarpetki są fajne. A niefajne są chujowe.
  Jego słowa sprawiły, że wszyscy trzęśli się, nie mogąc opanować. Matthew łzy lały się po policzkach ze śmiechu. Dopiero po kilku minutach mogli kontynuować grę. W ciągu następnych kolejek Ringo stracił obie skarpetki, Dick bluzę, Matthew buty, Rob jeansową kurtkę, a Prudencja i Stanley okazali się wielkimi przegranymi. Stan był boso i bez koszulki, a Yoko straciła zakolanówki i koszulę. Wszyscy wypili po kilka piw, więc atmosfera była wyjątkowo lekka i pełna śmiechu. Około północy tylko Stan, Yoko i Matt jeszcze nie spali.
-Chyba będę się zbierać - powiedział odrobinę bełkotliwie Stanley.
-Chyba żartujesz. W takim stanie? - spytał Matt.
-Ja się wspaniale czuję - odpowiedział i zaśmiał się pijackim śmiechem.
-Zostań, do świtu i tak niedaleko, więc nie ma sensu wracać - powiedziała Prudencja, a w głowie jej szumiało.
-Okay. Dlaczego jeszcze nie śpicie? - spytał Stan, ale właśnie zobaczył jak przytomny do tej chwili Matt opada na podłogę, zanosząc się donośnym chrapaniem. Stanleya wyjątkowo rozśmieszył ten widok i razem z Prudencją zachichotali jak małe dzieci. Dziewczyna dopiła resztę wódki z butelki, która nie wiadomo skąd pojawiła się przy nich. Przełknęła i skrzywiła się. Oparła plecy o sofę, a jej głowa zsunęła się na nagie ramię Stanleya.

Stanley


  Byłem pijany i zmęczony. Dziwnie pobudził mnie jednak widok Prudencji, która ukradkiem na mnie patrzyła, kiedy byłem zmuszony zdjąć koszulkę. Myślała, że tego nie widzę, ale ja doskonale o tym wiedziałem. Kiedy położyła mi głowę na ramieniu, wszystkie moje mięśnie się spięły. Po chwili słyszałem już jej miarowy oddech. Sam nie mogłem zasnąć. W słabym świetle lampy rozglądałem się po salonie. Wzrok miałem przyćmiony od alkoholu, który zdążyłem wypić. Spojrzałem na Yoko i ostrożnie zdjąłem jej z nosa okulary, które położyłem na odsuniętym wcześniej drewnianym stoliku. Zauważyłem też odrobinę śliny w kąciku jej ust. Delikatnie starłem ją kciukiem. Pod wpływem mojego dotyku poruszyła się we śnie i przysunęła do mnie. Wymamrotała:
-Przesuń się.
  Po czym zarzuciła lewą nogę na mnie i oplotła moją szyję rękami. Położyła głowę na mojej nagiej klacie i zachrapała cicho. Nie mogłem się poruszyć. Nie mogłem zrobić absolutnie nic. Nie tylko dlatego, że Prudencja krępowała moje kończyny, ale z innego powodu. Jej zachowanie - chociaż przez sen i pod wpływem alkoholu - strasznie mnie zdziwiło. Pewnie rano nie będzie nic pamiętać. 
  Jej rozkloszowana spódnica odchyliła się, ukazując biodro z niewielkim tatuażem z symbolami Led Zeppelin. Zaśmiałem się w duchu. Ta dziewczyna nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. I chyba zaczynałem ją lubić. 

***


  Wskazówki na zegarze wskazywały siódmą piętnaście. Prudencja zamrugała powiekami i zauważyła, że nie ma na sobie okularów. Nie to zdziwiło ją najbardziej. Było jej bardzo gorąco i wiedziała, że na kimś leży. Na kimś z nagim, umięśnionym torsem. Poczuła też coś jeszcze. Niżej. To coś uwierało ją w biodro. Znalazła swoje okulary, założyła je na nos i przeraziła się. Leżała na Stanleyu. 'Co ja, do cholery, robiłam?' - spytała się w myślach. Sama jednak była w pełni ubrana. Na samym dole jej pleców spoczywała dłoń Stana. Musiała się z niego wyplątać. Kiedy delikatnie wyswobodziła się z poprzeplatanych kończyn, wstała i zauważyła, co czuła na biodrze. 'O. Mój. Boże.' - powiedziała w duchu - 'Stanął mu'. Zobaczyła, że spodnie Stanleya odchylały się w pewnym strategicznym miejscu i miała pewność, że podczas snu dostał erekcji. 'Jezu, mam nadzieję, że nie przez to, że na nim spałam' - przeraziła się. 
  Wyszła do łazienki, omijając po drodze śpiącego brata i przyjaciół. Znalazła karteczkę od ojca, w której oznajmiał, że musiał wyjść do pracy i wróci późno. Powędrowała pod prysznic i zmyła z siebie resztki wczorajszego dnia. A raczej wieczora. Wytarła całe ciało i przypomniała sobie, że nie wzięła ze sobą żadnych świeżych ubrań. Owinęła się w biały bawełniany ręcznik i wyszła z zaparowanego pomieszczenia. Wychodząc, odbiła się od czyjegoś ciała, a ręcznik o mało nie zsunął się z jej piersi, chociaż i tak odsłonił dużą ich część
-Cholera - usłyszała głos Stanleya.
  Kiedy chłopak otrząsnął się z lekkiego uderzenia zobaczył przed sobą prawie nagą Yoko. Zauważył, jak kurczowo przytrzymuje na sobie ręcznik, którym jest owinięta i momentalnie się czerwieni. Nie odwracał wzroku od jej ciała, aż warknęła:
-Na co się tak gapisz?
  Stanley uśmiechnął się, leniwie podnosząc lewy kącik ust.
-A jak sądzisz? - odparł zaczepnie.
-Zboczeniec - rzuciła i próbowała go ominąć.
-Ja jestem zboczeńcem? - zagrodził jej drogę. - A kto wczoraj w nocy wczepił się we mnie jak koala? No chyba nie Ringo...
-A komu dzisiaj rano obudził się pewien członek, stając na baczność, jak strażnik Pałacu Buckingham? - zripostowała, po czym wyminęła zaskoczonego i coraz bardziej czerwonego na twarzy Stanleya. 
  Po pięciu minutach Prudencja usłyszała jak Stan wychodzi z domu i mogła bezpiecznie zejść na dół, już w pełni ubrana. Żałowała, że wspomniała Stanleyowi o pewnej części jego ciała. Na samą myśl o tym jej policzki różowiły się. 'Miałam pozwolić, żeby nazywał mnie zboczoną? Nigdy w życiu!' - powiedziała sobie w duchu i uśmiechnęła się do siebie, przygotowując śniadanie. 

8 komentarzy:

  1. Whoah <3
    A więc rozbierany poker? Hmm ciekawie :3
    I w ogóle pomysł o spaniu Prudencji na Stanleyu <3
    A i tak końcówka najlepsza, kiedy się na siebie wydzierają xD
    I Prudencja w ręczniku *^* Waaaa c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahah, zajebiście!! Idealnie, jak przeczytałam ten rozdział zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało tu takiego humoru :3
    __________________________
    xmonmondeextraterrestex.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

  3. Momomo... Zajebiście I ten poker i Stanley i Yoko... tego tu właśnie brakowało .! :) I jeszcze to jak na nim spała i jak się obudzili i wgl... Bosz..Dziewczyno, Ty po prostu jesteś genialna.!! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej, coś mi zgrzyta, a dokładniej: po tym jak pobito Vincenta, Yoko powiedziała wszystko swojemu bratu i Stanley też się dowiedział, nic nie wiem. Co się działo? Jak wyjaśniła się sprawa z Vincentem? Nie rozumiem trochę.
    Bardzo podoba mi się relacja Ringo z Prudencją, no i to, że Yoko jest człowiekiem i czuje zazdrość o brata! To kochane.
    Led Zeppelin, mrr ♥♥
    Jeszcze nigdy nie pałałam większą sympatią do Stanleya! Ja również kocham skarpetki, kolekcjonuję skarpetki, ogólnie skarpetki moim życiem! Jeej. A jak zaczął lubić Prudencję, to już w ogóle. I jak tak na niego zadziałała, hehehe. Oj chłopcze, nieładnie.
    No lubię, mocno lubię ten rozdział. Szczególnie końcówkę.
    I lubię, gdy relacje między bohaterami powolutku się rozwijają, tak żebym to czuła i się emocjonowała każdym małym gestem, tak jak u ciebie, a nie BUM! i się kochają, sratatata.
    A rozbierany poker to fajny pomysł! Dużo lepszy od butelki, która jest w s z ę d z i e. I na ff potterowskich, i na obyczajówkach... no ileż można?!
    I dziękuję ci za tak przyjemne opowiadanie, poprawiłaś mi humor w ten jakże okropny dzień, brr.

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne ! Ta końcówka ten pomysł z rozpieranym pokerem i Yoko w ręczniku i ta relacja między nią a Ringo ! C U D O W N E nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów ! <3 Kocham te opowiadanie <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem tyle - tekst o skarpetkach był genialny, poryczałam się ze śmiechu. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Musisz pisać częściej, zdecydowanie! <3 Ja wiem, że trudno znaleźć czas w tygodniu itp ale nie można się doczekać kolejnych rozdziałów! Tylko czekam aż Yoko i Stanley w końcu się zejdą... Potrafisz trzymać nas w napięciu! <3 Kocham to opowiadanie :3

    OdpowiedzUsuń
  8. MEGA! Dziewczyno, twoja wyobraźnia mnie powala! :D
    Ten incydent ze Stanleyem... po prostu świetne! Śmiałam sie przez dobre 5 minut :D
    Trzymaj tak dalej :3
    Czekam na następne rozdziały ;)
    Pozdrowionka, Nana :D

    OdpowiedzUsuń