-Zjedz coś - usłyszała głos ojca.
Posmarowała bułeczkę truskawkowym dżemem i skubnęła kawałeczek.
-Co u was? - spytał nagle Mark Hartfield, zwracając się do swoich dzieci.
-Po staremu - mruknął zaspany Ringo.
-A u ciebie, Prudencjo? Dawno nie mówiłaś, co słychać u Matta, Dicka i Roba.
-Przyjeżdżają w sobotę - odpowiedziała z pełnymi ustami.
-Naprawdę? Dlaczego nic wcześniej nie mówiłaś?
-Zapomniałam - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
-Gracie gdzieś?
-Mhm. W Spinner's End.
-Akurat w sobotę rano wyjeżdżam z ojcem Stanleya na ważne spotkanie. Wrócę w niedzielę po południu.
Rodzeństwo kiwnęło głowami na znak, że rozumieją. Dziewczyna dokończyła kanapkę, umyła zęby i zawołała brata.
-Idziesz?
-Idę, idę. Poczekaj.
-Będę na dworze - odpowiedziała i wyszła na zewnątrz.
Na chodniku spacerował już Stanley, nucąc coś do siebie pod nosem. Kiedy zobaczył Prudencję, z jego twarzy niewiele dało się wyczytać.
-Cześć - przywitała się cicho.
Stanley nie odpowiedział od razu. Przyjrzał się dziewczynie i zatrzymał swój wzrok na jej koszulce. A raczej na jej nadruku. Było tam napisane: Lepiej wyglądam nago. Chłopak uśmiechnął się leniwie i powiedział:
-Będę się musiał kiedyś upewnić - mruknął.
Yoko zarumieniła się i podeszła odrobinę.
-To znaczy, że już nie jesteś obrażony? Czy zazdrość nadal cię pożera?
-Przestań. Po prostu o tym zapomnijmy - powiedział i spróbował nachylić się, by cmoknąć ją w usta.
Dziewczyna odsunęła się.
-Ringo może zaraz przyjść - odparła.
Stanley westchnął ciężko.
-To całe ukrywanie się zaczyna mi działać na nerwy - powiedział i pocałował ją szybko w policzek.
-Stanley! - powiedziała z wyrzutem, ale zaczerwieniła się lekko.
-No co? Nie mogę pocałować swojej dziewczyny?
-Możesz, ale nie publicznie. Nie pamiętasz umowy?
-Owszem, pamiętam. No więc kiedy możemy się spotkać?
-W sobotę gram z chłopakami koncert. Wpadnij, to może znajdę dla ciebie chwilę - powiedziała z niewielkim uśmieszkiem, a Stan rozpromienił się na jej słowa, ukazując dołeczki w bladych policzkach.
-Cześć gołąbki! - dobiegł ich głos Ringo.
-Cześć - odpowiedział Stan, choć wciąż patrzył na Yoko, nie mogąc odwrócić wzroku.
-Lepiej już chodźmy - powiedział w końcu Ringo, spoglądając podejrzliwie na Stana i Yoko.
W sobotę po siedemnastej Prudencja siedziała na podłodze w pokoju naprzeciwko swojej szafy. Za półtorej godziny miała koncert, a wciąż nie wiedziała, w co ma się ubrać. Wreszcie wyjęła z szafy skórzane bordowe spodnie i czarną luźną bluzkę z rękawem trzy czwarte, która odsłaniała jej lewe ramię. Pół godziny później była już ubrana. Włożyła tylko czarne creepersy i stanęła przed lustrem. Krótkie włosy zostawiła rozpuszczone i tylko nałożyła na rzęsy odrobinę tuszu. Założyła okulary i przeciągnęła usta truskawkową pomadką ochronną.
-Yoko, nie pij tyle, bo nie będziesz mogła śpiewać - zganił dziewczynę Matt.
Zespół siedział na niewielkiej kanapie w ciemnym pokoju obok sceny. Prudencja wychyliła już trzeci kieliszek wódki, a za chwilę mieli wejść na scenę. Brakowało tylko kolegi chłopaków ze studiów. Miał on dziś i nimi gościnnie zagrać. Kilka dni wcześniej Rob obudził Prudencję, krzycząc jej do telefonu:
-Mamy gościa, który zagra z nami na organach Hammonda! Serio!
Yoko nie pałała aż takim entuzjazmem, ale z niecierpliwością czekała na poznanie chłopaka, który ma z nimi wystąpić. W Spinner's End stały przepiękne i z pewnością dawno nieużywane organy, ale nie było zbyt wielu chętnych, by na nich zagrać. Prudencja spróbowała tylko raz. Z marnym skutkiem.
Tej soboty czekali na Adama, który to miał przyczynić się do przełomowego wydarzenia w ich zespole. Bez wcześniejszych prób mieli razem wystąpić, ale już od kilku minut się spóźniał. Mieli już sami wejść na scenę, kiedy do pomieszczenia wszedł długowłosy chłopak.
-Sorry za spóźnienie, chłopaki - powiedział, a Prudencja chrząknęła znacząco. - A my się chyba nie znamy.
-Chyba nie - powiedziała.
-Adam jestem - przedstawił się i wyciągnął do niej rękę.
-Yoko - odpowiedziała i po dłuższej chwili uścisnęła jego dłoń.
Dziewczyna przyjrzała się chłopakowi. Miał długie brązowe włosy i był wyjątkowo chudy. Miał na sobie podarte jeansy i wypłowiałą koszulkę Judas Priest.
-Idziemy? - spytała w końcu i wszyscy udali się na scenę.
Prudencja po krótkim przywitaniu dodała:
-Jeśli coś nam nie wyjdzie, to przepraszamy, ale ja tego pana - wskazała Adama - widzę pierwszy raz w życiu.
Publiczność zaśmiała się, a zespół zaczął grać. Na początek wybrali piosenkę Speed King Deep Purple. Kiedy po prawie dwuminutowym wstępie Prudencja wykrzyknęła swoim wyjątkowym głosem 'Good Golly, said little miss Molly' zapomniała o wszystkim i oddała się muzyce.
Stanley
Siedziałem przy barze sam, odkąd Ringo wyszedł z jakąś dziewczyną. Piłem kolejnego drinka i podziwiałem Prudencję na scenie. Była cudowna. Uwielbiałem słuchać jak śpiewa, ale irytowało mnie, kiedy faceci ciągle coś do niej krzyczeli. Niby nie zwracała na nich większej uwagi, ale mimo to miałem ochotę do nich podejść i wyrządzić niemałą krzywdę.
Po jakimś czasie dosiadł się do mnie ten cały Adam, który zagrał kilka utworów z zespołem. Zamówił sobie piwo i oglądał koncert.
-Niezła jest - powiedział głośno, przekrzykując hałas.
-Kto? - spytałem.
-No dziewczyna. Znaczy Yoko - odpowiedział.
-Taa, niezła - przytaknąłem i popatrzyłem na nią. Nasz wzrok spotkał się na kilka chwil. Uśmiechnęła się do mnie lekko, śpiewając Violet. Odpowiedziałam jej tym samym i znów usłyszałem głos Adama.
-Nie wiesz czy kogoś ma?
Tak, kurwa, ma.
-Nie wiem. Wydaje mi się, że ma.
-Szkoda - odpowiedział, a mi krew gotowała się w żyłach.
Pan od organów jeszcze kilka razy się odezwał, ale starałem się go zbywać, albo udawać, że nie słyszę. Ale słyszałem. Myślałem, że on nie dożyje końca tego koncertu. Jeszcze raz powie coś o biuście Prudencji, a mu zapierdolę. Na szczęście Dear Prudence zagrali ostatnią piosenkę, jaką było How Many More Times. Po skończonym koncercie spotkałem się z zespołem. Nie znałem dobrze tych chłopaków, ale wydawali się być spoko.
-Idziemy na jakieś piwo? - spytała nagle Prudencja.
Staliśmy w szóstkę przed budynkiem. W szóstkę, bo Adam oczywiście się przypałętał. A Ringo jeszcze nie wrócił.
-My nie pijemy, musimy dziś jakoś wrócić do Windsoru. Ale na soczek z przyjemnością - odpowiedział jej Rob.
Chciałem już zbierać się do domu.
-To ja będę leciał - powiedziałem.
-Nie będziesz leciał, no chyba, że z nami. Idziemy! - odparł Matt.
Zgodziłem się nawet chętnie. Chciałem chociaż przez chwilę posiedzieć przy Prudencji i móc patrzeć na nią bez obawy, że Ringo zacznie coś podejrzewać.
-A tak w ogóle, to gdzie jest mój brat? - spytała Yoko.
-Wyrwał się gdzieś z jakąś dziewczyną. I miałem ci przekazać, że wróci jutro około południa - wyjaśniłem.
Siedzieliśmy w całodobowym barze przy niskim stoliku. Zająłem miejsce obok Prudencji, ale z jej drugiej strony znalazł się pierdolony Adam. Miałem go już serdecznie dosyć. Piłem piwo i jednocześnie starałem się słuchać chłopaków, opowiadających mi historie z przeszłości Yoko. Wszystko byłoby okay, gdyby nie to, że ten cholerny dupek przystawia się do Prudencji. Jego czułe słówka o tym, jak świetnie śpiewa, jakie ma zgrabne palce do grania na gitarze i nie tylko, jak bardzo podobają mu się jej okulary, ile to gwiazd pomieściły jej zielone oczy, że tak pięknie błyszczą doprowadzały mnie do szału. Zaraz zwymiotuję. Serio. Na niego oczywiście.
-Adam, przestań - usłyszałem głos Prudencji. - Za dużo wypiłeś, więc opowiadasz głupoty.
-To nie są głupoty. Ja naprawdę nigdy przedtem nie widziałem tak pięknych oczu.
Oczu? Oczu, kurwa? Skoro tak bardzo podobają ci się jej oczy, to dlaczego zamiast na nie, patrzysz ciągle na jej cycki? Matthew, Rob i Dick parsknęli cicho do swoich szklanek, a Prudencja przewróciła tymi swoimi 'pięknymi oczami'. No okay. Serio miała cudowne oczy. Ale on niech się od nich odpierdoli!
Położył swoje brudne łapsko na jej biodrze.
-Wystarczy. Nie pij już i nie mów do mnie takich rzeczy. I zostaw mnie - powiedziała zirytowana Prudencja.
-Kochana, nie mogę. Nie mogę przestać! Jesteś zbyt cudowna, aniele.
Nie wytrzymam.
-Przestań się, kurwa, przystawiać do mojej dziewczyny! - wybuchnąłem wreszcie.
Nawet nie wiem, kiedy wstałem z miejsca. Przez ułamek sekundy widziałem zdumione twarze chłopaków i przerażone spojrzenie Prudencji.
-Twojej dziewczyny? - spytał Adam. Wstał, ale chwiał się odrobinę. Wyszliśmy zza stołu i stanęliśmy naprzeciw siebie.
-Ej, spokój, chłopaki - powiedział pojednawczo Dick.
-Nie wtrącaj się - mruknąłem.
-No właśnie, nie wtrącaj się. Ja tu sobie porozmawiam z panem Stanleyem. Masz jakiś problem? - spytał bełkotliwie.
-Mam problem. Przystawiasz się do mojej dziewczyny. Nie rozumiałeś, kiedy kazała ci się odpierdolić?
-Nic takiego nie powiedziała - bronił się.
-A czy dla ciebie stwierdzenie 'zostaw mnie' nie jest równoznaczne ze spierdalaj?
Adam odpowiedział coś półgłosem i w ostatniej chwili zorientowałem się, że chce mnie uderzyć. Złapałem jego pięść i sam przyłożyłem mu prosto w nos.
-Hej, spokój! - krzyknęła Prudencja, ale było już trochę za późno, bo ochrona wyrzuciła nas wszystkich za drzwi.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś? - usłyszałem jak Matt zwraca się do Prudencji.
Sam stałem oparty o jakiś budynek. Adam na swoje szczęście się gdzieś zmył, ale teraz chłopcy przepytywali Yoko z relacji między nami.
-Nie mówiłam, bo to świeża sprawa.
-I co z tego, że świeża? To nie ma znaczenia. Jesteśmy przyjaciółmi, a ty nam nawet nie powiedziałaś, że jakiś chłopak cię poskromił. I tak na marginesie - zwrócił się do mnie Rob - współczuję ci, stary.
-Hej! Co współczuję? Proszę się ode mnie odczepić. Stanley mnie toleruje, więc nie powinieneś mieć z tym problemu - odpowiedziała buntowniczo, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Dobra, dobra. Nie obrażaj się. Ale Ringo? Dlaczego on nic nie wspomniał?
-Bo on nie wie - odpowiedziała cicho.
-Nie wie?
-Nie i tak ma na razie zostać. Wiecie tylko wy.
-I moi dziadkowie - dodałem.
-Ano tak. I twoi dziadkowie - zaśmiała się Prudencja i podeszła w moją stronę. Pocałowałem ją lekko w policzek, na co żartobliwie zaprotestowała.
-My się zbieramy, ale z tobą jeszcze nie skończyliśmy - powiedział Dick i cała trójka pożegnała się z nami.
-Odprowadzę cię do domu - powiedziałem, ale Prudencja uciekła szybko do sklepu i wróciła po chwili z butelką wódki.
-Serio, Yoko? - spytałem z politowaniem.
-Serio. Muszę się napić - powiedziała i wypiła spory łyk.
Przez całą drogę pociągała sobie z butelki i stawała się coraz bardziej wstawiona. Nie była bardzo pijana, ale ewidentnie szumiało jej już w głowie. W końcu zabrałem jej butelkę, na co zaprotestowała.
-Wystarczy ci już - powiedziałem.
Byliśmy już pod domem Prudencji. Przysunąłem się do niej i pocałowałem w usta na pożegnanie. To tylko niewinny buziak, ale i tak cieszyłem się z każdej chwili, kiedy mogłem w taki sposób pokazywać światu, że to moja dziewczyna. Prudencja uwiesiła się na mojej szyi i powiedziała cicho:
-Może wejdziesz? Nie ma nikogo w domu.
Na tą wiadomość zrobiło mi się strasznie gorąco. O Boże. Nawet zaproszenie do domu w ustach tej dziewczyny brzmiało nieprzyzwoicie.
-Okay, wejdę.
Prudencja znalazła klucz do domu w kieszeni kurtki i delikatnie drżącą ręką otworzyła drzwi. Weszliśmy do środka. Yoko bez włączania światła pocałowała mnie mocno. Po omacku szliśmy po schodach, by wreszcie znaleźć drzwi do jej sypialni. Całowałem ją zachłannie, jakbym chciał jej pokazać, że jest tylko moja. I że ani Adam, ani inny chłopak nie ma do niej żadnych praw.
Położyłem ją na łóżku i oparłem przedramiona obok jej głowy. Czułem jej ręce, które spacerowały nieśpiesznie po mich plecach. Prudencja zrzuciła z moich ramion kurtkę, a ja zacząłem całować jej szyję. Jęknęła cicho, kiedy przygryzłem jej skórę. Jedną rękę zsunąłem powoli po jej talii i dotknąłem gorącego brzucha. Było mi tak niesamowicie dobrze. Moje palce zawędrowały pod jej bluzką aż do koronkowego biustonosza. Wiła się pode mną, ale usłyszałem, jak mówi cicho:
-Nie. Wystarczy, Stan.
Było mi ciężko przestać w takiej chwili, ale niechętnie oderwałem od niej swoje usta i wyjąłem rękę spod koszulki.
-Zrobiłem coś nie tak? - spytałem z lekkim strachem.
-Nie, tylko ten... Nie jestem taka łatwa, jak się niektórym wydaje. Chodzimy ze sobą niecały tydzień, a dla mnie to stanowczo za krótko. Nie gniewaj się, proszę.
-Nie gniewam się. Dobrze, że kazałaś mi przestać.
-Dlaczego?
-Bo nie mam gumek - powiedziałem, a Prudencja zaczęła się śmiać. Śmiała się i nie mogła przestać. Po chwili dołączyłem do niej i leżeliśmy w ciemności obok siebie, nie mogąc opanować chichotu.
-Idę się umyć. Druga łazienka jest na dole. Nie mam dla ciebie żadnych ubrań, bo Ringo jest zbyt chudy, żebyś się zmieścił w jego. Ale może dasz sobie radę. Zapasowa szczoteczka do zębów jest w szafce.
Otworzyłem szeroko oczy i zapaliłem lampkę nocną.
-Mam tu zostać? - spytałem zdezorientowany.
-A nie chcesz? - powiedziała odrobinę smutnym tonem.
-Chcę, tylko... No nic. Będę zaszczycony, mogąc z tobą spać.
-Ale tylko spać. Nic więcej?
-Nic więcej - potwierdziłem.
Piętnaście minut później wchodziłem z powrotem na górę do pokoju Yoko. Miałem na sobie bardzo dużo, bo aż bokserki. Serio. I tyle. Miałem nadzieję, że Prudencja mnie się nie przestraszy. Usiadłem na jej łóżku, a po chwili usłyszałem, że wychodzi z łazienki. Miała na sobie tylko strasznie krótkie spodenki i koszulkę.
-Nie gap się tak - powiedziała, ale ja mógłbym jej zwrócić uwagę na to samo. Weszła pod kołdrę i czekała na moją reakcję. Uchyliła odrobinę pościel w zapraszającym geście. Od razu skorzystałem z okazji i ułożyłem się obok niej. Prudencja zdjęła okulary i sięgnęła do szafki nocnej, która była po mojej stronie. Żeby do niej dosięgnąć, musiała praktycznie się na mnie położyć.
-Wyglądasz jak kret - powiedziałem.
-Spadaj. Nie moja wina, że jestem ślepa - odpowiedziała i przysunęła się odrobinę.
-Mam zgasić światło?
-Zgaś, bo i tak nic nie widzę.
Sięgnąłem do wyłącznika lampki i pogrążyła nas ciemność. Objąłem ostrożnie Yoko, która położyła głowę na moim torsie. Czułem lekki powiew jej miętowego oddechu. Było mi przy niej cudownie. Szybko zorientowałem się po jej miarowym oddechu, że śpi. Chwilę później już sam zasypiałem trzymając ją w objęciach.
Po jakimś czasie dosiadł się do mnie ten cały Adam, który zagrał kilka utworów z zespołem. Zamówił sobie piwo i oglądał koncert.
-Niezła jest - powiedział głośno, przekrzykując hałas.
-Kto? - spytałem.
-No dziewczyna. Znaczy Yoko - odpowiedział.
-Taa, niezła - przytaknąłem i popatrzyłem na nią. Nasz wzrok spotkał się na kilka chwil. Uśmiechnęła się do mnie lekko, śpiewając Violet. Odpowiedziałam jej tym samym i znów usłyszałem głos Adama.
-Nie wiesz czy kogoś ma?
Tak, kurwa, ma.
-Nie wiem. Wydaje mi się, że ma.
-Szkoda - odpowiedział, a mi krew gotowała się w żyłach.
Pan od organów jeszcze kilka razy się odezwał, ale starałem się go zbywać, albo udawać, że nie słyszę. Ale słyszałem. Myślałem, że on nie dożyje końca tego koncertu. Jeszcze raz powie coś o biuście Prudencji, a mu zapierdolę. Na szczęście Dear Prudence zagrali ostatnią piosenkę, jaką było How Many More Times. Po skończonym koncercie spotkałem się z zespołem. Nie znałem dobrze tych chłopaków, ale wydawali się być spoko.
-Idziemy na jakieś piwo? - spytała nagle Prudencja.
Staliśmy w szóstkę przed budynkiem. W szóstkę, bo Adam oczywiście się przypałętał. A Ringo jeszcze nie wrócił.
-My nie pijemy, musimy dziś jakoś wrócić do Windsoru. Ale na soczek z przyjemnością - odpowiedział jej Rob.
Chciałem już zbierać się do domu.
-To ja będę leciał - powiedziałem.
-Nie będziesz leciał, no chyba, że z nami. Idziemy! - odparł Matt.
Zgodziłem się nawet chętnie. Chciałem chociaż przez chwilę posiedzieć przy Prudencji i móc patrzeć na nią bez obawy, że Ringo zacznie coś podejrzewać.
-A tak w ogóle, to gdzie jest mój brat? - spytała Yoko.
-Wyrwał się gdzieś z jakąś dziewczyną. I miałem ci przekazać, że wróci jutro około południa - wyjaśniłem.
Siedzieliśmy w całodobowym barze przy niskim stoliku. Zająłem miejsce obok Prudencji, ale z jej drugiej strony znalazł się pierdolony Adam. Miałem go już serdecznie dosyć. Piłem piwo i jednocześnie starałem się słuchać chłopaków, opowiadających mi historie z przeszłości Yoko. Wszystko byłoby okay, gdyby nie to, że ten cholerny dupek przystawia się do Prudencji. Jego czułe słówka o tym, jak świetnie śpiewa, jakie ma zgrabne palce do grania na gitarze i nie tylko, jak bardzo podobają mu się jej okulary, ile to gwiazd pomieściły jej zielone oczy, że tak pięknie błyszczą doprowadzały mnie do szału. Zaraz zwymiotuję. Serio. Na niego oczywiście.
-Adam, przestań - usłyszałem głos Prudencji. - Za dużo wypiłeś, więc opowiadasz głupoty.
-To nie są głupoty. Ja naprawdę nigdy przedtem nie widziałem tak pięknych oczu.
Oczu? Oczu, kurwa? Skoro tak bardzo podobają ci się jej oczy, to dlaczego zamiast na nie, patrzysz ciągle na jej cycki? Matthew, Rob i Dick parsknęli cicho do swoich szklanek, a Prudencja przewróciła tymi swoimi 'pięknymi oczami'. No okay. Serio miała cudowne oczy. Ale on niech się od nich odpierdoli!
Położył swoje brudne łapsko na jej biodrze.
-Wystarczy. Nie pij już i nie mów do mnie takich rzeczy. I zostaw mnie - powiedziała zirytowana Prudencja.
-Kochana, nie mogę. Nie mogę przestać! Jesteś zbyt cudowna, aniele.
Nie wytrzymam.
-Przestań się, kurwa, przystawiać do mojej dziewczyny! - wybuchnąłem wreszcie.
Nawet nie wiem, kiedy wstałem z miejsca. Przez ułamek sekundy widziałem zdumione twarze chłopaków i przerażone spojrzenie Prudencji.
-Twojej dziewczyny? - spytał Adam. Wstał, ale chwiał się odrobinę. Wyszliśmy zza stołu i stanęliśmy naprzeciw siebie.
-Ej, spokój, chłopaki - powiedział pojednawczo Dick.
-Nie wtrącaj się - mruknąłem.
-No właśnie, nie wtrącaj się. Ja tu sobie porozmawiam z panem Stanleyem. Masz jakiś problem? - spytał bełkotliwie.
-Mam problem. Przystawiasz się do mojej dziewczyny. Nie rozumiałeś, kiedy kazała ci się odpierdolić?
-Nic takiego nie powiedziała - bronił się.
-A czy dla ciebie stwierdzenie 'zostaw mnie' nie jest równoznaczne ze spierdalaj?
Adam odpowiedział coś półgłosem i w ostatniej chwili zorientowałem się, że chce mnie uderzyć. Złapałem jego pięść i sam przyłożyłem mu prosto w nos.
-Hej, spokój! - krzyknęła Prudencja, ale było już trochę za późno, bo ochrona wyrzuciła nas wszystkich za drzwi.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś? - usłyszałem jak Matt zwraca się do Prudencji.
Sam stałem oparty o jakiś budynek. Adam na swoje szczęście się gdzieś zmył, ale teraz chłopcy przepytywali Yoko z relacji między nami.
-Nie mówiłam, bo to świeża sprawa.
-I co z tego, że świeża? To nie ma znaczenia. Jesteśmy przyjaciółmi, a ty nam nawet nie powiedziałaś, że jakiś chłopak cię poskromił. I tak na marginesie - zwrócił się do mnie Rob - współczuję ci, stary.
-Hej! Co współczuję? Proszę się ode mnie odczepić. Stanley mnie toleruje, więc nie powinieneś mieć z tym problemu - odpowiedziała buntowniczo, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Dobra, dobra. Nie obrażaj się. Ale Ringo? Dlaczego on nic nie wspomniał?
-Bo on nie wie - odpowiedziała cicho.
-Nie wie?
-Nie i tak ma na razie zostać. Wiecie tylko wy.
-I moi dziadkowie - dodałem.
-Ano tak. I twoi dziadkowie - zaśmiała się Prudencja i podeszła w moją stronę. Pocałowałem ją lekko w policzek, na co żartobliwie zaprotestowała.
-My się zbieramy, ale z tobą jeszcze nie skończyliśmy - powiedział Dick i cała trójka pożegnała się z nami.
-Odprowadzę cię do domu - powiedziałem, ale Prudencja uciekła szybko do sklepu i wróciła po chwili z butelką wódki.
-Serio, Yoko? - spytałem z politowaniem.
-Serio. Muszę się napić - powiedziała i wypiła spory łyk.
Przez całą drogę pociągała sobie z butelki i stawała się coraz bardziej wstawiona. Nie była bardzo pijana, ale ewidentnie szumiało jej już w głowie. W końcu zabrałem jej butelkę, na co zaprotestowała.
-Wystarczy ci już - powiedziałem.
Byliśmy już pod domem Prudencji. Przysunąłem się do niej i pocałowałem w usta na pożegnanie. To tylko niewinny buziak, ale i tak cieszyłem się z każdej chwili, kiedy mogłem w taki sposób pokazywać światu, że to moja dziewczyna. Prudencja uwiesiła się na mojej szyi i powiedziała cicho:
-Może wejdziesz? Nie ma nikogo w domu.
Na tą wiadomość zrobiło mi się strasznie gorąco. O Boże. Nawet zaproszenie do domu w ustach tej dziewczyny brzmiało nieprzyzwoicie.
-Okay, wejdę.
Prudencja znalazła klucz do domu w kieszeni kurtki i delikatnie drżącą ręką otworzyła drzwi. Weszliśmy do środka. Yoko bez włączania światła pocałowała mnie mocno. Po omacku szliśmy po schodach, by wreszcie znaleźć drzwi do jej sypialni. Całowałem ją zachłannie, jakbym chciał jej pokazać, że jest tylko moja. I że ani Adam, ani inny chłopak nie ma do niej żadnych praw.
Położyłem ją na łóżku i oparłem przedramiona obok jej głowy. Czułem jej ręce, które spacerowały nieśpiesznie po mich plecach. Prudencja zrzuciła z moich ramion kurtkę, a ja zacząłem całować jej szyję. Jęknęła cicho, kiedy przygryzłem jej skórę. Jedną rękę zsunąłem powoli po jej talii i dotknąłem gorącego brzucha. Było mi tak niesamowicie dobrze. Moje palce zawędrowały pod jej bluzką aż do koronkowego biustonosza. Wiła się pode mną, ale usłyszałem, jak mówi cicho:
-Nie. Wystarczy, Stan.
Było mi ciężko przestać w takiej chwili, ale niechętnie oderwałem od niej swoje usta i wyjąłem rękę spod koszulki.
-Zrobiłem coś nie tak? - spytałem z lekkim strachem.
-Nie, tylko ten... Nie jestem taka łatwa, jak się niektórym wydaje. Chodzimy ze sobą niecały tydzień, a dla mnie to stanowczo za krótko. Nie gniewaj się, proszę.
-Nie gniewam się. Dobrze, że kazałaś mi przestać.
-Dlaczego?
-Bo nie mam gumek - powiedziałem, a Prudencja zaczęła się śmiać. Śmiała się i nie mogła przestać. Po chwili dołączyłem do niej i leżeliśmy w ciemności obok siebie, nie mogąc opanować chichotu.
-Idę się umyć. Druga łazienka jest na dole. Nie mam dla ciebie żadnych ubrań, bo Ringo jest zbyt chudy, żebyś się zmieścił w jego. Ale może dasz sobie radę. Zapasowa szczoteczka do zębów jest w szafce.
Otworzyłem szeroko oczy i zapaliłem lampkę nocną.
-Mam tu zostać? - spytałem zdezorientowany.
-A nie chcesz? - powiedziała odrobinę smutnym tonem.
-Chcę, tylko... No nic. Będę zaszczycony, mogąc z tobą spać.
-Ale tylko spać. Nic więcej?
-Nic więcej - potwierdziłem.
Piętnaście minut później wchodziłem z powrotem na górę do pokoju Yoko. Miałem na sobie bardzo dużo, bo aż bokserki. Serio. I tyle. Miałem nadzieję, że Prudencja mnie się nie przestraszy. Usiadłem na jej łóżku, a po chwili usłyszałem, że wychodzi z łazienki. Miała na sobie tylko strasznie krótkie spodenki i koszulkę.
-Nie gap się tak - powiedziała, ale ja mógłbym jej zwrócić uwagę na to samo. Weszła pod kołdrę i czekała na moją reakcję. Uchyliła odrobinę pościel w zapraszającym geście. Od razu skorzystałem z okazji i ułożyłem się obok niej. Prudencja zdjęła okulary i sięgnęła do szafki nocnej, która była po mojej stronie. Żeby do niej dosięgnąć, musiała praktycznie się na mnie położyć.
-Wyglądasz jak kret - powiedziałem.
-Spadaj. Nie moja wina, że jestem ślepa - odpowiedziała i przysunęła się odrobinę.
-Mam zgasić światło?
-Zgaś, bo i tak nic nie widzę.
Sięgnąłem do wyłącznika lampki i pogrążyła nas ciemność. Objąłem ostrożnie Yoko, która położyła głowę na moim torsie. Czułem lekki powiew jej miętowego oddechu. Było mi przy niej cudownie. Szybko zorientowałem się po jej miarowym oddechu, że śpi. Chwilę później już sam zasypiałem trzymając ją w objęciach.