wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 36.

  Od spotkania Stanleya i Prudencji w kawiarni minęło już półtora miesiąca. Od tamtej pory ich zachowanie w stosunku do siebie zmieniło się. Zachowywali się wobec siebie bardziej swobodnie, jak przyjaciele. Prudencja nie czuła już tego zakłopotania, które wcześniej zawsze jej towarzyszyło w obecności długowłosego chłopaka. Nie zniknęło całkiem, ale z pewnością się diametralnie zmieniło. Prudencja często siadała razem ze Stanleyem i Ringo w szkole, przy telewizorze lub z nosami w książkach. Stali się sobie bliżsi, ale Yoko bała się tego, co za tym idzie.

  Prudencja siedziała na podłodze, opierając się plecami o swoje łóżko. Jej wielkie zielone oczy ukryte za grubymi szkłami okularów błądziły po kolejnych linijkach książki. Nagle poczuła w kieszeni granatowych dresów wibracje. Odłożyła Norwegian wood na bok i wyjęła telefon. 

Nowa wiadomość od: Stanley

Hej, wpadniesz obejrzeć mecz? U mnie o 18.

Mimowolnie lekko się uśmiechnęła. Odpisała mu tylko:

Okay.

  Spojrzała na zegarek. Ma jeszcze godzinę. Dokończyła rozdział książki i w duchu podziękowała Bogu, że istnieją tacy pisarze, jak Haruki Murakami. Po tej cichej modlitwie wstała i zabrała się za przebieranie. Spojrzała żałośnie na swój dres i westchnęła ciężko. Wyjęła z szafy czerwono- czarne kraciaste rurki i czarną rozpinaną koszulę. Wciągnęła na nogi zielone all stary i wyszczotkowała włosy, zawiązując je w niewielkiego koka. Umyła zęby i zajrzała do gabinetu ojca, który siedział za biurkiem nad stertą teczek i dokumentów.
-Idę do Stana, tato - powiedziała szybko i już miała z wyjść, kiedy zatrzymał ją jego głos.
-Zaraz, zaraz. Przestaje mi się to podobać, że wychodzisz, kiedy chcesz i nie umawiasz się ze mną, o której masz wrócić.
-Nie jestem już mała. Kiedyś nie miałam takich ograniczeń, to i teraz sobie je daruj - westchnęła.
-Bo kiedyś nie miałaś chłopaka - rzucił Mark.
-Nie mam chłopaka - odpowiedziała zniecierpliwiona. - Stanley to przyjaciel.
-Naprawdę wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
-Tak, tato. Wierzę. I przestań ciągle sugerować, że jest inaczej. Czołem!
  Prudencja zbiegła szybko po schodach i narzuciła na ramiona kurtkę. Dni były już ciepłe, ale w wieczór wolała się zaopatrzyć w skórzaną ramoneskę. Wyszła z domu i wkroczyła na leśną ścieżkę.
  Po kilkunastu minutach Prudencja stała naprzeciw dwóch wielkich domów, z których jeden należał do rodziny Stanleya, a drugi do jego stryjecznego brata- Vincenta. Na swoje nieszczęście Prudencja musiała wpaść na drugiego z nich. Vincent wychodził właśnie z podwórza na drogę.
-Kogo ja widzę? - spytał drwiąco. - Ty tutaj? Sama? A do tego w wieczór. Nie boisz się tu tak spacerować?
-Taaak, strasznie się boję. A już szczególnie wtedy, kiedy jestem zmuszona patrzeć na ten twój kretyński uśmieszek - odpowiedziała i ruszyła do bramy dworku Stanleya.
-A więc idziesz do mojego kochanego kuzyna? Czyżby w końcu zabrał się do rzeczy i oczarował cię swoim wdziękiem? A może to ty złapałaś go w swoje sidła? Generalnie to nie ma w tym żadnej różnicy. Oboje jesteście siebie warci - prychnął i odszedł w swoją stronę.
  Prudencja zapukała do drzwi, a po chwili stanął w nich Stanley. Jego burza blond loków była wyjątkowo roztrzepana, jakby dopiero co wstał z łóżka. Na widok Prudencji uśmiechnął się leniwie podnosząc prawy kącik ust i zaprosił ją do środka. 
-Pójdziemy do salonu, okay? Będzie nam się lepiej oglądało na większym telewizorze. Chodź - powiedział i zaprowadził ją do środka. Zdążyli w ostatniej chwili, bo drużyny już wchodziły na stadion. 
-Punktualność, nie ma co  - zadrwił Stan.
-Byłabym wcześniej, gdyby mnie nie zatrzymał twój kochany braciszek - odpowiedziała cicho.
-Braciszek? Chyba nie Mike?
-Mike? Skąd. Chodziło mi raczej o sąsiada.
-Vincent? - Prudencja skinęła głową. - Czego chciał?
-Nie wiem, z nim się trudno dogadać - powiedziała. - I nic już nie mów, bo mecz się zaczął.
  Oglądali razem rozgrywkę, siedząc na dużej kanapie. Prudencja co chwila irytowała się i krzyczała to na sędziego, to na piłkarzy. 
-No jaki faul? Przecież ten symulant sam się przewrócił! Czy ty masz oczy po złej stronie głowy? Nie widziałeś? Kto cię tu zatrudnił, palancie?
  Stanley zaśmiewał się z komentarzy dziewczyny. Zamiast na meczu, skupił się na niej, kiedy wymachując rękami w stronę telewizora, krzyczała na wszystkich zawodników. Drużyna, na którą liczyła przegrywała 2:1. Zakończyła się pierwsza połowa, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Stanley zerwał się z miejsca i poszedł otworzyć.
  Po chwili Yoko usłyszała niezbyt radosny głos chłopaka.
-Babcia? Dziadek? Co tu robicie? - spytał zaskoczony.
-To tak nas witasz? - odpowiedział kobiecy głos z wyrzutem.
-Wejdźcie do środka - zaprosił ich.
  Niedługo potem do salonu wszedł Stan z elegancką siwowłosą kobietą i starszym mężczyzną w brązowej marynarce, ciasno opinającej pokaźnych rozmiarów brzuch. Dziewczyna wstała, a Stanley przedstawił ją.
-Babciu, dziadku to jest Prudencja. A to są moi dziadkowie.
  Dziewczyna podała dłoń każdemu z osobna.
-Prudencja Hartfield. 
-Stanley Carlstone. Senior - zaśmiał się starszy pan. - A to moja żona Frances. 
  Frances Carlstone popatrzyła na dziewczynę z lekkim zgorszeniem. Mogła nim dorównać samej matce Stanleya, która patrzyła na nią w ten sam sposób za każdym razem, gdy ją widziała.
-Bardzo mi miło - odpowiedziała uprzejmie.
-Nam również jest miło cię poznać, Prudencjo - powiedział Stanley senior. - Zaraz, zaraz. Masz na nazwisko Hartfield? Znałem kiedyś pewnego Hartfielda. Był najlepszym przyjacielem twojego ojca, Stan. Miał na imię Mark. Pamiętasz Frances, moja droga?
-Pamiętam, to było wieki temu.
-Może jesteście spokrewnieni? - powiedział, ale jakby nie oczekując odpowiedzi.
-To mój tato - odparła Yoko. 
-Naprawdę? Jaki ten świat mały!
  Stanley junior i Prudencja stali naprzeciw jego dziadków. Dziewczyna wzięła do ręki szklankę z sokiem.
-Więc Prudencja to twoja przyjaciółka, Stanleyu? - spytała jego babcia.
  Yoko wzięła łyk soku, kiedy chłopak odpowiedział:
-To moja dziewczyna.
  Reszta działa się jakby w zwolnionym tempie. Prudencja otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i zakrztusiła się sokiem, który z jej ust wyleciał prosto na sukienkę Frances. Dziewczyna ze szkarłatną twarzą dusiła się od kaszlu, Stanleyowie patrzyli na nią i panią Carlstone, która skrzywiła się jeszcze bardziej, patrząc na swoją kremową sukienkę, upstrzoną wielką plamą soku pomarańczowego. 
-Mama, tato? A co wy tu... Co się dzieje?
  Prudencja wykrztusiła tylko:
-O kurwa.
  Dziadek Stanleya wybuchł gromkim śmiechem, a jego wnuk mu zawtórował. Śmiali się do rozpuku. Prudencja wreszcie przestała kaszleć i patrzyła przerażona na starszą panią. David i Jasmine, rodzice Stana, wpatrywali się w rozgrywającą się na ich oczach scenę. 
-O mój Boże. Przepraszam. Strasznie panią przepraszam, ja... O Boże - wydusiła Prudencja. 
  Stanley, wciąż się śmiejąc, poszedł po coś, by jego babcia wytarła nieszczęsną plamę. Yoko raz po raz przepraszała starszą panią, a rodzice chłopaka stali pół rozbawieni, pół przerażeni.
  Po kilkunastu minutach Frances Carlstone zdołała doprowadzić się do względnego porządku, a Yoko przeprosiła ją po raz kolejny i stwierdziła, że chyba będzie się już zbierać.
-Odprowadzę cię - odpowiedział natychmiast chłopak.
  Prudencja włożyła czarną ramoneskę i wyszła na zewnątrz razem ze Stanleyem.
-Może cię zawieźć? - spytał.
-Nie, dzięki. Przejdę się - odpowiedziała.
-Idę z tobą. Nie będziesz szła sama przez las.
  Dziewczyna westchnęła z irytacją, ale nie protestowała. Szli przez chwilę, nie odzywając się do siebie.
-No i nie wiemy, jak skończył się mecz - przerwał ciszę chłopak.
-Taa, nie wiemy. Przepraszam - powtórzyła dziewczyna po raz kolejny. - Nie chciałam wypluć na twoją babcię soku, ale - odchrząknęła - trochę mnie zaskoczyłeś.
-Zauważyłem, że byłaś zaskoczona, ale nie wiem, z jakiego powodu.
-Nie wiesz, z jakiego powodu? A kto powiedział, że jestem jego dziewczyną? - spytała z wyrzutem.
-A czyją dziewczyną jesteś, jeśli nie moją?
-No to fajnie wiedzieć, że nią jestem. Tylko skąd ten wniosek?
-Jaki wniosek?
-No ten, że jestem twoją dziewczyną - powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo.
-Spędzamy ze sobą dużo czasu, czujemy się ze sobą raczej swobodnie, dużo rozmawiamy, strasznie mi się podobasz i czuję coś w brzuchu, kiedy na ciebie patrzę.
-Może to niestrawność? - zasugerowała.
  Stan zaśmiał się.
-Raczej nie do końca o to mi chodziło. We wszystkich głupich romansidłach piszą o motylach w brzuchu. Kiedyś myślałem, że to wymysł pisarek, ale teraz zwracam honor, bo to jednak prawda.
  Dziewczyna przez chwilę nie wiedziała, jak ma mu odpowiedzieć.
-Myślałam, że jesteśmy dla siebie bardziej jak rodzeństwo - odparła w końcu.
-To rodzeństwo się ze sobą całuje? Pozazdrościć Ringo.
-Głupi jesteś. Wiesz, że nie o to mi chodzi.
-Więc traktujesz mnie jak brata? - spytał.
  Policzki Prudencji zaczerwieniły się mocno, ale nawet w blasku księżyca nie było to zbyt widoczne, za co dziękowała w duchu.
-Sama nie wiem. Po prostu nie wiesz, w co się pakujesz, chcąc być moim chłopakiem.
-No więc wyjaśnij.
-No wiesz, małżeństwo, dzieci.
-Dz-dzieci? - wyjąkał przerażony Stanley.
  Przez chwilę Prudencja szła cicho, ale zaraz wybuchła śmiechem.
-Boże, ale się przestraszyłeś - powiedziała.
-Nigdy więcej tego nie rób - odpowiedział urażony chłopak.
  Znów szli w milczeniu, ale Prudencja wiedziała, że Stan jeszcze nie skończył tego tematu.
Byli już niedaleko domu Yoko, kiedy spytał:
-Chcesz być moją dziewczyną?
-Źle sformułowałeś pytanie. Powinno być: czy chcesz spróbować  być moją dziewczyną?
-Okay. Jeszcze raz: czy chcesz spróbować być moją dziewczyną?
-No dobrze. Chcę. Ale bez rozgłaszania tego całemu światu, okay? Bez trzymania za rączkę, namiętnych pocałunków przy szkolnej widowni i tak dalej. Rozumiesz?
  Stanley odrobinę się zdziwił, ale nie negował jej zdania.
-Skoro tak wolisz, to zgadzam się. Może być bez tego wszystkiego. To znaczy mam nadzieję, że te namiętne pocałunki tylko bez widowni, tak?
-No chyba tak - odpowiedziała, a Stanley mocno wpił się w jej wargi.
-To całe szczęście, moja dziewczyno. 

4 komentarze:

  1. No w końcu! :3 :3

    Jestem ciekawa kiedy Ringo się dowie :3
    A co z Vincentem?


    Awww :3
    Stan i Yoko są razem^^

    Świetnie jak zwykle, powodznia w dalszym pisaniu ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. hehehheheh <3
    no nareszcie to, co tygryski lubią najbardziej!
    choć nie. w sumie to jeszcze nie to ;>>
    Yoko to potrafi się zachować przy ludziach... jak ja XDD

    OdpowiedzUsuń
  3. Stanley to jest MISTRZ, nawet "wpijając się" w usta dziewczyny potrafi powiedizeć coś co nie będzie brzmiało jak "ugyfyghyf"

    Ringo będzie zazdrosny! Pytanie o kogo? Stanley? Prudencja?
    Ogólnie to czekam, aż to zacznie być Pretty Little Liars i wszyscy zacznął dostawać wiadomości od tajemniczego R.

    Ogółem rozdział bardzo mi się podobał, może dlatego, że już od niedzieli krew mnie zalewała kiedy wchodizłam a nic tu nowego nie było. A dzisiaj, taka przyjemność pomiędzy polskim a fizyką. Koniec roku się zbliża! Trzeba walczyć! Codziennie jakiś test albo poprawka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle nas trzymałaś w niepewności, ale warto było poczekać, zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń