czwartek, 30 lipca 2015

Rozdzia 41.

  Od spotkania Prudencji i Stanleya mijały kolejne dni. Urodziny dziewczyny i jej brata zbliżały się wielkimi krokami. Przez cały tydzień poprzedzający piątek Stan zachowywał się w szkole nadzwyczaj dziwnie. Podczas długich przerw siadał z Ringo i Yoko na trawie obok szkoły, ale wciąż był nieobecny duchem. Zazwyczaj opierał się o pień drzewa i zakładał słuchawki. Nucił jakąś piosenkę, a kiedy myślał, że nikt go nie widzi, układał palce w różne akordy, jakby pociągał za struny gitary. W środowe przedpołudnie, kiedy siedzieli jak zwykle w cieniu drzewa, Prudencja spytała:
-Czego ty tam ciągle słuchasz? - i nachyliła się do niego, wyciągając dłoń po słuchawkę.
-Ej! - oburzył się Stan i odsunął jej rękę.
-Jezu, Stan! - powiedziała z wyrzutem. - Zachowujesz się gorzej, niż ja podczas okresu.
-Bardzo śmieszne - odpowiedział i ostentacyjnie wyciągnął przed siebie telefon, zwiększając głośność.
-Co z nim nie tak? - zwróciła się Yoko do brata, który w milczeniu obserwował ich zachowanie.
-Czy ja wiem? - wzruszył ramionami. - Może się zakochał? Albo serio dostał okresu?
-Stawiam raczej na to drugie - odparła.

  W czwartek wieczorem Prudencja upiekła dla Ringo tort, a w piątek z samego rana oboje zjedli po wielki  kawałku, składając sobie nawzajem życzenia. Ich tato przywitał się z nimi i przyciągnął ich do siebie, przytulając mocno.
-Dostanę kawałek tortu? - spytał, kiedy już ich puścił.
-No jasne, chodź.
  Jedli przygotowane przez Yoko ciasto, kiedy Mark nagle wstał.
-Zapomniałbym o czymś - powiedział i wyszedł z kuchni. Po chwili wrócił, niosąc długi pakunek owinięty kolorowym papierem prezentowym i jeszcze jeden, znacznie mniejszy, wielkości niewiele większej od pudełka na pierścionek.
-To dla ciebie, Prudencjo - powiedział i dał jej ciężką paczkę. - A to dla ciebie, Ringo - i wręczył mu maleńki podarunek.
-Co to...? - spytał chłopak, kiedy otworzył wieczko małego pudełka.
-Jak to co? - odpowiedział ojciec.
  Ringo wyjął jakieś kluczyki z logo BMW.
-No te kluczyki. Od czego one są?
-Wyjrzyj przez okno - odpowiedział, a chłopak aż pisnął cicho na widok nowego samochodu.
-Dzięki tato! - krzyknął i wybiegł na dwór do swojego nowego auta.
-Nie otworzysz? - zwrócił się Mark Hartfield do córki, która śmiał się z brata.
-Ach tak, już otwieram - odparła i położyła paczkę na kamiennym blacie. Rozerwała ostrożnie papier i zobaczyła pudełko w kształcie prostopadłościanu. Otworzyła je z ciekawością i aż poprawiła okulary na nosie. W środku był pokrowiec z wytłoczoną firmą Gibson.
-O. Mój. Boże. - powiedziała tylko i rzuciła się ojcu na szyję.
-No już dobrze, wypróbuj ją.
  Prudencja ostrożnie wyjęła błyszczącą gitarę z pokrowca i z czułością ją pogłaskała.
-Jaki to model? - spytała.
-Najnowszy Gibson Les Paul Less Plus.
  Dziewczyna założyła gitarę i powoli zagrała coś prostego.
-Cudowna - westchnęła.
-Lepiej już ją zanieś do pokoju, bo zaraz spóźnisz się do szkoły.
  Dziewczyna z niechęcią posłuchała ojca i poszła umyć zęby. W głowie wciąż miała dźwięk swojej nowej gitary. Kiedy spojrzała na zegarek, było później niż się spodziewała. Rzuciła tęskne spojrzenie zamkniętym drzwiom do swojego pokoju i leżącego w nim prezentu, i zeszła na dół. Jej ojciec, Ringo i Stanley stali obok samochodu, oglądając go z każdej strony.
-Faceci - powiedziała do siebie Prudencja, kręcąc głową i wyszła na zewnątrz. - Cześć wam - rzuciła do wszystkich i podparła się pod boki. - Może zapomnieliście, ale śpieszymy się do szkoły.
-Szkoła nie ucieknie - powiedział jej ojciec.
-Serio tato? Taki przykład dajesz swoim dzieciom? - spytała i podeszła do chłopców. Ringo trzymał w rękach pudełko prezentowe i śmiał się ze Stanem z jego zawartości.
-Popatrz - powiedział brat do Yoko i pokazał jej, co znajduje się w środku. A była to wyjątkowo duża butelka Jack'a Danielsa i srebrna piersiówka i małym napisem 'Zawsze w pogotowiu'. Uśmiechnęła się pod nosem.
-A to dla ciebie. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin - powiedział do niej Stanley, podając jej maleńki bukiecik jej ulubionych stokrotek i małe pudełko.
-Eee dzięki - powiedziała zaczerwieniona po cebulki włosów i przyjęła jego prezent. - Tato? Mógłbyś je wstawić do wazonu? - zwróciła się do ojca, podając mu bukiet. - W szkole zwiędną.
-Jasne, już wstawiam - powiedział i zabrał kwiaty do domu. Ringo wciąż był zajęty oglądaniem samochodu, a Stan powiedział do dziewczyny:
-Otwórz. Chcę wiedzieć, czy ci się podoba.
  Mocno zaciekawiona zdjęła wieczko, a jej oczom ukazała się wyjątkowa bransoletka. Yoko od razu się spodobała. Była złożona ze srebrnych ogniw i mnóstwa kolorowych zawieszek w kształcie piórek do gitary.
  Stanley przyglądał się reakcji Prudencji i odetchnął, kiedy jej usta pomalowane czerwoną szminką rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-I jak?
-Świetna. Serio. Dziękuję, Stan - powiedziała i szybko cmoknęła go w policzek.
-Cieszę się, że ci się podoba. Ale nie zauważyłaś chyba tego - powiedział i spomiędzy kolorowych kostek wyjął jedną pokrytą srebrem i pokazał dziewczynie. - Zobacz.
  Prudencja wyjęła bransoletkę z pudełka i uniosła ją, by móc przeczytać wygrawerowane na niej słowa. 'Watching her eyes and hoping I'm always there. To be there and everywhere. Here, there and everywher.'
-Beatlesi zawsze pomocni? - spytała wciąż z uśmiechem.
-No trochę - odpowiedział Stan, pocierając kark dłonią.
-Kto by pomyślał, że taki z ciebie romantyk?
-A co? Nie wyglądam na takiego?
-Oczywiście, że wyglądasz, Romeo.
-No, tak lepiej - uśmiechnął się i zapiął bransoletkę na lewym nadgarstku dziewczyny obok zegarka i kilku rzemieni.
-Jeśli zaraz nie wyjedziemy, to spóźnimy się na pierwszą lekcję - oznajmiła Yoko, a chłopcy niechętnie przyznali jej rację.
  Ringo usiadł za kierownicą swojego prezentu, Stanley obok, a Prudencji pozostało miejsce z tyłu. Pod szkołą byli kilka chwil później, dwie minuty przed rozpoczęciem lekcji. Pobiegli przez zatłoczony korytarz do swojej klasy. Kiedy stanęli przed drzwiami, rozległ się dzwonek.
-Jak zwykle punktualnie - powiedział Ringo, oddychając ciężko.
  Brian podbiegł do Prudencji i przytulił ją mocno, prawie zwalając z nóg.
-Wszystkiego najlepszego, kochana - powiedział, wciąż ściskając ją za szyję.
-Jezu, Brian. Nie duś tak mocno! - wysapała dziewczyna.
-No tak, przepraszam - mruknął i odkleił się od niej, wręczając torebkę z prezentem. - To ode mnie i Milesa.
-Dziękuję wam obu, ale teraz już chodź do klasy.
  Wślizgnęli się do sali, do której po chwili wszedł nauczyciel. Prudencja zerknęła po kryjomu do torby z prezentem i zobaczyła dwie książki zakopane w ogromnej ilości galaretek w czekoladzie. Uśmiechnęła się na ich widok i bezgłośnie powiedziała do Briana:
-Galaretki? Kocham cię! - Brian tylko pokręcił z uśmiechem głową i zaczął słuchać lekcji.
  Chwilę przed końcem trzeciej lekcji Prudencja dostała sms'a. Powoli wyjęła telefon z kieszeni i ostrożnie przeczytała wiadomość, zanim nauczyciel zobaczył, że choć na chwilę przestała go słuchać.

  Nowa wiadomość od: Stanley
Za trzy minuty za szkołą.

  Prudencja spojrzała na Stana siedzącego dwie ławki na ukos od niej i spotkała jego wzrok. Skinęła lekko głową, a minutę później odezwał się dzwonek. Chłopak powiedział coś do Ringo i pośpiesznie wyszedł z klasy. Prudencja chwilę później poszła jego śladem, ale on sam był już na zewnątrz.
-Idę do łazienki - powiedziała do Briana i oddaliła się.
  Przeszła przez szkolny dziedziniec, gdzie było niewiele osób i skręciła w bok, idąc za szkołę. Ujrzała tam Stanleya, który stał ze zmierzwionymi przez wiatr lokami i trzymał do połowy spalonego papierosa między palcami. Właśnie wkładał go do ust, kiedy zauważył zbliżającą się Prudencję. Zaciągnął się i uśmiechnął szeroko.
-Co chciałeś? - spytała na powitanie.
  Stan wypuścił dym z ust, strzepnął popiół z papierosa i dopiero odpowiedział:
-Chciałem ci przyzwoicie złożyć życzenia.
-Zdefiniuj: przyzwoicie - powiedziała i zbliżyła się nieco.
-Zdefiniować? Bardzo chętnie - odpowiedział i przysunął rękę z papierosem do jej twarzy. Przesunął kciukiem po jej ustach, a ona zagryzła wargę, ale po chwili odsunęła się.
-Weź papierosa, bo psujesz klimat - powiedziała z udawanym wyrzutem i kaszlnęła ostentacyjnie.
-Coś jeszcze ci się nie podoba? - spytał, kiedy wyrzucił papieros za siebie.
-Już jest okay, chodź - odpowiedziała i pocałowała go lekko w usta. Stanley po chwili oparł się plecami o budynek szkoły, pozwalając Prudencji przejąć inicjatywę. Dziewczyna przygryzła jego wargę, a on w odwecie ścisnął mocno jej pośladek. Yoko krzyknęła cicho z zaskoczenia, ale jej głos tłumiły pocałunki. Całowaliby się jeszcze długo, gdyby nie musieli wracać na lekcje. Dziewczyna odepchnęła lekko opierającego się Stana.
-Spóźnimy się na lekcję - powiedziała, kiedy zaczął całować jej szyję i trzymał mocno przy sobie.
-Mamy jeszcze pięć minut.
-Co najwyżej cztery i pół. Puszczaj.
-No dobra - powiedział i z ociąganiem puścił Prudencję.
-Idę pierwsza. Odczekaj chwilę i dopiero wtedy wracaj. Okay?
-Ale przecież mieliśmy już tego nie ukrywać.
-No mieliśmy, ale mówiłam ci, że powiemy po moich urodzinach.
-Masz zbyt dobrą pamięć - powiedział chłopak do oddalających się pleców Yoko i zapalił drugiego papierosa.

  Po ostatniej lekcji Prudencja stała z Brianem i Milesem czekała na Ringo i Stana przed szkołą.
-Zapomniałabym! O siódmej idziemy świętować urodziny. Wpadniecie?
-Ja chętnie - powiedział Brian.
-To ja też. Gdzie?
  Prudencja podała im nazwę baru i pożegnała ich, widząc zbliżającego się brata z kolegą.
-Jedziemy? - spytała i ruszyli w stronę samochodu brata. Byli już prawie pod autem, kiedy telefon Prudencji zaczął wibrować. Wyjęła go z kieszeni i ze zdziwieniem spojrzała na wyświetlacz. Pete. Zatrzymała się, a jej brwi wystrzeliły w górę.
-Co jest? Kto dzwoni? - spytał Ringo, kiedy zobaczył, że jego siostra stoi w miejscu.
-To Pete.
-Pete? - spytał zdziwiony Stan.
-To jej były - mruknął.- Czego chce?
-A skąd mam wiedzieć? - powiedziała i wreszcie odebrała telefon.
-Słucham? - spytała lekko drżącym głosem.
-Prudencja? Przepraszam, że dzwonię po tak długim czasie - odchrząknął. - Chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego.
-Eee no dzięki - powiedziała cicho.
-Dawno się nie widzieliśmy.
-No fakt.
-Może się spotkamy? Jestem dziś w okolicy. Poszlibyśmy na urodzinowego drinka, czy coś.
-A skąd tak nagłe zainteresowanie moją osobą?
-Yoko, nie bądź taka.
-Jaka?
-Taka jak teraz. Od naszego rozstania minęło już ponad rok. Myślałem, że możemy się spotkać jak starzy przyjaciele. I żebym nie musiał się obawiać, że mnie pobijesz.
-Ja pierdolę - mruknęła cicho. - To po jakie licho dzwonisz?
-Nie chcę się znów kłócić. Tylko powspominać stare dzieje. To jak? Zgadzasz się?
  Prudencja westchnęła ciężko.
-No dobrze. Idę dziś z kilkoma znajomymi i Ringo na kilka kolejek urodzinowych. O siódmej w Spinner's End.
-Okay. Będę. No to do zobaczenia,Yoko.
-Na razie.
  Dziewczyna rozłączyła się i popatrzyła na brata.
-Nie mów, że zgodziłaś się z nim zobaczyć - powiedział Ringo.
-No zgodziłam.
-O cholera. Nie wierzę. Wy się pogryziecie.
-No właśnie mam nadzieję, że nie.
-To dlaczego nie odmówiłaś? - spytał Stan.
-Trochę głupio byłoby odmawiać - powiedziała, kiedy wsiadali do samochodu. - Znamy się tyle czasu.
-To dlaczego się rozstaliście? - spytał, a Ringo rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.
-Czy ja wiem? Nie było jakiegoś specjalnego powodu. Od dłuższego czasu ciągle się kłóciliśmy...
-Raczej ty się kłóciłaś - wtrącił brat, patrząc na drogę.
-No dobrze. Ja się kłóciłam. Ale sam wiesz dlaczego.
-Ja nie wiem - przypomniał Stan.
-Chodzi o to, że... To było tuż przed śmiercią mamy. Wiedzieliśmy, że jest z nią bardzo ciężko. I musiałam ciągle być przy niej. A on wyrzucał mi, że w ogóle nie przejmuję się naszym związkiem i takie pierdolenie. A ja miałam go powyżej uszu i kłóciłam się z nim bez przerwy. I wszystko skończyło się razem ze śmiercią mamy. On powiedział, że jest mu ciężko. Jemu. Rozumiesz? Jemu, kurwa, było ciężko. I powiedziałam, że mam w dupie jego problemy i tyle.
-Tyle?
-No tak, później się do niego nie odzywałam.
-Do nikogo się nie odzywałaś - powiedział Ringo.
-Do nikogo? - spytał Stan.
-Przez kolejny miesiąc po śmierci mamy nie powiedziałam nic.
-Kompletnie nic?
-No nic. A później się przeprowadziliśmy tutaj, Ringo został przez ten czas u dziadków, bo miał wyjebane na ojca i mnie...
-Nie na ciebie. Nie mów tak - przerwał ze złością.
-No dobra. Na ojca i Margaret. I na mnie troszkę też. I nie zaprzeczaj. I tyle. Od tamtej pory może raz z nim rozmawiałam. Koniec - dopiero po chwili zorientowała się, że stoją pod domem Stanleya.
-Ale wciąż nie rozumiem, dlaczego się zgodziłaś - powiedział z dłonią na klamce.
-No w sumie ja też nie - odpowiedziała, a Stan pokręcił głową i wysiadł.
-Jeszcze się dowiem, co wy razem ukrywacie - powiedział nagle Ringo, wyjeżdżając z podjazdu Stana.
  Prudencja tylko pokręciła głową i oparła się o szybę samochodu.

  Kiedy było już w pół do siódmej Ringo i Yoko wyszli z domu w stronę Spinner's End. Nie brali samochodu, bo przeczuwali, że z powrotem żadne z nich nie będzie w stanie go poprowadzić.
-Stan ma się trochę spóźnić - powiedział Ringo.
-Okay - mruknęła tylko dziewczyna i weszli razem do ciemnego pomieszczenia. Zajęli duży boks przy naprzeciwległej ścianie. Zamówili drinki, a po chwili dołączyli do nich Brian, Miles i znajomy Ringo- Paul. Siedzieli razem kilka minut. W tle grała jakaś muzyka. Ludzi było dość sporo. Po chwili do ich stolika dołączył Pete. Przedstawił się chłopakom, złożył życzenia Ringo i zwrócił się do Prudencji. Zlustrował ją od góry do dołu. Od czerwonych włosów do ramion, przez dość krótką czarną pensjonarkę z krótkimi rękawami, białym kołnierzykiem i guzikami z przodu na całej długości, wyjątkowo podobnej do sukienki Courtney Love z jakiejś sesji, sunąc wzrokiem po nagich nogach, aż po czarne creepersy.
-No więc jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Yoko - powiedział i przytulił dość sztywno Prudencję.   W tym samym czasie do lokalu wszedł Stan. Rzucił okiem na stolik, przy którym siedzieli jego znajomi i aż ścisnął dłonie w pięści na widok swojej dziewczyny tkwiącej w uścisku z tym całym Petem. Wsunął się niezauważenie do niewielkiego pomieszczenia, w którym zazwyczaj widział Prudencję ze swoim zespołem i zamknął za sobą drzwi.
  Przy stoliku na chwilę zapadło milczenie spowodowane przybyciem nieznajomego, ale po kilku minutach znów zatopili się w rozmowie, popijając alkohol.
-Gdzie ten Stanley? - spytał po chwili Ringo.
-Pewnie zaraz przyjdzie - odpowiedział mu Paul i wrócili do rozmowy.
  Jednak zaraz potem stało się coś, czego nikt z nich by się nie spodziewał. Na scenę ktoś wszedł. Cztery osoby, których najmniej wszyscy się właśnie tam spodziewali. A byli to Rob, Dick, Matt i... Stanley z gitarą.
-A co oni tu...? - spytał Brian i urwał, bo Matt zbliżył się do mikrofonu.
-Cześć wszystkim. Tak, wiem, że jesteśmy dziś w innym składzie niż zazwyczaj. Z pewnego bardzo ważnego powodu. Dziś nasza kochana liderka, Prudencja, ma urodziny. Jej brat też, ale wybacz nam Ringo, dziś zagramy coś szczególnie dla twojej siostry. Ale to w końcu twoje urodziny, Yoko, więc nie mogliśmy wziąć ciebie, żebyś zaśpiewała, no nie? I ten oto pan - wskazał Stanleya, który chyba miał się uśmiechnąć, ale wyglądało to, jakby rozbolał go brzuch - zgodził się z nami zagrać i zaśpiewać.
-O kurwa - powiedziała cicho Prudencja.
-Tak więc trzymajcie kciuki, bo on strasznie się stresuje. To jego pierwszy występ przed jakąkolwiek publicznością. No tyle. Wszystkiego najlepszego, Prudencjo.
  Każdy z nich wziął swój instrument, a Stan podszedł do mikrofonu. Uśmiechnął się, przynajmniej tym razem przypominało to uśmiech i przewiesił gitarę przez ramię. Matt wybił takt na perkusji, a Yoko od razu rozpoznała swoją ulubioną piosenkę. Lady in black. Stanley patrzył prosto na Prudencję i zaczął śpiewać:
-She came to me one morning, one lonely Sunday morning, her long hair flowing in the midwinter wind. I know not how she found me for in darkness I was walking and destruction lay around me from a fight I could not win.
  Yoko zaczerwieniła się mocno i nie mogła oderwać wzroku od swojego chłopaka. Kiedy skończyli grać, cała sala zagrzmiała oklaskami, a zespół zszedł ze sceny. Kilka minut później cała ich czwórka dosiadła się do milczącego stolika.
-Co jest z wami? - spytał odrobinę zdziwiony Dick.
-Stanley - powiedziała tylko Prudencja.
-Co ze mną nie tak? - spytał.
-Ty potrafisz śpiewać.
-Czy ja wiem?
-Ale ja wiem. Boże.
-Dokładnie - powiedział Ringo.
-I dlaczego wy nic nie powiedzieliście, że przyjedziecie?
-Bo to miała być niespodzianka, matołku - odpowiedział Rob.
  Przez ponad dwie godziny siedzieli wszyscy razem i pili kolejne szklani z alkoholem. Stanley wyjątkowo chłodno odnosił się do Pete'a i starał się unikać rozmów z nim. Kiedy już wszyscy stwierdzili, że nie dadzą więcej rady wypić, zebrali się do wyjścia. Brian, Miles i Paul pożegnali się z nimi i nieco chwiejnym krokiem skręcili w jedną stronę. Rob był jedynym trzeźwym w towarzystwie, bo musiał zawieźć kolegów do domu. Przy okazji mieli zabrać też Pete'a, który także mieszkał przecież w Windsorze. Przedtem jednak podeszli do niewielkiego parku, położonego nieopodal. Cała ich siódemka wyciągnęła się na trawie obok siebie. Yoko leżała pomiędzy kompletnie pijanym Stanem, a dość dobrze podchmielonym Petem. Rob, Dick, Ringo i Matt rozmawiali cicho, a pijana Prudencja mruknęła:
-Fajne te gwiazdy, no nie?
-No - odparł Stan - ale przy tobie to chuj - powiedział, bełkocząc i pocałował mocno Prudencję.

Kochani! Historia Stana i Yoko niedługo dobiegnie końca. I dlatego mam prośbę. Ci, którzy czytają te moje wypociny, niech łaskawie napiszą coś w komentarzu. Jakąś opinie, jakąkolwiek. Chcę wiedzieć, kto to czyta i ile Was jest. Pewnie nie wszyscy się posłuchaja, ale w miarę możliwości dajcie o sobie znać ;)

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 40.

    W sobotni ranek, kiedy zegar wskazywał dwadzieścia siedem minut po dziesiątej, Prudencja biegała rozzłoszczona po swoim zabałaganionym pokoju. 
-No gdzie jest ta cholerna książka? - pomrukiwała do siebie.
  Zaglądała we wszystkie zakamarki, nie mogąc odnaleźć książki z biblioteki, do której właśnie się wybierała. Sprawdzała na każdej półce i szufladzie. W akcie desperacji wzięła do ręki małą latarkę i, świecąc nią, wsunęła głowę pod łóżko, jednocześnie leżąc na podłodze. Kiedy tak oświetlała sobie tajne przestworza tej mocno zakurzonej krainy, zadzwonił jej telefon, tkwiący bezużytecznie na szafce nocnej. Poderwała szybko głowę do góry i jęknęła, przeklinając pod nosem, kiedy czubek jej głowy spotkał się z drewnianym szkieletem łóżka. Zdenerwowana wyszła spod mebla i lewą ręką sięgnęła po telefon, podczas gdy jej druga dłoń masowała bolącego guza.
-Słucham? - warknęła.
-Co ty taka milutka od samego rana? - spytał dzwoniący Stanley.
-Właśnie leżałam sobie spokojnie pod łóżkiem, kiedy zadzwoniłeś. I przez ciebie uderzyłam się w głowę - jęknęła z wyrzutem.
-Nawet nie będę pytał, co ty robiłaś pod łóżkiem - zaśmiał się. 
-Coś się stało, że dzwonisz? - zapytała Yoko, siadając na swoim piekielnym łóżku.
-To już nawet nie można zadzwonić do swojej dziewczyny?
-Można, można. Ale i tak coś chcesz, prawda?
-Dzwonię, żeby spytać, czy nie wybierzemy się zaraz do jakiejś knajpki, czy coś - powiedział powoli.
  Prudencja zamyśliła się na chwilę i odpowiedziała:
-Zaraz jadę do biblioteki, więc mogę wpaść po ciebie i później gdzieś się wybierzemy, okay?
-Okay, ale sam mogę po ciebie przyjechać.
-Nie bądź seksistą. Prawko oblałam tylko dwa razy, więc potrafię jeździć. A mój mini cooper jeszcze trochę pociągnie. A poza tym - dodała, ściszając głos - Ringo zastanawiałby się, dlaczego jedziemy razem. Będę u ciebie za pół godziny. 
-No dobrze. Do zobaczenia, Yoko.
-Na razie - odpowiedziała i rozłączyła się.
  I wtedy przypomniała sobie o swojej zaginionej książce i z jeszcze większym roztargnieniem zabrała się za jej szukanie. Po kolejnych kilku minutach penetrowania swojego pokoju wyszła do kuchni, chcąc ochłonąć chwilę przed kontynuacją poszukiwań. I wtedy ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu znalazła książkę leżącą na kuchennym blacie. 
-Co ty tu robisz, złociutka? - spytała Prudencja, patrząc na swoją zgubę. Pokręciła głową i wróciła do swojego pokoju, zabierając się do przebierania. Piętnaście minut później była już gotowa. Wrzuciła do torby książki z biblioteki i weszła do gabinetu swojego ojca, który pracował przy laptopie i stosie dokumentów. Okulary zsuwały mu się z nosa, kiedy podniósł głowę w stronę drzwi.
-Jadę do biblioteki, tato. A później może się spotkam z Brianem - oznajmiła. Miała małe wyrzuty sumienia, że okłamuje ojca, ale tajny związek, to tajny związek.
-Dobrze, jedź. Co robi Ringo?
-A co on może robić w sobotę o jedenastej? Oczywiście, że śpi.
  Mark Hartfield zaśmiał się cicho. Prudencja już miała wyjść z jego pokoju, kiedy zatrzymał ją jego głos.
-Yoko, mam prośbę. Mogłabyś przy okazji zrobić zakupy? W lodówce nic nie ma, a ja mam mnóstwo pracy. 
-No dobrze, zrobię - odpowiedziała i wyszła.
-Weź pieniądze z mojego portfela! - krzyknął za nią.
  Prudencja wyszła z domu i odpaliła swojego czerwono- czarnego mini coopera. W niewielkiej przestrzeni rozniósł się dźwięk jakiejś stacji radiowej, która emitowała właśnie listę przebojów disco lat '80. Prudencja podśpiewywała piosenkę razem z Modern Talking, kiedy podjechała pod dom Stanleya. Chłopak czekał już na nią ubrany w czarne spodnie i trampki, koszulkę z Ciastkiem ze Shreka we wcieleniu Hannibala Lectera i ciemną kurtkę jeansową. Wsiadł do samochodu i nachylił się do Prudencji, całując ją lekko w policzek. 
-Cześć - mruknął jej przy uchu.
-Odsuń się, bo spowoduję wypadek - powiedziała, a Stan zaśmiał się, ale usiadł wyprostowany na swoim miejscu. - I zapnij pas - dodała.
-Panie kierowco, odjazd! - krzyknął Stanley, a Yoko ruszyła.
-Później muszę jeszcze jechać na zakupy.
-Spożywcze czy ubraniowe? - spytał z niewielkim strachem.
-Spożywcze, nie martw się.

  Kilkanaście minut później Prudencja i Stanley krążyli między regałami w bibliotece. Weszli do pustej alejki z literaturą japońską, kiedy Stan zbliżył się do dziewczyny. Stanęli przodem do siebie. Yoko trzymała w rękach trzy książki, a chłopak pochylił się odrobinę i musnął ustami jej wargi. Prudencja uśmiechnęła się delikatnie i oddała pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Stan przycisnął Yoko do szafki i jedną dłoń położył na jej karku, a drugą zakopał w jej krótkich włosach. Całowali się długo, nie mogąc zaczerpnąć oddechu. Chłopak zsunął jedną rękę po jej talii i położył na krągłym biodrze. Dziewczyna jęknęła cicho i...
-Co tu się dzieje?
  Na głos jednej z bibliotekarek Stan i Prudencja odskoczyli od siebie i spojrzeli na starszą panią z przerażeniem.
-My - zaczął Stanley i chrząknął - wybieraliśmy książki.
-Właśnie widziałam, że dość intensywnie - powiedziała rozeźlonym głosem.
-Dokładnie - mruknął Stan.
-No to proszę szybciej je wybierać i znaleźć sobie jakieś inne miejsce na tak intensywne szukanie książek - powiedziała, ale odchodząc uśmiechnęła się pod nosem.
  Kiedy bibliotekarka zniknęła, para zaśmiała się głośno, nie mogąc przestać. 
-Lepiej już chodźmy - powiedziała dziewczyna i z zaczerwienionymi policzkami wypożyczyła potrzebne książki. 
  Po wyjściu z biblioteki oboje pojechali pod sklep spożywczy i weszli do środka. Stanley pchał przed sobą wózek, a Prudencja rozglądała się za potrzebnymi produktami.
-Jezu, ile wy jecie? - spytał Stan, kiedy dziewczyna zapełniła już połowę wózka.
-Mieszkam z dwoma facetami. Nie dziw się, że muszę tyle kupić. Nie widziałeś gdzieś orzechów ziemnych?
-Po co ci orzechy ziemne? - zdziwił się Stanley i patrzył na Yoko jak na dziwny okaz w zoo.
-Na tort. Ringo ma w piątek urodziny.
-Serio? Dobrze, że mi powiedziałaś. Muszę mu kupić jakiś prezent - powiedział.
  Prudencja nie odezwała się. Po chwili stanęli w kolejce do kasy i gawędzili o prezencie dla brata dziewczyny. W pewnym momencie Stan nachylił się do ucha Prudencji i wyszeptał:
-Przed nami stoi mój znajomy ze szkoły. Jeszcze nas nie widział, ale spodziewaj się niewygodnych pytań.
-Może przeżyję - odpowiedziała mu równie cicho.
  Zaraz potem chłopak przed nimi odwrócił się i kątem oka zauważył stojącą parę.
-Cześć, Stan - przywitał się i wymienili uścisk dłoni.
-Hej, Frank. A to Prudencja, siostra Ringo - przedstawił ją chłopak.
  Na szczęście nie mogli dłużej porozmawiać, bo Frank musiał podejść do kasy, ale jeszcze przez chwilę rzucał im dziwne spojrzenia. Kiedy sami załatwili już swoje zakupy, pojechali do bliskiej pizzerii i usiedli przy stoliku w kącie.
-Co bierzemy? - spytał Stanley.
-Cokolwiek, byle bez mięsa - odpowiedziała.
-Kurczę, jak ty wytrzymujesz bez jedzenia mięsa?
-Zdążyłam się przyzwyczaić przez te pięć lat.
-Pięć lat? Tak się nie da żyć. Pięć lat bez salami?
-Dlaczego akurat salami? - zdziwiła się.
-Bo salami jest największym dobrem tego świata. W moim rankingu ulubionych ludzi i rzeczy jest na trzecim miejscu.
-A co jest na pierwszym i drugim? - spytała zaciekawiona.
-Na pierwszym Tolkien, a na drugim... - odchrząknął. - Na drugim jesteś ty.
  Prudencja poczerwieniała.
-Serio jestem na drugim miejscu? Pomiędzy Tolkienem a salami? Jaki zaszczyt - powiedziała.
-Nie zepsuj tego - odparł i mrugnął do niej z leniwym uśmiechem.
-Postaram się - powiedziała i podali swoje zamówienie kelnerowi, który pojawił się przy nich.
-Ale jak można tyle wytrzymać bez mięsa? - wrócił do tematu Stan.
-Normalnie, raczej nic w tym trudnego. A poza tym, wegetarianie żyją dłużej.
-No więc kiedy ja już umrę, ty wyjdziesz drugi raz za mąż i jakiś obcy facet będzie się zajmował moimi dziećmi? Nie pozwolę na to - powiedział z udawaną wściekłością.
-A skąd wiesz, że wezmę z tobą ślub? I, co ważniejsze, będziemy mieli razem dzieci?
-A co? Nie chciałabyś mieć dzieci?
-Chciałabym.
-Ile?
-Dużo.
-Jak dużo?
-Przynajmniej troje.
-A wyjdziesz kiedyś za mnie?
-Zdefiniuj kiedyś.
-Za pięć lat.
  Prudencja zastanowiła się i po chwili pokręciła głową.
-Przykro mi. Za dużo czekania.
-Okay, ale chociaż mnie zaproś na swój ślub.
-Nie ma sprawy. Ale ty mnie też zaprosisz?
-Wiesz, że jesteśmy razem kilka tygodni i już planujemy swoje śluby z kimś innym?
-Życie, Stan - westchnęła teatralnie, a potem oboje się roześmiali.
  Siedzieli przez chwilę w ciszy, kiedy nagle chłopak coś sobie przypomniał.
-Zaraz, zaraz, Skoro Ringo ma w piątek urodziny, a wy jesteście bliźniakami, to ty też masz urodziny w ten piątek!
-Jak na to wpadłeś, Sherlocku? - spytała ze śmiechem.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-A dlaczego miałabym ci mówić? Przecież to logiczne, Stan - powiedziała.

 Zbliżała się piętnasta, więc Prudencja i Stanley wrócili do domu. Yoko odwiozła chłopaka pod jego dom i pocałowała go mocno na pożegnanie. Sama wróciła do siebie i przygotowała ojcu i bratu obiad, bo sami nic nie zrobili do jedzenia. Wieczorem Prudencja leżała w pidżamie w łóżku i czytała książkę przy blasku lampki. Po chwili usłyszała ciche wibracje swojego telefonu i spojrzała na wyświetlacz. Dzwonił Stanley.
-Przecież widzieliśmy się kilka godzin temu - powiedziała na powitanie.
-Wiem, ale chciałem ci coś powiedzieć.
-No dajesz.
-Ringo pisał do mnie, co jest między nami. Frank mu przypadkiem powiedział, że nas widział, a ja musiałem wymyślić coś, że przypadkiem się spotkaliśmy i ci pomogłem z zakupami. Te tajemnice zaczynają być coraz trudniejsze - powiedział z wyrzutem.
-To jaki masz problem? Przecież na siłę cię nie trzymam - odpowiedziała, ale poczuła silny ból na myśl, że Stanley już się nią znudził.
-Przecież nie o to chodzi Prudencjo. Jest mi z tobą naprawdę dobrze. Ale boli mnie, że muszę wszystkich okłamywać.
-Skoro to dla ciebie takie ważne, to powiemy wszystkim. Ale jeszcze nie teraz. Po moich urodzinach, okay?
-Okay. Nie gniewasz się na mnie? - dodał z wahaniem.
-Dlaczego miałabym się gniewać? Przecież nie możemy tego ukrywać w nieskończoność.
-To dobrze - odpowiedział i przez chwilę milczeli. Stanley po jakimś czasie powiedział dużo weselszym tonem - wiesz, że jeszcze nigdy nie uprawialiśmy seksu przez telefon?
-Tak? - powiedziała niskim, seksownym głosem Prudencja. - Więc wyobraź sobie, że leżę w łóżku w samej koronkowej bieliźnie i...pokazuję ci środkowy palec, ty niewyżyta świnio - dokończyła, a Stan zaśmiał się głośno do telefonu.
-Ranisz - powiedział.
-Dobranoc - odparła i rozłączyła się ze śmiechem.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 39.

  Przez nieosłonięte okiennice do pokoju wlewał się blask porannego słońca. Promienie padały wprost na śpiącą w dużym łóżku parę. Stanley leżał na wznak z podbródkiem opartym na głowie Prudencji, która, śpiąc na brzuchu, opierała się o nagą klatę chłopaka. Jej ręka leżała bezwładnie przerzucona przez jego pierś, a jego dłoń spoczywała na jej łopatce. Zegar stojący na szafce przy łóżku wskazywał szesnaście minut po siódmej. Była niedziela.
  Ich rytmiczne oddechy łączyły się ze sobą, ale wkrótce harmonia została zaburzona. Prudencja przebudziła się. Przez chwilę leżała zdezorientowana, ale po chwili dotarły do niej wydarzenia z poprzedniego dnia. Podniosła się odrobinę i po omacku szukała okularów. Założyła je na nos i obserwowała śpiącego Stanleya. Miał rozrzucone na całej poduszce włosy, a pełne wargi lekko rozchylił. We śnie wyglądał jak dziecko. Rytmiczny oddech unosił jego klatkę piersiową. Yoko wychyliła się nieco i patrzyła na niego z zafascynowaniem. W końcu uznała, że najwyższa pora go zbudzić. Pocałowała delikatnie jego skroń, ale nie poruszył się. Przesunęła nosem po jego szyi i mruknęła:
-Wstawaj, Stanley.
-Jeszcze pięć minut, mamo - odpowiedział na pół śpiąco.
-Mamo? To mama tak cię budzi? - zaśmiała się i cmoknęła go w policzek.
  Dopiero wtedy Stan zareagował. Otworzył najpierw jedno oko, potem drugie, a następnie leniwie się uśmiechnął.
-Dzień dobry - powiedział.
-Dzień dobry - odpowiedziała z uśmiechem. - Jak się spało?
-Wyjątkowo dobrze. A tobie?
-Mnie też.
-Musimy już wstać?
-Musimy. Ringo może w każdej chwili wrócić.
-Chyba żartujesz. Jest niedziela, wpół do ósmej, a on miałby już nie spać?
-No tak. Ale to nie zmienia faktu, że trzeba wstać.
-Trzeba?
  Stanley przesunął dłonią po plecach Prudencji. Nachylił się do niej i pocałował w usta. Dziewczyna pisnęła i odsunęła się od niego.
-Nie umyłam zębów, palancie. Idę się przebrać.
-Mhm - mruknął i nie ruszył się ze swojego miejsca.
  Yoko wyszła spod kołdry i skierowała się do łazienki.
-Niezły tyłek - krzyknął za nią, a w odpowiedzi dostał tylko mrożące spojrzenie, na które zaśmiał się cicho.
  Prudencja zdjęła spodenki oraz koszulkę, po czym wkroczyła pod ciepły strumień wody, która spływała po niej kaskadami. Umyła włosy i po kilku minutach wyszła spod prysznica. Otuliła się dużym ręcznikiem w kolorowe pasy i zorientowała się, że nie ma ze sobą ani ubrań, ani bielizny. Wyszczotkowała zęby i wysuszyła odrobinę ręcznikiem włosy. Wyszła z łazienki owinięta jedynie w puchowy ręcznik i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Stanley wciąż leżał w łóżku z zamkniętymi oczami, ale na dźwięk jej kroków uchylił powieki.
-Nie gap się - powiedziała tylko Yoko.
-Ja się wcale nie gapię. Ja podziwiam - odpowiedział niskim głosem.
-To znajdź sobie inny obiekt uwielbienia.
-Nigdy - odparł z pełną stanowczością.
  Dziewczyna podeszła do szafy i wyjęła z niej parę legginsów w czerwono- czarną kratę i długą flanelową czarną koszulę. Następnie pochyliła się nad komodą i usłyszała ciche wzdychanie Stanleya. Odwróciła się w jego stronę i zobaczyła, jak wciąż jej się przygląda.
-No co tak wzdychasz? Nie mów, że sobie przy mnie...
-Nie, nie! - zaprzeczył szybko, czerwieniejąc odrobinę.  - Rączki na kołdrze. Ja tylko, no ten... Tak tylko patrzę.
-I?
-I mam fajne widoki.
-Jesteś okropny.
-Wiem.
  Prudencja prychnęła ze śmiechem i wróciła do łazienki.

  Kiedy Stanley zajął łazienkę, Prudencja już w pełnym rynsztunku zeszła do kuchni. Zastanawiała się chwilę, co ma zrobić na śniadanie i po dłuższym rozmyślaniu zdecydowała się na kanapki. Zrobiła pełen talerz zarówno tych wegetariańskich, jak i z mięsem. Zaparzyła herbatę i po niedługim czasie usłyszała kroki Stana, dochodzące ze schodów. Był ubrany w rzeczy z poprzedniego wieczoru, ale dziś zebrał włosy w kucyk. Miał odrobinę zaspane oczy, ale na widok Prudencji uśmiechnął się szeroko.
-Wyjdziesz za mnie? - spytał, patrząc na stos kanapek.
-Jasne, może być - odpowiedziała i oboje się zaśmiali.

  W poniedziałkowy ranek słońce powitało mieszkańców Londynu wyjątkowym blaskiem. Pogoda była zadziwiająco dobra jak na Wielką Brytanię. Prudencja wyszła z domu razem z Ringo. Pod bramą zobaczyli czekającego już na nich Stanleya.
-Cześć wam - przywitał się z nimi i zgasił trzymanego w dłoni papierosa.
-Ty palisz? - spytała zdziwiona dziewczyna, zanim zdążyła się ugryźć w język.
-Okazjonalnie - odpowiedział i puścił do niej oczko.
  Ringo patrzył na nich, przechodząc wzrokiem od jednego do drugiego, jak w meczu tenisa.
-Czasem mi się wydaje, że coś przede mną ukrywacie - powiedział tylko i ruszył przed siebie.
  Kiedy cała trójka była już prawie pod szkołą, stało się coś dziwnego. Przy tablicy ogłoszeń była cała masa ludzi, a w ich stronę szedł szybkim krokiem Brian, Miles i Paul, bliski kolega Ringo i Stana.
-Dlaczego oni idą w naszą stronę razem? Przecież raczej się nie znają - zdziwił się Ringo.
-Cześć! - krzyknął do nich Brian.
-No hej, co się stało? - spytała od razu Prudencja.
-Eee - zająknął się. - Nic się nie stało. Może zrobimy sobie dziś wagary, co?- powiedział szybko i rzucił dziwne spojrzenie Stanleyowi.
-Brian! - krzyknęła. - Ogarnij się i powiedz, co oni tam zobaczyli!
-Tam? Tam nic nie ma. Po prostu, no ten - chrząknął. - Chodźcie.
  Yoko zauważyła, że Paul tłumaczy coś Ringo, a ten kiwa lekko głową.
-Yoko! Idziemy do domu - powiedział stanowczo jej brat i pociągnął ją za rękaw.
-Spierdalaj! - krzyknęła, wyrwała mu się i pobiegła w stronę szkoły.
  Podeszła do stojącej wkoło grupy i przepchnęła się. Kiedy zgromadzeni zobaczyli, kto jest między nimi, szturchali się i śmiali głośno. Kiedy wreszcie dotarła pod tablicę, zobaczyła wielkie zdjęcie kobiety o wyjątkowo wydatnych kształtach, błyszczącej opaleniźnie i dość skromnym ubraniu. Skromnym, bo składającym się jedynie z wysokich czerwonych szpilek. A głowę miała... Prudencji. Dziewczyna rozpoznała fragment swojego zdjęcia z Facebooka i uśmiechnęła się pod nosem. 'Serio tyle krzyku o to?' - pomyślała.
-Fajna fotka, ale w rzeczywistości mam mniejsze cycki - powiedziała głośno, by usłyszał ją cały tłum.
  Niektórzy zaśmiali się cicho, inni wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Lizzy nie będzie zadowolona, że jej to nie obeszło - powiedział jakiś chłopak do swojego kolegi.
-Lizzy? - spytała Yoko.
  Chłopak nieśmiało skinął głową, a dziewczyna zobaczyła w niewielkim oddaleniu od całej czeredy wymuskaną głowę rzeczonej dziewczyny.
-Lizzy, ty suko! Mogłaś się lepiej przyjrzeć moim cyckom, bo te na zdjęciu są nawet większe, niż twoje silikony! - krzyknęła do niej.
  Dziewczyna poczerwieniała pod warstwą pudru, a rzesza uczniów z Ringo, Stanem, Brianem, Milesem i Paulem na czele rechotała zgodnie. Yoko przepchnęła się między wszystkimi i zwróciła się do przyjaciół:
-Idziemy czy będziemy tak stać?
-Idziemy, idziemy - odpowiedzieli, wciąż parskając śmiechem.
  Weszli do szkoły, zostawiając za sobą roześmiany tłum i Lizzy, która wyglądała, jakby za moment z jej nosa i uszy miałyby wyjść strużki ciemnego dymu.