Następnego dnia dziewczyna wyszła do szkoły później niż zazwyczaj. Ringo i Stanley ruszyli już przed siebie, a Prudencja biegła za nimi, zapinając równocześnie kurtkę. Kiedy dostatecznie się do nich zbliżyła, zwolniła i odetchnęła ciężko.
-Zaczekajcie - wydusiła - na mnie.
-Punktualność - prychnął Ringo.
-Chyba nie chcesz, żebym ci przypominał, kto spóźnia się prawie codziennie - powiedział Stan, uśmiechając się pod nosem.
Chłopcy i Prudencja rozstali się na parterze, bo Stanley i Ringo musieli wstąpić do toalety.
-I to niby dziewczyny chodzą do łazienki stadami? - krzyknęła za nimi i w tłumie uczniów usłyszała ich śmiech.
Yoko powędrowała schodami na górę, potrącając przypadkiem czyjeś ramię.
-Przepraszam - mruknęła.
-Uważaj, jak chodzisz - usłyszała głos Lizzy i przystanęła. Przewróciła ostentacyjnie oczami i pokręciła głową. Już miała iść dalej, bo za jej plecami zaczęła tworzyć się duża kolejka, ale dziewczyna złapała ją za rękę.
-Puść mnie - zażądała cicho Prudencja.
-Radziłabym ci być milsza - warknęła, wbijając pomalowany na żółto paznokieć w dłoń dziewczyny.
-Daj mi spokój, okay? Ja mam cię gdzieś, ty masz mnie gdzieś, więc jesteśmy kwita. Puszczaj.
-A co to za sprzeczka pomiędzy damami? - za Lizzy i Yoko przystanął Vincent.
Prudencja traciła już resztki cierpliwości.
-Odpierdol się i zabierz tę swoją panienkę, zanim się wkurzę - warknęła Yoko w stronę ciemnowłosego chłopaka, który uśmiechnął się leniwie.
-Już zapomniałem, jaka potrafisz być ostra - mruknął uwodzicielskim głosem, nachylając się do niej.
Yoko poczuła, że Lizzy wzmocniła uścisk.
-Przestań Lizzy - rzucił w stronę wydekoltowanej dziewczyny. - Chyba nie chcesz sobie połamać pazurków na tą sukę.
Prudencja wyszarpnęła rękę i z całej siły przyłożyła Vincentowi otwartą dłonią w twarz. Niczego niespodziewający się chłopak zatoczył się lekko do tyłu, wprost na przerażonych uczniów. Złapał się za czerwieniejący i niewątpliwie piekący policzek.
-Pożałujesz - powiedział i zbliżył się do Prudencji, ale pomiędzy nich nagle wsunął się Ringo. Złapał Vincenta za koszulkę i popchnął go na ścianę.
-Nigdy więcej się do niej nie zbliżaj. Rozumiesz? - wycedził chłopak i puścił Vincenta.
-Chodź, Prudencjo - dziewczyna usłyszała szept Stanleya, który delikatnie pociągnął ją za przedramię.
Dziewczyna posłusznie ruszyła do właściwej klasy w chwili, kiedy zabrzmiał dzwonek. Za nią podążył Stan i Ringo. Wsunęli się do swoich ławek chwilę przed przyjściem nauczyciela. Brian popatrzył zaciekawionym wzrokiem na dziewczynę, ale ta pokręciła delikatnie głową. Vincent i Lizzy nie pokazali się w klasie do końca lekcji.
Po dzwonku Brian zasypał Prudencję pytaniami.
-Dlaczego tak późno przyszliście? I czemu cała wasza trójka miała miny, jakbyście chcieli urwać komuś głowę? Albo jakbyście już to zrobili?
Yoko opowiedziała mu pokrótce, co działo się na przerwie. Kolejne lekcje mijały powoli. Przed ostatnią godziną Stanley zaczepił idącą dziewczynę.
-To jak? O której mam po ciebie przyjechać? - spytał.
Prudencja w pierwszej chwili nie wiedziała, o czym mówi chłopak. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że mieli się dziś spotkać.
-Nie przyjeżdżaj. Powiedz po prostu gdzie mam być i o której.
-Daj spokój, przecież to po drodze - westchnął.
-Pozwól mi być niezależną. Gdzie i o której? - powtórzyła.
-Przyjadę po ciebie.
-Gdzie i o której?
-Pojedziesz ze mną - powiedział z naciskiem.
-Nie będziesz mi rozkazywał. Albo mówisz gdzie i o której, albo możesz zapomnieć o jakimkolwiek spotkaniu - odparła i poszła dalej. Chłopak przeklął pod nosem i ruszył za nią.
-Cholera, ale ty jesteś... - powiedział, kręcąc głową. Podał jej nazwę kawiarni i zaczął wyjaśniać, gdzie się znajduje.
-Znajdę - przerwała mu i zatrzymała się przed drzwiami.
Stanley już miał wejść za nią, kiedy spytała:
-Wchodzisz?
Stanley popatrzył na nią dziwnie i zdał sobie sprawę, że stoi pod drzwiami do damskiej toalety.
-A zapraszasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie, unosząc kącik ust w nikłym uśmiechu.
Yoko popatrzyła na niego spode łba i zamknęła drzwi przed nosem chłopaka.
Stanley
Ona nie przyjdzie. Wiem, że nie przyjdzie. To znaczy mam takie przeczucie. A moje przeczucia rzadko się nie sprawdzają. I tak oto ja, największy kretyn świata, siedzę w tej cholernej kawiarni z idiotyczną nadzieją na to, że zobaczę ją wchodzącą przez drzwi. Specjalnie usiadłem w samym kącie, ale przodem do wejścia. Chciałem od razu zobaczyć jej wielkie oczy okryte za okularami, długie nogi i lekko pochyloną głowę. Boże, jak ta dziewczyna na mnie działała! Ale ja dla niej jestem nikim. Wiem to, bo jest już siedemnasta pięćdziesiąt osiem, a jej nie ma. Jeśli w ciągu tych dwóch minut miałaby się pokazać, to ja jestem Elvis Presley.
O. Mój. Boże. Chyba jednak jestem Elvisem.
***
Prudencja weszła do niewielkiej kawiarni. Panował w niej półmrok, tylko blask małych świeczek na każdym stoliku rozjaśniał pomieszczenie. Ludzi było niewiele. Kilka par siedziało naprzeciwko siebie, rozmawiając. W tle słychać było głos śpiewającej Arethy Franklin.
Dziewczyna od razu go zobaczyła. Miał rozpuszczone włosy i patrzył na nią, jak na zjawę. Zaczerwieniła się odrobinę pod jego spojrzeniem. Była ubrana w granatowe levisy i koszulę w czerwono- czarną kratę. Nie stroiła się specjalnie. Jakby chciała pokazać, że jej nie zależy.
Podeszła do stolika Stanleya, który wstał, czekając aż usiądzie.
-Cześć - powiedziała cicho.
Chłopak odchrząknął i odpowiedział. Po chwili podeszła do nich młoda dziewczyna, podając menu. Zamówili od razu po filiżance herbaty i głośno zastanawiali się nad wyborem ciasta, komentując wszystkie pozycje menu.
-Szarlotka? - spytał Stanley.
-Nie znoszę - odpowiedziała, kręcąc głową.
-Tiramisu?
-Za dużo kawy.
-Torcik czekoladowy?
-Pycha!
Stanley uśmiechnął się i poprosił kelnerkę o dwa kawałki czekoladowego ciasta.
-Wiesz co? - odezwał się Stanley. - Ty to jesteś trochę jak taki czekoladowy tort.
-Pełna kalorii? - spytała obrażonym tonem.
Chłopak zaśmiał się głośno, zwracając uwagę siedzącej nieopodal pary.
-Myślałem raczej o czymś innym. Z zewnątrz nieprzystępna i złośliwa, tak jak ciasto, które sprawia wrażenie gorzkiego i niezbyt smacznego, ale w środku ciekawe i bardzo smaczne.
-Uważasz, że jestem smaczna? - spytała, nie rozumiejąc aluzji.
-Zdecydowanie - odparł i oblizał wagi koniuszkiem języka.
Twarz Prudencji zapłonęła jak bożonarodzeniowe światełka, kiedy zrozumiała, że Stanleyowi chodzi o ich pocałunki.
-Te twoje porównania - westchnęła. - Prawdziwy z ciebie poeta.
-Ze mnie? Pamiętam, jak gdzieś na początku roku zabrałem ci twój zeszyt z wierszami. Byłem trochę niemiły. Pamiętasz?
-Pamiętam. Najpierw mnie potrąciłeś, dzięki czemu wysypały mi się wszystkie książki, a potem nie chciałeś oddać zeszytu.
-To były twoje wiersze? - spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Moje - przyznała cicho.
-Może kiedyś pokażesz mi je z własnej woli?
-Nie sądzę. Nikomu ich nie pokazuję.
-Dlaczego? - zdziwił się.
-Bo są moje - powiedziała, urywając temat.
-Ale pamiętam też, że sobie ze mną poradziłaś.
-Tak? A co ja niby...Już pamiętam. Bolało?
-Kopnęłaś mnie w moje najczulsze miejsce, więc owszem. Bolało - odpowiedział Stanley.
-Zasłużyłeś sobie.
-Tak sądzisz?
-Tak sądzę.
Oboje zaśmiali się i rozmawiali przez długi czas o swoich ulubionych filmach, pisarzach, piosenkach, pijąc kolejne filiżanki herbaty z mlekiem. W końcu poza nimi w kawiarni nie było już nikogo. Podeszła do nich kelnerka, oznajmiając:
-Przepraszam państwa, ale za dziesięć minut zamykamy.
-Tak szybko? - spytał Stanley.
-Szybko? Jest za piętnaście dziesiąta, proszę pana.
Prudencja i Stan równocześnie spojrzeli na swoje zegarki.
-Oj, trochę się zasiedzieliśmy.
Stan zapłacił rachunek i oboje wyszli na chłodne powietrze.
-Pozwól mi chociaż się odwieźć - poprosił chłopak i otworzył Yoko drzwi samochodu.
Jechali, wciąż rozmawiając. W końcu zatrzymali się pod domem dziewczyny. Prudencja zastanawiała się, czy ma na pożegnanie go pocałować, czy po protu wysiąść. Jej rozmyślania przerwał nachylający się nad nią Stanley, który mruknął cicho:
-Dziękuję, że przyszłaś.
I pocałował ją delikatnie w policzek. Nie wiedział, co do niego czuje dziewczyna, więc nie chciał jej do siebie zrazić. Zdziwił się jednak, kiedy przywarła do niego swoimi ustami. Pocałowała go mocno, zaskakując go. Zdążył tylko poczuć kolczyk na jej języku, kiedy przerwała pocałunek i wysiadła z samochodu.
Dziewczyna od razu go zobaczyła. Miał rozpuszczone włosy i patrzył na nią, jak na zjawę. Zaczerwieniła się odrobinę pod jego spojrzeniem. Była ubrana w granatowe levisy i koszulę w czerwono- czarną kratę. Nie stroiła się specjalnie. Jakby chciała pokazać, że jej nie zależy.
Podeszła do stolika Stanleya, który wstał, czekając aż usiądzie.
-Cześć - powiedziała cicho.
Chłopak odchrząknął i odpowiedział. Po chwili podeszła do nich młoda dziewczyna, podając menu. Zamówili od razu po filiżance herbaty i głośno zastanawiali się nad wyborem ciasta, komentując wszystkie pozycje menu.
-Szarlotka? - spytał Stanley.
-Nie znoszę - odpowiedziała, kręcąc głową.
-Tiramisu?
-Za dużo kawy.
-Torcik czekoladowy?
-Pycha!
Stanley uśmiechnął się i poprosił kelnerkę o dwa kawałki czekoladowego ciasta.
-Wiesz co? - odezwał się Stanley. - Ty to jesteś trochę jak taki czekoladowy tort.
-Pełna kalorii? - spytała obrażonym tonem.
Chłopak zaśmiał się głośno, zwracając uwagę siedzącej nieopodal pary.
-Myślałem raczej o czymś innym. Z zewnątrz nieprzystępna i złośliwa, tak jak ciasto, które sprawia wrażenie gorzkiego i niezbyt smacznego, ale w środku ciekawe i bardzo smaczne.
-Uważasz, że jestem smaczna? - spytała, nie rozumiejąc aluzji.
-Zdecydowanie - odparł i oblizał wagi koniuszkiem języka.
Twarz Prudencji zapłonęła jak bożonarodzeniowe światełka, kiedy zrozumiała, że Stanleyowi chodzi o ich pocałunki.
-Te twoje porównania - westchnęła. - Prawdziwy z ciebie poeta.
-Ze mnie? Pamiętam, jak gdzieś na początku roku zabrałem ci twój zeszyt z wierszami. Byłem trochę niemiły. Pamiętasz?
-Pamiętam. Najpierw mnie potrąciłeś, dzięki czemu wysypały mi się wszystkie książki, a potem nie chciałeś oddać zeszytu.
-To były twoje wiersze? - spytał wyraźnie zaciekawiony.
-Moje - przyznała cicho.
-Może kiedyś pokażesz mi je z własnej woli?
-Nie sądzę. Nikomu ich nie pokazuję.
-Dlaczego? - zdziwił się.
-Bo są moje - powiedziała, urywając temat.
-Ale pamiętam też, że sobie ze mną poradziłaś.
-Tak? A co ja niby...Już pamiętam. Bolało?
-Kopnęłaś mnie w moje najczulsze miejsce, więc owszem. Bolało - odpowiedział Stanley.
-Zasłużyłeś sobie.
-Tak sądzisz?
-Tak sądzę.
Oboje zaśmiali się i rozmawiali przez długi czas o swoich ulubionych filmach, pisarzach, piosenkach, pijąc kolejne filiżanki herbaty z mlekiem. W końcu poza nimi w kawiarni nie było już nikogo. Podeszła do nich kelnerka, oznajmiając:
-Przepraszam państwa, ale za dziesięć minut zamykamy.
-Tak szybko? - spytał Stanley.
-Szybko? Jest za piętnaście dziesiąta, proszę pana.
Prudencja i Stan równocześnie spojrzeli na swoje zegarki.
-Oj, trochę się zasiedzieliśmy.
Stan zapłacił rachunek i oboje wyszli na chłodne powietrze.
-Pozwól mi chociaż się odwieźć - poprosił chłopak i otworzył Yoko drzwi samochodu.
Jechali, wciąż rozmawiając. W końcu zatrzymali się pod domem dziewczyny. Prudencja zastanawiała się, czy ma na pożegnanie go pocałować, czy po protu wysiąść. Jej rozmyślania przerwał nachylający się nad nią Stanley, który mruknął cicho:
-Dziękuję, że przyszłaś.
I pocałował ją delikatnie w policzek. Nie wiedział, co do niego czuje dziewczyna, więc nie chciał jej do siebie zrazić. Zdziwił się jednak, kiedy przywarła do niego swoimi ustami. Pocałowała go mocno, zaskakując go. Zdążył tylko poczuć kolczyk na jej języku, kiedy przerwała pocałunek i wysiadła z samochodu.
Shippuje Stanleya i Ringo STANGO albo RINLEY ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ^ - ^
OdpowiedzUsuńA ja shippuje Yoley ( Yoko i Stanley) :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że wkońcu między nimi do czegoś dojdzie.
Rozdział jak zwykle świetny, z niecierpliwością czekam na następny :)
Genialny rozdział nie mogę się doczekać następnego :*
OdpowiedzUsuń/A
Hej chciałabym cię poinformować o blogu, który przypadkiem (taa jasne) jest bardzo podobny do twojego, lepiej to sprawdź.
OdpowiedzUsuńhttp://musicinloneliness.blogspot.com/
Dzięki. To już drugi i to przestaje być śmieszne, a zaczyna być coraz bardziej irytujące. Ludzie, wymyślcie coś własnego!
UsuńSorry, ale to jest MÓJ blog i napewno nie ukradłam pomysłu Dominiki. Po prostu wymyśliłam własny pomysł, ale jeżeli jest podobny do tego bloga no to przepraszam. I nie, moje opowiadanie nie jest kradzione.
UsuńZ ciekawości weszłam na twojego bloga i powiem, że jest absolutnie zerżnięty z tego. Tak, nie jest kopiowany, no ale... zaczyna się identycznie! Piękna dziewczyna (ma nawet czerwone włosy!), ma zespół, mieszka w Londynie, wpatruje się w nią para oczu, jak dobrze że nie zielone, tylko brązowe, uff, więc tego już nie można dodać do kradzieży. Ja pierdzielę, nawet mówi to samo, co Yoko.
UsuńDobra, czytam dalej... Alyssa ma brata bliźniaka! Lubi stare zespoły (wnioskuję z The Rolling Stones)! >>
Koło Alyssy wolne miejsce XD czekam na chłopaka, który się spóźni i siądzie koło niej.
Nie zawiodłam się.
Dobra, dalej już nie chce mi się czytać. W sumie nie jest nawet twój blog, ale musiałam się wypowiedzieć, bo jak ja nienawidzę kopiowania :):):):) ja... nie wyrażę się.
Przepraszam za ten wywód, ale jak się nie wypowiem, to nie będę sobą XDD
Cudownie , pięknie, romantyczne i śmiesznie ^^ :* .Piszesz super :) . Nie mogę wyrazić w słowach jak bardzo zarąbisty jest ten blog :* .
OdpowiedzUsuńCzekam na next, życzę dalszej weny.
I shippuje Yoley ( Yoko i Stanley ) ~nazwę ( chyba )wymyśliła Julia Duma w kom powyżej :) .
To jest genialne czytam twojego bloga od początku i nigdy się nie zawiodłam jesteś bezbłędna
OdpowiedzUsuńSkoro wszyscy kogoś "szipują" to ja napisze swój oryginalny shipp Yoko i Ringo Yongo albo Riko. Jaime i Ceresei mogą Quicksilver i Scarlett Witch mogą, to czemu by nie oni? też bliźniaki.
OdpowiedzUsuńKazirodczych związków nie planuję, ale każdy ma swój gust :D
UsuńNa mój gust napewno byłoby to ciekawe X'D
Usuń