sobota, 3 października 2015

Epilog

-To będziesz dzisiaj? Zrobimy klimacik i wszyscy sprawdzimy równocześnie. Okay?
-Okay, będę za piętnaście minut. Szykuj strawę, kobieto.
-Jasne, jasne. Do zobaczenia.
  Prudencja odłożyła telefon i uśmiechnęła się do siebie. Wstała z łóżka i wyjrzała za okno. Był już wieczór. Westchnęła, poprawiła okulary i wyszła z pokoju, zaglądając do pokoju brata.
-Stanley będzie za piętnaście minut, zbieraj się.
-Już schodzę - mruknął Ringo i poszedł za siostrą.

  Kilkanaście minut później cała trójka siedziała już przed telewizorem w salonie. Na stoliku przed nimi stała butelka wina i trzy kieliszki z ciemnoczerwonym napojem.
-Dlaczego nie sprawdzimy tych wyników od razu? - spytał nagle Stan, przerywając ciszę.
-Właśnie. Ja chcę wiedzieć, czy dostałem się na studia, Yoko. Ty też. I nie wiem, dlaczego z tym zwlekamy.
-Prudencjo, to dla nas ważne. Wiem, że chciałaś, żebyśmy sprawdzili te wyniki równocześnie. No więc siedzimy tu we trójkę i przynajmniej dwoje z nas zastanawia się, dlaczego, do cholery, jeszcze tego nie zrobiliśmy - powiedział Stan nieco naglącym tonem.
-Chłopaki, bo ja... No ja się boję, że mnie nie przyjęli - mruknęła cicho i schowała twarz w dłoniach. Stanley położył dłoń na jej plecach i powiedział cicho:
-Serio? Dlatego tyle zwlekamy? Dopóki nie sprawdzisz tych wyników, będziesz myśleć, że cię nie przyjęli. Bądź tak dobra i pozwól nam to wreszcie zrobić.
-Yoko, jesteś nienormalna - wtrącił zdenerwowany Ringo. - Ty się martwisz, że ciebie nie przyjęli? A co ja i Stan mamy ci na to powiedzieć? Po prostu to sprawdźmy, robisz wielkie halo z niczego.
  Chłopak wyjął telefon. Po chwili Prudencja podniosła głowę i zrobiła to samo. Stanley poszedł za ich przykładem i siedzieli we trójkę w ciszy, stukając w ekrany. Kilka sekund później na każdej twarzy zagościło wiele emocji.
-City - powiedział w końcu Ringo.
-UCL - wydusiła Prudencja.
-Uniwersytet w Liverpoolu - zakończył Stan, a oczy pozostałej dwójki zwróciły się na niego.
-Nie - powiedział Ringo.
-Tak - odparł cicho Stan.
-Zostawiasz nas? - spytała Prudencja, ale po głowie kołatała jej się inna myśl: 'Zostawiasz mnie?'.
-Liverpool nie jest tak daleko. To tylko dwie godziny pociągiem.
-I cztery samochodem - dodał Ringo.
-Grunt, że wszyscy jesteśmy przyjęci - powiedział Stan.
-No tak. To prawda. To co oglądamy? - spytała Yoko, próbując zamaskować swoje rozczarowanie przesadnie słodkim głosem.
-Nie wiem. Stan, rób losowanie.
  Chłopcy wybrali film Transporter, a siedząca między nimi Prudencja nagle wstała.
-Zaraz wracam - rzuciła i poszła do kuchni. Ciche stukanie jej panterkowych kapci poniosło się echem po pomieszczeniu. Kiedy dziewczyna była pewna, że nikt jej już nie widzi, oparła głowę o zimny blat. Zacisnęła mocno powieki. 'Tak musiało być' - pomyślała. 'Zawsze myślę, że będzie okay, a wszystko musi się zepsuć. On tego nie rozumie. Stanowi jest wszystko jedno. Ale mnie nie'.
  Dziewczyna potarła oczy pod okularami i sięgnęła do zamrażarki po opakowanie lodów czekoladowych. Wzięła łyżeczkę i wróciła ze swoim zestawem do salonu, siadając między bratem a chłopakiem.
-Widzę, że coś nam przyniosłaś - odezwał się Stan.
-Spadaj, mam mało.
-Mało? Ty masz litr lodów, dziewczyno - powiedział z niedowierzaniem Ringo.
-Czyli akurat dla mnie - wzruszyła ramionami i zdjęła wieczko z małego wiaderka lodów. Wbiła łyżkę w zamarzniętą skorupę i zaczęła rozkoszować się zimną czekoladą, oglądając film.
-Więc się nie podzielisz? - zaczął brat.
-Zamknij się, oglądam film.
-Te lody są niezdrowe. Same konserwanty, te sprawy.
-Wiem, dlatego o was dbam i jem je sama.
-Ale my też chcemy wziąć na siebie ten ciężar - powiedział Stan.
-Dam radę, serio.
-Ale od nich będziesz gruba. Znaczy grubsza, niż jesteś teraz - powiedział Ringo.
-Spierdalaj,
-Widzisz? Już ci rośnie tkanka tłuszczowa - wyszeptał konspiracyjnie Stan i zaczął wbijać lekko palec w brzuch Yoko.
-Przestań, zabieraj tę rękę! - zdenerwowała się.
-Ringo, ja już ją widzę po zjedzeniu tych lodów. Prudencja Big Mama. Modelka XXL - mówił Stanley, patrząc w dal, jakby widział szeroką przyszłość.
-Jebcie się. Mój tłuszcz, moja sprawa.
-Jak to twoja? A co ze mną? - spytał Stan.
-Jak to: co z tobą?
-No jesteś moją dziewczyną, więc to też moja sprawa.
-Może kiedy zostanę Prudencją Big Mama, to już wcale nie będę twoją dziewczyną - zdenerwowała się Yoko.
-Hola, hola! Przestańcie. Prudencjo, przecież wiesz, że tylko żartujemy - powiedział pojednawczo Ringo.
-Okropnie śmieszne - powiedziała dziewczyna i już do końca filmu nie odzywała się do chłopaków.
  Dwie godziny później seans dobiegł końca. Yoko zdawała się nie widzieć, że na ekranie pojawiły się napisy końcowe i nadal jadła resztę swoich roztopionych lodów. Stan i Ringo porozumiewali się bez słów nad głową dziewczyny, po czym brat dziewczyny zostawił ich samych.
-Nadal jesteś obrażona?
-Nie wiem, o co ci chodzi.
-Nie zachowuj się jak typowa dziewczyna.
-Ale ja jestem dziewczyną.
-Ale nie taką.
-A jaką?
-Jesteś moją dziewczyną.
-I to do czegoś zobowiązuje?
-Oczywiście.
-Tak? Do czego na przykład?
-Do mówienia prawdy.
-Nieprawdopodobne.
-Prudencjo.
-Stan.
-Nie zachowuj się tak.
-Jak?
-Jakbyś miała okres.
-Skąd wiesz, że nie mam?
-W sumie to nie wiem.
-No widzisz.
-Więc co cię gryzie?
-Mnie? Nic.
-Serio? A mnie się wydaje, że jednak coś jest na rzeczy.
-A dlaczego się tak panu wydaje?
-Bo pani mnie właśnie niemiłosiernie wkurwia swoim zachowaniem, mówiąc, że wszystko jest okay, kiedy ja widzę, że coś się stało i nie ma to związku z dokuczaniem ci.
-Skoro jesteś taki wszechwiedzący, to musisz też mieć świadomość, że wszystko jest w porządku.
-Tak twierdzisz?
  Prudencja skinęła głową.
-Tak twierdzę.
  Stanley westchnął ciężko.
-Masz jeszcze lody? - spytał.
-Skończyły się.
  Chłopak niespodziewanie zbliżył się do Prudencji i końcem języka przejechał po kąciku jej warg.
-Weź, jesteś obrzydliwy - odsunęła się.
-Miałaś tam trochę czekolady - usprawiedliwił się.
-To trzeba było to po ludzku wytrzeć - warknęła, na co Stan przetarł kciukiem po jej ustach.
-Tak lepiej? - spytał i wyjął z jej rąk puste pudełko lodów, które położył na stole.
-No, lepiej. Sorry, Stan, ale chce mi się spać, więc...
-Więc mam sobie pójść?
-No na to wygląda.
-No to wiedz, że nie pójdę stąd, dopóki mi nie powiesz, co się z tobą dziś dzieje. To przez ten Liverpool, prawda?
  Po chwili ciszy Prudencja nagle wybuchła.
-Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś, że wybierasz się do Liverpoolu? Wiedziałeś, że wszyscy myślą, że składałeś do City. I jakoś nie przyszło ci do głowy, żeby nas uświadomić. Zrobiłeś to specjalnie? Chciałeś mnie tak zaskoczyć, prawda? Myślałam, że w końcu mam kogoś, na kim mogę polegać. Że jest ci ze mną tak dobrze, jak mi jest z tobą. Tego jednego byłam pewna. I co się okazało? Że masz mnie gdzieś i wyjeżdżasz sobie na studia dwieście mil stąd. Dzięki, Stan, że uświadomiłeś mi, jak bardzo ci na mnie zależy - skończyła i wstała, kierując się na górę do swojego pokoju.
-Prudencjo, poczekaj! Właśnie dlatego ci nie mówiłem od razu. Bałem się tej reakcji. Ale jak możesz mówić, że mam cię gdzieś? To chyba dla ciebie te miesiące nic nie znaczyły, skoro te dwieście mil to dla ciebie koniec. Prudencjo ja.. No wiesz... Ja cię chyba - zająknął się. - Znaczy nie: chyba. Ja na pewno. Znaczy ja cię kocham. Ale dla ciebie nawet te słowa nic nie znaczą - powiedział Stanley i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.


Koniec części pierwszej.

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 42.

  Kiedy Stanley pocałował Prudencję, wszyscy wlepili wzrok w ich dwójkę. Chłopcy zamilkli w ciągu sekundy, bo chociaż Matt, Rob i Dick znali prawdę, to Ringo nie miał o niczym pojęcia. Pete podniósł się do pozycji półleżącej. Stan oparł nogi między nogami Yoko, a dziewczyna trzymała włosy chłopaka z jednej strony jego głowy. Po jakimś czasie odezwał się brat dziewczyny.
-O kurwa.
  W końcu pijany Stanley odkleił się od dziewczyny i oboje podnieśli się.
-Sorry, stary. Chyba powinniśmy byli powiedzieć ci o tym wcześniej - mruknął Stan.
-Wcześniej? - spytał z niedowierzaniem Ringo. - To znaczy, że to już trwa od jakiegoś czasu? Że wy? Znaczy... no wiesz. Jesteście razem i nic mi nie powiedzieliście? Moja siostra i najlepszy kumpel? - Ringo wstał. Stanley poszedł za jego przykładem i również się podniósł.
-Słuchaj, Ringo. My po prostu...
-Nie, zaczekaj, Stan - odezwała się Yoko, podchodząc do brata. - Ja chciałam tajemnic, więc teraz mam za swoje. Słuchaj, Ringo. Głupio wyszło. Mieliśmy ci o tym powiedzieć po urodzinach. Nie wiem, dlaczego. Po prostu nie chciałam od razu lecieć z wiadomością do całego świata, że Stan i ja jesteśmy razem.
-Ale mi nie chodzi o wiadomości do całego świata, do cholery. Chodzi mi tylko o to, że nie powiedziałaś tego mi - powiedział spokojnie Ringo.
-Przepraszam. Tylko tyle mogę ci teraz powiedzieć.
-W dupę sobie wsadź swoje przeprosiny, siostrzyczko - odparł cicho.
-Hej, nie odzywaj się tak do niej - zaprotestował Stan i stanął przed Prudencją.
-Nie mów mi, jak mam się do niej odzywać. To nie jest twoja sprawa.
-Wiesz co, Ringo? Masz do nas pretensje, że jesteśmy razem, bo jesteś po prostu zazdrosny. Bo ty nie masz nikogo i boisz się, że ja i Yoko odwrócimy się od ciebie. I właśnie dlatego uważam, że jesteś zdrowo popierdolony. Bo Yoko to twoja siostra, a ja jestem twoim kumplem i sądziłem, że to znaczy dla ciebie trochę więcej. Czy w ogóle zauważyłeś, że od miesiąca ze sobą jesteśmy? - spytał. - No właśnie. Nie zauważyłeś. Czyli na dobrą sprawę nic się dla ciebie nie zmieniło. Więc o co ci tak naprawdę chodzi, co?
-Mam gdzieś te twoje wynurzenia. Sądzę, że oboje ze sobą długo nie wytrzymacie.
-Sądzisz tak, bo jesteś zazdrosny o mnie, tak? Bo jesteś gejem, prawda? - spytał wreszcie Stan i nawet nie zauważył kiedy pięść Ringo wylądowała na jego policzku. Blondyn nie spodziewając się ataku, zatoczył się do tyłu i o mało nie upadł razem z Prudencją.
-Pojebało cię? - krzyknęła Prudencja.
  Stan trzymał się za zraniony policzek, ale nie skończył jeszcze rozmowy.
-Miałem rację, prawda? Jesteś gejem i wstydzisz się o tym powiedzieć. Sądzisz, że jesteś przez to gorszy? Mój ty biedny cierpiętniku - zadrwił.
-Zamknij się - powiedział Ringo jeszcze ciszej, niż zwykle. - Nie jestem gejem. A nawet gdybym był, to z pewnością nie był bym zazdrosny o ciebie. Nie wiem, skąd ci to przyszło do głowy.
 Yoko, Stan i Ringo stali naprzeciwko siebie bez słowa. Reszta wlepiała w nich wzrok, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu odezwała się Prudencja.
-Chłopaki - zwróciła się do Matta, Roba i Dicka. - Chyba będzie lepiej, jeśli już pojedziecie.
-Jesteś pewna? - spytał z wahaniem Dick. - Może jednak odprowadzimy was i...
-Nie, Dick. Weźcie Pete'a i wracajcie do domu. My musimy sobie coś wyjaśnić. - odparła stanowczo.
-Eee no okay. Chłopaki, idziemy. Tylko błagam, nie pozabijajcie się tutaj.
  Kiedy cała czwórka ich opuściła, zapanowała niezręczna cisza, którą wreszcie przerwała Yoko.
-No więc tak. Stanley i ja jesteśmy ze sobą od jakiegoś miesiąca. Nikt o tym nie wiedział. No może oprócz kilku osób, które dowiedziały się przypadkiem. Mieliśmy nie mówić nikomu, bo ja tak chciałam, Ringo. Stan wolał ci powiedzieć, ale ja...
-Prudencjo - przerwał jej Stan. - Nie bierz całej winy na siebie. Przecież...
-Zamknij się - ucięła Yoko. - Moja wina. I tyle. Przepraszam, Ringo. Ale to dla ciebie chyba żadna różnica czy jesteśmy razem, czy osobno, bo ja wciąż jestem twoją siostrą, a Stanley najlepszym kumplem. Prawda? - spytała z wahaniem.
-Ja... No okay. Ja też przepraszam. Sorry, stary, za... no wiesz - powiedział Ringo i wskazał policzek Stana. - Będziesz mógł mi się kiedyś odwdzięczyć- zaśmiał się. Stanley uśmiechnął się szeroko i niespodziewanie zamachnął się i uderzył przyjaciela w szczękę.
-Stan, do cholery! - krzyknęła Yoko. - Co to było?
-Okay, należało mi się - powiedział cicho Ringo. - Teraz jesteśmy kwita. Ale skąd ci przyszło do głowy, że jestem gejem? Pojebało cię? Przecież nieraz mnie widziałeś z dziewczynami.
-No tak, ale myślałem, że to taka przykrywka.
-Ja pierdolę, ale ty jesteś nienormalny - pokręcił głową Ringo.
-No więc już wszystko okay? Dzieciaczki się pogodziły? To teraz podajcie sobie ręce i wracamy do domu.
  Chłopcy popatrzyli na Prudencję i zaśmiali się.
-Powiedziałam: podajcie sobie ręce. Już - zagroziła.
  Stan i Ringo podali sobie dłonie, a Prudencja wydawała się być usatysfakcjonowana.
-Wracamy? - spytała.
-Jasne - potwierdzili chłopcy i ruszyli przez ciemną noc.
  Kiedy znajdowali się już pod domem Ringo i Yoko Stanley chciał się z nimi pożegnać.
-Chyba nie będziesz wracał? - spytał zdziwiony Ringo. - Znajdzie się przecież dla ciebie miejsce w salonie. Ewentualnie w łóżku Prudencji.
-Ringo, ty świnio! - zaprotestowała Yoko i pacnęła brata w ramię.
-No co? Chyba mi nie powiesz, że wy nic?
-Nawet jeśli, to nic ci do tego. Zajmij się lepiej swoimi panienkami.
  Chłopcy wymienili spojrzenia i uśmiechnęli się kpiąco. Prudencja pokręciła głową i otworzyła drzwi.
-Ja zajmuję łazienkę na górze! - krzyknęła dziewczyna i pobiegła po schodach. Chwilę później chłopcy usłyszeli trzaśnięcie drzwi łazienkowych.
-Wiesz, gdzie jest druga łazienka. Ja poczekam. Jak chcesz pić, jeść, czy cokolwiek, to sam sobie szukaj. Dobranoc, stary - mruknął Ringo i poszedł śladem swojej siostry.

  Około trzeciej w nocy Prudencja wciąż nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok i wreszcie stwierdziła, że jest głodna. Założyła okulary i boso zeszła po omacku na dół. Zaświeciła światło na okapie i cicho, żeby nie zbudzić Stanleya śpiącego obok, otworzyła lodówkę. Wyjęła dwie średniej wielkości marchewki i karton z mlekiem. Obrała warzywa, pokroiła je na ćwiartki i włożyła do miseczki. Następnie nalała mleka do kubka i usiadła na stołku przy blacie, zabierając się za swoją bardzo późną kolację lub wyjątkowo wczesne śniadanie. Przy okazji potrąciła stojącą obok szklankę, która zagrzechotała głośno o kamienny blat.
-Kurwa - mruknęła do siebie, kiedy Stan zachrapał głośno. Wzięła do ręki pierwszą marchewkę i chrupała cicho. Kiedy miseczka stała się pusta, sięgnęła do lodówki po kolejne. Obierała właśnie pierwszą z nich, kiedy z salonu wyszedł zaspany Stanley. Miał mocno rozczochrane włosy i nic na sobie, poza bokserkami w niebieskie pasy.
-Zbudziłam cię? - spytała Yoko.
-Nie, wcale - zaśmiał się cicho Stan.
-Przepraszam, byłam głodna - tłumaczyła się.
-Głodna o trzeciej nad ranem?
-O trzeciej nad ranem wszystko smakuje lepiej - odparła. - No tak, zawsze chciałam spytać jakiegoś chłopaka o takie bokserki.
-Co jest z nimi nie tak? - spytał, siadając na jednym ze stołków.
-Są prawie jak spodenki, no nie? Więc jakim cudem mieszczą się pod spodniami?
-Kochana, uwierz mi, że takie bokserki to nic w porównaniu z innymi rzeczami, które muszę zmieścić w spodniach - odparł z dwuznacznym uśmiechem.
-Boże, faceci to serio świnie - powiedziała i wróciła do obierania marchewek.
-Mówił ci już ktoś, że w tej koszuli nocnej wyglądasz strasznie seksownie? - spytał Stan i napił się mleka z kubka Prudencji.
-Wydaje mi się, że nikt nie miał okazji - odpowiedziała.
  Stanley pił mleko i przyglądał się Yoko w cienkiej pudrowej koszuli nad kolano z krótkimi rękawami.
-Żaden facet nigdy nie widział cię w pidżamie? - spytał zdziwiony.
-Tato i Ringo widzieli.
-Wiesz, że nie o to pytam.
-A o co? - spytała i odwrócił się do Stana, podgryzając marchewkę.
-No wiesz. Chodzi mi raczej o kogoś, kto nie jest z tobą spokrewniony - odparł z kłopotliwym uśmiechem.
-Dlaczego nie spytasz wprost? - zwróciła się do niego Yoko.
-Teraz ja nie nadążam - powiedział Stan, odrzucając do tyłu włosy.
-No dlaczego nie pytasz po prostu, czy ktoś miał okazję widzieć mnie raczej bez pidżamy. I ogólnie.. bez.
-Do czego zmierzasz?
-Do tego, co ty.
-Czyli?
-No przecież wiem, że chciałeś spytać, czy ja... - urwała.
-Czy ty?
-No czy ten...
-Ten?
-No wiesz.
-No nie.
-Stanley.
-Prudencjo?
-Nie utrudniaj...
-Ale ja nie wiem, o czym ty mówisz.
-No przyznaj, że chciałeś mnie spytać, czy ja kiedyś...
-Czy ty co? - spytał coraz bardziej zaintrygowany.
-No czy seks z kimś uprawiałam - odpowiedziała donośnym szeptem.
  Stan popatrzył na nią jak na wariatkę i zaczął się śmiać.
-Cicho, bo ich obudzisz! I z czego się tak śmiejesz? - spytała obrażona.
-Naprawdę nie mogło ci przejść przez usta słowo seks? Przyznaję, że myślałem o tym, ale nie chciałem cię tak po prostu pytać. Ale jeśli chcesz mi powiedzieć, to...
-Więc nie chciałeś mnie o to spytać teraz?
-No nie wprost, ale jeśli jesteśmy już przy tym temacie, to wiesz. Możesz mi odpowiedzieć.
-Czyli chciałbyś wiedzieć?
-To chyba logiczne. W końcu jesteś moją dziewczyną. Na początku, zanim cię jeszcze dobrze poznałem wydawało mi się jasne, że musiałaś mieć już wielu chłopaków.
-Uważałeś, że jestem łatwa?
-Aż tak chyba nie. Później jednak zmieniłem zdanie, bo zastanawiałem się, jak jakiś chłopak miałby z tobą wytrzymać dłużej niż kilka minut. Ale potem zaczęliśmy ze sobą chodzić i byłaś taka niewinna, że nie posądziłbym cię o takie rzeczy jak seks, ale teraz dowiedziałem się, że chodziłaś dość długo z Pete'm, a on mi nie wygląda na świętoszka. Tak więc w chwili obecnej nie mam pojęcia, jak to z tobą jest.
-Jezu, jakie to krępujące - powiedziała Prudencja i ukryła twarz w dłoniach.
-Jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj. Sam sprawdzę.
-Ty obrzydliwa istoto, zwana facetem. Jestem dziewicą. Boże, powiedziałam to - mruknęła do siebie.
-Jesteś?
-No jestem.
-Naprawdę?
-Nie, na niby. Naprawdę, kretynie.
-Więc ty i Pete nic?
-Nic.
-Rączki przy sobie?
-W pewnym sensie.
-W pewnym sensie?
-Nic poniżej pasa.
-Całe szczęście - mruknął Stan i nachylił się nad Yoko, całując ją w szyję.
-Lepiej idź już spać - powiedziała do niego Prudencja i sięgnęła po marchewkę.
-Ja zaraz pójdę, a ty? Może wskoczysz do mnie?
  Dziewczyna tylko popatrzyła na niego wymownie i pokręciła głową. Stan cmoknął ją w czubek głowy i wrócił do salonu. Kanapa skrzypnęła pod jego ciężarem i zapadła cisza. Pięć minut później Prudencja skończyła swoje marchewki, popiła mlekiem i wstawiła naczynia do zmywarki. Wypłukała usta wodą, żeby pozbyć się nieciekawego smaku mleka, zgasiła światło i po chwili zastanowienia zamiast na górę do swojego pokoju, udała się do salonu. Przeszła na palcach przez pomieszczenie i odchyliła lekko koc, pod którym leżał Stan.
-Suń się - mruknęła i położyła się przodem do Stanleya, który zaśmiał się cicho i przytulił do siebie.
-Wiedziałem, że przyjdziesz - wyszeptał. - I możesz zdjąć okulary? Oprawki wbijają mi się w ciało.
-Przepraszam - mruknęła i odłożyła okulary na stół.
-To może skorzystamy z tego, że jesteśmy tu sami i...
-Na górze jest mój tato i brat. A poza tym nic do ślubu.
-Całkiem nic?
-Znaczy nie wiem, ale na pewno jeszcze nie teraz.
-I nie ze mną? - spytał smutnym głosem chłopak.
-Nie o to chodzi. Jesteśmy ze sobą krótko, ale jak dla mnie jest okay. Bardzo okay. Tylko to jeszcze nie teraz. Może uznasz, że jestem cnotką, ale to dla mnie ważne.
-Rozumiem, Yoko. Mnie też jest z tobą dobrze - szeptał w jej włosy, przesuwając jedną dłonią wzdłuż jej pleców. - I jeśli jeszcze nie chcesz, to nie.
  Przez chwilę nie odzywali się do siebie. Każde z nich było zatopione w swoich myślach. Po chwili odezwała się Prudencja.
-Ale seks to nie wszystko, prawda?
-Prawda, Yoko, prawda - odparł sennie chłopak.
  Prudencja pocałowała Stana w tors i w szyję. Odgarnęła jego włosy i przesunęła ręką po napiętym brzuchu. Westchnął cicho i pozwolił, by dziewczyna wytyczała ścieżki na jego ciele. Spacerowała palcami po jego nagiej klatce i pocałowała go w usta. Stan objął ją w pasie ramionami, aż jej koszula odchyliła się nieco.
-Hej - oderwała się od Stana i zaprotestowała cicho. - Nie mam nic pod spodem.
-Fajnie wiedzieć - westchnął i zjechał ręką aż do jej odkrytej nogi, na co pisnęła cicho. - Uwielbiam cię, Yoko - wyszeptał w jej szyję i zasnęli przytuleni do siebie.

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdzia 41.

  Od spotkania Prudencji i Stanleya mijały kolejne dni. Urodziny dziewczyny i jej brata zbliżały się wielkimi krokami. Przez cały tydzień poprzedzający piątek Stan zachowywał się w szkole nadzwyczaj dziwnie. Podczas długich przerw siadał z Ringo i Yoko na trawie obok szkoły, ale wciąż był nieobecny duchem. Zazwyczaj opierał się o pień drzewa i zakładał słuchawki. Nucił jakąś piosenkę, a kiedy myślał, że nikt go nie widzi, układał palce w różne akordy, jakby pociągał za struny gitary. W środowe przedpołudnie, kiedy siedzieli jak zwykle w cieniu drzewa, Prudencja spytała:
-Czego ty tam ciągle słuchasz? - i nachyliła się do niego, wyciągając dłoń po słuchawkę.
-Ej! - oburzył się Stan i odsunął jej rękę.
-Jezu, Stan! - powiedziała z wyrzutem. - Zachowujesz się gorzej, niż ja podczas okresu.
-Bardzo śmieszne - odpowiedział i ostentacyjnie wyciągnął przed siebie telefon, zwiększając głośność.
-Co z nim nie tak? - zwróciła się Yoko do brata, który w milczeniu obserwował ich zachowanie.
-Czy ja wiem? - wzruszył ramionami. - Może się zakochał? Albo serio dostał okresu?
-Stawiam raczej na to drugie - odparła.

  W czwartek wieczorem Prudencja upiekła dla Ringo tort, a w piątek z samego rana oboje zjedli po wielki  kawałku, składając sobie nawzajem życzenia. Ich tato przywitał się z nimi i przyciągnął ich do siebie, przytulając mocno.
-Dostanę kawałek tortu? - spytał, kiedy już ich puścił.
-No jasne, chodź.
  Jedli przygotowane przez Yoko ciasto, kiedy Mark nagle wstał.
-Zapomniałbym o czymś - powiedział i wyszedł z kuchni. Po chwili wrócił, niosąc długi pakunek owinięty kolorowym papierem prezentowym i jeszcze jeden, znacznie mniejszy, wielkości niewiele większej od pudełka na pierścionek.
-To dla ciebie, Prudencjo - powiedział i dał jej ciężką paczkę. - A to dla ciebie, Ringo - i wręczył mu maleńki podarunek.
-Co to...? - spytał chłopak, kiedy otworzył wieczko małego pudełka.
-Jak to co? - odpowiedział ojciec.
  Ringo wyjął jakieś kluczyki z logo BMW.
-No te kluczyki. Od czego one są?
-Wyjrzyj przez okno - odpowiedział, a chłopak aż pisnął cicho na widok nowego samochodu.
-Dzięki tato! - krzyknął i wybiegł na dwór do swojego nowego auta.
-Nie otworzysz? - zwrócił się Mark Hartfield do córki, która śmiał się z brata.
-Ach tak, już otwieram - odparła i położyła paczkę na kamiennym blacie. Rozerwała ostrożnie papier i zobaczyła pudełko w kształcie prostopadłościanu. Otworzyła je z ciekawością i aż poprawiła okulary na nosie. W środku był pokrowiec z wytłoczoną firmą Gibson.
-O. Mój. Boże. - powiedziała tylko i rzuciła się ojcu na szyję.
-No już dobrze, wypróbuj ją.
  Prudencja ostrożnie wyjęła błyszczącą gitarę z pokrowca i z czułością ją pogłaskała.
-Jaki to model? - spytała.
-Najnowszy Gibson Les Paul Less Plus.
  Dziewczyna założyła gitarę i powoli zagrała coś prostego.
-Cudowna - westchnęła.
-Lepiej już ją zanieś do pokoju, bo zaraz spóźnisz się do szkoły.
  Dziewczyna z niechęcią posłuchała ojca i poszła umyć zęby. W głowie wciąż miała dźwięk swojej nowej gitary. Kiedy spojrzała na zegarek, było później niż się spodziewała. Rzuciła tęskne spojrzenie zamkniętym drzwiom do swojego pokoju i leżącego w nim prezentu, i zeszła na dół. Jej ojciec, Ringo i Stanley stali obok samochodu, oglądając go z każdej strony.
-Faceci - powiedziała do siebie Prudencja, kręcąc głową i wyszła na zewnątrz. - Cześć wam - rzuciła do wszystkich i podparła się pod boki. - Może zapomnieliście, ale śpieszymy się do szkoły.
-Szkoła nie ucieknie - powiedział jej ojciec.
-Serio tato? Taki przykład dajesz swoim dzieciom? - spytała i podeszła do chłopców. Ringo trzymał w rękach pudełko prezentowe i śmiał się ze Stanem z jego zawartości.
-Popatrz - powiedział brat do Yoko i pokazał jej, co znajduje się w środku. A była to wyjątkowo duża butelka Jack'a Danielsa i srebrna piersiówka i małym napisem 'Zawsze w pogotowiu'. Uśmiechnęła się pod nosem.
-A to dla ciebie. Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin - powiedział do niej Stanley, podając jej maleńki bukiecik jej ulubionych stokrotek i małe pudełko.
-Eee dzięki - powiedziała zaczerwieniona po cebulki włosów i przyjęła jego prezent. - Tato? Mógłbyś je wstawić do wazonu? - zwróciła się do ojca, podając mu bukiet. - W szkole zwiędną.
-Jasne, już wstawiam - powiedział i zabrał kwiaty do domu. Ringo wciąż był zajęty oglądaniem samochodu, a Stan powiedział do dziewczyny:
-Otwórz. Chcę wiedzieć, czy ci się podoba.
  Mocno zaciekawiona zdjęła wieczko, a jej oczom ukazała się wyjątkowa bransoletka. Yoko od razu się spodobała. Była złożona ze srebrnych ogniw i mnóstwa kolorowych zawieszek w kształcie piórek do gitary.
  Stanley przyglądał się reakcji Prudencji i odetchnął, kiedy jej usta pomalowane czerwoną szminką rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-I jak?
-Świetna. Serio. Dziękuję, Stan - powiedziała i szybko cmoknęła go w policzek.
-Cieszę się, że ci się podoba. Ale nie zauważyłaś chyba tego - powiedział i spomiędzy kolorowych kostek wyjął jedną pokrytą srebrem i pokazał dziewczynie. - Zobacz.
  Prudencja wyjęła bransoletkę z pudełka i uniosła ją, by móc przeczytać wygrawerowane na niej słowa. 'Watching her eyes and hoping I'm always there. To be there and everywhere. Here, there and everywher.'
-Beatlesi zawsze pomocni? - spytała wciąż z uśmiechem.
-No trochę - odpowiedział Stan, pocierając kark dłonią.
-Kto by pomyślał, że taki z ciebie romantyk?
-A co? Nie wyglądam na takiego?
-Oczywiście, że wyglądasz, Romeo.
-No, tak lepiej - uśmiechnął się i zapiął bransoletkę na lewym nadgarstku dziewczyny obok zegarka i kilku rzemieni.
-Jeśli zaraz nie wyjedziemy, to spóźnimy się na pierwszą lekcję - oznajmiła Yoko, a chłopcy niechętnie przyznali jej rację.
  Ringo usiadł za kierownicą swojego prezentu, Stanley obok, a Prudencji pozostało miejsce z tyłu. Pod szkołą byli kilka chwil później, dwie minuty przed rozpoczęciem lekcji. Pobiegli przez zatłoczony korytarz do swojej klasy. Kiedy stanęli przed drzwiami, rozległ się dzwonek.
-Jak zwykle punktualnie - powiedział Ringo, oddychając ciężko.
  Brian podbiegł do Prudencji i przytulił ją mocno, prawie zwalając z nóg.
-Wszystkiego najlepszego, kochana - powiedział, wciąż ściskając ją za szyję.
-Jezu, Brian. Nie duś tak mocno! - wysapała dziewczyna.
-No tak, przepraszam - mruknął i odkleił się od niej, wręczając torebkę z prezentem. - To ode mnie i Milesa.
-Dziękuję wam obu, ale teraz już chodź do klasy.
  Wślizgnęli się do sali, do której po chwili wszedł nauczyciel. Prudencja zerknęła po kryjomu do torby z prezentem i zobaczyła dwie książki zakopane w ogromnej ilości galaretek w czekoladzie. Uśmiechnęła się na ich widok i bezgłośnie powiedziała do Briana:
-Galaretki? Kocham cię! - Brian tylko pokręcił z uśmiechem głową i zaczął słuchać lekcji.
  Chwilę przed końcem trzeciej lekcji Prudencja dostała sms'a. Powoli wyjęła telefon z kieszeni i ostrożnie przeczytała wiadomość, zanim nauczyciel zobaczył, że choć na chwilę przestała go słuchać.

  Nowa wiadomość od: Stanley
Za trzy minuty za szkołą.

  Prudencja spojrzała na Stana siedzącego dwie ławki na ukos od niej i spotkała jego wzrok. Skinęła lekko głową, a minutę później odezwał się dzwonek. Chłopak powiedział coś do Ringo i pośpiesznie wyszedł z klasy. Prudencja chwilę później poszła jego śladem, ale on sam był już na zewnątrz.
-Idę do łazienki - powiedziała do Briana i oddaliła się.
  Przeszła przez szkolny dziedziniec, gdzie było niewiele osób i skręciła w bok, idąc za szkołę. Ujrzała tam Stanleya, który stał ze zmierzwionymi przez wiatr lokami i trzymał do połowy spalonego papierosa między palcami. Właśnie wkładał go do ust, kiedy zauważył zbliżającą się Prudencję. Zaciągnął się i uśmiechnął szeroko.
-Co chciałeś? - spytała na powitanie.
  Stan wypuścił dym z ust, strzepnął popiół z papierosa i dopiero odpowiedział:
-Chciałem ci przyzwoicie złożyć życzenia.
-Zdefiniuj: przyzwoicie - powiedziała i zbliżyła się nieco.
-Zdefiniować? Bardzo chętnie - odpowiedział i przysunął rękę z papierosem do jej twarzy. Przesunął kciukiem po jej ustach, a ona zagryzła wargę, ale po chwili odsunęła się.
-Weź papierosa, bo psujesz klimat - powiedziała z udawanym wyrzutem i kaszlnęła ostentacyjnie.
-Coś jeszcze ci się nie podoba? - spytał, kiedy wyrzucił papieros za siebie.
-Już jest okay, chodź - odpowiedziała i pocałowała go lekko w usta. Stanley po chwili oparł się plecami o budynek szkoły, pozwalając Prudencji przejąć inicjatywę. Dziewczyna przygryzła jego wargę, a on w odwecie ścisnął mocno jej pośladek. Yoko krzyknęła cicho z zaskoczenia, ale jej głos tłumiły pocałunki. Całowaliby się jeszcze długo, gdyby nie musieli wracać na lekcje. Dziewczyna odepchnęła lekko opierającego się Stana.
-Spóźnimy się na lekcję - powiedziała, kiedy zaczął całować jej szyję i trzymał mocno przy sobie.
-Mamy jeszcze pięć minut.
-Co najwyżej cztery i pół. Puszczaj.
-No dobra - powiedział i z ociąganiem puścił Prudencję.
-Idę pierwsza. Odczekaj chwilę i dopiero wtedy wracaj. Okay?
-Ale przecież mieliśmy już tego nie ukrywać.
-No mieliśmy, ale mówiłam ci, że powiemy po moich urodzinach.
-Masz zbyt dobrą pamięć - powiedział chłopak do oddalających się pleców Yoko i zapalił drugiego papierosa.

  Po ostatniej lekcji Prudencja stała z Brianem i Milesem czekała na Ringo i Stana przed szkołą.
-Zapomniałabym! O siódmej idziemy świętować urodziny. Wpadniecie?
-Ja chętnie - powiedział Brian.
-To ja też. Gdzie?
  Prudencja podała im nazwę baru i pożegnała ich, widząc zbliżającego się brata z kolegą.
-Jedziemy? - spytała i ruszyli w stronę samochodu brata. Byli już prawie pod autem, kiedy telefon Prudencji zaczął wibrować. Wyjęła go z kieszeni i ze zdziwieniem spojrzała na wyświetlacz. Pete. Zatrzymała się, a jej brwi wystrzeliły w górę.
-Co jest? Kto dzwoni? - spytał Ringo, kiedy zobaczył, że jego siostra stoi w miejscu.
-To Pete.
-Pete? - spytał zdziwiony Stan.
-To jej były - mruknął.- Czego chce?
-A skąd mam wiedzieć? - powiedziała i wreszcie odebrała telefon.
-Słucham? - spytała lekko drżącym głosem.
-Prudencja? Przepraszam, że dzwonię po tak długim czasie - odchrząknął. - Chciałem ci życzyć wszystkiego najlepszego.
-Eee no dzięki - powiedziała cicho.
-Dawno się nie widzieliśmy.
-No fakt.
-Może się spotkamy? Jestem dziś w okolicy. Poszlibyśmy na urodzinowego drinka, czy coś.
-A skąd tak nagłe zainteresowanie moją osobą?
-Yoko, nie bądź taka.
-Jaka?
-Taka jak teraz. Od naszego rozstania minęło już ponad rok. Myślałem, że możemy się spotkać jak starzy przyjaciele. I żebym nie musiał się obawiać, że mnie pobijesz.
-Ja pierdolę - mruknęła cicho. - To po jakie licho dzwonisz?
-Nie chcę się znów kłócić. Tylko powspominać stare dzieje. To jak? Zgadzasz się?
  Prudencja westchnęła ciężko.
-No dobrze. Idę dziś z kilkoma znajomymi i Ringo na kilka kolejek urodzinowych. O siódmej w Spinner's End.
-Okay. Będę. No to do zobaczenia,Yoko.
-Na razie.
  Dziewczyna rozłączyła się i popatrzyła na brata.
-Nie mów, że zgodziłaś się z nim zobaczyć - powiedział Ringo.
-No zgodziłam.
-O cholera. Nie wierzę. Wy się pogryziecie.
-No właśnie mam nadzieję, że nie.
-To dlaczego nie odmówiłaś? - spytał Stan.
-Trochę głupio byłoby odmawiać - powiedziała, kiedy wsiadali do samochodu. - Znamy się tyle czasu.
-To dlaczego się rozstaliście? - spytał, a Ringo rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie.
-Czy ja wiem? Nie było jakiegoś specjalnego powodu. Od dłuższego czasu ciągle się kłóciliśmy...
-Raczej ty się kłóciłaś - wtrącił brat, patrząc na drogę.
-No dobrze. Ja się kłóciłam. Ale sam wiesz dlaczego.
-Ja nie wiem - przypomniał Stan.
-Chodzi o to, że... To było tuż przed śmiercią mamy. Wiedzieliśmy, że jest z nią bardzo ciężko. I musiałam ciągle być przy niej. A on wyrzucał mi, że w ogóle nie przejmuję się naszym związkiem i takie pierdolenie. A ja miałam go powyżej uszu i kłóciłam się z nim bez przerwy. I wszystko skończyło się razem ze śmiercią mamy. On powiedział, że jest mu ciężko. Jemu. Rozumiesz? Jemu, kurwa, było ciężko. I powiedziałam, że mam w dupie jego problemy i tyle.
-Tyle?
-No tak, później się do niego nie odzywałam.
-Do nikogo się nie odzywałaś - powiedział Ringo.
-Do nikogo? - spytał Stan.
-Przez kolejny miesiąc po śmierci mamy nie powiedziałam nic.
-Kompletnie nic?
-No nic. A później się przeprowadziliśmy tutaj, Ringo został przez ten czas u dziadków, bo miał wyjebane na ojca i mnie...
-Nie na ciebie. Nie mów tak - przerwał ze złością.
-No dobra. Na ojca i Margaret. I na mnie troszkę też. I nie zaprzeczaj. I tyle. Od tamtej pory może raz z nim rozmawiałam. Koniec - dopiero po chwili zorientowała się, że stoją pod domem Stanleya.
-Ale wciąż nie rozumiem, dlaczego się zgodziłaś - powiedział z dłonią na klamce.
-No w sumie ja też nie - odpowiedziała, a Stan pokręcił głową i wysiadł.
-Jeszcze się dowiem, co wy razem ukrywacie - powiedział nagle Ringo, wyjeżdżając z podjazdu Stana.
  Prudencja tylko pokręciła głową i oparła się o szybę samochodu.

  Kiedy było już w pół do siódmej Ringo i Yoko wyszli z domu w stronę Spinner's End. Nie brali samochodu, bo przeczuwali, że z powrotem żadne z nich nie będzie w stanie go poprowadzić.
-Stan ma się trochę spóźnić - powiedział Ringo.
-Okay - mruknęła tylko dziewczyna i weszli razem do ciemnego pomieszczenia. Zajęli duży boks przy naprzeciwległej ścianie. Zamówili drinki, a po chwili dołączyli do nich Brian, Miles i znajomy Ringo- Paul. Siedzieli razem kilka minut. W tle grała jakaś muzyka. Ludzi było dość sporo. Po chwili do ich stolika dołączył Pete. Przedstawił się chłopakom, złożył życzenia Ringo i zwrócił się do Prudencji. Zlustrował ją od góry do dołu. Od czerwonych włosów do ramion, przez dość krótką czarną pensjonarkę z krótkimi rękawami, białym kołnierzykiem i guzikami z przodu na całej długości, wyjątkowo podobnej do sukienki Courtney Love z jakiejś sesji, sunąc wzrokiem po nagich nogach, aż po czarne creepersy.
-No więc jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Yoko - powiedział i przytulił dość sztywno Prudencję.   W tym samym czasie do lokalu wszedł Stan. Rzucił okiem na stolik, przy którym siedzieli jego znajomi i aż ścisnął dłonie w pięści na widok swojej dziewczyny tkwiącej w uścisku z tym całym Petem. Wsunął się niezauważenie do niewielkiego pomieszczenia, w którym zazwyczaj widział Prudencję ze swoim zespołem i zamknął za sobą drzwi.
  Przy stoliku na chwilę zapadło milczenie spowodowane przybyciem nieznajomego, ale po kilku minutach znów zatopili się w rozmowie, popijając alkohol.
-Gdzie ten Stanley? - spytał po chwili Ringo.
-Pewnie zaraz przyjdzie - odpowiedział mu Paul i wrócili do rozmowy.
  Jednak zaraz potem stało się coś, czego nikt z nich by się nie spodziewał. Na scenę ktoś wszedł. Cztery osoby, których najmniej wszyscy się właśnie tam spodziewali. A byli to Rob, Dick, Matt i... Stanley z gitarą.
-A co oni tu...? - spytał Brian i urwał, bo Matt zbliżył się do mikrofonu.
-Cześć wszystkim. Tak, wiem, że jesteśmy dziś w innym składzie niż zazwyczaj. Z pewnego bardzo ważnego powodu. Dziś nasza kochana liderka, Prudencja, ma urodziny. Jej brat też, ale wybacz nam Ringo, dziś zagramy coś szczególnie dla twojej siostry. Ale to w końcu twoje urodziny, Yoko, więc nie mogliśmy wziąć ciebie, żebyś zaśpiewała, no nie? I ten oto pan - wskazał Stanleya, który chyba miał się uśmiechnąć, ale wyglądało to, jakby rozbolał go brzuch - zgodził się z nami zagrać i zaśpiewać.
-O kurwa - powiedziała cicho Prudencja.
-Tak więc trzymajcie kciuki, bo on strasznie się stresuje. To jego pierwszy występ przed jakąkolwiek publicznością. No tyle. Wszystkiego najlepszego, Prudencjo.
  Każdy z nich wziął swój instrument, a Stan podszedł do mikrofonu. Uśmiechnął się, przynajmniej tym razem przypominało to uśmiech i przewiesił gitarę przez ramię. Matt wybił takt na perkusji, a Yoko od razu rozpoznała swoją ulubioną piosenkę. Lady in black. Stanley patrzył prosto na Prudencję i zaczął śpiewać:
-She came to me one morning, one lonely Sunday morning, her long hair flowing in the midwinter wind. I know not how she found me for in darkness I was walking and destruction lay around me from a fight I could not win.
  Yoko zaczerwieniła się mocno i nie mogła oderwać wzroku od swojego chłopaka. Kiedy skończyli grać, cała sala zagrzmiała oklaskami, a zespół zszedł ze sceny. Kilka minut później cała ich czwórka dosiadła się do milczącego stolika.
-Co jest z wami? - spytał odrobinę zdziwiony Dick.
-Stanley - powiedziała tylko Prudencja.
-Co ze mną nie tak? - spytał.
-Ty potrafisz śpiewać.
-Czy ja wiem?
-Ale ja wiem. Boże.
-Dokładnie - powiedział Ringo.
-I dlaczego wy nic nie powiedzieliście, że przyjedziecie?
-Bo to miała być niespodzianka, matołku - odpowiedział Rob.
  Przez ponad dwie godziny siedzieli wszyscy razem i pili kolejne szklani z alkoholem. Stanley wyjątkowo chłodno odnosił się do Pete'a i starał się unikać rozmów z nim. Kiedy już wszyscy stwierdzili, że nie dadzą więcej rady wypić, zebrali się do wyjścia. Brian, Miles i Paul pożegnali się z nimi i nieco chwiejnym krokiem skręcili w jedną stronę. Rob był jedynym trzeźwym w towarzystwie, bo musiał zawieźć kolegów do domu. Przy okazji mieli zabrać też Pete'a, który także mieszkał przecież w Windsorze. Przedtem jednak podeszli do niewielkiego parku, położonego nieopodal. Cała ich siódemka wyciągnęła się na trawie obok siebie. Yoko leżała pomiędzy kompletnie pijanym Stanem, a dość dobrze podchmielonym Petem. Rob, Dick, Ringo i Matt rozmawiali cicho, a pijana Prudencja mruknęła:
-Fajne te gwiazdy, no nie?
-No - odparł Stan - ale przy tobie to chuj - powiedział, bełkocząc i pocałował mocno Prudencję.

Kochani! Historia Stana i Yoko niedługo dobiegnie końca. I dlatego mam prośbę. Ci, którzy czytają te moje wypociny, niech łaskawie napiszą coś w komentarzu. Jakąś opinie, jakąkolwiek. Chcę wiedzieć, kto to czyta i ile Was jest. Pewnie nie wszyscy się posłuchaja, ale w miarę możliwości dajcie o sobie znać ;)

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 40.

    W sobotni ranek, kiedy zegar wskazywał dwadzieścia siedem minut po dziesiątej, Prudencja biegała rozzłoszczona po swoim zabałaganionym pokoju. 
-No gdzie jest ta cholerna książka? - pomrukiwała do siebie.
  Zaglądała we wszystkie zakamarki, nie mogąc odnaleźć książki z biblioteki, do której właśnie się wybierała. Sprawdzała na każdej półce i szufladzie. W akcie desperacji wzięła do ręki małą latarkę i, świecąc nią, wsunęła głowę pod łóżko, jednocześnie leżąc na podłodze. Kiedy tak oświetlała sobie tajne przestworza tej mocno zakurzonej krainy, zadzwonił jej telefon, tkwiący bezużytecznie na szafce nocnej. Poderwała szybko głowę do góry i jęknęła, przeklinając pod nosem, kiedy czubek jej głowy spotkał się z drewnianym szkieletem łóżka. Zdenerwowana wyszła spod mebla i lewą ręką sięgnęła po telefon, podczas gdy jej druga dłoń masowała bolącego guza.
-Słucham? - warknęła.
-Co ty taka milutka od samego rana? - spytał dzwoniący Stanley.
-Właśnie leżałam sobie spokojnie pod łóżkiem, kiedy zadzwoniłeś. I przez ciebie uderzyłam się w głowę - jęknęła z wyrzutem.
-Nawet nie będę pytał, co ty robiłaś pod łóżkiem - zaśmiał się. 
-Coś się stało, że dzwonisz? - zapytała Yoko, siadając na swoim piekielnym łóżku.
-To już nawet nie można zadzwonić do swojej dziewczyny?
-Można, można. Ale i tak coś chcesz, prawda?
-Dzwonię, żeby spytać, czy nie wybierzemy się zaraz do jakiejś knajpki, czy coś - powiedział powoli.
  Prudencja zamyśliła się na chwilę i odpowiedziała:
-Zaraz jadę do biblioteki, więc mogę wpaść po ciebie i później gdzieś się wybierzemy, okay?
-Okay, ale sam mogę po ciebie przyjechać.
-Nie bądź seksistą. Prawko oblałam tylko dwa razy, więc potrafię jeździć. A mój mini cooper jeszcze trochę pociągnie. A poza tym - dodała, ściszając głos - Ringo zastanawiałby się, dlaczego jedziemy razem. Będę u ciebie za pół godziny. 
-No dobrze. Do zobaczenia, Yoko.
-Na razie - odpowiedziała i rozłączyła się.
  I wtedy przypomniała sobie o swojej zaginionej książce i z jeszcze większym roztargnieniem zabrała się za jej szukanie. Po kolejnych kilku minutach penetrowania swojego pokoju wyszła do kuchni, chcąc ochłonąć chwilę przed kontynuacją poszukiwań. I wtedy ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu znalazła książkę leżącą na kuchennym blacie. 
-Co ty tu robisz, złociutka? - spytała Prudencja, patrząc na swoją zgubę. Pokręciła głową i wróciła do swojego pokoju, zabierając się do przebierania. Piętnaście minut później była już gotowa. Wrzuciła do torby książki z biblioteki i weszła do gabinetu swojego ojca, który pracował przy laptopie i stosie dokumentów. Okulary zsuwały mu się z nosa, kiedy podniósł głowę w stronę drzwi.
-Jadę do biblioteki, tato. A później może się spotkam z Brianem - oznajmiła. Miała małe wyrzuty sumienia, że okłamuje ojca, ale tajny związek, to tajny związek.
-Dobrze, jedź. Co robi Ringo?
-A co on może robić w sobotę o jedenastej? Oczywiście, że śpi.
  Mark Hartfield zaśmiał się cicho. Prudencja już miała wyjść z jego pokoju, kiedy zatrzymał ją jego głos.
-Yoko, mam prośbę. Mogłabyś przy okazji zrobić zakupy? W lodówce nic nie ma, a ja mam mnóstwo pracy. 
-No dobrze, zrobię - odpowiedziała i wyszła.
-Weź pieniądze z mojego portfela! - krzyknął za nią.
  Prudencja wyszła z domu i odpaliła swojego czerwono- czarnego mini coopera. W niewielkiej przestrzeni rozniósł się dźwięk jakiejś stacji radiowej, która emitowała właśnie listę przebojów disco lat '80. Prudencja podśpiewywała piosenkę razem z Modern Talking, kiedy podjechała pod dom Stanleya. Chłopak czekał już na nią ubrany w czarne spodnie i trampki, koszulkę z Ciastkiem ze Shreka we wcieleniu Hannibala Lectera i ciemną kurtkę jeansową. Wsiadł do samochodu i nachylił się do Prudencji, całując ją lekko w policzek. 
-Cześć - mruknął jej przy uchu.
-Odsuń się, bo spowoduję wypadek - powiedziała, a Stan zaśmiał się, ale usiadł wyprostowany na swoim miejscu. - I zapnij pas - dodała.
-Panie kierowco, odjazd! - krzyknął Stanley, a Yoko ruszyła.
-Później muszę jeszcze jechać na zakupy.
-Spożywcze czy ubraniowe? - spytał z niewielkim strachem.
-Spożywcze, nie martw się.

  Kilkanaście minut później Prudencja i Stanley krążyli między regałami w bibliotece. Weszli do pustej alejki z literaturą japońską, kiedy Stan zbliżył się do dziewczyny. Stanęli przodem do siebie. Yoko trzymała w rękach trzy książki, a chłopak pochylił się odrobinę i musnął ustami jej wargi. Prudencja uśmiechnęła się delikatnie i oddała pocałunek, który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Stan przycisnął Yoko do szafki i jedną dłoń położył na jej karku, a drugą zakopał w jej krótkich włosach. Całowali się długo, nie mogąc zaczerpnąć oddechu. Chłopak zsunął jedną rękę po jej talii i położył na krągłym biodrze. Dziewczyna jęknęła cicho i...
-Co tu się dzieje?
  Na głos jednej z bibliotekarek Stan i Prudencja odskoczyli od siebie i spojrzeli na starszą panią z przerażeniem.
-My - zaczął Stanley i chrząknął - wybieraliśmy książki.
-Właśnie widziałam, że dość intensywnie - powiedziała rozeźlonym głosem.
-Dokładnie - mruknął Stan.
-No to proszę szybciej je wybierać i znaleźć sobie jakieś inne miejsce na tak intensywne szukanie książek - powiedziała, ale odchodząc uśmiechnęła się pod nosem.
  Kiedy bibliotekarka zniknęła, para zaśmiała się głośno, nie mogąc przestać. 
-Lepiej już chodźmy - powiedziała dziewczyna i z zaczerwienionymi policzkami wypożyczyła potrzebne książki. 
  Po wyjściu z biblioteki oboje pojechali pod sklep spożywczy i weszli do środka. Stanley pchał przed sobą wózek, a Prudencja rozglądała się za potrzebnymi produktami.
-Jezu, ile wy jecie? - spytał Stan, kiedy dziewczyna zapełniła już połowę wózka.
-Mieszkam z dwoma facetami. Nie dziw się, że muszę tyle kupić. Nie widziałeś gdzieś orzechów ziemnych?
-Po co ci orzechy ziemne? - zdziwił się Stanley i patrzył na Yoko jak na dziwny okaz w zoo.
-Na tort. Ringo ma w piątek urodziny.
-Serio? Dobrze, że mi powiedziałaś. Muszę mu kupić jakiś prezent - powiedział.
  Prudencja nie odezwała się. Po chwili stanęli w kolejce do kasy i gawędzili o prezencie dla brata dziewczyny. W pewnym momencie Stan nachylił się do ucha Prudencji i wyszeptał:
-Przed nami stoi mój znajomy ze szkoły. Jeszcze nas nie widział, ale spodziewaj się niewygodnych pytań.
-Może przeżyję - odpowiedziała mu równie cicho.
  Zaraz potem chłopak przed nimi odwrócił się i kątem oka zauważył stojącą parę.
-Cześć, Stan - przywitał się i wymienili uścisk dłoni.
-Hej, Frank. A to Prudencja, siostra Ringo - przedstawił ją chłopak.
  Na szczęście nie mogli dłużej porozmawiać, bo Frank musiał podejść do kasy, ale jeszcze przez chwilę rzucał im dziwne spojrzenia. Kiedy sami załatwili już swoje zakupy, pojechali do bliskiej pizzerii i usiedli przy stoliku w kącie.
-Co bierzemy? - spytał Stanley.
-Cokolwiek, byle bez mięsa - odpowiedziała.
-Kurczę, jak ty wytrzymujesz bez jedzenia mięsa?
-Zdążyłam się przyzwyczaić przez te pięć lat.
-Pięć lat? Tak się nie da żyć. Pięć lat bez salami?
-Dlaczego akurat salami? - zdziwiła się.
-Bo salami jest największym dobrem tego świata. W moim rankingu ulubionych ludzi i rzeczy jest na trzecim miejscu.
-A co jest na pierwszym i drugim? - spytała zaciekawiona.
-Na pierwszym Tolkien, a na drugim... - odchrząknął. - Na drugim jesteś ty.
  Prudencja poczerwieniała.
-Serio jestem na drugim miejscu? Pomiędzy Tolkienem a salami? Jaki zaszczyt - powiedziała.
-Nie zepsuj tego - odparł i mrugnął do niej z leniwym uśmiechem.
-Postaram się - powiedziała i podali swoje zamówienie kelnerowi, który pojawił się przy nich.
-Ale jak można tyle wytrzymać bez mięsa? - wrócił do tematu Stan.
-Normalnie, raczej nic w tym trudnego. A poza tym, wegetarianie żyją dłużej.
-No więc kiedy ja już umrę, ty wyjdziesz drugi raz za mąż i jakiś obcy facet będzie się zajmował moimi dziećmi? Nie pozwolę na to - powiedział z udawaną wściekłością.
-A skąd wiesz, że wezmę z tobą ślub? I, co ważniejsze, będziemy mieli razem dzieci?
-A co? Nie chciałabyś mieć dzieci?
-Chciałabym.
-Ile?
-Dużo.
-Jak dużo?
-Przynajmniej troje.
-A wyjdziesz kiedyś za mnie?
-Zdefiniuj kiedyś.
-Za pięć lat.
  Prudencja zastanowiła się i po chwili pokręciła głową.
-Przykro mi. Za dużo czekania.
-Okay, ale chociaż mnie zaproś na swój ślub.
-Nie ma sprawy. Ale ty mnie też zaprosisz?
-Wiesz, że jesteśmy razem kilka tygodni i już planujemy swoje śluby z kimś innym?
-Życie, Stan - westchnęła teatralnie, a potem oboje się roześmiali.
  Siedzieli przez chwilę w ciszy, kiedy nagle chłopak coś sobie przypomniał.
-Zaraz, zaraz, Skoro Ringo ma w piątek urodziny, a wy jesteście bliźniakami, to ty też masz urodziny w ten piątek!
-Jak na to wpadłeś, Sherlocku? - spytała ze śmiechem.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-A dlaczego miałabym ci mówić? Przecież to logiczne, Stan - powiedziała.

 Zbliżała się piętnasta, więc Prudencja i Stanley wrócili do domu. Yoko odwiozła chłopaka pod jego dom i pocałowała go mocno na pożegnanie. Sama wróciła do siebie i przygotowała ojcu i bratu obiad, bo sami nic nie zrobili do jedzenia. Wieczorem Prudencja leżała w pidżamie w łóżku i czytała książkę przy blasku lampki. Po chwili usłyszała ciche wibracje swojego telefonu i spojrzała na wyświetlacz. Dzwonił Stanley.
-Przecież widzieliśmy się kilka godzin temu - powiedziała na powitanie.
-Wiem, ale chciałem ci coś powiedzieć.
-No dajesz.
-Ringo pisał do mnie, co jest między nami. Frank mu przypadkiem powiedział, że nas widział, a ja musiałem wymyślić coś, że przypadkiem się spotkaliśmy i ci pomogłem z zakupami. Te tajemnice zaczynają być coraz trudniejsze - powiedział z wyrzutem.
-To jaki masz problem? Przecież na siłę cię nie trzymam - odpowiedziała, ale poczuła silny ból na myśl, że Stanley już się nią znudził.
-Przecież nie o to chodzi Prudencjo. Jest mi z tobą naprawdę dobrze. Ale boli mnie, że muszę wszystkich okłamywać.
-Skoro to dla ciebie takie ważne, to powiemy wszystkim. Ale jeszcze nie teraz. Po moich urodzinach, okay?
-Okay. Nie gniewasz się na mnie? - dodał z wahaniem.
-Dlaczego miałabym się gniewać? Przecież nie możemy tego ukrywać w nieskończoność.
-To dobrze - odpowiedział i przez chwilę milczeli. Stanley po jakimś czasie powiedział dużo weselszym tonem - wiesz, że jeszcze nigdy nie uprawialiśmy seksu przez telefon?
-Tak? - powiedziała niskim, seksownym głosem Prudencja. - Więc wyobraź sobie, że leżę w łóżku w samej koronkowej bieliźnie i...pokazuję ci środkowy palec, ty niewyżyta świnio - dokończyła, a Stan zaśmiał się głośno do telefonu.
-Ranisz - powiedział.
-Dobranoc - odparła i rozłączyła się ze śmiechem.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 39.

  Przez nieosłonięte okiennice do pokoju wlewał się blask porannego słońca. Promienie padały wprost na śpiącą w dużym łóżku parę. Stanley leżał na wznak z podbródkiem opartym na głowie Prudencji, która, śpiąc na brzuchu, opierała się o nagą klatę chłopaka. Jej ręka leżała bezwładnie przerzucona przez jego pierś, a jego dłoń spoczywała na jej łopatce. Zegar stojący na szafce przy łóżku wskazywał szesnaście minut po siódmej. Była niedziela.
  Ich rytmiczne oddechy łączyły się ze sobą, ale wkrótce harmonia została zaburzona. Prudencja przebudziła się. Przez chwilę leżała zdezorientowana, ale po chwili dotarły do niej wydarzenia z poprzedniego dnia. Podniosła się odrobinę i po omacku szukała okularów. Założyła je na nos i obserwowała śpiącego Stanleya. Miał rozrzucone na całej poduszce włosy, a pełne wargi lekko rozchylił. We śnie wyglądał jak dziecko. Rytmiczny oddech unosił jego klatkę piersiową. Yoko wychyliła się nieco i patrzyła na niego z zafascynowaniem. W końcu uznała, że najwyższa pora go zbudzić. Pocałowała delikatnie jego skroń, ale nie poruszył się. Przesunęła nosem po jego szyi i mruknęła:
-Wstawaj, Stanley.
-Jeszcze pięć minut, mamo - odpowiedział na pół śpiąco.
-Mamo? To mama tak cię budzi? - zaśmiała się i cmoknęła go w policzek.
  Dopiero wtedy Stan zareagował. Otworzył najpierw jedno oko, potem drugie, a następnie leniwie się uśmiechnął.
-Dzień dobry - powiedział.
-Dzień dobry - odpowiedziała z uśmiechem. - Jak się spało?
-Wyjątkowo dobrze. A tobie?
-Mnie też.
-Musimy już wstać?
-Musimy. Ringo może w każdej chwili wrócić.
-Chyba żartujesz. Jest niedziela, wpół do ósmej, a on miałby już nie spać?
-No tak. Ale to nie zmienia faktu, że trzeba wstać.
-Trzeba?
  Stanley przesunął dłonią po plecach Prudencji. Nachylił się do niej i pocałował w usta. Dziewczyna pisnęła i odsunęła się od niego.
-Nie umyłam zębów, palancie. Idę się przebrać.
-Mhm - mruknął i nie ruszył się ze swojego miejsca.
  Yoko wyszła spod kołdry i skierowała się do łazienki.
-Niezły tyłek - krzyknął za nią, a w odpowiedzi dostał tylko mrożące spojrzenie, na które zaśmiał się cicho.
  Prudencja zdjęła spodenki oraz koszulkę, po czym wkroczyła pod ciepły strumień wody, która spływała po niej kaskadami. Umyła włosy i po kilku minutach wyszła spod prysznica. Otuliła się dużym ręcznikiem w kolorowe pasy i zorientowała się, że nie ma ze sobą ani ubrań, ani bielizny. Wyszczotkowała zęby i wysuszyła odrobinę ręcznikiem włosy. Wyszła z łazienki owinięta jedynie w puchowy ręcznik i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Stanley wciąż leżał w łóżku z zamkniętymi oczami, ale na dźwięk jej kroków uchylił powieki.
-Nie gap się - powiedziała tylko Yoko.
-Ja się wcale nie gapię. Ja podziwiam - odpowiedział niskim głosem.
-To znajdź sobie inny obiekt uwielbienia.
-Nigdy - odparł z pełną stanowczością.
  Dziewczyna podeszła do szafy i wyjęła z niej parę legginsów w czerwono- czarną kratę i długą flanelową czarną koszulę. Następnie pochyliła się nad komodą i usłyszała ciche wzdychanie Stanleya. Odwróciła się w jego stronę i zobaczyła, jak wciąż jej się przygląda.
-No co tak wzdychasz? Nie mów, że sobie przy mnie...
-Nie, nie! - zaprzeczył szybko, czerwieniejąc odrobinę.  - Rączki na kołdrze. Ja tylko, no ten... Tak tylko patrzę.
-I?
-I mam fajne widoki.
-Jesteś okropny.
-Wiem.
  Prudencja prychnęła ze śmiechem i wróciła do łazienki.

  Kiedy Stanley zajął łazienkę, Prudencja już w pełnym rynsztunku zeszła do kuchni. Zastanawiała się chwilę, co ma zrobić na śniadanie i po dłuższym rozmyślaniu zdecydowała się na kanapki. Zrobiła pełen talerz zarówno tych wegetariańskich, jak i z mięsem. Zaparzyła herbatę i po niedługim czasie usłyszała kroki Stana, dochodzące ze schodów. Był ubrany w rzeczy z poprzedniego wieczoru, ale dziś zebrał włosy w kucyk. Miał odrobinę zaspane oczy, ale na widok Prudencji uśmiechnął się szeroko.
-Wyjdziesz za mnie? - spytał, patrząc na stos kanapek.
-Jasne, może być - odpowiedziała i oboje się zaśmiali.

  W poniedziałkowy ranek słońce powitało mieszkańców Londynu wyjątkowym blaskiem. Pogoda była zadziwiająco dobra jak na Wielką Brytanię. Prudencja wyszła z domu razem z Ringo. Pod bramą zobaczyli czekającego już na nich Stanleya.
-Cześć wam - przywitał się z nimi i zgasił trzymanego w dłoni papierosa.
-Ty palisz? - spytała zdziwiona dziewczyna, zanim zdążyła się ugryźć w język.
-Okazjonalnie - odpowiedział i puścił do niej oczko.
  Ringo patrzył na nich, przechodząc wzrokiem od jednego do drugiego, jak w meczu tenisa.
-Czasem mi się wydaje, że coś przede mną ukrywacie - powiedział tylko i ruszył przed siebie.
  Kiedy cała trójka była już prawie pod szkołą, stało się coś dziwnego. Przy tablicy ogłoszeń była cała masa ludzi, a w ich stronę szedł szybkim krokiem Brian, Miles i Paul, bliski kolega Ringo i Stana.
-Dlaczego oni idą w naszą stronę razem? Przecież raczej się nie znają - zdziwił się Ringo.
-Cześć! - krzyknął do nich Brian.
-No hej, co się stało? - spytała od razu Prudencja.
-Eee - zająknął się. - Nic się nie stało. Może zrobimy sobie dziś wagary, co?- powiedział szybko i rzucił dziwne spojrzenie Stanleyowi.
-Brian! - krzyknęła. - Ogarnij się i powiedz, co oni tam zobaczyli!
-Tam? Tam nic nie ma. Po prostu, no ten - chrząknął. - Chodźcie.
  Yoko zauważyła, że Paul tłumaczy coś Ringo, a ten kiwa lekko głową.
-Yoko! Idziemy do domu - powiedział stanowczo jej brat i pociągnął ją za rękaw.
-Spierdalaj! - krzyknęła, wyrwała mu się i pobiegła w stronę szkoły.
  Podeszła do stojącej wkoło grupy i przepchnęła się. Kiedy zgromadzeni zobaczyli, kto jest między nimi, szturchali się i śmiali głośno. Kiedy wreszcie dotarła pod tablicę, zobaczyła wielkie zdjęcie kobiety o wyjątkowo wydatnych kształtach, błyszczącej opaleniźnie i dość skromnym ubraniu. Skromnym, bo składającym się jedynie z wysokich czerwonych szpilek. A głowę miała... Prudencji. Dziewczyna rozpoznała fragment swojego zdjęcia z Facebooka i uśmiechnęła się pod nosem. 'Serio tyle krzyku o to?' - pomyślała.
-Fajna fotka, ale w rzeczywistości mam mniejsze cycki - powiedziała głośno, by usłyszał ją cały tłum.
  Niektórzy zaśmiali się cicho, inni wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Lizzy nie będzie zadowolona, że jej to nie obeszło - powiedział jakiś chłopak do swojego kolegi.
-Lizzy? - spytała Yoko.
  Chłopak nieśmiało skinął głową, a dziewczyna zobaczyła w niewielkim oddaleniu od całej czeredy wymuskaną głowę rzeczonej dziewczyny.
-Lizzy, ty suko! Mogłaś się lepiej przyjrzeć moim cyckom, bo te na zdjęciu są nawet większe, niż twoje silikony! - krzyknęła do niej.
  Dziewczyna poczerwieniała pod warstwą pudru, a rzesza uczniów z Ringo, Stanem, Brianem, Milesem i Paulem na czele rechotała zgodnie. Yoko przepchnęła się między wszystkimi i zwróciła się do przyjaciół:
-Idziemy czy będziemy tak stać?
-Idziemy, idziemy - odpowiedzieli, wciąż parskając śmiechem.
  Weszli do szkoły, zostawiając za sobą roześmiany tłum i Lizzy, która wyglądała, jakby za moment z jej nosa i uszy miałyby wyjść strużki ciemnego dymu.

środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 38.

 Dzień po niemej kłótni Prudencji i Stanleya dziewczyna zbierała się do szkoły. Była lekko poddenerwowana, bo nie wiedziała, co jest teraz między nią a chłopakiem. Założyła jeansy i czarną koszulkę z białym napisem. Zarzuciła na siebie ciemnoszarą bluzę, po czym skierowała się do kuchni. Jej brat już siedział z ojcem przy śniadaniu. Yoko przywitała się z nimi i zrobiła sobie kubek czarnej, mocnej kawy.
-Zjedz coś - usłyszała głos ojca.
  Posmarowała bułeczkę truskawkowym dżemem i skubnęła kawałeczek.
-Co u was? - spytał nagle Mark Hartfield, zwracając się do swoich dzieci.
-Po staremu - mruknął zaspany Ringo.
-A u ciebie, Prudencjo? Dawno nie mówiłaś, co słychać u Matta, Dicka i Roba.
-Przyjeżdżają w sobotę - odpowiedziała z pełnymi ustami.
-Naprawdę? Dlaczego nic wcześniej nie mówiłaś?
-Zapomniałam - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
-Gracie gdzieś?
-Mhm. W Spinner's End.
-Akurat w sobotę rano wyjeżdżam z ojcem Stanleya na ważne spotkanie. Wrócę w niedzielę po południu.
  Rodzeństwo kiwnęło głowami na znak, że rozumieją. Dziewczyna dokończyła kanapkę, umyła zęby i zawołała brata.
-Idziesz?
-Idę, idę. Poczekaj.
-Będę na dworze - odpowiedziała i wyszła na zewnątrz.
  Na chodniku spacerował już Stanley, nucąc coś do siebie pod nosem. Kiedy zobaczył Prudencję, z jego twarzy niewiele dało się wyczytać.
-Cześć - przywitała się cicho.
  Stanley nie odpowiedział od razu. Przyjrzał się dziewczynie i zatrzymał swój wzrok na jej koszulce. A raczej na jej nadruku. Było tam napisane: Lepiej wyglądam nago. Chłopak uśmiechnął się leniwie i powiedział:
-Będę się musiał kiedyś upewnić - mruknął.
  Yoko zarumieniła się i podeszła odrobinę.
-To znaczy, że już nie jesteś obrażony? Czy zazdrość nadal cię pożera?
-Przestań. Po prostu o tym zapomnijmy - powiedział i spróbował nachylić się, by cmoknąć ją w usta.
  Dziewczyna odsunęła się.
-Ringo może zaraz przyjść - odparła.
  Stanley westchnął ciężko.
-To całe ukrywanie się zaczyna mi działać na nerwy - powiedział i pocałował ją szybko w policzek.
-Stanley! - powiedziała z wyrzutem, ale zaczerwieniła się lekko.
-No co? Nie mogę pocałować swojej dziewczyny?
-Możesz, ale nie publicznie. Nie pamiętasz umowy?
-Owszem, pamiętam. No więc kiedy możemy się spotkać?
-W sobotę gram z chłopakami koncert. Wpadnij, to może znajdę dla ciebie chwilę - powiedziała z niewielkim uśmieszkiem, a Stan rozpromienił się na jej słowa, ukazując dołeczki w bladych policzkach.
-Cześć gołąbki! - dobiegł ich głos Ringo.
-Cześć - odpowiedział Stan, choć wciąż patrzył na Yoko, nie mogąc odwrócić wzroku.
-Lepiej już chodźmy - powiedział w końcu Ringo, spoglądając podejrzliwie na Stana i Yoko.

  W sobotę po siedemnastej Prudencja siedziała na podłodze w pokoju naprzeciwko swojej szafy. Za półtorej godziny miała koncert, a wciąż nie wiedziała, w co ma się ubrać. Wreszcie wyjęła z szafy skórzane bordowe spodnie i czarną luźną bluzkę z rękawem trzy czwarte, która odsłaniała jej lewe ramię. Pół godziny później była już ubrana. Włożyła tylko czarne creepersy i stanęła przed lustrem. Krótkie włosy zostawiła rozpuszczone i tylko nałożyła na rzęsy odrobinę tuszu. Założyła okulary i przeciągnęła usta truskawkową pomadką ochronną.

  -Yoko, nie pij tyle, bo nie będziesz mogła śpiewać - zganił dziewczynę Matt.
  Zespół siedział na niewielkiej kanapie w ciemnym pokoju obok sceny. Prudencja wychyliła już trzeci kieliszek wódki, a za chwilę mieli wejść na scenę. Brakowało tylko kolegi chłopaków ze studiów. Miał on dziś i nimi gościnnie zagrać. Kilka dni wcześniej Rob obudził Prudencję, krzycząc jej do telefonu:
-Mamy gościa, który zagra z nami na organach Hammonda! Serio!
  Yoko nie pałała aż takim entuzjazmem, ale z niecierpliwością czekała na poznanie chłopaka, który ma z nimi wystąpić. W Spinner's End stały przepiękne i z pewnością dawno nieużywane organy, ale nie było zbyt wielu chętnych, by na nich zagrać. Prudencja spróbowała tylko raz. Z marnym skutkiem.
  Tej soboty czekali na Adama, który to miał przyczynić się do przełomowego wydarzenia w ich zespole. Bez wcześniejszych prób mieli razem wystąpić, ale już od kilku minut się spóźniał. Mieli już sami wejść na scenę, kiedy do pomieszczenia wszedł długowłosy chłopak.
-Sorry za spóźnienie, chłopaki - powiedział, a Prudencja chrząknęła znacząco. - A my się chyba nie znamy.
-Chyba nie - powiedziała.
-Adam jestem - przedstawił się i wyciągnął do niej rękę.
-Yoko - odpowiedziała i po dłuższej chwili uścisnęła jego dłoń.
  Dziewczyna przyjrzała się chłopakowi. Miał długie brązowe włosy i był wyjątkowo chudy. Miał na sobie podarte jeansy i wypłowiałą koszulkę Judas Priest.
-Idziemy? - spytała w końcu i wszyscy udali się na scenę.
  Prudencja po krótkim przywitaniu dodała:
-Jeśli coś nam nie wyjdzie, to przepraszamy, ale ja tego pana - wskazała Adama - widzę pierwszy raz w życiu.
  Publiczność zaśmiała się, a zespół zaczął grać. Na początek wybrali piosenkę Speed King Deep Purple. Kiedy po prawie dwuminutowym wstępie Prudencja wykrzyknęła swoim wyjątkowym głosem 'Good Golly, said little miss Molly' zapomniała o wszystkim i oddała się muzyce.

Stanley


  Siedziałem przy barze sam, odkąd Ringo wyszedł z jakąś dziewczyną. Piłem kolejnego drinka i podziwiałem Prudencję na scenie. Była cudowna. Uwielbiałem słuchać jak śpiewa, ale irytowało mnie, kiedy faceci ciągle coś do niej krzyczeli. Niby nie zwracała na nich większej uwagi, ale mimo to miałem ochotę do nich podejść i wyrządzić niemałą krzywdę.
  Po jakimś czasie dosiadł się do mnie ten cały Adam, który zagrał kilka utworów z zespołem. Zamówił sobie piwo i oglądał koncert.
-Niezła jest - powiedział głośno, przekrzykując hałas.
-Kto? - spytałem.
-No dziewczyna. Znaczy Yoko - odpowiedział.
-Taa, niezła - przytaknąłem i popatrzyłem na nią. Nasz wzrok spotkał się na kilka chwil. Uśmiechnęła się do mnie lekko, śpiewając Violet. Odpowiedziałam jej tym samym i znów usłyszałem głos Adama.
-Nie wiesz czy kogoś ma?
  Tak, kurwa, ma.
-Nie wiem. Wydaje mi się, że ma.
-Szkoda - odpowiedział, a mi krew gotowała się w żyłach.
  Pan od organów jeszcze kilka razy się odezwał, ale starałem się go zbywać, albo udawać, że nie słyszę. Ale słyszałem. Myślałem, że on nie dożyje końca tego koncertu. Jeszcze raz powie coś o biuście Prudencji, a mu zapierdolę. Na szczęście Dear Prudence zagrali ostatnią piosenkę, jaką było How Many More Times. Po skończonym koncercie spotkałem się z zespołem. Nie znałem dobrze tych chłopaków, ale wydawali się być spoko.
-Idziemy na jakieś piwo? - spytała nagle Prudencja.
  Staliśmy w szóstkę przed budynkiem. W szóstkę, bo Adam oczywiście się przypałętał. A Ringo jeszcze nie wrócił.
-My nie pijemy, musimy dziś jakoś wrócić do Windsoru. Ale na soczek z przyjemnością - odpowiedział jej Rob.
  Chciałem już zbierać się do domu.
-To ja będę leciał - powiedziałem.
-Nie będziesz leciał, no chyba, że z nami. Idziemy! - odparł Matt.
  Zgodziłem się nawet chętnie. Chciałem chociaż przez chwilę posiedzieć przy Prudencji i móc patrzeć na nią bez obawy, że Ringo zacznie coś podejrzewać.
-A tak w ogóle, to gdzie jest mój brat? - spytała Yoko.
-Wyrwał się gdzieś z jakąś dziewczyną. I miałem ci przekazać, że wróci jutro około południa - wyjaśniłem.

  Siedzieliśmy w całodobowym barze przy niskim stoliku. Zająłem miejsce obok Prudencji, ale z jej drugiej strony znalazł się pierdolony Adam. Miałem go już serdecznie dosyć. Piłem piwo i jednocześnie starałem się słuchać chłopaków, opowiadających mi historie z przeszłości Yoko. Wszystko byłoby okay, gdyby nie to, że ten cholerny dupek przystawia się do Prudencji. Jego czułe słówka o tym, jak świetnie śpiewa, jakie ma zgrabne palce do grania na gitarze i nie tylko, jak bardzo podobają mu się jej okulary, ile to gwiazd pomieściły jej zielone oczy, że tak pięknie błyszczą doprowadzały mnie do szału. Zaraz zwymiotuję. Serio. Na niego oczywiście.
-Adam, przestań - usłyszałem głos Prudencji. - Za dużo wypiłeś, więc opowiadasz głupoty.
-To nie są głupoty. Ja naprawdę nigdy przedtem nie widziałem tak pięknych oczu.
  Oczu? Oczu, kurwa? Skoro tak bardzo podobają ci się jej oczy, to dlaczego zamiast na nie, patrzysz ciągle na jej cycki? Matthew, Rob i Dick parsknęli cicho do swoich szklanek, a Prudencja przewróciła tymi swoimi 'pięknymi oczami'. No okay. Serio miała cudowne oczy. Ale on niech się od nich odpierdoli!
  Położył swoje brudne łapsko na jej biodrze.
-Wystarczy. Nie pij już i nie mów do mnie takich rzeczy. I zostaw mnie - powiedziała zirytowana Prudencja.
-Kochana, nie mogę. Nie mogę przestać! Jesteś zbyt cudowna, aniele.
  Nie wytrzymam.
-Przestań się, kurwa, przystawiać do mojej dziewczyny! - wybuchnąłem wreszcie.
  Nawet nie wiem, kiedy wstałem z miejsca. Przez ułamek sekundy widziałem zdumione twarze chłopaków i przerażone spojrzenie Prudencji.
-Twojej dziewczyny? - spytał Adam. Wstał, ale chwiał się odrobinę. Wyszliśmy zza stołu i stanęliśmy naprzeciw siebie.
-Ej, spokój, chłopaki - powiedział pojednawczo Dick.
-Nie wtrącaj się - mruknąłem.
-No właśnie, nie wtrącaj się. Ja tu sobie porozmawiam z panem Stanleyem. Masz jakiś problem? - spytał bełkotliwie.
-Mam problem. Przystawiasz się do mojej dziewczyny. Nie rozumiałeś, kiedy kazała ci się odpierdolić?
-Nic takiego nie powiedziała - bronił się.
-A czy dla ciebie stwierdzenie 'zostaw mnie' nie jest równoznaczne ze spierdalaj?
  Adam odpowiedział coś półgłosem i w ostatniej chwili zorientowałem się, że chce mnie uderzyć. Złapałem jego pięść i sam przyłożyłem mu prosto w nos.
-Hej, spokój! - krzyknęła Prudencja, ale było już trochę za późno, bo ochrona wyrzuciła nas wszystkich za drzwi.

  -Dlaczego nic nie powiedziałaś? - usłyszałem jak Matt zwraca się do Prudencji.
  Sam stałem oparty o jakiś budynek. Adam na swoje szczęście się gdzieś zmył, ale teraz chłopcy przepytywali Yoko z relacji między nami.
-Nie mówiłam, bo to świeża sprawa.
-I co z tego, że świeża? To nie ma znaczenia. Jesteśmy przyjaciółmi, a ty nam nawet nie powiedziałaś, że jakiś chłopak cię poskromił. I tak na marginesie - zwrócił się do mnie Rob - współczuję ci, stary.
-Hej! Co współczuję? Proszę się ode mnie odczepić. Stanley mnie toleruje, więc nie powinieneś mieć z tym problemu - odpowiedziała buntowniczo, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Dobra, dobra. Nie obrażaj się. Ale Ringo? Dlaczego on nic nie wspomniał?
-Bo on nie wie - odpowiedziała cicho.
-Nie wie?
-Nie i tak ma na razie zostać. Wiecie tylko wy.
-I moi dziadkowie - dodałem.
-Ano tak. I twoi dziadkowie - zaśmiała się Prudencja i podeszła w moją stronę. Pocałowałem ją lekko w policzek, na co żartobliwie zaprotestowała.
-My się zbieramy, ale z tobą jeszcze nie skończyliśmy - powiedział Dick i cała trójka pożegnała się z nami.
-Odprowadzę cię do domu - powiedziałem, ale Prudencja uciekła szybko do sklepu i wróciła po chwili z butelką wódki.
-Serio, Yoko? - spytałem z politowaniem.
-Serio. Muszę się napić - powiedziała i wypiła spory łyk.
  Przez całą drogę pociągała sobie z butelki i stawała się coraz bardziej wstawiona. Nie była bardzo pijana, ale ewidentnie szumiało jej już w głowie. W końcu zabrałem jej butelkę, na co zaprotestowała.
-Wystarczy ci już - powiedziałem.
  Byliśmy już pod domem Prudencji. Przysunąłem się do niej i pocałowałem w usta na pożegnanie. To tylko niewinny buziak, ale i tak cieszyłem się z każdej chwili, kiedy mogłem w taki sposób pokazywać światu, że to moja dziewczyna. Prudencja uwiesiła się na mojej szyi i powiedziała cicho:
-Może wejdziesz? Nie ma nikogo w domu.
  Na tą wiadomość zrobiło mi się strasznie gorąco. O Boże. Nawet zaproszenie do domu w ustach tej dziewczyny brzmiało nieprzyzwoicie.
-Okay, wejdę.
  Prudencja znalazła klucz do domu w kieszeni kurtki i delikatnie drżącą ręką otworzyła drzwi. Weszliśmy do środka. Yoko bez włączania światła pocałowała mnie mocno. Po omacku szliśmy po schodach, by wreszcie znaleźć drzwi do jej sypialni. Całowałem ją zachłannie, jakbym chciał jej pokazać, że jest tylko moja. I że ani Adam, ani inny chłopak nie ma do niej żadnych praw.
  Położyłem ją na łóżku i oparłem przedramiona obok jej głowy. Czułem jej ręce, które spacerowały nieśpiesznie po mich plecach. Prudencja zrzuciła z moich ramion kurtkę, a ja zacząłem całować jej szyję. Jęknęła cicho, kiedy przygryzłem jej skórę. Jedną rękę zsunąłem powoli po jej talii i dotknąłem gorącego brzucha. Było mi tak niesamowicie dobrze. Moje palce zawędrowały pod jej bluzką aż do koronkowego biustonosza. Wiła się pode mną, ale usłyszałem, jak mówi cicho:
-Nie. Wystarczy, Stan.
  Było mi ciężko przestać w takiej chwili, ale niechętnie oderwałem od niej swoje usta i wyjąłem rękę spod koszulki.
-Zrobiłem coś nie tak? - spytałem z lekkim strachem.
-Nie, tylko ten... Nie jestem taka łatwa, jak się niektórym wydaje. Chodzimy ze sobą niecały tydzień, a dla mnie to stanowczo za krótko. Nie gniewaj się, proszę.
-Nie gniewam się. Dobrze, że kazałaś mi przestać.
-Dlaczego?
-Bo nie mam gumek - powiedziałem, a Prudencja zaczęła się śmiać. Śmiała się i nie mogła przestać. Po chwili dołączyłem do niej i leżeliśmy w ciemności obok siebie, nie mogąc opanować chichotu.
-Idę się umyć. Druga łazienka jest na dole. Nie mam dla ciebie żadnych ubrań, bo Ringo jest zbyt chudy, żebyś się zmieścił w jego. Ale może dasz sobie radę. Zapasowa szczoteczka do zębów jest w szafce.
  Otworzyłem szeroko oczy i zapaliłem lampkę nocną.
-Mam tu zostać? - spytałem zdezorientowany.
-A nie chcesz? - powiedziała odrobinę smutnym tonem.
-Chcę, tylko... No nic. Będę zaszczycony, mogąc z tobą spać.
-Ale tylko spać. Nic więcej?
-Nic więcej - potwierdziłem.

  Piętnaście minut później wchodziłem z powrotem na górę do pokoju Yoko. Miałem na sobie bardzo dużo, bo aż bokserki. Serio. I tyle. Miałem nadzieję, że Prudencja mnie się nie przestraszy. Usiadłem na jej łóżku, a po chwili usłyszałem, że wychodzi z łazienki. Miała na sobie tylko strasznie krótkie spodenki i koszulkę.
-Nie gap się tak - powiedziała, ale ja mógłbym jej zwrócić uwagę na to samo. Weszła pod kołdrę i czekała na moją reakcję. Uchyliła odrobinę pościel w zapraszającym geście. Od razu skorzystałem z okazji i ułożyłem się obok niej. Prudencja zdjęła okulary i sięgnęła do szafki nocnej, która była po mojej stronie. Żeby do niej dosięgnąć, musiała praktycznie się na mnie położyć.
-Wyglądasz jak kret - powiedziałem.
-Spadaj. Nie moja wina, że jestem ślepa - odpowiedziała i przysunęła się odrobinę.
-Mam zgasić światło?
-Zgaś, bo i tak nic nie widzę.
  Sięgnąłem do wyłącznika lampki i pogrążyła nas ciemność. Objąłem ostrożnie Yoko, która położyła głowę na moim torsie. Czułem lekki powiew jej miętowego oddechu. Było mi przy niej cudownie. Szybko zorientowałem się po jej miarowym oddechu, że śpi. Chwilę później już sam zasypiałem trzymając ją w objęciach.

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 37.

  Kiedy Prudencja wróciła wreszcie do domu, od razu powędrowała do łazienki. Zdjęła z siebie ubrania i weszła pod gorący strumień prysznica. Po dwudziestu minutach weszła w pidżamie do swojego pokoju i ukryła się pod kołdrą. Wzięła do ręki swój telefon i szybko wystukała wiadomość:

Nowa wiadomość do: Stanley

Nie mów Ringo, okay? Nie chcę, żeby zaraz wiedzieli o tym wszyscy.

Wysłała, a po kilkunastu sekundach otrzymała odpowiedź.

Nowa wiadomość od: Stanley

Nie powiem, ale nie rozumiem, dlaczego chcesz to ukryć. Wstydzisz się mnie? Po prostu powiedz.

  Prudencja zmarszczyła czoło i odpisała:

Nowa wiadomość do: Stanley

Nie wstydzę się Ciebie. Tylko wiesz, potajemny romans, te sprawy ;)

Odpowiedź od chłopaka nadeszła po chwili:

Okay, okay. Teraz już rozumiem. Dobranoc :)

  Następnego dnia Prudencja chciała wyjść z domu przed bratem, żeby móc zobaczyć się ze Stanem sam na sam. Prawie by jej się udało, gdyby nie to, że zapomniała zabrać zeszytu z zadaniami z matematyki, za którym musiała pobiec na górę. W tym czasie Ringo zdążył już wyjść do czekającego przyjaciela. Rozmawiali chwilę, po czym dołączyła do nich zdyszana dziewczyna.
-Hej, cześć! - rzuciła i pochyliła się, opierając dłonie na udach.
-Kondycja, moja droga. Kondycja! - powiedział sarkastycznie Ringo i ruszył w stronę szkoły, ciągnąc za sobą Stana.
  Chłopak odwrócił się ukradkiem do tyłu i mrugnął do Yoko. Dziewczyna zaczerwieniła się lekko i uśmiechnęła dyskretnie.
-Może byście poczekali? - spytała z wyrzutem i dogoniła ich.
  Idąc, cała trójka rozmawiała i śmiała się od czasu do czasu. Kiedy doszli do szkoły, wszystko było jak zwykle. Prawie wszystko. Tego dnia Stanley nie mógł oderwać wzroku od Prudencji.


Stanley


  Z zamyślenia wyrwał mnie głos Ringo.
-Słuchasz mnie w ogóle?
-Słucham, słucham - odpowiedziałem szybko, ale wiedziałem, że mi nie uwierzył. 
-Tak, jasne. Co ty taki rozkojarzony dziś jesteś? Ciągle się wyłączasz i zapominasz o świecie. Coś się stało?
  Czy coś się stało? Oczywiście. Ale nie mogę mu powiedzieć.
-Nic się nie stało. Trochę mnie głowa boli. To pewnie dlatego nie kontaktuję.
  Ból głowy? Jak zwykle świetna wymówka. Ale Ringo dał mi spokój, a ja mogłem do woli myśleć o Prudencji.

  ***


  Wieczorem drzwi do pokoju Yoko uchyliły się lekko i ukazała się w nich głowa Ringo.
-Idziemy coś zjeść na mieście?
-Nie jestem głodna - odpowiedziała dziewczyna, nie odrywając wzroku od podręcznika.
-Ale ja jestem. Chodź. Dawno nie rozmawialiśmy.
  Prudencji na słowo 'rozmawialiśmy' zrobiło się gorąco. Domyślał się czegoś? Niemożliwe - myślała. Przecież była ze Stanleyem od niespełna dwudziestu czterech godzin. Zgodziła się na wyjście i zeszła na dół. Założyła trampki i wyszła razem z bratem. 
  Po kilkunastu minutach byli w dużej włoskiej restauracji. Zajęli miejsce w kącie sali i czekali na kelnera. Pojawił się przy nich szybko. Był wysoki i nie miał więcej, niż dwadzieścia pięć lat. Krótkie włosy i kilkudniowy zarost pasowały do niego idealnie. Zebrał od nich zamówienie i uśmiechnął się przelotnie do dziewczyny. Odpowiedziała mu tym samym, a na jej policzki wkradły się różowe plamy.
- No więc co u ciebie słychać, siostro? - spytał nagle Ringo.
  Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Wkrótce ten sam przystojny kelner przyniósł ich pizze.
-Życzę smacznego. Gdyby państwo zdecydowali się na deser - mówił, patrząc Prudencji w oczy - polecam tiramisu.
-Dziękujemy - odpowiedziała.
  Po odejściu chłopaka, Ringo zaczął temat życia uczuciowego swojej siostry. 
-Nie ma tam nikogo na horyzoncie? 
-Ile razy mam ci powtarzać, że nie - westchnęła.
-A Stanley?
-Co:Stanley?
-Myślałem, że ze sobą kręcicie. On cię lubi, wiesz?
-Ja też go lubię. Ale bardziej w granicach tolerancji - wypierała się. 
-Okay. Stanley nie. A ten kelner? - spytał, nachylając się odrobinę.
-Jaki kelner? - pytała z udawanym zdziwieniem.
-Przecież patrzył na ciebie, jakby chciał ci zasugerować, że to nie tiramisu ci poleca na deser, tylko siebie.
  Yoko zaśmiała się szczerze, nie mogąc opanować. 
-Skoro tak twierdzisz - powiedziała i zabrała się za swoją pizzę. 

  Pół godziny później do ich stolika zbliżał się po raz kolejny kelner. Ringo wstał.
-Idę do toalety. Tylko bez flirtów mi tu - powiedział i rzucił spojrzeniem na podchodzącego mężczyznę.
  Prudencja poprawiła okulary opadające jej na czubek nosa i uśmiechnęła się lekko do stojącego obok jej stolika chłopaka.
-Podać coś jeszcze? - spytał.
-A co pan proponuje? - spytała z zalotnym uśmiechem.
-Powiem co proponuję, jeśli powie mi pani, jak pani na imię - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
-Prudencja, a pan?
-Colin, bardzo mi miło - odparł.
-Mnie również.
-Z chęcią porozmawiałbym z tobą dłużej, Prudencjo, ale muszę wracać do pracy. A poza tym zbliża się do nas twój towarzysz.
-To mój brat. I proszę dwa razy tiramisu.
-Już się robi. Zaraz przyniosę.
-Czekam - rzuciła Yoko.
  Po chwili naprzeciwko niej usiadł Ringo.
-Mówiłem, że masz z nim nie flirtować - powiedział z naganą.
-A co ci do tego? I poza tym, ja z nikim nie flirtuję.
-Tak, właśnie widziałem. Jesteś bezwstydna - powiedział udając karcący ton, ale roześmiał się, co zepsuło efekt.
-A ty głupi, braciszku.
-Nie rań - odpowiedział, łapiąc się za serce.
  Kiedy Colin przyniósł ich ciastka Prudencja zobaczyła na swoim talerzyku małą karteczkę.

Zadzwoń, jeśli masz ochotę :)
07871796120
Kończę pracę o dwudziestej.
Colin

-Co ty tam masz? - spytał ją nagle Ringo.
-Nic nie mam.
-Nic nie masz?
  Prudencja już miała schować karteczkę do kieszeni, kiedy nagle chłopak wyrwał ją z jej ręki.
-Oddawaj to! - powiedziała z naciskiem.
-Widzę, że masz nowego wielbiciela. I co, zadzwonisz do pana Colina?
-Nie twoja sprawa, oddaj.
  Ringo zwrócił dziewczynie jej własność, ale już do końca wieczoru była nachmurzona i nie odzywała się do brata, skubiąc odrobinę zamówionego ciasta.
-Wracamy do domu? - spytał wreszcie Ringo.
  Prudencja tylko kiwnęła głową. Zapłacili za rachunek i wyszli w drogę powrotną.

  Kiedy Yoko leżała już w łóżku, pomyślała o wszystkim, co działo się w dzień. A przede wszystkim o epizodzie z kelnerem. Może to było głupie, ale dla Prudencji był to swojego rodzaju test. Zgodziła się być ze Stanleyem, ale tak naprawdę nie wiedziała, co do niego czuje. Było jej przy nim dobrze, lubiła z nim rozmawiać, uwielbiała na niego patrzeć i milczeć. A już szczególnie podobały się jej pocałunki. Ale nie była pewna, czy nie czułaby tego przy każdym przystojnym i inteligentnym mężczyźnie. Musiała sprawdzić, czy poczuje to samo, flirtując z Colinem. Trochę się bała, że tak się stanie, ale mimowolnie odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że flirtowanie z kelnerem, a przebywanie w towarzystwie Stanleya to dwie różne rzeczy. A ta pierwsza w niczym nie dorównywała tej drugiej. Z tą myślą odpłynęła w głęboki sen.

Stanley


  Kiedy razem z Ringo i Prudencją szliśmy do szkoły, nie spodziewałem się, jak bardzo popieprzony będzie ten dzień. Przez całą drogę chciałem chociaż przelotnie dotknąć ręki mojej dziewczyny, ale na nasze nieszczęście między nami stał Ringo. Musiałem się z tym pogodzić, więc słuchałem jego opowieści o wczorajszym wieczorze.
-I wiesz co? Nie sądziłem, że z mojej siostry jest taka kokietka.
  Momentalnie zacząłem słuchać jego słów.
-Tak? - spytałem niby od niechcenia.
-Ringo przestań. Nie ma o czym opowiadać - przerwała mu Prudencja.
-Nie ma o czym opowiadać? A kto wczoraj flirtował i robił maślane oczy do pana Zamów Mnie, a Nie Tiramisu Colina?
  O nie. Już byłem mega wkurzony. Ringo kontynuował opowiadanie, a ja coraz bardziej się spinałem. Byliśmy ze sobą tak krótko, a ona już mnie zdradzała. Kurwa. Wiedziałem, że ta dziewczyna doprowadzi mnie do szału. Kiedy weszliśmy do szkoły, minąłem ją bez słowa. Widziała, że jestem wkurzony. Siedziała na ławce przed klasą obok Briana. Stoję naprzeciwko niej i staram się nie patrzeć w jej kierunku. Oczywiście mi się to nie udaje. Widzę, jak wyciąga z kieszeni telefon. Po chwili odkłada go, a ja czuję wibracje. Wyciągam swój telefon i widzę wiadomość.

Nowa wiadomość od: Prudencja

Boże, czy Ty zawsze musisz słuchać Ringo? I zawsze mu wierzyć? Może chociaż raz najpierw wysłuchałbyś mnie.

Nie odpisuję, czym wywołuję kolejną falę jej irytacji. Jej! To raczej ja powinienem się irytować. Telefon po raz drugi daje o sobie znać.

Nowa wiadomość od: Prudencja

Chodzimy ze sobą od niecałych 48 h, a Ty już mnie wkurwiasz.

  Ostentacyjnie chowam telefon do kieszeni i mrożę Prudencję wzrokiem. Unikam jej przez cały dzień. Podczas ostatniej przerwy wchodzę do łazienki, by umyć ręce. Po chwili słyszę, że za kimś zamykają się drzwi i słyszę głos:
-Wyjazd stąd.
  Patrzę, jak grupa chłopaków z pierwszych klasy wychodzi z łazienki pod czujnym okiem Prudencji.
-To męska łazienka - mówię tylko.
-Widzę, ty dupku. Jesteś popierdolony.
-Miło mi to słyszeć - mówię z sarkazmem.
-Co mi się w głowę stało, że zgodziłam się na to nasze chodzenie, skoro ty już się na mnie obrażasz?
-Wcale się nie obrażam - mówię, chociaż oboje wiemy, że to nieprawda.
  Prudencja przekręca kluczyk w drzwiach i patrzy na mnie tymi wielkimi oczami.
-Jak już mówiłam, jesteś popierdolony, ale ja podobno też nie jestem normalna - mówi.
  Po tych słowach podchodzi do mnie i gwałtownie mnie całuje. Przez chwilę nie mogę złapać tchu i ze zdziwienia nie oddaję pocałunku. Jestem zbyt wkurwiony. Ale kiedy zjeżdża pocałunkami na moją szyję, mimowolnie wydaję z siebie niski jęk. Obejmuję ją mokrymi dłońmi w pasie i przyciągam jeszcze bliżej. Rozkoszuję się jej bliskością, kiedy nagle odsuwa się ode mnie i otwiera drzwi.
-Zastanów się tylko, czy będziesz w stanie mi ufać - rzuca i wychodzi.
  Stoję na środku łazienki i zastanawiam się, co ta dziewczyna ze mną robi.