niedziela, 6 września 2015

Rozdział 42.

  Kiedy Stanley pocałował Prudencję, wszyscy wlepili wzrok w ich dwójkę. Chłopcy zamilkli w ciągu sekundy, bo chociaż Matt, Rob i Dick znali prawdę, to Ringo nie miał o niczym pojęcia. Pete podniósł się do pozycji półleżącej. Stan oparł nogi między nogami Yoko, a dziewczyna trzymała włosy chłopaka z jednej strony jego głowy. Po jakimś czasie odezwał się brat dziewczyny.
-O kurwa.
  W końcu pijany Stanley odkleił się od dziewczyny i oboje podnieśli się.
-Sorry, stary. Chyba powinniśmy byli powiedzieć ci o tym wcześniej - mruknął Stan.
-Wcześniej? - spytał z niedowierzaniem Ringo. - To znaczy, że to już trwa od jakiegoś czasu? Że wy? Znaczy... no wiesz. Jesteście razem i nic mi nie powiedzieliście? Moja siostra i najlepszy kumpel? - Ringo wstał. Stanley poszedł za jego przykładem i również się podniósł.
-Słuchaj, Ringo. My po prostu...
-Nie, zaczekaj, Stan - odezwała się Yoko, podchodząc do brata. - Ja chciałam tajemnic, więc teraz mam za swoje. Słuchaj, Ringo. Głupio wyszło. Mieliśmy ci o tym powiedzieć po urodzinach. Nie wiem, dlaczego. Po prostu nie chciałam od razu lecieć z wiadomością do całego świata, że Stan i ja jesteśmy razem.
-Ale mi nie chodzi o wiadomości do całego świata, do cholery. Chodzi mi tylko o to, że nie powiedziałaś tego mi - powiedział spokojnie Ringo.
-Przepraszam. Tylko tyle mogę ci teraz powiedzieć.
-W dupę sobie wsadź swoje przeprosiny, siostrzyczko - odparł cicho.
-Hej, nie odzywaj się tak do niej - zaprotestował Stan i stanął przed Prudencją.
-Nie mów mi, jak mam się do niej odzywać. To nie jest twoja sprawa.
-Wiesz co, Ringo? Masz do nas pretensje, że jesteśmy razem, bo jesteś po prostu zazdrosny. Bo ty nie masz nikogo i boisz się, że ja i Yoko odwrócimy się od ciebie. I właśnie dlatego uważam, że jesteś zdrowo popierdolony. Bo Yoko to twoja siostra, a ja jestem twoim kumplem i sądziłem, że to znaczy dla ciebie trochę więcej. Czy w ogóle zauważyłeś, że od miesiąca ze sobą jesteśmy? - spytał. - No właśnie. Nie zauważyłeś. Czyli na dobrą sprawę nic się dla ciebie nie zmieniło. Więc o co ci tak naprawdę chodzi, co?
-Mam gdzieś te twoje wynurzenia. Sądzę, że oboje ze sobą długo nie wytrzymacie.
-Sądzisz tak, bo jesteś zazdrosny o mnie, tak? Bo jesteś gejem, prawda? - spytał wreszcie Stan i nawet nie zauważył kiedy pięść Ringo wylądowała na jego policzku. Blondyn nie spodziewając się ataku, zatoczył się do tyłu i o mało nie upadł razem z Prudencją.
-Pojebało cię? - krzyknęła Prudencja.
  Stan trzymał się za zraniony policzek, ale nie skończył jeszcze rozmowy.
-Miałem rację, prawda? Jesteś gejem i wstydzisz się o tym powiedzieć. Sądzisz, że jesteś przez to gorszy? Mój ty biedny cierpiętniku - zadrwił.
-Zamknij się - powiedział Ringo jeszcze ciszej, niż zwykle. - Nie jestem gejem. A nawet gdybym był, to z pewnością nie był bym zazdrosny o ciebie. Nie wiem, skąd ci to przyszło do głowy.
 Yoko, Stan i Ringo stali naprzeciwko siebie bez słowa. Reszta wlepiała w nich wzrok, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu odezwała się Prudencja.
-Chłopaki - zwróciła się do Matta, Roba i Dicka. - Chyba będzie lepiej, jeśli już pojedziecie.
-Jesteś pewna? - spytał z wahaniem Dick. - Może jednak odprowadzimy was i...
-Nie, Dick. Weźcie Pete'a i wracajcie do domu. My musimy sobie coś wyjaśnić. - odparła stanowczo.
-Eee no okay. Chłopaki, idziemy. Tylko błagam, nie pozabijajcie się tutaj.
  Kiedy cała czwórka ich opuściła, zapanowała niezręczna cisza, którą wreszcie przerwała Yoko.
-No więc tak. Stanley i ja jesteśmy ze sobą od jakiegoś miesiąca. Nikt o tym nie wiedział. No może oprócz kilku osób, które dowiedziały się przypadkiem. Mieliśmy nie mówić nikomu, bo ja tak chciałam, Ringo. Stan wolał ci powiedzieć, ale ja...
-Prudencjo - przerwał jej Stan. - Nie bierz całej winy na siebie. Przecież...
-Zamknij się - ucięła Yoko. - Moja wina. I tyle. Przepraszam, Ringo. Ale to dla ciebie chyba żadna różnica czy jesteśmy razem, czy osobno, bo ja wciąż jestem twoją siostrą, a Stanley najlepszym kumplem. Prawda? - spytała z wahaniem.
-Ja... No okay. Ja też przepraszam. Sorry, stary, za... no wiesz - powiedział Ringo i wskazał policzek Stana. - Będziesz mógł mi się kiedyś odwdzięczyć- zaśmiał się. Stanley uśmiechnął się szeroko i niespodziewanie zamachnął się i uderzył przyjaciela w szczękę.
-Stan, do cholery! - krzyknęła Yoko. - Co to było?
-Okay, należało mi się - powiedział cicho Ringo. - Teraz jesteśmy kwita. Ale skąd ci przyszło do głowy, że jestem gejem? Pojebało cię? Przecież nieraz mnie widziałeś z dziewczynami.
-No tak, ale myślałem, że to taka przykrywka.
-Ja pierdolę, ale ty jesteś nienormalny - pokręcił głową Ringo.
-No więc już wszystko okay? Dzieciaczki się pogodziły? To teraz podajcie sobie ręce i wracamy do domu.
  Chłopcy popatrzyli na Prudencję i zaśmiali się.
-Powiedziałam: podajcie sobie ręce. Już - zagroziła.
  Stan i Ringo podali sobie dłonie, a Prudencja wydawała się być usatysfakcjonowana.
-Wracamy? - spytała.
-Jasne - potwierdzili chłopcy i ruszyli przez ciemną noc.
  Kiedy znajdowali się już pod domem Ringo i Yoko Stanley chciał się z nimi pożegnać.
-Chyba nie będziesz wracał? - spytał zdziwiony Ringo. - Znajdzie się przecież dla ciebie miejsce w salonie. Ewentualnie w łóżku Prudencji.
-Ringo, ty świnio! - zaprotestowała Yoko i pacnęła brata w ramię.
-No co? Chyba mi nie powiesz, że wy nic?
-Nawet jeśli, to nic ci do tego. Zajmij się lepiej swoimi panienkami.
  Chłopcy wymienili spojrzenia i uśmiechnęli się kpiąco. Prudencja pokręciła głową i otworzyła drzwi.
-Ja zajmuję łazienkę na górze! - krzyknęła dziewczyna i pobiegła po schodach. Chwilę później chłopcy usłyszeli trzaśnięcie drzwi łazienkowych.
-Wiesz, gdzie jest druga łazienka. Ja poczekam. Jak chcesz pić, jeść, czy cokolwiek, to sam sobie szukaj. Dobranoc, stary - mruknął Ringo i poszedł śladem swojej siostry.

  Około trzeciej w nocy Prudencja wciąż nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok i wreszcie stwierdziła, że jest głodna. Założyła okulary i boso zeszła po omacku na dół. Zaświeciła światło na okapie i cicho, żeby nie zbudzić Stanleya śpiącego obok, otworzyła lodówkę. Wyjęła dwie średniej wielkości marchewki i karton z mlekiem. Obrała warzywa, pokroiła je na ćwiartki i włożyła do miseczki. Następnie nalała mleka do kubka i usiadła na stołku przy blacie, zabierając się za swoją bardzo późną kolację lub wyjątkowo wczesne śniadanie. Przy okazji potrąciła stojącą obok szklankę, która zagrzechotała głośno o kamienny blat.
-Kurwa - mruknęła do siebie, kiedy Stan zachrapał głośno. Wzięła do ręki pierwszą marchewkę i chrupała cicho. Kiedy miseczka stała się pusta, sięgnęła do lodówki po kolejne. Obierała właśnie pierwszą z nich, kiedy z salonu wyszedł zaspany Stanley. Miał mocno rozczochrane włosy i nic na sobie, poza bokserkami w niebieskie pasy.
-Zbudziłam cię? - spytała Yoko.
-Nie, wcale - zaśmiał się cicho Stan.
-Przepraszam, byłam głodna - tłumaczyła się.
-Głodna o trzeciej nad ranem?
-O trzeciej nad ranem wszystko smakuje lepiej - odparła. - No tak, zawsze chciałam spytać jakiegoś chłopaka o takie bokserki.
-Co jest z nimi nie tak? - spytał, siadając na jednym ze stołków.
-Są prawie jak spodenki, no nie? Więc jakim cudem mieszczą się pod spodniami?
-Kochana, uwierz mi, że takie bokserki to nic w porównaniu z innymi rzeczami, które muszę zmieścić w spodniach - odparł z dwuznacznym uśmiechem.
-Boże, faceci to serio świnie - powiedziała i wróciła do obierania marchewek.
-Mówił ci już ktoś, że w tej koszuli nocnej wyglądasz strasznie seksownie? - spytał Stan i napił się mleka z kubka Prudencji.
-Wydaje mi się, że nikt nie miał okazji - odpowiedziała.
  Stanley pił mleko i przyglądał się Yoko w cienkiej pudrowej koszuli nad kolano z krótkimi rękawami.
-Żaden facet nigdy nie widział cię w pidżamie? - spytał zdziwiony.
-Tato i Ringo widzieli.
-Wiesz, że nie o to pytam.
-A o co? - spytała i odwrócił się do Stana, podgryzając marchewkę.
-No wiesz. Chodzi mi raczej o kogoś, kto nie jest z tobą spokrewniony - odparł z kłopotliwym uśmiechem.
-Dlaczego nie spytasz wprost? - zwróciła się do niego Yoko.
-Teraz ja nie nadążam - powiedział Stan, odrzucając do tyłu włosy.
-No dlaczego nie pytasz po prostu, czy ktoś miał okazję widzieć mnie raczej bez pidżamy. I ogólnie.. bez.
-Do czego zmierzasz?
-Do tego, co ty.
-Czyli?
-No przecież wiem, że chciałeś spytać, czy ja... - urwała.
-Czy ty?
-No czy ten...
-Ten?
-No wiesz.
-No nie.
-Stanley.
-Prudencjo?
-Nie utrudniaj...
-Ale ja nie wiem, o czym ty mówisz.
-No przyznaj, że chciałeś mnie spytać, czy ja kiedyś...
-Czy ty co? - spytał coraz bardziej zaintrygowany.
-No czy seks z kimś uprawiałam - odpowiedziała donośnym szeptem.
  Stan popatrzył na nią jak na wariatkę i zaczął się śmiać.
-Cicho, bo ich obudzisz! I z czego się tak śmiejesz? - spytała obrażona.
-Naprawdę nie mogło ci przejść przez usta słowo seks? Przyznaję, że myślałem o tym, ale nie chciałem cię tak po prostu pytać. Ale jeśli chcesz mi powiedzieć, to...
-Więc nie chciałeś mnie o to spytać teraz?
-No nie wprost, ale jeśli jesteśmy już przy tym temacie, to wiesz. Możesz mi odpowiedzieć.
-Czyli chciałbyś wiedzieć?
-To chyba logiczne. W końcu jesteś moją dziewczyną. Na początku, zanim cię jeszcze dobrze poznałem wydawało mi się jasne, że musiałaś mieć już wielu chłopaków.
-Uważałeś, że jestem łatwa?
-Aż tak chyba nie. Później jednak zmieniłem zdanie, bo zastanawiałem się, jak jakiś chłopak miałby z tobą wytrzymać dłużej niż kilka minut. Ale potem zaczęliśmy ze sobą chodzić i byłaś taka niewinna, że nie posądziłbym cię o takie rzeczy jak seks, ale teraz dowiedziałem się, że chodziłaś dość długo z Pete'm, a on mi nie wygląda na świętoszka. Tak więc w chwili obecnej nie mam pojęcia, jak to z tobą jest.
-Jezu, jakie to krępujące - powiedziała Prudencja i ukryła twarz w dłoniach.
-Jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj. Sam sprawdzę.
-Ty obrzydliwa istoto, zwana facetem. Jestem dziewicą. Boże, powiedziałam to - mruknęła do siebie.
-Jesteś?
-No jestem.
-Naprawdę?
-Nie, na niby. Naprawdę, kretynie.
-Więc ty i Pete nic?
-Nic.
-Rączki przy sobie?
-W pewnym sensie.
-W pewnym sensie?
-Nic poniżej pasa.
-Całe szczęście - mruknął Stan i nachylił się nad Yoko, całując ją w szyję.
-Lepiej idź już spać - powiedziała do niego Prudencja i sięgnęła po marchewkę.
-Ja zaraz pójdę, a ty? Może wskoczysz do mnie?
  Dziewczyna tylko popatrzyła na niego wymownie i pokręciła głową. Stan cmoknął ją w czubek głowy i wrócił do salonu. Kanapa skrzypnęła pod jego ciężarem i zapadła cisza. Pięć minut później Prudencja skończyła swoje marchewki, popiła mlekiem i wstawiła naczynia do zmywarki. Wypłukała usta wodą, żeby pozbyć się nieciekawego smaku mleka, zgasiła światło i po chwili zastanowienia zamiast na górę do swojego pokoju, udała się do salonu. Przeszła na palcach przez pomieszczenie i odchyliła lekko koc, pod którym leżał Stan.
-Suń się - mruknęła i położyła się przodem do Stanleya, który zaśmiał się cicho i przytulił do siebie.
-Wiedziałem, że przyjdziesz - wyszeptał. - I możesz zdjąć okulary? Oprawki wbijają mi się w ciało.
-Przepraszam - mruknęła i odłożyła okulary na stół.
-To może skorzystamy z tego, że jesteśmy tu sami i...
-Na górze jest mój tato i brat. A poza tym nic do ślubu.
-Całkiem nic?
-Znaczy nie wiem, ale na pewno jeszcze nie teraz.
-I nie ze mną? - spytał smutnym głosem chłopak.
-Nie o to chodzi. Jesteśmy ze sobą krótko, ale jak dla mnie jest okay. Bardzo okay. Tylko to jeszcze nie teraz. Może uznasz, że jestem cnotką, ale to dla mnie ważne.
-Rozumiem, Yoko. Mnie też jest z tobą dobrze - szeptał w jej włosy, przesuwając jedną dłonią wzdłuż jej pleców. - I jeśli jeszcze nie chcesz, to nie.
  Przez chwilę nie odzywali się do siebie. Każde z nich było zatopione w swoich myślach. Po chwili odezwała się Prudencja.
-Ale seks to nie wszystko, prawda?
-Prawda, Yoko, prawda - odparł sennie chłopak.
  Prudencja pocałowała Stana w tors i w szyję. Odgarnęła jego włosy i przesunęła ręką po napiętym brzuchu. Westchnął cicho i pozwolił, by dziewczyna wytyczała ścieżki na jego ciele. Spacerowała palcami po jego nagiej klatce i pocałowała go w usta. Stan objął ją w pasie ramionami, aż jej koszula odchyliła się nieco.
-Hej - oderwała się od Stana i zaprotestowała cicho. - Nie mam nic pod spodem.
-Fajnie wiedzieć - westchnął i zjechał ręką aż do jej odkrytej nogi, na co pisnęła cicho. - Uwielbiam cię, Yoko - wyszeptał w jej szyję i zasnęli przytuleni do siebie.