środa, 24 czerwca 2015

Rozdział 38.

 Dzień po niemej kłótni Prudencji i Stanleya dziewczyna zbierała się do szkoły. Była lekko poddenerwowana, bo nie wiedziała, co jest teraz między nią a chłopakiem. Założyła jeansy i czarną koszulkę z białym napisem. Zarzuciła na siebie ciemnoszarą bluzę, po czym skierowała się do kuchni. Jej brat już siedział z ojcem przy śniadaniu. Yoko przywitała się z nimi i zrobiła sobie kubek czarnej, mocnej kawy.
-Zjedz coś - usłyszała głos ojca.
  Posmarowała bułeczkę truskawkowym dżemem i skubnęła kawałeczek.
-Co u was? - spytał nagle Mark Hartfield, zwracając się do swoich dzieci.
-Po staremu - mruknął zaspany Ringo.
-A u ciebie, Prudencjo? Dawno nie mówiłaś, co słychać u Matta, Dicka i Roba.
-Przyjeżdżają w sobotę - odpowiedziała z pełnymi ustami.
-Naprawdę? Dlaczego nic wcześniej nie mówiłaś?
-Zapomniałam - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
-Gracie gdzieś?
-Mhm. W Spinner's End.
-Akurat w sobotę rano wyjeżdżam z ojcem Stanleya na ważne spotkanie. Wrócę w niedzielę po południu.
  Rodzeństwo kiwnęło głowami na znak, że rozumieją. Dziewczyna dokończyła kanapkę, umyła zęby i zawołała brata.
-Idziesz?
-Idę, idę. Poczekaj.
-Będę na dworze - odpowiedziała i wyszła na zewnątrz.
  Na chodniku spacerował już Stanley, nucąc coś do siebie pod nosem. Kiedy zobaczył Prudencję, z jego twarzy niewiele dało się wyczytać.
-Cześć - przywitała się cicho.
  Stanley nie odpowiedział od razu. Przyjrzał się dziewczynie i zatrzymał swój wzrok na jej koszulce. A raczej na jej nadruku. Było tam napisane: Lepiej wyglądam nago. Chłopak uśmiechnął się leniwie i powiedział:
-Będę się musiał kiedyś upewnić - mruknął.
  Yoko zarumieniła się i podeszła odrobinę.
-To znaczy, że już nie jesteś obrażony? Czy zazdrość nadal cię pożera?
-Przestań. Po prostu o tym zapomnijmy - powiedział i spróbował nachylić się, by cmoknąć ją w usta.
  Dziewczyna odsunęła się.
-Ringo może zaraz przyjść - odparła.
  Stanley westchnął ciężko.
-To całe ukrywanie się zaczyna mi działać na nerwy - powiedział i pocałował ją szybko w policzek.
-Stanley! - powiedziała z wyrzutem, ale zaczerwieniła się lekko.
-No co? Nie mogę pocałować swojej dziewczyny?
-Możesz, ale nie publicznie. Nie pamiętasz umowy?
-Owszem, pamiętam. No więc kiedy możemy się spotkać?
-W sobotę gram z chłopakami koncert. Wpadnij, to może znajdę dla ciebie chwilę - powiedziała z niewielkim uśmieszkiem, a Stan rozpromienił się na jej słowa, ukazując dołeczki w bladych policzkach.
-Cześć gołąbki! - dobiegł ich głos Ringo.
-Cześć - odpowiedział Stan, choć wciąż patrzył na Yoko, nie mogąc odwrócić wzroku.
-Lepiej już chodźmy - powiedział w końcu Ringo, spoglądając podejrzliwie na Stana i Yoko.

  W sobotę po siedemnastej Prudencja siedziała na podłodze w pokoju naprzeciwko swojej szafy. Za półtorej godziny miała koncert, a wciąż nie wiedziała, w co ma się ubrać. Wreszcie wyjęła z szafy skórzane bordowe spodnie i czarną luźną bluzkę z rękawem trzy czwarte, która odsłaniała jej lewe ramię. Pół godziny później była już ubrana. Włożyła tylko czarne creepersy i stanęła przed lustrem. Krótkie włosy zostawiła rozpuszczone i tylko nałożyła na rzęsy odrobinę tuszu. Założyła okulary i przeciągnęła usta truskawkową pomadką ochronną.

  -Yoko, nie pij tyle, bo nie będziesz mogła śpiewać - zganił dziewczynę Matt.
  Zespół siedział na niewielkiej kanapie w ciemnym pokoju obok sceny. Prudencja wychyliła już trzeci kieliszek wódki, a za chwilę mieli wejść na scenę. Brakowało tylko kolegi chłopaków ze studiów. Miał on dziś i nimi gościnnie zagrać. Kilka dni wcześniej Rob obudził Prudencję, krzycząc jej do telefonu:
-Mamy gościa, który zagra z nami na organach Hammonda! Serio!
  Yoko nie pałała aż takim entuzjazmem, ale z niecierpliwością czekała na poznanie chłopaka, który ma z nimi wystąpić. W Spinner's End stały przepiękne i z pewnością dawno nieużywane organy, ale nie było zbyt wielu chętnych, by na nich zagrać. Prudencja spróbowała tylko raz. Z marnym skutkiem.
  Tej soboty czekali na Adama, który to miał przyczynić się do przełomowego wydarzenia w ich zespole. Bez wcześniejszych prób mieli razem wystąpić, ale już od kilku minut się spóźniał. Mieli już sami wejść na scenę, kiedy do pomieszczenia wszedł długowłosy chłopak.
-Sorry za spóźnienie, chłopaki - powiedział, a Prudencja chrząknęła znacząco. - A my się chyba nie znamy.
-Chyba nie - powiedziała.
-Adam jestem - przedstawił się i wyciągnął do niej rękę.
-Yoko - odpowiedziała i po dłuższej chwili uścisnęła jego dłoń.
  Dziewczyna przyjrzała się chłopakowi. Miał długie brązowe włosy i był wyjątkowo chudy. Miał na sobie podarte jeansy i wypłowiałą koszulkę Judas Priest.
-Idziemy? - spytała w końcu i wszyscy udali się na scenę.
  Prudencja po krótkim przywitaniu dodała:
-Jeśli coś nam nie wyjdzie, to przepraszamy, ale ja tego pana - wskazała Adama - widzę pierwszy raz w życiu.
  Publiczność zaśmiała się, a zespół zaczął grać. Na początek wybrali piosenkę Speed King Deep Purple. Kiedy po prawie dwuminutowym wstępie Prudencja wykrzyknęła swoim wyjątkowym głosem 'Good Golly, said little miss Molly' zapomniała o wszystkim i oddała się muzyce.

Stanley


  Siedziałem przy barze sam, odkąd Ringo wyszedł z jakąś dziewczyną. Piłem kolejnego drinka i podziwiałem Prudencję na scenie. Była cudowna. Uwielbiałem słuchać jak śpiewa, ale irytowało mnie, kiedy faceci ciągle coś do niej krzyczeli. Niby nie zwracała na nich większej uwagi, ale mimo to miałem ochotę do nich podejść i wyrządzić niemałą krzywdę.
  Po jakimś czasie dosiadł się do mnie ten cały Adam, który zagrał kilka utworów z zespołem. Zamówił sobie piwo i oglądał koncert.
-Niezła jest - powiedział głośno, przekrzykując hałas.
-Kto? - spytałem.
-No dziewczyna. Znaczy Yoko - odpowiedział.
-Taa, niezła - przytaknąłem i popatrzyłem na nią. Nasz wzrok spotkał się na kilka chwil. Uśmiechnęła się do mnie lekko, śpiewając Violet. Odpowiedziałam jej tym samym i znów usłyszałem głos Adama.
-Nie wiesz czy kogoś ma?
  Tak, kurwa, ma.
-Nie wiem. Wydaje mi się, że ma.
-Szkoda - odpowiedział, a mi krew gotowała się w żyłach.
  Pan od organów jeszcze kilka razy się odezwał, ale starałem się go zbywać, albo udawać, że nie słyszę. Ale słyszałem. Myślałem, że on nie dożyje końca tego koncertu. Jeszcze raz powie coś o biuście Prudencji, a mu zapierdolę. Na szczęście Dear Prudence zagrali ostatnią piosenkę, jaką było How Many More Times. Po skończonym koncercie spotkałem się z zespołem. Nie znałem dobrze tych chłopaków, ale wydawali się być spoko.
-Idziemy na jakieś piwo? - spytała nagle Prudencja.
  Staliśmy w szóstkę przed budynkiem. W szóstkę, bo Adam oczywiście się przypałętał. A Ringo jeszcze nie wrócił.
-My nie pijemy, musimy dziś jakoś wrócić do Windsoru. Ale na soczek z przyjemnością - odpowiedział jej Rob.
  Chciałem już zbierać się do domu.
-To ja będę leciał - powiedziałem.
-Nie będziesz leciał, no chyba, że z nami. Idziemy! - odparł Matt.
  Zgodziłem się nawet chętnie. Chciałem chociaż przez chwilę posiedzieć przy Prudencji i móc patrzeć na nią bez obawy, że Ringo zacznie coś podejrzewać.
-A tak w ogóle, to gdzie jest mój brat? - spytała Yoko.
-Wyrwał się gdzieś z jakąś dziewczyną. I miałem ci przekazać, że wróci jutro około południa - wyjaśniłem.

  Siedzieliśmy w całodobowym barze przy niskim stoliku. Zająłem miejsce obok Prudencji, ale z jej drugiej strony znalazł się pierdolony Adam. Miałem go już serdecznie dosyć. Piłem piwo i jednocześnie starałem się słuchać chłopaków, opowiadających mi historie z przeszłości Yoko. Wszystko byłoby okay, gdyby nie to, że ten cholerny dupek przystawia się do Prudencji. Jego czułe słówka o tym, jak świetnie śpiewa, jakie ma zgrabne palce do grania na gitarze i nie tylko, jak bardzo podobają mu się jej okulary, ile to gwiazd pomieściły jej zielone oczy, że tak pięknie błyszczą doprowadzały mnie do szału. Zaraz zwymiotuję. Serio. Na niego oczywiście.
-Adam, przestań - usłyszałem głos Prudencji. - Za dużo wypiłeś, więc opowiadasz głupoty.
-To nie są głupoty. Ja naprawdę nigdy przedtem nie widziałem tak pięknych oczu.
  Oczu? Oczu, kurwa? Skoro tak bardzo podobają ci się jej oczy, to dlaczego zamiast na nie, patrzysz ciągle na jej cycki? Matthew, Rob i Dick parsknęli cicho do swoich szklanek, a Prudencja przewróciła tymi swoimi 'pięknymi oczami'. No okay. Serio miała cudowne oczy. Ale on niech się od nich odpierdoli!
  Położył swoje brudne łapsko na jej biodrze.
-Wystarczy. Nie pij już i nie mów do mnie takich rzeczy. I zostaw mnie - powiedziała zirytowana Prudencja.
-Kochana, nie mogę. Nie mogę przestać! Jesteś zbyt cudowna, aniele.
  Nie wytrzymam.
-Przestań się, kurwa, przystawiać do mojej dziewczyny! - wybuchnąłem wreszcie.
  Nawet nie wiem, kiedy wstałem z miejsca. Przez ułamek sekundy widziałem zdumione twarze chłopaków i przerażone spojrzenie Prudencji.
-Twojej dziewczyny? - spytał Adam. Wstał, ale chwiał się odrobinę. Wyszliśmy zza stołu i stanęliśmy naprzeciw siebie.
-Ej, spokój, chłopaki - powiedział pojednawczo Dick.
-Nie wtrącaj się - mruknąłem.
-No właśnie, nie wtrącaj się. Ja tu sobie porozmawiam z panem Stanleyem. Masz jakiś problem? - spytał bełkotliwie.
-Mam problem. Przystawiasz się do mojej dziewczyny. Nie rozumiałeś, kiedy kazała ci się odpierdolić?
-Nic takiego nie powiedziała - bronił się.
-A czy dla ciebie stwierdzenie 'zostaw mnie' nie jest równoznaczne ze spierdalaj?
  Adam odpowiedział coś półgłosem i w ostatniej chwili zorientowałem się, że chce mnie uderzyć. Złapałem jego pięść i sam przyłożyłem mu prosto w nos.
-Hej, spokój! - krzyknęła Prudencja, ale było już trochę za późno, bo ochrona wyrzuciła nas wszystkich za drzwi.

  -Dlaczego nic nie powiedziałaś? - usłyszałem jak Matt zwraca się do Prudencji.
  Sam stałem oparty o jakiś budynek. Adam na swoje szczęście się gdzieś zmył, ale teraz chłopcy przepytywali Yoko z relacji między nami.
-Nie mówiłam, bo to świeża sprawa.
-I co z tego, że świeża? To nie ma znaczenia. Jesteśmy przyjaciółmi, a ty nam nawet nie powiedziałaś, że jakiś chłopak cię poskromił. I tak na marginesie - zwrócił się do mnie Rob - współczuję ci, stary.
-Hej! Co współczuję? Proszę się ode mnie odczepić. Stanley mnie toleruje, więc nie powinieneś mieć z tym problemu - odpowiedziała buntowniczo, a ja uśmiechnąłem się szeroko.
-Dobra, dobra. Nie obrażaj się. Ale Ringo? Dlaczego on nic nie wspomniał?
-Bo on nie wie - odpowiedziała cicho.
-Nie wie?
-Nie i tak ma na razie zostać. Wiecie tylko wy.
-I moi dziadkowie - dodałem.
-Ano tak. I twoi dziadkowie - zaśmiała się Prudencja i podeszła w moją stronę. Pocałowałem ją lekko w policzek, na co żartobliwie zaprotestowała.
-My się zbieramy, ale z tobą jeszcze nie skończyliśmy - powiedział Dick i cała trójka pożegnała się z nami.
-Odprowadzę cię do domu - powiedziałem, ale Prudencja uciekła szybko do sklepu i wróciła po chwili z butelką wódki.
-Serio, Yoko? - spytałem z politowaniem.
-Serio. Muszę się napić - powiedziała i wypiła spory łyk.
  Przez całą drogę pociągała sobie z butelki i stawała się coraz bardziej wstawiona. Nie była bardzo pijana, ale ewidentnie szumiało jej już w głowie. W końcu zabrałem jej butelkę, na co zaprotestowała.
-Wystarczy ci już - powiedziałem.
  Byliśmy już pod domem Prudencji. Przysunąłem się do niej i pocałowałem w usta na pożegnanie. To tylko niewinny buziak, ale i tak cieszyłem się z każdej chwili, kiedy mogłem w taki sposób pokazywać światu, że to moja dziewczyna. Prudencja uwiesiła się na mojej szyi i powiedziała cicho:
-Może wejdziesz? Nie ma nikogo w domu.
  Na tą wiadomość zrobiło mi się strasznie gorąco. O Boże. Nawet zaproszenie do domu w ustach tej dziewczyny brzmiało nieprzyzwoicie.
-Okay, wejdę.
  Prudencja znalazła klucz do domu w kieszeni kurtki i delikatnie drżącą ręką otworzyła drzwi. Weszliśmy do środka. Yoko bez włączania światła pocałowała mnie mocno. Po omacku szliśmy po schodach, by wreszcie znaleźć drzwi do jej sypialni. Całowałem ją zachłannie, jakbym chciał jej pokazać, że jest tylko moja. I że ani Adam, ani inny chłopak nie ma do niej żadnych praw.
  Położyłem ją na łóżku i oparłem przedramiona obok jej głowy. Czułem jej ręce, które spacerowały nieśpiesznie po mich plecach. Prudencja zrzuciła z moich ramion kurtkę, a ja zacząłem całować jej szyję. Jęknęła cicho, kiedy przygryzłem jej skórę. Jedną rękę zsunąłem powoli po jej talii i dotknąłem gorącego brzucha. Było mi tak niesamowicie dobrze. Moje palce zawędrowały pod jej bluzką aż do koronkowego biustonosza. Wiła się pode mną, ale usłyszałem, jak mówi cicho:
-Nie. Wystarczy, Stan.
  Było mi ciężko przestać w takiej chwili, ale niechętnie oderwałem od niej swoje usta i wyjąłem rękę spod koszulki.
-Zrobiłem coś nie tak? - spytałem z lekkim strachem.
-Nie, tylko ten... Nie jestem taka łatwa, jak się niektórym wydaje. Chodzimy ze sobą niecały tydzień, a dla mnie to stanowczo za krótko. Nie gniewaj się, proszę.
-Nie gniewam się. Dobrze, że kazałaś mi przestać.
-Dlaczego?
-Bo nie mam gumek - powiedziałem, a Prudencja zaczęła się śmiać. Śmiała się i nie mogła przestać. Po chwili dołączyłem do niej i leżeliśmy w ciemności obok siebie, nie mogąc opanować chichotu.
-Idę się umyć. Druga łazienka jest na dole. Nie mam dla ciebie żadnych ubrań, bo Ringo jest zbyt chudy, żebyś się zmieścił w jego. Ale może dasz sobie radę. Zapasowa szczoteczka do zębów jest w szafce.
  Otworzyłem szeroko oczy i zapaliłem lampkę nocną.
-Mam tu zostać? - spytałem zdezorientowany.
-A nie chcesz? - powiedziała odrobinę smutnym tonem.
-Chcę, tylko... No nic. Będę zaszczycony, mogąc z tobą spać.
-Ale tylko spać. Nic więcej?
-Nic więcej - potwierdziłem.

  Piętnaście minut później wchodziłem z powrotem na górę do pokoju Yoko. Miałem na sobie bardzo dużo, bo aż bokserki. Serio. I tyle. Miałem nadzieję, że Prudencja mnie się nie przestraszy. Usiadłem na jej łóżku, a po chwili usłyszałem, że wychodzi z łazienki. Miała na sobie tylko strasznie krótkie spodenki i koszulkę.
-Nie gap się tak - powiedziała, ale ja mógłbym jej zwrócić uwagę na to samo. Weszła pod kołdrę i czekała na moją reakcję. Uchyliła odrobinę pościel w zapraszającym geście. Od razu skorzystałem z okazji i ułożyłem się obok niej. Prudencja zdjęła okulary i sięgnęła do szafki nocnej, która była po mojej stronie. Żeby do niej dosięgnąć, musiała praktycznie się na mnie położyć.
-Wyglądasz jak kret - powiedziałem.
-Spadaj. Nie moja wina, że jestem ślepa - odpowiedziała i przysunęła się odrobinę.
-Mam zgasić światło?
-Zgaś, bo i tak nic nie widzę.
  Sięgnąłem do wyłącznika lampki i pogrążyła nas ciemność. Objąłem ostrożnie Yoko, która położyła głowę na moim torsie. Czułem lekki powiew jej miętowego oddechu. Było mi przy niej cudownie. Szybko zorientowałem się po jej miarowym oddechu, że śpi. Chwilę później już sam zasypiałem trzymając ją w objęciach.

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 37.

  Kiedy Prudencja wróciła wreszcie do domu, od razu powędrowała do łazienki. Zdjęła z siebie ubrania i weszła pod gorący strumień prysznica. Po dwudziestu minutach weszła w pidżamie do swojego pokoju i ukryła się pod kołdrą. Wzięła do ręki swój telefon i szybko wystukała wiadomość:

Nowa wiadomość do: Stanley

Nie mów Ringo, okay? Nie chcę, żeby zaraz wiedzieli o tym wszyscy.

Wysłała, a po kilkunastu sekundach otrzymała odpowiedź.

Nowa wiadomość od: Stanley

Nie powiem, ale nie rozumiem, dlaczego chcesz to ukryć. Wstydzisz się mnie? Po prostu powiedz.

  Prudencja zmarszczyła czoło i odpisała:

Nowa wiadomość do: Stanley

Nie wstydzę się Ciebie. Tylko wiesz, potajemny romans, te sprawy ;)

Odpowiedź od chłopaka nadeszła po chwili:

Okay, okay. Teraz już rozumiem. Dobranoc :)

  Następnego dnia Prudencja chciała wyjść z domu przed bratem, żeby móc zobaczyć się ze Stanem sam na sam. Prawie by jej się udało, gdyby nie to, że zapomniała zabrać zeszytu z zadaniami z matematyki, za którym musiała pobiec na górę. W tym czasie Ringo zdążył już wyjść do czekającego przyjaciela. Rozmawiali chwilę, po czym dołączyła do nich zdyszana dziewczyna.
-Hej, cześć! - rzuciła i pochyliła się, opierając dłonie na udach.
-Kondycja, moja droga. Kondycja! - powiedział sarkastycznie Ringo i ruszył w stronę szkoły, ciągnąc za sobą Stana.
  Chłopak odwrócił się ukradkiem do tyłu i mrugnął do Yoko. Dziewczyna zaczerwieniła się lekko i uśmiechnęła dyskretnie.
-Może byście poczekali? - spytała z wyrzutem i dogoniła ich.
  Idąc, cała trójka rozmawiała i śmiała się od czasu do czasu. Kiedy doszli do szkoły, wszystko było jak zwykle. Prawie wszystko. Tego dnia Stanley nie mógł oderwać wzroku od Prudencji.


Stanley


  Z zamyślenia wyrwał mnie głos Ringo.
-Słuchasz mnie w ogóle?
-Słucham, słucham - odpowiedziałem szybko, ale wiedziałem, że mi nie uwierzył. 
-Tak, jasne. Co ty taki rozkojarzony dziś jesteś? Ciągle się wyłączasz i zapominasz o świecie. Coś się stało?
  Czy coś się stało? Oczywiście. Ale nie mogę mu powiedzieć.
-Nic się nie stało. Trochę mnie głowa boli. To pewnie dlatego nie kontaktuję.
  Ból głowy? Jak zwykle świetna wymówka. Ale Ringo dał mi spokój, a ja mogłem do woli myśleć o Prudencji.

  ***


  Wieczorem drzwi do pokoju Yoko uchyliły się lekko i ukazała się w nich głowa Ringo.
-Idziemy coś zjeść na mieście?
-Nie jestem głodna - odpowiedziała dziewczyna, nie odrywając wzroku od podręcznika.
-Ale ja jestem. Chodź. Dawno nie rozmawialiśmy.
  Prudencji na słowo 'rozmawialiśmy' zrobiło się gorąco. Domyślał się czegoś? Niemożliwe - myślała. Przecież była ze Stanleyem od niespełna dwudziestu czterech godzin. Zgodziła się na wyjście i zeszła na dół. Założyła trampki i wyszła razem z bratem. 
  Po kilkunastu minutach byli w dużej włoskiej restauracji. Zajęli miejsce w kącie sali i czekali na kelnera. Pojawił się przy nich szybko. Był wysoki i nie miał więcej, niż dwadzieścia pięć lat. Krótkie włosy i kilkudniowy zarost pasowały do niego idealnie. Zebrał od nich zamówienie i uśmiechnął się przelotnie do dziewczyny. Odpowiedziała mu tym samym, a na jej policzki wkradły się różowe plamy.
- No więc co u ciebie słychać, siostro? - spytał nagle Ringo.
  Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Wkrótce ten sam przystojny kelner przyniósł ich pizze.
-Życzę smacznego. Gdyby państwo zdecydowali się na deser - mówił, patrząc Prudencji w oczy - polecam tiramisu.
-Dziękujemy - odpowiedziała.
  Po odejściu chłopaka, Ringo zaczął temat życia uczuciowego swojej siostry. 
-Nie ma tam nikogo na horyzoncie? 
-Ile razy mam ci powtarzać, że nie - westchnęła.
-A Stanley?
-Co:Stanley?
-Myślałem, że ze sobą kręcicie. On cię lubi, wiesz?
-Ja też go lubię. Ale bardziej w granicach tolerancji - wypierała się. 
-Okay. Stanley nie. A ten kelner? - spytał, nachylając się odrobinę.
-Jaki kelner? - pytała z udawanym zdziwieniem.
-Przecież patrzył na ciebie, jakby chciał ci zasugerować, że to nie tiramisu ci poleca na deser, tylko siebie.
  Yoko zaśmiała się szczerze, nie mogąc opanować. 
-Skoro tak twierdzisz - powiedziała i zabrała się za swoją pizzę. 

  Pół godziny później do ich stolika zbliżał się po raz kolejny kelner. Ringo wstał.
-Idę do toalety. Tylko bez flirtów mi tu - powiedział i rzucił spojrzeniem na podchodzącego mężczyznę.
  Prudencja poprawiła okulary opadające jej na czubek nosa i uśmiechnęła się lekko do stojącego obok jej stolika chłopaka.
-Podać coś jeszcze? - spytał.
-A co pan proponuje? - spytała z zalotnym uśmiechem.
-Powiem co proponuję, jeśli powie mi pani, jak pani na imię - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
-Prudencja, a pan?
-Colin, bardzo mi miło - odparł.
-Mnie również.
-Z chęcią porozmawiałbym z tobą dłużej, Prudencjo, ale muszę wracać do pracy. A poza tym zbliża się do nas twój towarzysz.
-To mój brat. I proszę dwa razy tiramisu.
-Już się robi. Zaraz przyniosę.
-Czekam - rzuciła Yoko.
  Po chwili naprzeciwko niej usiadł Ringo.
-Mówiłem, że masz z nim nie flirtować - powiedział z naganą.
-A co ci do tego? I poza tym, ja z nikim nie flirtuję.
-Tak, właśnie widziałem. Jesteś bezwstydna - powiedział udając karcący ton, ale roześmiał się, co zepsuło efekt.
-A ty głupi, braciszku.
-Nie rań - odpowiedział, łapiąc się za serce.
  Kiedy Colin przyniósł ich ciastka Prudencja zobaczyła na swoim talerzyku małą karteczkę.

Zadzwoń, jeśli masz ochotę :)
07871796120
Kończę pracę o dwudziestej.
Colin

-Co ty tam masz? - spytał ją nagle Ringo.
-Nic nie mam.
-Nic nie masz?
  Prudencja już miała schować karteczkę do kieszeni, kiedy nagle chłopak wyrwał ją z jej ręki.
-Oddawaj to! - powiedziała z naciskiem.
-Widzę, że masz nowego wielbiciela. I co, zadzwonisz do pana Colina?
-Nie twoja sprawa, oddaj.
  Ringo zwrócił dziewczynie jej własność, ale już do końca wieczoru była nachmurzona i nie odzywała się do brata, skubiąc odrobinę zamówionego ciasta.
-Wracamy do domu? - spytał wreszcie Ringo.
  Prudencja tylko kiwnęła głową. Zapłacili za rachunek i wyszli w drogę powrotną.

  Kiedy Yoko leżała już w łóżku, pomyślała o wszystkim, co działo się w dzień. A przede wszystkim o epizodzie z kelnerem. Może to było głupie, ale dla Prudencji był to swojego rodzaju test. Zgodziła się być ze Stanleyem, ale tak naprawdę nie wiedziała, co do niego czuje. Było jej przy nim dobrze, lubiła z nim rozmawiać, uwielbiała na niego patrzeć i milczeć. A już szczególnie podobały się jej pocałunki. Ale nie była pewna, czy nie czułaby tego przy każdym przystojnym i inteligentnym mężczyźnie. Musiała sprawdzić, czy poczuje to samo, flirtując z Colinem. Trochę się bała, że tak się stanie, ale mimowolnie odetchnęła z ulgą, kiedy okazało się, że flirtowanie z kelnerem, a przebywanie w towarzystwie Stanleya to dwie różne rzeczy. A ta pierwsza w niczym nie dorównywała tej drugiej. Z tą myślą odpłynęła w głęboki sen.

Stanley


  Kiedy razem z Ringo i Prudencją szliśmy do szkoły, nie spodziewałem się, jak bardzo popieprzony będzie ten dzień. Przez całą drogę chciałem chociaż przelotnie dotknąć ręki mojej dziewczyny, ale na nasze nieszczęście między nami stał Ringo. Musiałem się z tym pogodzić, więc słuchałem jego opowieści o wczorajszym wieczorze.
-I wiesz co? Nie sądziłem, że z mojej siostry jest taka kokietka.
  Momentalnie zacząłem słuchać jego słów.
-Tak? - spytałem niby od niechcenia.
-Ringo przestań. Nie ma o czym opowiadać - przerwała mu Prudencja.
-Nie ma o czym opowiadać? A kto wczoraj flirtował i robił maślane oczy do pana Zamów Mnie, a Nie Tiramisu Colina?
  O nie. Już byłem mega wkurzony. Ringo kontynuował opowiadanie, a ja coraz bardziej się spinałem. Byliśmy ze sobą tak krótko, a ona już mnie zdradzała. Kurwa. Wiedziałem, że ta dziewczyna doprowadzi mnie do szału. Kiedy weszliśmy do szkoły, minąłem ją bez słowa. Widziała, że jestem wkurzony. Siedziała na ławce przed klasą obok Briana. Stoję naprzeciwko niej i staram się nie patrzeć w jej kierunku. Oczywiście mi się to nie udaje. Widzę, jak wyciąga z kieszeni telefon. Po chwili odkłada go, a ja czuję wibracje. Wyciągam swój telefon i widzę wiadomość.

Nowa wiadomość od: Prudencja

Boże, czy Ty zawsze musisz słuchać Ringo? I zawsze mu wierzyć? Może chociaż raz najpierw wysłuchałbyś mnie.

Nie odpisuję, czym wywołuję kolejną falę jej irytacji. Jej! To raczej ja powinienem się irytować. Telefon po raz drugi daje o sobie znać.

Nowa wiadomość od: Prudencja

Chodzimy ze sobą od niecałych 48 h, a Ty już mnie wkurwiasz.

  Ostentacyjnie chowam telefon do kieszeni i mrożę Prudencję wzrokiem. Unikam jej przez cały dzień. Podczas ostatniej przerwy wchodzę do łazienki, by umyć ręce. Po chwili słyszę, że za kimś zamykają się drzwi i słyszę głos:
-Wyjazd stąd.
  Patrzę, jak grupa chłopaków z pierwszych klasy wychodzi z łazienki pod czujnym okiem Prudencji.
-To męska łazienka - mówię tylko.
-Widzę, ty dupku. Jesteś popierdolony.
-Miło mi to słyszeć - mówię z sarkazmem.
-Co mi się w głowę stało, że zgodziłam się na to nasze chodzenie, skoro ty już się na mnie obrażasz?
-Wcale się nie obrażam - mówię, chociaż oboje wiemy, że to nieprawda.
  Prudencja przekręca kluczyk w drzwiach i patrzy na mnie tymi wielkimi oczami.
-Jak już mówiłam, jesteś popierdolony, ale ja podobno też nie jestem normalna - mówi.
  Po tych słowach podchodzi do mnie i gwałtownie mnie całuje. Przez chwilę nie mogę złapać tchu i ze zdziwienia nie oddaję pocałunku. Jestem zbyt wkurwiony. Ale kiedy zjeżdża pocałunkami na moją szyję, mimowolnie wydaję z siebie niski jęk. Obejmuję ją mokrymi dłońmi w pasie i przyciągam jeszcze bliżej. Rozkoszuję się jej bliskością, kiedy nagle odsuwa się ode mnie i otwiera drzwi.
-Zastanów się tylko, czy będziesz w stanie mi ufać - rzuca i wychodzi.
  Stoję na środku łazienki i zastanawiam się, co ta dziewczyna ze mną robi.

wtorek, 9 czerwca 2015

Rozdział 36.

  Od spotkania Stanleya i Prudencji w kawiarni minęło już półtora miesiąca. Od tamtej pory ich zachowanie w stosunku do siebie zmieniło się. Zachowywali się wobec siebie bardziej swobodnie, jak przyjaciele. Prudencja nie czuła już tego zakłopotania, które wcześniej zawsze jej towarzyszyło w obecności długowłosego chłopaka. Nie zniknęło całkiem, ale z pewnością się diametralnie zmieniło. Prudencja często siadała razem ze Stanleyem i Ringo w szkole, przy telewizorze lub z nosami w książkach. Stali się sobie bliżsi, ale Yoko bała się tego, co za tym idzie.

  Prudencja siedziała na podłodze, opierając się plecami o swoje łóżko. Jej wielkie zielone oczy ukryte za grubymi szkłami okularów błądziły po kolejnych linijkach książki. Nagle poczuła w kieszeni granatowych dresów wibracje. Odłożyła Norwegian wood na bok i wyjęła telefon. 

Nowa wiadomość od: Stanley

Hej, wpadniesz obejrzeć mecz? U mnie o 18.

Mimowolnie lekko się uśmiechnęła. Odpisała mu tylko:

Okay.

  Spojrzała na zegarek. Ma jeszcze godzinę. Dokończyła rozdział książki i w duchu podziękowała Bogu, że istnieją tacy pisarze, jak Haruki Murakami. Po tej cichej modlitwie wstała i zabrała się za przebieranie. Spojrzała żałośnie na swój dres i westchnęła ciężko. Wyjęła z szafy czerwono- czarne kraciaste rurki i czarną rozpinaną koszulę. Wciągnęła na nogi zielone all stary i wyszczotkowała włosy, zawiązując je w niewielkiego koka. Umyła zęby i zajrzała do gabinetu ojca, który siedział za biurkiem nad stertą teczek i dokumentów.
-Idę do Stana, tato - powiedziała szybko i już miała z wyjść, kiedy zatrzymał ją jego głos.
-Zaraz, zaraz. Przestaje mi się to podobać, że wychodzisz, kiedy chcesz i nie umawiasz się ze mną, o której masz wrócić.
-Nie jestem już mała. Kiedyś nie miałam takich ograniczeń, to i teraz sobie je daruj - westchnęła.
-Bo kiedyś nie miałaś chłopaka - rzucił Mark.
-Nie mam chłopaka - odpowiedziała zniecierpliwiona. - Stanley to przyjaciel.
-Naprawdę wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
-Tak, tato. Wierzę. I przestań ciągle sugerować, że jest inaczej. Czołem!
  Prudencja zbiegła szybko po schodach i narzuciła na ramiona kurtkę. Dni były już ciepłe, ale w wieczór wolała się zaopatrzyć w skórzaną ramoneskę. Wyszła z domu i wkroczyła na leśną ścieżkę.
  Po kilkunastu minutach Prudencja stała naprzeciw dwóch wielkich domów, z których jeden należał do rodziny Stanleya, a drugi do jego stryjecznego brata- Vincenta. Na swoje nieszczęście Prudencja musiała wpaść na drugiego z nich. Vincent wychodził właśnie z podwórza na drogę.
-Kogo ja widzę? - spytał drwiąco. - Ty tutaj? Sama? A do tego w wieczór. Nie boisz się tu tak spacerować?
-Taaak, strasznie się boję. A już szczególnie wtedy, kiedy jestem zmuszona patrzeć na ten twój kretyński uśmieszek - odpowiedziała i ruszyła do bramy dworku Stanleya.
-A więc idziesz do mojego kochanego kuzyna? Czyżby w końcu zabrał się do rzeczy i oczarował cię swoim wdziękiem? A może to ty złapałaś go w swoje sidła? Generalnie to nie ma w tym żadnej różnicy. Oboje jesteście siebie warci - prychnął i odszedł w swoją stronę.
  Prudencja zapukała do drzwi, a po chwili stanął w nich Stanley. Jego burza blond loków była wyjątkowo roztrzepana, jakby dopiero co wstał z łóżka. Na widok Prudencji uśmiechnął się leniwie podnosząc prawy kącik ust i zaprosił ją do środka. 
-Pójdziemy do salonu, okay? Będzie nam się lepiej oglądało na większym telewizorze. Chodź - powiedział i zaprowadził ją do środka. Zdążyli w ostatniej chwili, bo drużyny już wchodziły na stadion. 
-Punktualność, nie ma co  - zadrwił Stan.
-Byłabym wcześniej, gdyby mnie nie zatrzymał twój kochany braciszek - odpowiedziała cicho.
-Braciszek? Chyba nie Mike?
-Mike? Skąd. Chodziło mi raczej o sąsiada.
-Vincent? - Prudencja skinęła głową. - Czego chciał?
-Nie wiem, z nim się trudno dogadać - powiedziała. - I nic już nie mów, bo mecz się zaczął.
  Oglądali razem rozgrywkę, siedząc na dużej kanapie. Prudencja co chwila irytowała się i krzyczała to na sędziego, to na piłkarzy. 
-No jaki faul? Przecież ten symulant sam się przewrócił! Czy ty masz oczy po złej stronie głowy? Nie widziałeś? Kto cię tu zatrudnił, palancie?
  Stanley zaśmiewał się z komentarzy dziewczyny. Zamiast na meczu, skupił się na niej, kiedy wymachując rękami w stronę telewizora, krzyczała na wszystkich zawodników. Drużyna, na którą liczyła przegrywała 2:1. Zakończyła się pierwsza połowa, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Stanley zerwał się z miejsca i poszedł otworzyć.
  Po chwili Yoko usłyszała niezbyt radosny głos chłopaka.
-Babcia? Dziadek? Co tu robicie? - spytał zaskoczony.
-To tak nas witasz? - odpowiedział kobiecy głos z wyrzutem.
-Wejdźcie do środka - zaprosił ich.
  Niedługo potem do salonu wszedł Stan z elegancką siwowłosą kobietą i starszym mężczyzną w brązowej marynarce, ciasno opinającej pokaźnych rozmiarów brzuch. Dziewczyna wstała, a Stanley przedstawił ją.
-Babciu, dziadku to jest Prudencja. A to są moi dziadkowie.
  Dziewczyna podała dłoń każdemu z osobna.
-Prudencja Hartfield. 
-Stanley Carlstone. Senior - zaśmiał się starszy pan. - A to moja żona Frances. 
  Frances Carlstone popatrzyła na dziewczynę z lekkim zgorszeniem. Mogła nim dorównać samej matce Stanleya, która patrzyła na nią w ten sam sposób za każdym razem, gdy ją widziała.
-Bardzo mi miło - odpowiedziała uprzejmie.
-Nam również jest miło cię poznać, Prudencjo - powiedział Stanley senior. - Zaraz, zaraz. Masz na nazwisko Hartfield? Znałem kiedyś pewnego Hartfielda. Był najlepszym przyjacielem twojego ojca, Stan. Miał na imię Mark. Pamiętasz Frances, moja droga?
-Pamiętam, to było wieki temu.
-Może jesteście spokrewnieni? - powiedział, ale jakby nie oczekując odpowiedzi.
-To mój tato - odparła Yoko. 
-Naprawdę? Jaki ten świat mały!
  Stanley junior i Prudencja stali naprzeciw jego dziadków. Dziewczyna wzięła do ręki szklankę z sokiem.
-Więc Prudencja to twoja przyjaciółka, Stanleyu? - spytała jego babcia.
  Yoko wzięła łyk soku, kiedy chłopak odpowiedział:
-To moja dziewczyna.
  Reszta działa się jakby w zwolnionym tempie. Prudencja otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia i zakrztusiła się sokiem, który z jej ust wyleciał prosto na sukienkę Frances. Dziewczyna ze szkarłatną twarzą dusiła się od kaszlu, Stanleyowie patrzyli na nią i panią Carlstone, która skrzywiła się jeszcze bardziej, patrząc na swoją kremową sukienkę, upstrzoną wielką plamą soku pomarańczowego. 
-Mama, tato? A co wy tu... Co się dzieje?
  Prudencja wykrztusiła tylko:
-O kurwa.
  Dziadek Stanleya wybuchł gromkim śmiechem, a jego wnuk mu zawtórował. Śmiali się do rozpuku. Prudencja wreszcie przestała kaszleć i patrzyła przerażona na starszą panią. David i Jasmine, rodzice Stana, wpatrywali się w rozgrywającą się na ich oczach scenę. 
-O mój Boże. Przepraszam. Strasznie panią przepraszam, ja... O Boże - wydusiła Prudencja. 
  Stanley, wciąż się śmiejąc, poszedł po coś, by jego babcia wytarła nieszczęsną plamę. Yoko raz po raz przepraszała starszą panią, a rodzice chłopaka stali pół rozbawieni, pół przerażeni.
  Po kilkunastu minutach Frances Carlstone zdołała doprowadzić się do względnego porządku, a Yoko przeprosiła ją po raz kolejny i stwierdziła, że chyba będzie się już zbierać.
-Odprowadzę cię - odpowiedział natychmiast chłopak.
  Prudencja włożyła czarną ramoneskę i wyszła na zewnątrz razem ze Stanleyem.
-Może cię zawieźć? - spytał.
-Nie, dzięki. Przejdę się - odpowiedziała.
-Idę z tobą. Nie będziesz szła sama przez las.
  Dziewczyna westchnęła z irytacją, ale nie protestowała. Szli przez chwilę, nie odzywając się do siebie.
-No i nie wiemy, jak skończył się mecz - przerwał ciszę chłopak.
-Taa, nie wiemy. Przepraszam - powtórzyła dziewczyna po raz kolejny. - Nie chciałam wypluć na twoją babcię soku, ale - odchrząknęła - trochę mnie zaskoczyłeś.
-Zauważyłem, że byłaś zaskoczona, ale nie wiem, z jakiego powodu.
-Nie wiesz, z jakiego powodu? A kto powiedział, że jestem jego dziewczyną? - spytała z wyrzutem.
-A czyją dziewczyną jesteś, jeśli nie moją?
-No to fajnie wiedzieć, że nią jestem. Tylko skąd ten wniosek?
-Jaki wniosek?
-No ten, że jestem twoją dziewczyną - powiedziała z naciskiem na ostatnie słowo.
-Spędzamy ze sobą dużo czasu, czujemy się ze sobą raczej swobodnie, dużo rozmawiamy, strasznie mi się podobasz i czuję coś w brzuchu, kiedy na ciebie patrzę.
-Może to niestrawność? - zasugerowała.
  Stan zaśmiał się.
-Raczej nie do końca o to mi chodziło. We wszystkich głupich romansidłach piszą o motylach w brzuchu. Kiedyś myślałem, że to wymysł pisarek, ale teraz zwracam honor, bo to jednak prawda.
  Dziewczyna przez chwilę nie wiedziała, jak ma mu odpowiedzieć.
-Myślałam, że jesteśmy dla siebie bardziej jak rodzeństwo - odparła w końcu.
-To rodzeństwo się ze sobą całuje? Pozazdrościć Ringo.
-Głupi jesteś. Wiesz, że nie o to mi chodzi.
-Więc traktujesz mnie jak brata? - spytał.
  Policzki Prudencji zaczerwieniły się mocno, ale nawet w blasku księżyca nie było to zbyt widoczne, za co dziękowała w duchu.
-Sama nie wiem. Po prostu nie wiesz, w co się pakujesz, chcąc być moim chłopakiem.
-No więc wyjaśnij.
-No wiesz, małżeństwo, dzieci.
-Dz-dzieci? - wyjąkał przerażony Stanley.
  Przez chwilę Prudencja szła cicho, ale zaraz wybuchła śmiechem.
-Boże, ale się przestraszyłeś - powiedziała.
-Nigdy więcej tego nie rób - odpowiedział urażony chłopak.
  Znów szli w milczeniu, ale Prudencja wiedziała, że Stan jeszcze nie skończył tego tematu.
Byli już niedaleko domu Yoko, kiedy spytał:
-Chcesz być moją dziewczyną?
-Źle sformułowałeś pytanie. Powinno być: czy chcesz spróbować  być moją dziewczyną?
-Okay. Jeszcze raz: czy chcesz spróbować być moją dziewczyną?
-No dobrze. Chcę. Ale bez rozgłaszania tego całemu światu, okay? Bez trzymania za rączkę, namiętnych pocałunków przy szkolnej widowni i tak dalej. Rozumiesz?
  Stanley odrobinę się zdziwił, ale nie negował jej zdania.
-Skoro tak wolisz, to zgadzam się. Może być bez tego wszystkiego. To znaczy mam nadzieję, że te namiętne pocałunki tylko bez widowni, tak?
-No chyba tak - odpowiedziała, a Stanley mocno wpił się w jej wargi.
-To całe szczęście, moja dziewczyno.